0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
20 grudnia 2021

Nowe leki i COVID – rząd się nie spieszy. Kupujemy, ale z użyciem zaczekamy 

Do Polski dotarły dopuszczone niedawno w Europie tabletki na COVID. "W tym tygodniu eksperci zdecydują, komu i gdzie będą dystrybuowane” - mówi wiceminister Waldemar Kraska. Dlaczego rząd nie zadbał o to wcześniej? Przecież o tym, że leki dotrą, było wiadomo od dość dawna 

Wydrukuj

W Polsce przeżywamy czwartą falę pandemii. Codziennie czytamy o wielu tysiącach nowych zakażeń SARS-CoV-2 (dziś, 20 grudnia akurat liczba ta jest mniejsza – 9 609, ale dane z niedzieli są zawsze niższe). Część z tych osób (zwłaszcza nieszczepionych) trafi do szpitali, a kolejna część spośród hospitalizowanych pacjentów niestety umrze.

Wiemy, że najlepszą ochroną przed ciężkim przebiegiem choroby są szczepienia. Ale, po pierwsze, nie wszyscy mogą się szczepić, ponadto u niektórych z nas szczepionki wywołują słabszą odpowiedź immunologiczną. Między innymi dlatego firmy farmaceutyczne od początku pandemii usilnie poszukują innej broni przeciw wirusowi – prostych w użyciu, najlepiej doustnych, leków hamujących namnażanie SARS-CoV-2 w naszych organizmach.

Póki leku nie dostaniemy, radość nie jest pełna

O postępie tych badań piszemy regularnie w OKO.press. Niedawno o dwóch takich specyfikach – molnupiravirze produkowanym przez firmę Merck i paxlovidzie Pfizera, a także innych próbach terapii, rozmawialiśmy z prof. Wojciechem Szczeklikiem, szefem Kliniki Intensywnej Terapii i Anestezjologii w 5 Wojskowym Szpitalu Klinicznym z Polikliniką w Krakowie.

W czasie, gdy prowadziliśmy tę rozmowę, molnupiravir został już dopuszczony do użycia w Wielkiej Brytanii. Europejska Agencja Leków zaczęła też rozpatrywać wniosek producenta o dopuszczenie tego preparatu na rynek europejski.

Z wczesnych badań wynikało, że lek ten, o ile zastosuje się go we wczesnym etapie choroby, tj. do 5 dni od diagnozy, może być skuteczny w zapobieganiu hospitalizacjom i zgonom nawet w 50 proc. (W międzyczasie ów procent uległ obniżeniu do 30, ale i tak jest o co walczyć. Obniżenie o 30 proc. ryzyka trafienia do szpitala i zgonu, to gra warta świeczki).

14 listopada cieszyliśmy się z prof. Szczeklikiem z zapowiedzi rządu, że Polska włączyła się już w proces zakupu molnupiraviru przez Unię.

Według urzędników miał się on pojawić w kraju na początku lub – najpewniej – w połowie grudnia.

“Póki leku nie dostaniemy, radość nie jest pełna” - powiedział OKO.press prof. Szczeklik.

Agencja Rezerw milczy

W ostatnich dniach o molnupiravirze w Polsce było jeszcze cicho, za to pojawiły się informacje o braku leków stosowanych już od wielu miesięcy w leczeniu szpitalnym COVID-19.

16 grudnia 2021 dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Izby Lekarskiej alarmował na Twitterze:

“Z wielu szpitali w kraju dostajemy ten sam sygnał - brak leków przeciw COVID-19. W rządowej agencji rezerw nie można zamówić leku przeciwwirusowego (remdesiwir) ani leku ratującego pacjentów przed wstrząsem cytokoninowym (tocilizumab). Same łóżka nie leczą”.

Napisałem 18 grudnia do Agencji Rezerw Materiałowych (telefonu nikt nie odbiera) z prośbą o informację, jak wyglądają zapasy tych leków. Jak dotąd, nie doczekałem się odpowiedzi.

W międzyczasie, w niedzielę 19 grudnia, rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz poinformował, że w czwartek (16 grudnia) do Polski trafiło 42 tys. dawek remdesiwiru, docierają też tocilizumab i monlupiravir (cyt. za PAP).

A zatem było coś na rzeczy, skoro ministerstwo uspakajało w kwestii zakupu przez Polskę leków.

Dlaczego dopiero "w tym tygodniu"?

Zwróćmy uwagę, że przy okazji rządzący po raz kolejny postanowili pochwalić się zakupem nowej tabletki na COVID.

PAP cytuje też wiceministra zdrowia Waldemara Kraskę:

“Minister poinformował, że pierwsza partia leków na COVID [wspomniany molnupiravir] dotarła już do Polski. I tu najciekawsza wiadomość: “»W tym tygodniu eksperci zdecydują komu i gdzie będą dystrybuowane« - powiedział Kraska”.

Dlaczego dopiero “w tym tygodniu?”. Przecież o tym, że lek dotrze do kraju, było wiadomo od dość dawna. Czy eksperci nie powinni opracować planu dystrybucji zaraz po tym, kiedy Polska lek zamówiła?

To rzeczywiście wymaga chwili zastanowienia. Lek według wcześniejszych zapowiedzi rządu będzie podawany tylko ściśle określonej, wybranej grupie pacjentów. Powinni go otrzymać ci, którym grozi ciężki przebieg choroby, a więc starsi, osoby z tzw. wielochorobowością, mający niedobry immunologiczne, prawdopodobnie chorzy na nowotwory, a być może także nieszczepieni, których już nie zdąży się zaszczepić, a zakazili się SARS-CoV-2.

Trzeba takie osoby po pierwsze przebadać w kierunku wirusa, a następnie wyłapać i zakwalifikować do szybkiej kuracji molnupiravirem. Kto ma to robić? Pewnie lekarze POZ. Gdzie w pierwszej kolejności wysyłać lek? Może do tych rejonów, gdzie wykrywa się najwyższy poziom zakażeń.

A więc jest nad czym myśleć, ale dlaczego przystępuje się do tego dopiero teraz? Wygląda na to, że prof. Szczeklik wykrakał opóźnienia.

Rząd ma czas

Określenie “w tym tygodniu” jest wprawdzie dość pojemne. Może to być poniedziałek, ale może być też piątek, a nawet sobota.

Rząd postępuje tak, jakby się nic nie działo. A przecież każdy dzień straty w dystrybucji leku oznacza, że pewnej liczby osób nie ochronimy przed ciężkim przebiegiem choroby i być może zgonem.

Wirus znów jest przed nami. Rząd ma czas. Czyżbyśmy zamierzali oszczędzać lek na piątą falę, którą już zapowiadają rządzący?

O zakupie innej tabletki - paxlovidu przez Polskę na razie nic nie słyszymy. Europejska Agencja Leków nie dopuściła go jeszcze na rynek, aczkolwiek 16 grudnia wydała rekomendacje dotyczące stosowania go w sytuacjach nagłych.

“Lek może być stosowany w leczeniu osób dorosłych chorujących na COVID-19, którzy nie wymagają podawania tlenu, ale u których występuje ryzyko rozwinięcia ciężkiej formy tej choroby” - oznajmiła Agencja.

Dodajmy, że skuteczność paxlovidu jest znacznie wyższa niż molnupiraviru. Pięć dni temu lek. Bartosz Fiałek twitował: “Świetne wieści od Pfizera ws. ich leku opracowanego w celu terapii COVID-19. (...) paxlovid redukuje ryzyko hospitalizacji i zgonu z powodu choroby o 89 proc!”.

Paxlovid też trzeba podawać szybko na początku infekcji.

Jeżeli dojdzie do zakupu tego leku przez rząd, a preparat z pewnością by się nam przydał, namawiam, by już teraz zastanowić się nad jego dystrybucją.

Dlaczego nie kupujemy przeciwciał?

I na koniec jeszcze kwestia jednej grupy leków, również do wczesnego stosowania, na początku infekcji. Chodzi tu o przeciwciała monoklonalne, które po pierwsze są drogie (molnupiravir i paxlovid też nie należą do tanich – koszt terapii to ok. 700 dolarów), a po drugie mają postać dożylnych wlewów i nie można ich tak jak tabletki przyjmować w domu.

Leki te mają jednak dość wysoką skuteczność. Wchodzi ich na rynek coraz więcej, także w Europie. W Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie ich użycie stało się normą, u nas w Polsce niestety w ogóle ich nie ma.

W Stanach kombinacje takich monoklonalnych przeciwciał produkuje pełną parą kilka firm. Bardzo łatwo dostać akceptację ubezpieczalni na ich użycie. Stosuje się je u niehospitalizowanych pacjentów z łagodnym lub średnio nasilonym przebiegiem COVID, co do których istnieje obawa, że choroba może przybrać ciężki obrót. Leki podaje się ambulatoryjnie. Ich działanie bywa spektakularne, temperatura chorego potrafi spaść gwałtownie w ciągu doby.

W Polsce nie tylko ich nie ma, ale w ogóle się o tym braku nie dyskutuje.

Rozmawiałem z kilkoma lekarzami na ich temat. W tych rozmowach powtarzał się wątek wysokiej ceny [przykładowo jedna dawka REGN-COV2 kosztuje od 1500 do 2000 euro, ale jak to się porówna z kosztem leczenia osoby ciężko chorej na COVID w szpitalu, to i tak nie jest to wielka kwota], a także kłopotów z podawaniem leku. W Polsce pewnie trzeba by to robić w szpitalach, a te są zapchane. W Stanach wlewy takie robi się ambulatoryjnie.

Tak czy inaczej, nie można powiedzieć, że nasz kraj stosuje wszystkie dostępne środki na wojnie z wirusem. Co gorsze, jeśli je kupujemy, nie potrafimy się sprężyć, by je jak najszybciej, najefektywniej zastosować.

Udostępnij:

Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Założył tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne