0:00
17 stycznia 2021

Nowe opium dla ludu. Dlaczego ludzie wierzą, że światem rządzą kosmiczne jaszczury?

Niemal 30 proc. amerykańskich wyborców uznaje, że ściśle zakonspirowana elita dąży do przejęcia władzy nad światem, a 4 proc., że ta zakonspirowana elita już dziś światem rządzi, a składa się ze… zmiennokształtnych jaszczurów przybyłych z kosmosu. Dlaczego ludzie w to wierzą? Odpowiedź tkwi m.in. w brutalnym systemie ekonomicznym - pisze Tomasz Stawiszyński*

Wydrukuj

Marie-Louise von Franz, jedna z najbardziej znanych i niewątpliwie najzdolniejszych uczennic Carla Gustava Junga, XX-wiecznego szwajcarskiego psychologa i psychoanalityka, lubiła przy najprzeróżniejszych okazjach opowiadać pewną anegdotę. Kiedy była jeszcze początkującą terapeutką, Jung zapoznał ją z osobliwą historią jednej ze swoich pacjentek. Przez kilka miesięcy w roku pacjentka ta pozostawała w stanie głębokiej katatonii, kiedy zaś z niej wychodziła, powtarzała z głębokim przekonaniem, że cały ten czas spędziła na Księżycu, sprawując tam funkcję królowej jakiegoś kobiecego plemienia. Komentując tę historię, Von Franz odruchowo zakwalifikowała wersję pacjentki jako urojenia albo konfabulację. – Ależ skąd! – odpowiedział podobno Jung. – Ona naprawdę była na Księżycu!

Cały sens tej anegdoty zamyka się w z pozoru oczywistej diagnozie, że nasze najbardziej subiektywne odczucia oraz egzotyczne przekonania – choć z zewnątrz jawnie nieprawdziwe – prezentują się w naszym własnym przeżyciu jako stuprocentowo rzeczywista rzeczywistość. I, co istotne, stanowią bardzo często zasadniczy motor naszych działań. Zwłaszcza jeśli odzwierciedla się w nich zarazem jakaś głęboka prawda emocjonalna, słowem, jeśli zaspokajają jakieś nasze istotne potrzeby. To był właśnie przypadek owej pacjentki, której trudne doświadczenia kazały ostatecznie wybrać królewską egzystencję na Księżycu, nie zaś tu, na Ziemi, gdzie jej życie było niewątpliwie znacznie bardziej skomplikowane i frustrujące.

Wbrew pozorom jednak słowa Junga to wcale nie jest oczywistość, ale klucz do zrozumienia wielu z pozoru dziwacznych i niedorzecznych ludzkich zachowań czy poglądów, które z perspektywy racjonalnej wydają się pozbawione jakiegokolwiek sensu.

Bez wątpienia definicję takiego dziwacznego, niedorzecznego zachowania i poglądu spełnia niedawny napad na amerykański Kapitol motywowany domniemaniem, że mieści się tam światowa siedziba tajnej szajki pedofilów i kanibali, którzy podstępnie sfałszowali wyniki wyborów. A wszystko dlatego, że Donald Trump jest jedynym człowiekiem mogącym położyć kres ich zdegenerowanym rządom.

To właśnie tego rodzaju zestaw przekonań – bytujący w przestrzeni wirtualnej pod zbiorczą egidą QAnon i będący obecnie jedną z najpopularniejszych teorii spiskowych w Stanach Zjednoczonych – wyznawała znaczna część osób szturmujących 6 stycznia 2021 roku budynek amerykańskiego parlamentu. A z całą pewnością wyznawali go Ashli Babbitt, która w trakcie zamieszek zginęła postrzelona przez policję oraz Jake Angeli, znany już bez mała na całym świecie rogaty szaman, o wyglądzie co najmniej równie ekscentrycznym, co jego polityczne przekonania.

Dodatkowo – a to już jest okolicznością całkowicie bezprecedensową – do tego szturmu zachęcał ich de facto urzędujący prezydent Donald Trump, który, po pierwsze, od lat cynicznie podsycał spiskowe nastroje (ostatecznie to on spopularyzował ongiś plotkę, że Barack Obama urodził się tak naprawdę w Afryce), a po drugie w ostatnich miesiącach regularnie podważał wyniki wyborów.

Światem rządzą Jaszczury

Cóż, jakkolwiek dziwaczne i bzdurne mogą wydawać się koncepcje wyznawane przez tych ludzi, w taką czy inną wersję teorii spiskowych wierzy dzisiaj znaczna część mieszkańców Stanów Zjednoczonych i Europy.

Dla przykładu, wedle dużych badań przeprowadzonych w 2013 roku, niemal 30 proc. amerykańskich wyborców uznaje, że ściśle zakonspirowana elita dąży do przejęcia władzy nad światem, a 4 proc., że ta ściśle zakonspirowana elita już teraz światem rządzi, a składa się ze… zmiennokształtnych jaszczurów przybyłych z kosmosu.

Ostatnie amerykańskie wybory, a nade wszystko pandemia koronawirusa – jak pokazują sondaże przeprowadzone w minionym roku – zdecydowanie zintensyfikowały spiskowe nastroje nie tylko w USA, ale także na Starym Kontynencie. Z badań opinii publicznej przeprowadzonych latem 2020 wynika, że około 65 proc. respondentów w krajach Unii Europejskiej nie tylko nie wierzy ekspertom, ale dodatkowo podejrzewa ich o celowe zatajanie jakichś związanych z koronawirusem informacji.

Wszystkie te dane – w połączeniu z drastycznymi obrazami wydarzeń z 6 stycznia bieżącego roku – skłaniają do tezy, że współcześnie, w epoce mediów społecznościowych i wielopoziomowego kryzysu demokracji, teorie spiskowe stają się czymś na kształt powszechnego światopoglądu. Jakie mogą być tego konsekwencje? Ni mniej, ni więcej tylko utrata wspólnej rzeczywistości, czyli po prostu: utrata poczucia wspólnoty.

Niczym pacjentka doktora Junga, coraz większa liczba mieszkańców i mieszkanek zachodniej kultury z upodobaniem przenosi się dzisiaj na Księżyc.

To znaczy do takich wyobrażonych uniwersów, których architektura spełnia tylko jedno zadanie: dostarcza takiego opisu świata, jaki w danym momencie wydaje się najbardziej gratyfikujący, nie zaś takiego, który odpowiada realiom.

Kosmos zamiast chaosu

Dzieje się tak być może również dlatego, że realia stały się dziś po prostu trudne do zniesienia. Historycy badający to fascynujące zjawisko datują właściwy początek teorii spiskowych na czasy Rewolucji Francuskiej. Choć rozmaitych antecedencji spiskowego myślenia można by w zasadzie szukać jeszcze w starożytności, dopiero upadek dawnego, wydawałoby się: nienaruszalnego porządku świata, tak zwanego ancien regime, wywołał u schyłku XVIII wieku tak głęboki, masowy szok w europejskim społeczeństwie, że zaczęto domniemywać jakoby musiały za tym stać jakieś tyleż niewidzialne, ile intencjonalnie działające siły. „Jacyś inni szatani” – by posłużyć się cytatem spopularyzowanym przez pewnego polskiego polityka starszego pokolenia, który sam nie stroni od posługiwania się spiskowymi schematami.

Teorie spiskowe spełniają zatem zasadniczą, psychologiczną funkcję: wprowadzają kosmos tam, gdzie jest chaos (greckie słowo κόσμος oznacza porządek - przyp. red.); porządek tam, gdzie jest nieporządek; pewność tam, gdzie jest niepewność; spójność tam, gdzie zanikło bezpieczne kontinuum.

Ta funkcja teorii spiskowych idzie z kolei w parze z pewną ich szczególną cechą, którą przed laty precyzyjnie opisał austriacki filozof nauki Karl Raimund Popper, a mianowicie: z ich niewywrotną strukturą.

Złośliwy wirus

Najkrócej rzecz ujmując, niewywrotność polega na tym, że danego przekonania albo zespołu przekonań nie da się w zasadzie obalić, nie da się go – jak powiadał Popper – sfalsyfikować. Każda informacja, każdy fakt, każda przesłanka świadcząca na niekorzyść teorii spiskowej natychmiast zostaje w nią bowiem płynnie włączona i zaczyna pracować w jej służbie.

Przykład? Weźmy wspomnianą hipotezę, że w Kapitolu rezyduje głęboko zakonspirowana siatka kanibali i pedofilów. Wydaje się dość logiczne, że brak jakichkolwiek bezpośrednich dowodów przemawia przeciwko tej hipotezie. A jednak ona sama zawiera już w sobie odpowiedź na tego rodzaju – zdawałoby się – miażdżącą krytykę. Brzmi ona mniej więcej tak: jest zupełnie oczywiste, że brakuje dowodów na istnienie zakonspirowanej siatki kanibali i pedofilów, mamy wszak do czynienia z najbardziej potężnymi ludźmi na świecie, którzy dysponują nieskończenie rozległymi możliwościami skutecznego kamuflowania swoich działań.

Brak dowodów nie jest więc tu wcale przesłanką do poddania w wątpliwość samej hipotezy, przeciwnie, ni stąd, ni zowąd, w sposób bardzo płynny i przekonujący, brak dowodów staje się jeszcze jednym dowodem na prawdziwość niedowodliwego przekonania.

Ta szczególna cecha spiskowego myślenia sprawia, że działa ono niczym niebywale złośliwy wirus, którego w zasadzie – jeśli się zostanie skutecznie zainfekowanym – nie sposób z organizmu, czyli z umysłu, usunąć. Za jednym spiskowym przekonaniem – choćby za tym zupełnie elementarnym: że tak naprawdę nic nie jest tym, czym się wydaje – niepostrzeżenie zaczynają bowiem natychmiast podążać kolejne. I tak ktoś, kto jeszcze niedawno funkcjonował w świecie dzielonym z innymi ludźmi, nagle przenosi się na Księżyc. Nowa księżycowa rzeczywistość do złudzenia przypomina prawdziwą, dekoracje są praktycznie nieodróżnialne. Dlatego właśnie tak łatwo się tam znaleźć – i dlatego tak trudno stamtąd wrócić.

Świat coraz głębszych przepaści

Co najmniej od czasów ataków na World Trade Center, a z całą pewnością od czasu wielkiego kryzysu finansowego, który rozpoczął się w 2007 roku, żyjemy w krajobrazie istotnie przypominającym tamten z czasów Rewolucji Francuskiej. Nasze głębokie wyobrażenia o rzeczywistości, o sobie, o wspólnocie i konstytuujących ją wartościach – uległy wielostronnej dekompozycji. Dla ogromnej rzeszy ludzi przyszłość jawi się niczym jedna wielka niewiadoma.

Napędzające ongiś rozwój klasy średniej przekonanie, że praca prowadzi do dobrobytu, a dzieciom będzie lepiej niż rodzicom, stało się nieledwie wspomnieniem.

Pogłębiają się przepaście pomiędzy biednymi a bogatymi. Do tego dochodzą: coraz większa świadomość nadciągającej katastrofy klimatycznej oraz jeszcze skuteczniej odsłonięta przez pandemię koronawirusa brutalność systemu ekonomicznego.

Biorąc zaś pod uwagę, że znakomita część naszego życia rozgrywa się dzisiaj w mediach społecznościowych, w których systematycznie zanika granica pomiędzy tym, co rzeczywiste, a tym, co nierzeczywiste – stajemy się wobec uwodzicielskiej siły myślenia spiskowego coraz bardziej i bardziej bezbronni.

Przynosi nam ono bowiem paradoksalne wytchnienie, a zarazem dostarcza niedostępnej często innymi sposobami ekscytacji. Pozwala uwolnić się od nieznośnego i niesprawiedliwie wpajanego nam przez indywidualistyczny kapitalizm brzmienia winy za własną niemoc, niepewność czy porażkę. Daje wrażenie wtajemniczenia w ukrytą prawdę. Mebluje rzeczywistość, dostarczając języka, którym da się ją całą spójnie opisać, a tym samym niweluje napawającą lękiem fragmentaryczność i nieprzewidywalność charakterystyczne dla późnego kapitalizmu. Pozwala poczuć się dysponentem szczególnej wiedzy, kimś, kto rozwiązał najbardziej strzeżone zagadki.

W świecie, w którym brutalny i niewydolny system ekonomiczny skazuje ogromną liczbę ludzi na marginalizację i poczucie upokorzenia, pozwala doświadczyć godności i dumy. W świecie, w którym niewydolna i poddana prawom rynku służba zdrowia skazuje coraz większą liczbę ludzi na przedwczesną śmierć, pozwala wejść w posiadanie cudownych receptur na zdrowie i uwolnić się od lęku przed chorobą i śmiercią (bo biorą się wszak one odpowiednio: ze złej diety, szczepień oraz innych oszukańczo-morderczych praktyk Big Pharmy).

Wreszcie – w świecie, w którym wszelkie stałe punkty zniknęły, w którym podziały klasowe zaostrzają się w sposób niekontrolowany, i w którym jawne społeczne niesprawiedliwości przykrywane są okrutnym frazesem o tym, że „każdy jest kowalem własnego losu”, myślenie spiskowe pozwala odzyskać – obiektywnie rzecz biorąc złudne, ale praktycznie: tak realne, jak pobyt na Księżycu dla pacjentki Junga – poczucie sprawstwa.

Jest więc – całkiem i po prostu – współczesnym opium dla ludu, opium dla nas wszystkich. Jest narkotykiem, z pomocą którego zapominamy o naszej opłakanej sytuacji i odwracamy się od naszej opłakanej codzienności.

Panaceum

O tym, że myślenie spiskowe działa jak narkotyk, doskonale dziś wiedzą cynicznie używający go politycy i polityczni doradcy. Wbrew jednak dominującej opowieści, panaceum na rozprzestrzenianie się spiskowych teorii – które, co widzimy wyraźnie, stanowią dziś bardzo poważne zagrożenie dla publicznego zdrowia i bezpieczeństwa – nie jest wyłącznie edukacja. Jest nią natomiast gruntowna reforma rzeczywistości społecznej i ekonomicznej. Przywrócenie poczucia sensu, godności, partycypacji i zaufania – do siebie nawzajem i do świata, który, choć faktycznie źródłowo nieprzewidywalny, okrutny i niesprawiedliwy, daje się jednak w pewnych rozsądnych granicach oswoić i zrozumieć.

Kto wie, jeśli taka zmiana faktycznie by się udała, może nikt już nie musiałby wyprawiać się aż na Księżyc?

*Tomasz Stawiszyński – filozof, eseista, redaktor Radia TOK FM. Autor m.in. książki „Potyczki z Freudem. Mity, pokusy i pułapki psychoterapii”. 20 stycznia nakładem Wydawnictwa Agora ukaże się jego nowa książka „Co robić przed końcem świata?”

Udostępnij:

Tomasz Stawiszyński

filozof, eseista, autor książek „Potyczki z Freudem", „Co robić przed końcem świata", „Ucieczka od bezradności", "Misja Sowy" oraz "Reguły na czas chaosu" ; w radiu TOK FM prowadzi m.in. „Kwadrans filozofa" i „Godzinę filozofów" oraz - wraz z Cvetą Dimitrovą - podcast internetowy „Nasze wewnętrzne konflikty"; twórca podcastu „Skądinąd" dostępnego m.in. na Spotify, Apple Podcasts i Google Podcasts; stały felietonista „Tygodnika Powszechnego"; jego teksty i audycje można znaleźć na stronie www.stawiszynski.org

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne