Nowe władze TVP szykują kolejne zwolnienia i podają informacje o zarobkach nominatów PiS
Ponad 3 miliony zł za nieco ponad 2 lata pracy dla szarej eminencji z Woronicza. Pracownicy są oburzeni. Propagandyści dorabiali się fortun także w Polskim Radiu. Korespondenci zagraniczni TVP – m.in Cezary Gmyz i Dominika Ćosić – mogą wkrótce zostać zwolnieni
W dwóch źródłach potwierdziliśmy informację, że dziś (8 stycznia) do związków zawodowych funkcjonujących w TVP trafiły zapytania o ochronę związkową grupy pracowników stacji – głównie jej korespondentów zagranicznych. Takie zapytanie to pierwszy etap w procedurze zwalniania pracowników, choć w przypadku spółki w stanie likwidacji – a tak jest z TVP – obowiązek składania zapytań do związków zawodowych nie jest wymagany.
Przeczytaj także:
Korespondenci do zwolnienia?
Na liście osób, o których ochronę związkową zapytały władze TVP, znaleźli się:
- Cezary Gmyz – korespondent TVP w Berlinie;
- Dominika Ćosić – korespondentka TVP w Brukseli;
- Dariusz Bohatkiewicz – korespondent TVP w Londynie;
- Piotr Kućma – korespondent TVP w Kijowie;
- Maksymylian Maszenda – korespondent TVP w Paryżu;
- Joanna Stańczyk-Pinkwart i Rafał Stańczyk – korespondenci TVP w Waszyngtonie;
- Urszula Rzepczak – korespondentka TVP w Rzymie;
- Paweł Rolak – operator.
Jeden ze związkowców podkreśla w rozmowie z OKO.press: „Nie otrzymaliśmy jeszcze żadnego maila w sprawie drugiego kroku w zwolnieniach”. Wcześniej informowaliśmy już o pierwszym etapie w zwolnieniach – czyli zapytaniach do związków zawodowych – dotyczącym między innymi Michała Adamczyka, Samuela Pereiry czy Marcina Tulickiego.
Za to już kilka dni temu na antenie TV Republika, Cezary Gmyz żalił się, że nie dostał pieniędzy z TVP na utrzymanie „placówki” w Berlinie i musiał „założyć” je z własnych pieniędzy. Uśmiechając się do widzów przekonywał, że jest „w trakcie bankructwa” – i nie jest jedynym, który znalazł się w takiej sytuacji. „Podejrzewam, że są w niej setki osób” mówił.
Na dzisiejszej liście z zapytaniem o ochronę związkową znalazł się też Adrian Borecki – to reporter i prezenter „dobrej zmiany”. To zaskakuje, bo już 3 stycznia zamieścił on na platformie X nagranie w którym oświadczył, że żegna się z TVP. Gorąco dziękował w nim Jarosławowi Olechowskiemu – głównemu propagandyście TVP przez lata; Damianowi Diazowi – „że nauczył go podstaw dziennikarstwa” i Danucie Holeckiej – „była najlepszą szefową pod słońcem”.
Kolejny multimilioner w TVP
Dariusz Joński ujawnił dziś na platformie X (wcześniej Twitter) – kolejne dane o bajońskich zarobkach nominatów PiS w TVP. Tym razem dotyczą one Pawła Gajewskiego. To były asystent Jacka Kurskiego (byłego prezesa TVP) w Parlamencie Europejskim, jego prawa ręka na Woronicza, człowiek, który zrobił zawrotną wręcz karierę tuż po mianowaniu jego pryncypała szefem TVP.
Gajewski przez 7 lat „dobrej zmiany” uchodził za szarą eminencję telewizji publicznej i podpisywał kontrakty z najważniejszymi propagandystami stacji.
W sumie (to wynagrodzenie z tytułu etatu oraz umowy cywilnoprawnej) Gajewski zarobił w TVP:
- w 2021 r 957 tys. 731 zł;
- w 2022 – 1,142 mln 767 zł;
- w 2023 r 972 tys. 298 zł
Trzeba zaznaczyć, że w zeszłym roku Gajewski pracował tylko przez… część stycznia. W drugiej połowie tego miesiąca pożegnał się ze stacją, odchodząc za porozumieniem stron – jak twierdziło oficjalnie TVP, lub jak Press dowiedział się nieoficjalnie – składając wypowiedzenie. Tak więc kwota ponad 972 tys zł to wynagrodzenie za kilkanaście dni roboczych pracy i odprawa.
A razem w nieco ponad 2 lata Gajewski zarobił więc ponad 3 miliony zł.
Po ujawnieniu tych informacji wśród pracowników TVP zagotowało się. Ludzie są oburzeni. „To są skandaliczne zarobki! Niemoralne jest płacenie takich pieniędzy i dojenie spółki. Nikt z nas nie wiedział, że to idzie aż w miliony. Ja się teraz nie dziwię, że poprzedni zarząd ograniczał premiery programów i były obcinane zarobki pracowników twórczych” – mówi nam Barbara Markowska, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników Twórczych i Technicznych TVP S.A. Wizja.
Gajewski znalazł się w gronie kilku najlepiej opłacanych nominatów PiS. Dla przypomnienia – Jarosław Olechowski, były szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej i jeden z głównych twórców propagandy w TVP od 2020 r do kwietnia 2023 zarobił w sumie ponad 4 mln 989 tys. zł. Czyli prawie 5 mln zł za 3,3 roku pracy. Z kolei prezenter „Wiadomości” Michał Adamczyk, który w kwietniu ubiegłego roku awansował na szefa TAI, tylko na tym stanowisku i tylko przez kilka miesięcy zdążył zarobić łącznie 1.5 mln zł.
Kariera bez matury
O Gajewskim pisaliśmy już wcześniej, bo w TVP w epoce PiS od dawna uchodził za jedną z najlepiej zarabiających osób. Na korytarzach Woronicza mówiło się, że dostaje miliony. Nie mając nawet matury (zdał ją dopiero w 2019 roku), nie wspominając o wyższym wykształceniu, od 2016 roku – gdy trafił z Kurskim do TVP – zrobił zawrotną karierę. Pełnił tam wiele kierowniczych funkcji. Był m. in. zastępcą dyrektora biura spraw korporacyjnych, wicedyrektorem TAI, dyrektorem TVP3, zastępcą dyrektora ds. operacyjno-ekonomicznych w TAI. Czasem pełnił jednocześnie kilka funkcji (np. dyrektora TVP 3 i p.o. dyrektora TVP 3 Warszawa). Zasiadał też w radzie Fundacji TVP.
W rozmowie z autorem niniejszego tekstu w styczniu 2023 r, Gajewski przekonywał, że nie zarabia tyle, ile twierdzili jego współpracownicy z TVP. Przekonywał, że jego dochody są niższe niż 50 tys. zł miesięcznie, plus po 20-30 tys. za wyprodukowany program/film. Tych produkcji było sporo – informatorzy twierdzili, że nawet „kilkadziesiąt”, a Gajewski miał na nich zarabiać większe kwoty niż wówczas sugerował. Były to bowiem produkcje o często wielomilionowych budżetach. Gajewski był producentem między innymi filmów dokumentalnych o Krzysztofie Krawczyku, Maryli Rodowicz czy Annie Przybylskiej.
Dopiero teraz mamy pewność, że Gajewski mijał się przed rokiem z prawdą i zaniżał swoje dochody w TVP. Dziś nie odbierał od nas telefonu, nie odpisał też na pytania zadane smsem.
Setki tysięcy dla Gajewskiego w NBP
W lipcu prawicowy Salon24 podał, że Gajewski trafił do NBP, jako wicedyrektor departamentu. Miał tam zarabiać 20 tys zł miesięcznie. To byłoby sprzeczne z informacjami, jakie podaje samo NBP. Wg ujawnianych sumarycznych wynagrodzeń na najważniejszych stanowiskach w NBP, wicedyrektorzy departamentów, których w 2022 r było łącznie 52, zarobili tam ponad 21.1 mln zł. Daje to przeciętnie ponad 407 tys. w skali roku na osobę, a 33.9 tys. zł miesięcznie. Ale w 2023 roku – gdy nadal szalała inflacja – płace w NBP podwyższano, więc aktualne zarobki wicedyrektorów są zapewne wyższe.
O ile? Zapytaliśmy rzecznika NBP Wojciecha Andrusiewicza, w jakich widełkach obecnie mieszczą się zarobki wicedyrektorów departamentu w NBP. Odesłał nas do strony banku, na której jednak brak tych aktualnych danych, potem już nie odbierał telefonu, ani nie odpowiedział na smsa.
Na pytanie o zarobki Pawła Gajewskiego w całym 2023 roku przesłane mailem do Biura Prasowego NBP nie dostaliśmy odpowiedzi. Z dotychczasowych praktyk tej instytucji wynika, że jej raczej nie uzyskamy. NBP odmawia ujawniania takich danych i kieruje na wspomnianą już stronę NBP z danymi sumarycznymi za poprzednie lata.
Innym wątkiem bardzo istotnym jest tutaj kwestia wykształcenia Pawła Gajewskiego – na stanowisku wicedyrektora w NBP wymagane jest wyższe wykształcenie. Wiemy zaś tylko, że w 2019 roku zdał on maturę. Salon24 pisał: „Z naszych ustaleń wynika, że (..) spełnia też wymagania na takie stanowisko, ponieważ ma wyższe wykształcenie i minimum pięcioletnie doświadczenie na dyrektorskiej posadzie”. Zapytaliśmy Biuro Prasowe NBP, jakie kwalifikacje zdecydowały o angażu Gajewskiego na tak wysokie stanowisko. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Dojne Polskie Radio
Onet dziś opisał zarobki niektórych z propagandystów w Polskim Radiu – tam dorabiali sobie sowicie już wynagradzani w TVP lub innych, kontrolowanych przez ‘dobrą zmianę” mediach.
Adrian Klarenbach – prezenter TVP Info, którego żona Lucyna Klein-Klarenbach dostawała świetnie płatne posady w spółkach skarbu państwa – zarabiając 35 tysięcy złotych miesięcznie w TVP, w Polskim Radiu dorobił sobie, tylko w 2023 r, aż 230 tys. zł. To średnio 19.1 tys. zł miesięcznie.
Inny z prawicowych dziennikarzy – Jerzy Jachowicz – uzyskał w 2023 r w Polskim Radiu 81 tys. zł, Michał Rachoń – prezenter TVP Info – 76 tys. zł, a Dorota Kania – szefowa przejętego przez Orlen Polska Press i redaktor naczelna tytułów koncernu – 65 tys. zł. Raport wymienia znacznie więcej propagandystów dorabiających sobie po kilkadziesiąt tys. zł w Polskim Radiu.
Onet opisuje też zarobki etatowców w publicznych mediach. 22 tys. zł miesięcznie pobiera Anna Czabańska, wicedyrektor Biura Programowego PR. To żona Krzysztofa Czabańskiego z PiS, stojącego na czele Rady Mediów Narodowych – niekonstytucyjnego organu stworzonego przez PiS do przejęcia kontroli w mediach publicznych.
Robiący zawrotną karierę w czasach „dobrej zmiany” Dawid Wildstein – syn Bronisława, znanego prawicowego publicysty – jako szef Trójki dostawał 30,8 tysięcy miesięcznie.
Prawie tyle samo – 31 tys. zł. miesięcznie – inkasowała prezes Polskiego Radia – Agnieszka Kamińska. To za jej władania Trójka ocenzurowała listę przebojów Programu Trzeciego usuwając z niej piosenkę Kazika, niewygodną dla PiS. I to w czasach jej prezesury słuchalność tego niegdyś bardzo popularnego kanału spadła o ponad połowę – z 3,8 proc. w 2020 roku, gdy Kamińska obejmowała stery, do 1,8 proc. w listopadzie ubiegłego roku. Za takie „sukcesy” pani prezes PR co roku uzyskiwała nagrody – 74 tysiące złotych w 2020 r, 139 tysięcy rok później i 81 tysięcy w 2022 r.
W 2021 r Kamińska mogła więc zarobić ponad pół miliona zł.
Posłowie PiS decydują o tym, kto wejdzie do TVP
Kilka dni temu pisaliśmy o tym, jak posłowie PiS zostali odźwiernymi w budynku TVP na Placu Powstańców Warszawskich. Wciąż go zresztą „okupują” – razem z grupą propagandystów uznających się nadal za legalne władze TVP.
Samuel Pereira – do niedawna wicedyrektor w TAI – w smsach potwierdził nam, że to między innymi posłowie PiS decydują obecnie, kto wejdzie do budynku TVP na Placu. „Do budynku można wejść: z działającą przepustką, z wystawioną przepustką, na zaproszenie posłów” pisał. Podkreślał jednocześnie, że to władze na Woronicza kontrolują Biuro Bezpieczeństwa i to ono decyduje o tym, kto wejdzie do tej siedziby TAI. „Ludziom wstęp blokują na Woronicza, bo tam jest centrala decyzyjna, jeśli chodzi o polecenia dla ochroniarzy, przepustki i wszelkie dostępy” – pisał. Dodawał, że Biuro Bezpieczeństwa jest „pod kontrolą fałszywego zarządu”.
Nieco wcześniej wPolityce.pl podawało, iż ekipa z Woronicza podmieniła zamki w newsroomie na Placu Powstańców, z którego okna Michał Adamczyk w iście papieskim stylu pozdrawiał pikietujących w obronie „wolnych mediów” zwolenników PiS.
Czego nie dodawał Pereira, to fakt, że to przede wszystkim byli pracownicy TVP – m.in. właśnie Michał Adamczyk i sam Pereira – decydują o wejściach do budynku na Placu. Tak twierdzili nam zarówno ochroniarze, jak i posłowie PiS, a nawet wychodzący ze studiów goście.

Komentarze