23 września 2022

Tusk jako Chlust spiskuje z Dietrichem, żeby zabrać Polakom 500 plus. Opowiadania finansuje Ministerstwo Kultury

"Donald Tusk wchodzi do restauracji. — Dobry wieczór, rezerwowałem tu stolik. - Pańska godność? - pyta kelner. - Nie mam - odpowiada Tusk". Tak wyglądają treści gazetki wydawanej przez łódzką fundację za pieniądze z Narodowego Instytutu Wolności i Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

"W ramach prowadzonej fundacji prowadzimy również miesięcznik, poświęcony budowaniu świadomości o polskiej kulturze zarówno w młodych i starszych Polakach" - chwali się na stronie łódzka Fundacja Wspierania Kultury Polskiej im. Stanisława Sielańskiego, zajmująca się organizacją koncertów ze starymi polskimi przebojami oraz półamatorskich spektakli.

Na prowadzenie "bezpłatnego miesięcznika społeczno-kulturalnego" w 2020 roku fundacja dostała z Narodowego Instytutu Wolności 200 tysięcy złotych rozłożonych w dwóch transzach na lata 2020 i 2021. W starszych wydaniach czasopisma znajduje się więc logo NIW. W gazecie z 2022 roku widzimy już logo Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z informacją, że projekt sfinansowano z Funduszu Promocji Kultury. W segmencie "czasopisma" tego funduszu celowego minimalna kwota dotacji to 10 tysięcy złotych, maksymalna - 150 tysięcy.

Druk magazynu realizuje Polska Press, a jego nakład wynosi od 10 do 30 tysięcy egzemplarzy. OKO.press dowiedziało się o istnieniu pisma dzięki czytelniczce, która dostała jego egzemplarz w siedzibie Radia Łódź. Archiwalne wydania znaleźć można także na stronie internetowej fundacji.

Opowiadanie o gwałceniu i torturowaniu aktywistek

Każde wydanie "Obserwatora łódzkiego", bo tak nazywa się pismo, liczy od kilku do kilkunastu stron. Treść wypełniają teksty dotyczące rozmaitych rocznic, sylwetki aktorów i muzyków dawnych lat, relacje z przedstawień i koncertów organizowanych przez fundację. Dosyć chaotyczna i przypadkowa zawartość merytoryczna stanowi jedynie część "Obserwatora". Uwagę zwracają przede wszystkim materiały, w których autorzy puszczają wodze fantazji — opowiadania, wiersze, dowcipy, memy.

W pierwszych miesiącach istnienia magazynu przeczytać można było opowiadania o młodej Malwinie, która nie mogąc zrobić kariery aktorskiej, rozważa pracę w agencji towarzyskiej lub jako "cichodajka". Ostatecznie znajduje zatrudnienie m.in. w fabryce konserw, hotelu, czy przy opiece starszym żydowskim małżeństwem. Tak się jakoś składa, że wszędzie spotykają ją jednak erotyczne przygody.

W numerze z września 2021 roku oprócz seksualnych wyczynów Malwiny, znaleźć można także opowiadanie "Inwazja". Fabuła sprowadza się do tego, że Warszawę, zwaną Gejowem, najeżdża armia niemieckich muzułmanów, którzy zaczynają torturować i gwałcić feministki i aktywistów LGBT+.

"I wreszcie rozpoczęło się. Reedukacja seksualna lesbijek. Na pierwszy ogień poszła znana aktywistka LGBT, Lampart. Rozłożona naga na betonowym chodniku wyrywała się czterem trzymającym ją bojownikom, gdy w tym czasie reedukował ją seksualnie kolejny Bojownik Allaha. Lampart wiła się i wyła, wreszcie zaczęła krzyczeć z rozkoszy. Reedukacja zaczęła przynosić pozytywne wyniki. A to dopiero kończył działalność pierwszy batalion. A już czekał drugi… Bojownicy ze swoich obowiązków wywiązywali się wyśmienicie, choć było to dla nich dużą perwersją, gdyż chędożyli nie tylko lesbijkę, a jednocześnie Żydówkę" - czytamy.

Muzułmańscy okupanci brzydzili się jednak stosunku z mężczyznami, dlatego reedukacja gejów polegała na okaleczaniu:

"Odcinane szybko i sprawnie genitalia lądowały w plastikowych kontenerach. Będą przekąską dla stada amstafów, którymi otaczał się imam Saleh. Plac Defilad zalany był krwią, zewsząd dobiegały wrzaski z bólu lub krzyki rozkoszy".

Opowiadanie kończy się uwagami, że "gejowa Warszawa" była tak obmierzła dla muzułmańskich najeźdźców, że kalif "Bolandy" zainstalował się nie w stolicy, ale w Krakowie, "jak Hans Frank przed laty".

Agent Chlust spiskuje z pułkownikiem Dietrichem

Kilka miesięcy temu w piśmie zaczęły ukazywać się także opowiadania o przygodach polityka o imieniu Mario Chlust. Chlust, z natury leniwy, ale przebiegły, jest w rzeczywistości agentem prowadzonym przez niemieckiego pułkownika Dietricha, który szkoli go, by przejął władzę w Polsce i realizował polecenia tajemniczej Szefowej oraz kanclerza Stolca. Jego mocodawcy mają dla niego konkretne zadania do wykonania. Jakie? Tego dowiadujemy się w sierpniowym odcinku:

"– Musisz zrobić przede wszystkim dwie rzeczy. Zlikwidować 500+ oraz 13 i 14 emeryturę… – Naprawdę?... – Mario Chlust zadrżał. – To jeszcze nie wszystko, obniżysz najniższą stawkę godzinową z 19,70 za godzinę na 10 zł. – Ale jak to?! Przecież ludzie się na to nie zgodzą! – Przecież nie powiesz im tego przed wyborami, a po wyborach. A wtedy będzie już pozamiatane".

Chlust naturalnie pyta, dlaczego właściwie ma tak gnębić Polaków. "Bo nie ma kto zbierać u nas szparagów i nie ma kto podcierać tyłków starym członkom Hitlerjugend, a przecież trafi się też potrzebujący opieki mocno leciwy członek SS" - odpowiada mu Dietrich. Następnie obaj fantazjują o strzelaniu ze Schmeissera do uchodźców.

Numer lipcowy zaczyna się z kolei sceną, w której Maria próbuje rano dobudzić jego "nadworny przydupas Borys". Chlust krzyczy na niego po niemiecku "tak przeraźliwie, aż Borys złapał się trwożliwie za łysą głowę, będącą repliką czaszki dorodnego szympansa". W numerze wrześniowym znajduje się odcinek o tym, jak energiczna emerytka dociska Chlusta podczas spotkania o to, dlaczego ukradł pieniądze z OFE i co się dzieje z jego współpracownikiem Sławkiem "Zegarkiem". Chlust jest zirytowany jej pytaniami, oskarża ją o faszyzm.

Z humorkiem

Opowiadania o Chluście należą jednak do dosyć subtelnych publikacji dotyczących polityków opozycji. "Obserwator łódzki" wypełniony jest ściągniętymi z internetu memami, na których można zobaczyć Borysa Budkę porównywanego do szympansa, Donalda Tuska usługującego Angeli Merkel, posłanki KO w hidżabach, Michała Szczerbę i Dariusza Jońskiego niosących naręcza wędlin dla uchodźców, czy Rafała Trzaskowskiego obiecującego Jurkowi Owsiakowi dostarczenie na Pol'and'Rock błota z Czajki.

Na stronach "Obserwatora" regularnie pojawiają się też żarty, w których za bohaterów często podstawieni są znani politycy:

Tusk wchodzi do restauracji i mówi: - Dobry wieczór, rezerwowałem tu stolik. - Dobry wieczór - odpowiada kelner - Pańska godność? - Nie mam...

Choć tego rodzaju żarty i memy przewijają się na co drugiej karcie magazynu, twórcy uznali, że wydania powinny się kończyć mocnym akcentem. Dlatego każda ostatnia strona, zwana "sowizdrzałem łódzkim", w całości poświęcona jest "humorowi". Kompozycję dopełniają stopki z informacją o finansowaniu projektu z programów NIW oraz MKiDN.

Erotyczne fantazje autorów

Ważną częścią każdego wydania "Obserwatora łódzkiego" są fraszki, limeryki i piosenki, w których specjalizują się przede wszystkim redaktor naczelny Zbigniew Pacura oraz stali publicyści, m.in. Janusz Janyst oraz W. S. Jankowski.

W sierpniowym numerze, który w Radiu Łódź znalazła nasza czytelniczka, przeczytać można m.in. wiersz "Antysemityzm" Jankowskiego:

Gdy Żyd jakiś Polskę grabi I go Polak na tym schwyta, Szaty swe rozdziera rabi: Złapał go … antysemita!

Są także limeryki polityczne:

Strategia Komisji Europejskiej

Polska Niepodległa ma być jej podległa?

To mówią badania

Jednej trzeciej Polaków, w tym też części młodzieży na suwerenności swego kraju nie zależy

Publikowane utwory dotyczą jednak najczęściej spraw z pogranicza polityki i erotycznych fantazji autorów, czego dobrym przykładem jest piosenka "Hordy z Afryki" autorstwa Pacury:

Czy pani chce Murzyna? Murzyna, Murzyna, oj tak! Bo Murzyn z Afryki, on kocha jak dziki, przy nim wtedy ubywa mi lat.

Czy pani chce Araba? Araba, Araba, oj tak! Bo Arab przystojny, nie boi się wojny i dobrze mi zrobi, oj tak!

Co ma zrobić posłanka z Nowoczesnej, czy z Gdańska, kiedy żądza rozpala ją wskroś? Piszę do Timmermansa, kiedy będzie ta szansa, gdy otworzy się na nich mój kraj? Bo ja czekam i tęsknię, a rząd twardo ich nie chce, faszystowski, PiS-owski ten rząd!

Seksualny kontekst zyskują nawet fraszki dotyczące tematów na pozór w ogóle niezwiązanych z seksem. Na przykład pandemii:

Często autorzy nie potrzebują nawet politycznego tła i fraszki przybierają postać uniwersalnych erotycznych gawęd. W tych przoduje zdecydowanie W. S. Jankowski:

Dylemat

Pytały damskie nóżki Śnieżnobiałej pościeli: Czy też dzisiejszej nocy Ktoś nas wreszcie rozdzieli?

Gwałtowny romans

No dość już, Dość tych pieszczot !!! Do deseczki przerżniętej, Rzekł znudzony brzeszczot

***

Nie czas dziewczęta Dziś na łzy słone, Że wam „skradziono” Dziewiczą błonę. A ja się cieszę Najdroższe panie, Że wam zostało Opakowanie!

W lutym 2021 roku fundacja zorganizowała nawet I Turniej Poetycki o Puchar Czerwonego Wina. Relację z wydarzenia oraz zwycięskie utwory można było przeczytać w czasopiśmie. Z opublikowanych materiałów wynika, że w wydarzeniu wzięli udział sami publicyści "Obserwatora łódzkiego".

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne