0:00
Prawa autorskie: Fot. Pawel Malecki / Agencja Wyborcza.plFot. Pawel Malecki /...
31 grudnia 2022

Od 1 stycznia wraca większość starych stawek VAT. O ile zdrożeje paliwo?

Od nowego roku kończy się większość tarcz antyinflacyjnych. Czy powrót do 23 proc. VAT za paliwo oznacza ceny benzyny wyższe o 23 proc.? Wracają też stare stawki na gaz, prąd i ogrzewanie. Sprawdzamy, co to oznacza dla naszych portfeli

Wydrukuj

Od 1 stycznia 2023 wraca wyższy VAT na paliwo, gaz, nawozy i prąd. Rząd przedłużał te rozwiązania przez cały rok, ale ostatecznie uznał, że pierwotne stawki części podatków muszą wrócić. Przypomnijmy: rok temu inflacja zbliżała się do 10 proc., a rząd chciał obniżyć ceny. Jednym z niewielu dostępnych rządowi narzędzi w kontrolowaniu cen są właśnie podatki. Węgrzy eksperymentowali z cenami urzędowymi i eksperyment wypadł fatalnie.

Zerowy VAT pozostanie jedynie w przypadku żywności.

Podsumujmy:

Dodatkowo przestają obowiązywać obniżone stawki akcyzy na paliwa silnikowe, olej opałowy i energię elektryczną oraz zwolnienie z akcyzy prądu dla gospodarstw domowych.

Od stycznia 2022 rząd obniżył akcyzę na paliwa, w lutym VAT spadł z 23 proc. do 8 proc. To chwilowo obniżyło ceny o kilkadziesiąt groszy, do poziomu 5-6 zł. W lutym za naszą wschodnią granicą rozpoczęła się wojna i ceny wyskoczyły do poziomu 7-8 zł. Teraz wraca stara stawka VAT - 23 proc.

Dodatkowo od stycznia o 13 proc. rośnie opłata paliwowa, której zgodnie z ustawą podlega „wprowadzanie na rynek krajowy paliw silnikowych oraz gazu, wykorzystywanych do napędu silników spalinowych”. Mówiąc prościej, to dodatkowy podatek dla sprzedawców paliwa za możliwość wprowadzenia tego paliwa na rynek. Od nowego roku rośnie średnio o 13 proc.

Ceny na stacjach od 1 stycznia

Jakie zobaczymy więc ceny na stacjach 1 stycznia? Analitycy z portalu e-petrol.pl przewidywali, że ceny wzrosną nieznacznie lub nawet wcale, ponieważ sprzedawcy mieli konkurować, zmniejszając marże. Pod koniec grudnia są jednak mniej optymistyczni i zapowiadają, że czekają nas zauważalne wzrosty cen paliw:

„Dla benzyny 98-oktanowej spodziewamy się cen z przedziału 7,25 - 7,39 zł/l, a w przypadku benzyny 95-oktanowej 6,68-6,83 zł/l. Jeśli chodzi o olej napędowy, ceny mogą wynosić 7,84 - 7,99 zł/l. Dla autogazu także możliwa jest podwyżka do przedziału 2,99-3,10 zł/l.”.

Nie są to jednak wzrosty o wysokość stawki VAT, czyli o 23 proc. Według zebranych najnowszych cen przez ten sam portal byłyby to podwyżki o:

  • Pb98 – 0 - 14 gr;
  • Pb95 – 13 - 30 gr;
  • ON – 18 - 33 gr;
  • LPG – 8 - 19 gr.

W najgorszych przypadkach to podwyżki o 4-6 proc. Jeśli tak się rzeczywiście stanie, to znaczy, że stacje będą zmuszone obniżać marże, które w ostatnich miesiącach były stosunkowo wysokie. Niestety, nie znaczy to, że potem będzie już tylko taniej.

UE przygotowuje się do zakazu importu paliw z Rosji, wprowadzono już limit cenowy na poziomie 60 dolarów za baryłkę na ropę z Rosji sprowadzaną drogą morską. A zniesienie obostrzeń pandemicznych w Chinach może podbić popyt i w konsekwencji także cenę ropy.

Rachunki za prąd i gaz

Podwyżka VAT na prąd również ma przełożenie na cenę naszych rachunków. Rząd zamroził ceny energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych na poziomie z 2022 roku. Pod warunkiem, że gospodarstwo domowe nie zużyje więcej niż 2 tys. kWh w ciągu roku. Po przekroczeniu tych limitów będziemy płacić maksymalnie 693 zł za megawatogodzinę (1 tys. kWh).

Ale rośnie też VAT, więc rachunki będą wyższe o podwyżkę podatku. O szczegółach tych rozwiązań możecie przeczytać w OKO.press w tekście Marcela Wandasa.

Gorsze podwyżki czekają samorządy czy przedsiębiorców.

Ale główny powód to nie powrót do starych stawek VAT, ale po prostu dramatycznie rosnąca na rynku cena energii elektrycznej. Te podmioty nie mogą liczyć na ochronę, jaką otrzymują gospodarstwa domowe.

Według danych Forum Energii średnio

rachunek małych i średnich przedsiębiorstw za prąd pójdzie w górę o 35 proc., samorządów o 75 proc., a dużego przemysłu aż o 94 proc.

Ceny gazu dla odbiorców indywidualnych, podobnie jak ceny prądu, zostają zamrożone na poziomie z 2022 roku, czyli do 200,17 zł za MWh. To cena netto - rośnie oczywiście VAT i tę różnicę trzeba będzie dopłacić. Dla tych, którzy ogrzewają domy lub mieszkania gazem, przygotowano możliwość zwrotu podatku VAT za gaz, który również wraca do 23 proc.

Rząd woli zamrażać

W wielu tekstach w 2022 roku przekonywaliśmy, że jest duże prawdopodobieństwo, iż rząd będzie obniżone podatki utrzymywał znacznie dłużej, przynajmniej do wyborów jesienią 2023 roku. Z drugiej strony, niższe podatki to także problem dla rządu, bo oznaczają mniejsze wpływy. Tak decyzję o zaniechaniu obniżek tłumaczył w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” wiceminister finansów Artur Soboń:

„Korzyść w postaci zamrożenia cen prądu i gazu mają wszyscy. Jest ona nieporównywalnie większa od korzyści podatkowych. Tarcze można było szybko wprowadzić i one szybko dawały efekt. Natomiast jeśli mówimy o wydatkach np. na prąd, to posłużę się przykładem — rodzina 2+2 zapłaciłaby bez zamrożenia cen 3600 zł, a po zamrożeniu 1800 zł. Nie ma możliwości takiej obniżki stawki VAT, żeby dawała podobny efekt”.

Podwyżka za ciepło w oczywisty sposób również podbija rachunki, najczęściej odbija się to na czynszu za mieszkanie. Trudno tutaj przewidzieć, o ile dokładnie zwiększą się opłaty, bo systemy ciepłownicze są rozproszone, mają różnych operatorów. Rząd ograniczył wysokość podwyżek do maksymalnie 42 proc.

Niestety, prawie wszędzie należy spodziewać się wyższych rachunków.

Inflacja do 20 proc.

To wszystko w naturalny sposób podbije odczyty inflacji w styczniu i lutym. Bardziej nawet w kolejnym miesiącu, bo wówczas inflacja spadła właśnie przez obniżki podatków, które teraz wracają. A najczęściej używany wskaźnik inflacji oznacza porównanie do analogicznego miesiąca poprzedniego roku.

W lutym 2023 będziemy więc porównywać ceny zaraz po obniżce podatków do tych już po ich podniesieniu. Jest to zgodne z przewidywaniami wszystkich analityków – pierwsze miesiące 2023 roku to najwyższa inflacja, nawet w okolicach 20 proc. Później wskaźnik wzrostu cen powinien maleć.

To dla konsumentów niestety nie oznacza, że spadać będą ceny. Tak działoby się dopiero w przypadku ujemnej inflacji, czyli deflacji.

Deflacja jednak wcale nie jest dobrą wiadomością, choć mogłoby się tak z pozoru wydawać, bo przecież ceny spadają. Deflacja przecież nie występuje w próżni i bez powodu. Zwykle oznacza ona, że sytuacja gospodarcza jest zła, popyt niski, a sprzedawcy muszą znacząco obniżać ceny, by w ogóle swoje produkty sprzedać.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne