0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
27 lipca 2022

Odmienne stany świadomości Sejmu [SIEDLECKA]

Marszałkini Witek wysłała do TK Przyłębskiej dwa sprzeczne stanowiska w sprawie prawa dostępu do informacji publicznej, którymi tenże TK zajmuje się w dwóch osobnych sprawach. Nie ma (na razie?) „maila Dworczyka” na ten temat, więc nie wiemy, czy rząd coś w tej sprawie z „Panią Julią P.” ustalał

Wydrukuj

Trybunał Przyłębskiej już dwukrotnie odraczał rozpatrzenie wniosku pierwszej prezes SN przeciwko ustawie o dostępie do informacji publicznej. Za pierwszym razem nie przyszli przedstawiciele Sejmu. Może miał z tym coś wspólnego fakt, że w sprawie zgodności z konstytucją jednego ze skarżonych przez prezes Manowską przepisów Sejm – w pismach podpisanych przez marszałkinię Elżbietę Witek – zajął dwa sprzeczne stanowiska?

W Trybunale leżą dwie sprawy o ten sam przepis ustawy o dostępie do informacji publicznej (u.d.i.p). Pierwsza to skarga konstytucyjna burmistrzyni miasta R. Obywatel K.G. wystąpił do niej, w trybie dostępu do informacji publicznej, o udostępnienie mu mapy cyfrowej „Kierunki rozwoju przestrzennego”. Burmistrzyni odmówiła, oceniając, że mapa jest chroniona prawem autorskim, więc nie podlega udostępnieniu w trybie u.d.i.p. Obywatel K.G. wystąpił do sądu o ukaranie burmistrzyni z art. 23 tej ustawy: „Kto, wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi, nie udostępnia informacji publicznej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.

Sejm przeciw burmistrzyni

Burmistrzyni złożyła w marcu 2016 roku skargę konstytucyjną (SK 31/20), twierdząc, że art. 23 u.d.i.p. jest niezgodny z art. 2 konstytucji – zasadą określoności prawa, i z art. 42 ust. 1 – zasadą określoności przepisów prawa karnego („Odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia”). Inaczej mówiąc, twierdzi, że przepis ten jest zbyt ogólnikowy i nie wiadomo, w jakiej sytuacji człowiek może być na jego podstawie ukarany.

Stanowisko w niej zajęła marszałkini Elżbieta Witek. Uznała, że przepis jest zgodny z konstytucją.

Jest rzeczywiście „blankietowy”, ale nie w stopniu, który sprawia, że nie wiadomo, kogo i czego dotyczy. Definicja „informacji publicznej” jest zawarta w ustawie i doprecyzowana w orzecznictwie sądów. Podobnie krąg instytucji i podmiotów, które obowiązane są ją udostępniać (władze publiczne oraz inne podmioty wykonujące zadania publiczne): „wprowadzona do art. 23 u.d.i.p. konstrukcja przepisu blankietowego jawi się jako uzasadniona. Wszak mamy tu do czynienia z kryminalizacją i penalizacją w obszarze udostępniania informacji publicznej, który ulega dynamicznym przemianom, chociażby w związku z coraz silniejszym akcentowaniem prawa obywateli do pozyskiwania tego rodzaju informacji. Ponadto, co nawet istotniejsze, blankietowa konstrukcja art. 23 u.d.i.p. umożliwia uniknięcie jego nadmiernej kazuistyki” – czytamy w stanowisku Sejmu dla TK. Podpisana pod nim marszałkini Witek powołuje się na wyrok TK z 9 czerwca 2010 (sygn. akt SK 52/08), który dopuścił przepisy blankietowe w prawie karnym. A sprawa dotyczyła art. 231 kk, czyli przestępstwa nadużycia władzy przez funkcjonariusza.

Sejm za Manowską

W 2021 roku wniosek w sprawie ustawy o dostępie do informacji złożyła do TK pierwsza prezes SN Małgorzata Manowska. Jest w nim m.in. punkt o sprzeczności z art. 2 i 42 ust. 1 konstytucji przepisu pozwalającego ukarać za nieudostępnienie informacji publicznej. Złośliwi mówią, że jej skarga miała związek z oskarżeniem przez Sieć Obywatelską Watchdog Polska Tadeusza Rydzyka i osób kierujących jego fundacją o nieudzielenie informacji, jak wydał pieniądze z publicznych dotacji. Ale i sama prezes Manowska jako organ obowiązany do udzielania informacji publicznej korzysta z rozmaitych kruczków, by jej nie udzielać. Najpopularniejszy pretekst odmów używany przez wszystkie instytucje: uznanie, że wniosek dotyczy „informacji przetworzonej”, gdzie trzeba wykazać, że jest interes publiczny w tym, by pytający tę informację otrzymał, i gdzie trzeba za jej „przetworzenie” zapłacić.

Zaskarżenie tego i kilku innych przepisów – w tym niedookreśloności pojęć takich jak „władze publiczne” i „informacja publiczna” – przez pierwszą prezes SN wywołało ostrą krytykę: oto szefowa Sądu Najwyższego chce ograniczyć konstytucyjne prawo obywateli do informacji o działaniach władzy.

Sejm przysłał do Trybunału stanowisko. Tym razem marszałkini Witek uznała przepis 23 u.d.i.p. za sprzeczny z konstytucyjną zasadą określoności prawa – art. 2 i 24 ust. 1 konstytucji. Przedstawiła wywód podobny co w sprawie skargi burmistrzyni, z tym że doszła do przeciwnego wniosku. Pojęcie „władz publicznych” czy „informacji publicznej”, które rok wcześniej rozumiała, teraz uznała za zbyt enigmatyczne. A „blankietowość” przestała być zaletą: „brzmienie art. 23 u.d.i.p. nie umożliwia jego adresatowi zrekonstruowania zasadniczych znamion czynu zabronionego i rozpoznania, jakie zachowania będą podlegać karze. (…) Daje to podstawę dla sformułowania wniosku, że art. 23 u.d.i.p. jest niezgodny z art. 42 ust. 1 zdanie pierwsze Konstytucji oraz z art. 7 ust. 1 KPCz.” – czytamy w stanowisku Sejmu dla Trybunału.

Trybunał Przyłębskiej lubi utajniać

No i co z tym zrobić? Nie ma (na razie?) „maila Dworczyka” na ten temat, więc nie wiemy, czy rząd coś w tej sprawie z „Panią Julią P.” ustalał. Teoretycznie Sejm mógłby zmienić stanowisko w sprawie skargi burmistrzyni, ale to by postawiło w fatalnym świetle marszałkinię Witek.

Sprawa jest zresztą kłopotliwa także z tego powodu, że sądzić ma pełen skład, w tym Julia Przyłębska, której oświadczenie majątkowe na jej prośbę utajniła prezes Manowska (po fali krytyki „prezes Julia” ujawniła oświadczenie).

Że nie jest zwolenniczką transparentności władzy i dostępu do informacji, widać także po tym, że panowanie w Trybunale zaczęła od zakazu filmowania i nagrywania rozpraw i sama często-gęsto odmawia wnioskom o udostępnienie informacji. Orzeka też sędziowie i dublerzy, którzy także swoje oświadczenia w tym roku utajnili: Bartłomiej Sochański, Michał Warciński, Justyn Piskorski oraz Jarosław Wyrembak. Sprawozdawczynią była Krystyna Pawłowicz, która również utajniła swoje oświadczenie majątkowe, ale się wyłączyła.

Od 27 czerwca Trybunał nie odpowiada na moje pytanie, czy pozostałe osoby, z prezes Przyłębską, wyłączą się z rozstrzygania sprawy dotyczącej, bądź co bądź, jawności.

Na razie skarga konstytucyjna burmistrzyni, wniesiona – jak wynika ze stempla kancelarii TK – 23 marca 2016 roku (sygnaturę dostała dopiero w 2020 roku), leży nietknięta. A sprawa z wniosku pierwszej prezes SN dwukrotnie była odraczana. Metoda na nicnierobienie się sprawdza. Tym bardziej, że obywatele mogą się tylko cieszyć, że Trybunał nie odbiera im kolejnego prawa – jak zrobił to z prawem do bezstronnego i ustanowionego ustawą sądu, ogłaszając sprzeczność z konstytucją dotyczących tego przepisów unijnych, w tym Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Ewa Siedlecka jest publicystką „Polityki”. Ten tekst ukazał się na jej Blogu Konserwatywnym

Udostępnij:

Ewa Siedlecka

Dziennikarka, publicystka prawna, w latach 1989–2017 publicystka dziennika „Gazeta Wyborcza”, od 2017 publicystka tygodnika „Polityka”, laureatka Nagrody im. Dariusza Fikusa (2011), zajmuje się głównie zagadnieniami społeczeństwa obywatelskiego, prawami człowieka, osób niepełnosprawnych i prawami zwierząt.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne