0:000:00

0:00

CVS i Walgreens, dwie największe sieci aptek w USA, zamknęły część sklepów na weekend 15 i 16 stycznia. Obie sieci mają razem ponad 9,9 tys. placówek. Rzecznik CVS zapewnił, że co prawda „przytłaczająca większość” sklepów działa tak, jak powinna, ale poskarżył się na „problemy z personelem” wywołane skokiem zakażeń wariantem omikron oraz problemami ze znalezieniem pracowników. Z tym ostatnim mają problem niemal wszystkie gałęzie amerykańskiej gospodarki.

Według danych z 18 stycznia w USA zanotowano ponad 750 tys. wykrytych przypadków koronawirusa dziennie i blisko 1,9 tys. zgonów. Liczba zakażeń wystrzeliła w górę w ostatnich tygodniach. Dotychczas najwięcej zakażeń Amerykanie wykryli w styczniu 2021 roku — nieco ponad 200 tys. dziennie. W pierwszych dniach styczna średnia przekroczyła na krótko 800 tys.

Na wykresach wygląda to tak, jak gdyby linia zakażeń się wypłaszczała - ale pionowo w górę.

Przeczytaj także:

Puste półki

Media społecznościowe zalały także zdjęcia pustych półek w supermarketach, często wrzucane przez działaczy Republikanów - oskarżających administrację prezydenta Joe Bidena o bezradność i bezczynność.

View post on Twitter

Puste półki w supermarketach to częsty widok od pierwszych tygodni pandemii. Tym razem jednak nie chodzi tylko o problemy z „łańcuchami dostaw” - jak tłumaczy administracja Bidena - ale także o problemy ze znalezieniem pracowników. Tak wielu choruje albo przebywa w domu na kwarantannie, że zwyczajnie nie ma komu wozić i rozkładać towarów.

View post on Twitter

„Ta sytuacja może potrwać jeszcze cztery do sześciu tygodni” - powiedział podczas konferencji z analitykami z Wall Street Vivek Sankaran, prezes Albertsons Co., jednej z największych sieci supermarketów w USA. Omikron zaatakował wówczas, kiedy sytuacja z zaopatrzeniem zaczęła się w jego firmie poprawiać.

Klienci w panice próbują robić zakupy online - według danych firmy badania rynku IRI - szukają przede wszystkim podstawowych produktów żywnościowych, takich jak jajka, mięso, ziemniaki czy makaron. IRI twierdzi, że zaopatrzenie w podstawowe produkty pokrywa od 80 do 90 proc. zapotrzebowania, co w praktyce przekłada się na puste półki.

Nie można tego porównać do sytuacji w kryzysowym PRL - kiedy zdarzało się, że na półkach był głównie ocet - ale braki są już uciążliwe dla klientów i klientek.

Nie ma kierowców

Szefowie firm skarżą się na braki pracowników.

„Kiedy przyszedł omikron, to jest główny problem… staramy się troszczyć o pracowników, dajemy każdemu maskę N-95, ale omikron i jego zakaźność… Bardzo trudno sprawić, żeby nie chorowali”

- mówiła lokalnej telewizji ABC36–WTVQ szefowa marketingu spółdzielni Good Foods z Lexington w stanie Kentucky Lauren Gawthorp. Chorują także rodziny pracowników — i wówczas oni sami nie przychodzą do pracy.

Podobnie jak w Wielkiej Brytanii, w USA brakuje także szczególnie kierowców ciężarówek - co dodatkowo pogarsza sytuację w zaopatrzeniu.

„Jedzenie jest. Problem mają fabryki, które robią opakowania, potem też nie ma ciężarówek, które mogą je zawieźć do magazynów, a potem nie ma nikogo w magazynach, kto nam je dostarczy” - mówił telewizji z Kentucky menedżer sieci Critchfield’s Jerry Cinnamon. „Myślę, że jeszcze będzie gorzej, końca tego nie widać” - dodawał.

Nie ma pielęgniarzy i pilotów

Linie lotnicze desperacko poszukują pilotów. Jedna z największych, United Airlines, 18 stycznia miała ponad 3 tys. pracowników na zwolnieniach lekarskich tylko w rejonie Waszyngtonu. United ma 1,1 tys. pilotów, ale chce w tym roku zatrudnić jeszcze kilkuset - po to, aby nie trzeba było odwoływać lotów z braku załóg. Wyszkolenie pilota zajmuje jednak od 3 do 5 lat, więc braki jest trudno zapełnić.

Szpitale zapełniają się chorymi na COVID - w Teksasie 17 stycznia zajmowali ponad 20 proc. wszystkich łóżek - a tymczasem pracownice i pracownicy szpitali czują się wypaleni, odchodzą z pracy, a niekiedy też sami chorują. Narzekają na ludzi, którzy nie wierzą w szczepionki - i często mają pretensje do lekarzy, którzy ich leczą.

„Pracuję 60 godzin tygodniowo, nie widuję męża i dziecka, wszystko dlatego, żebym mogła zajmować się tymi ludźmi - a oni na mnie krzyczą, ponieważ są wściekli, że mają chorobę, której wiedzieli jak uniknąć” - mówiła „Texas Tribune” pielęgniarka Kristen McLaury z Houston.

Poziom wyszczepienia w hrabstwie Montgomery, w którym pracuje, wynosi tylko 53 proc. - mniej więcej tyle, co w Polsce.

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Przeczytaj także:

Komentarze