0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Marcin Stepien / Agencja GazetaMarcin Stepien / Age...

Sławomir Zagórski: W Stanach Zjednoczonych 10 stycznia ponad 1,3 miliona nowych zakażeń koronawirusem. Na zachodzie Europy też notuje się bardzo dużo przypadków, mimo że jest tam wyższy poziom zaszczepienia niż u nas. Piąta fala pandemii nas nie ominie. W jaki sposób ją przetrwać?

Dr Tomasz Zieliński*: Zacznijmy od tego, że kto jeszcze może, a nie zrobił tego, to żeby się zaszczepił tą dawką, która mu została. Jak ktoś się wcale nie zaszczepił, to niech przyjmie chociaż pierwszą dawkę. Jak jest po pierwszej, niech weźmie drugą. A jeśli ktoś wziął dwie dawki, a już jest jego pora [minęło 5 miesięcy od drugiego zastrzyku], to żeby się zaszczepił trzecią dawką.

Trzy dawki dają nam większą odporność.

Przeczytaj także:

Szczepionka - nie jest za późno

Nie jest już za późno na pierwsze szczepienie?

Nie. Dzięki niemu też zaczynamy nabierać odporności i zwiększamy swoje szanse, jeśli nie na uniknięcie zakażenia, to przynajmniej na łagodniejszy przebieg choroby. Wiemy, że szczepienie - nawet trzykrotne - nie daje stuprocentowej pewności, że nie zakazimy się wirusem, ale bardzo zwiększa prawdopodobieństwo, że będziemy bezpieczniejsi.

To jest ta różnica w porównaniu z pierwszymi falami, kiedy nie było jeszcze szczepionek lub trzeba było czekać na swoją kolejkę. Dziś decyzję możemy podjąć w każdej chwili.

Ale to nie jest tak, że po szczepieniu już nic nam nie grozi. Więc dalej musimy stosować te same od wielu, wielu lat zasady ochrony przed chorobami zakaźnymi.

Czyli: ograniczenie kontaktów tam, gdzie jest to możliwe, dystans, maseczka, dezynfekcja. To sprawy, o których mówimy od początku pandemii. Nadal nic nie straciły na ważności.

Maseczka? Ale jaka?

Czy w nowej sytuacji kupić lepsze maseczki? Szukać takich, które mają wyższy stopień zabezpieczenia?

Lepiej mieć zwykłą, chirurgiczną maseczkę niż nie mieć wcale. Ale jeżeli idziemy gdzieś, gdzie jest większe ryzyko zakażenia, powinniśmy się zabezpieczyć maseczką FFP2 czy nawet FFP3.

Pamiętajmy, że zwykła maseczka chirurgiczna sprawia, że nie nakaszlemy na innych. Ale ryzyko zainhalowania wirusa z zewnątrz jest wysokie, jeśli maseczka nie przylega ściśle do twarzy. Natomiast maseczki FFP2, FFP3 mają taki kształt, że przylegają do twarzy i filtrują w obie strony - wdech i wydech. Czyli chronią innych przed nami, a także nas przed innymi osobami.

Warto założyć lepszą maseczkę, jeżeli idziemy np. do przychodni, gdzie jest duże ryzyko spotkania chorej osoby. A także jeśli znajdujemy się w dużych skupiskach ludzkich lub przebywamy z innymi w małych, zamkniętych pomieszczeniach.

Niektórzy stosują dwie maseczki naraz.

To według mnie nie ma sensu. Lepiej dobrze założyć jedną nową maseczkę niż kombinować z kilkoma. Pamiętajmy też, że maska ma zakrywać nos i usta. Wielu z nas o tym zapomina.

Teatr? Narty? Spotkania towarzyskie?

Czy w obliczu 5. fali nie powinniśmy zrezygnować przez jakiś czas z kin, teatrów, restauracji, wyjścia do kościoła? Nawet jeśli zaszczepiliśmy się trzema dawkami.

Na pewno powinny tak postąpić wszystkie osoby, które mają zwiększone ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19. Czyli mają choroby przewlekłe, są starsze lub nie w pełni zaszczepione, leczone lekami, które obniżają odporność.

Z pójściem do kina czy teatru można poczekać parę miesięcy. Wiadomo, że jak ktoś jest przyzwyczajony i lubi, to mu przykro, ale to się da wytrzymać. Odłóżmy też wszystkie imprezy, których nie trzeba koniecznie robić, bo nie warto ryzykować życia swojego i innych.

Co robić z dziećmi w ferie? Wychodzić z nimi z domu? Pozwalać spędzać czas z innymi dziećmi?

Na pewno złym pomysłem jest całkowite zamknięcie się, siedzenie w domu, w dusznym pomieszczeniu. To przez chwilę pomaga (bo jak nie będziemy mieli z nikim kontaktu, to się nie zarazimy), ale jednak psuje zdrowie, pogarsza odporność. Wyjście na świeże powietrze, spacer, jest jak najbardziej właściwe. Ale trzeba dostosować się do pogody. Odpowiednio się ubrać, nie przegrzewać, unikać spotkań w dużej grupie.

Nawet jazda na nartach, jeżeli będziemy pilnować, żeby przy wyciągu jeden narciarz nie stał od razu za drugim, to nic złego. Tym bardziej, że nosi się kaski z maskami, usta są w miarę osłonięte. Ludzie generalnie zdrowi tutaj wiele nie ryzykują. Inaczej, jak ktoś jest otyły, z cukrzycą, POChP czy po przeszczepie. Taka osoba powinna poczekać w domu na lepsze czasy.

Co zrobić, żeby nie zabić niezaszczepionej babci? Wnuki chyba nie powinny jej odwiedzać?

To bardzo trudny temat. Oczywiście najlepiej, jakby się babcia zaszczepiła. Całkowite odizolowanie ludzi też ich zabija. Jesteśmy istotami, które potrzebują kontaktów międzyludzkich. Jeżeli jest możliwość, żeby taka babcia spotykała się ze swoimi zaszczepionymi dziećmi, a nie widywała niezaszczepionych wnuków lub prawnuków, tak będzie dla niej bezpieczniej.

Pamiętajmy też, że różnie mieszkamy. W terenach wiejskich zwykle wszyscy mieszkają razem, więc nie da się wprowadzić ograniczeń.

Ale tam, gdzie można, zwłaszcza gdy zacznie się już 5. fala, trzeba będzie ograniczyć kontakty.

W pierwszym roku epidemii był moment, że żyliśmy w pełnej izolacji. Z drugiej strony nie da się tak funkcjonować w nieskończoność, bo ludzie wolą umrzeć niż żyć w samotności.

Zanim zadzwonimy do lekarza

Żyliśmy przy bardzo silnych obostrzeniach. Teraz obostrzeń raczej nie będzie i musimy sami narzucić sobie pewne reguły postępowania. Na szczęście omikron jest łagodniejszym wariantem wirusa.

To nie powinno uśpić naszej czujności. Omikron jest rzeczywiście nieco łagodniejszy, ale

jak będzie 10 razy więcej zakażeń, to ostatecznie tych ciężkich przypadków będzie więcej.

To, że część osób przechodzi COVID ciężko, jest wpisane w tę chorobę.

Problemem jest to, że przy większej liczbie chorych wymagających opieki medycznej - tej intensywnej w szpitalu, ale także nadzoru lekarza rodzinnego - nasz system ochrony zdrowia zablokuje się. W efekcie ludzie będą ciężko chorować i umierać z powodu innych chorób. Musimy pamiętać, że chroniąc się przed COVID-em, chronimy się pośrednio również przed innymi schorzeniami. Bo jak złamię nogę, to łatwiej dostanę się do lekarza, żeby mi gips założył niż jak będzie dużo chorych na COVID i wszystkie oddziały będą zamienione w covidowe.

Pandemia jest olbrzymim obciążeniem dla systemu ochrony zdrowia, który i tak był ledwo wydolny. A teraz mamy dwuletni stres test, który uwidacznia jeszcze bardziej wszystkie nasze bolączki. Bo to nie jest tak, że wcześniej nie wiedzieliśmy, że brakuje lekarzy, że nie wyrabiamy się. Wiedzieliśmy, tylko teraz to jeszcze bardziej widać.

Dziś muszę obdzwonić kilka osób prawdopodobnie zakażonych koronawirusem w ramach teleporady. Ale jak nadejdzie 5. fala i będę miał do załatwienia kilkadziesiąt takich telefonów, to nie przyjmę innych, którzy potrzebują chociażby przedłużenia leków.

Radziłbym więc, żeby pacjenci skorzystali jeszcze z okazji i jeśli mają choroby przewlekłe, poprosili zawczasu o wypisanie nie jednego, ale trzech lub pięciu opakowań leków.

Bo nie wiadomo, ile ta fala potrwa. Trzy tygodnie, cztery? A może trzy miesiące?

Przyszła 5. fala. Zaczynamy się źle czuć, rozbiera nas. Nie wiemy czy to COVID, czy zwykłe przeziębienie. Co robić?

W ramach chronienia innych zostajemy w domu i kontaktujemy się z lekarzem w celu wykonania testu. Najpierw zadzwońmy, żeby lekarz zdecydował czy jest potrzeba, czy nie, wizyty osobistej. Jeżeli takowa będzie, lekarz zaprosi.

Jeśli mamy problem z uzyskaniem skierowania na test czy też kontaktu z lekarzem, bo może tak być, zarejestrować na test możemy się sami poprzez stronę internetową https://pacjent.gov.pl/aktualnosc/zarejestruj-sie-online-na-test-na-covid-19

Wtedy do lekarza możemy się zgłosić dopiero po ewentualnym uzyskaniu wyniku dodatniego. To zmniejszy liczbę porad.

Uwaga! Według aktualnych zaleceń każda infekcja dróg oddechowych powinna być powodem do wykonania testu.

Czy robić testy?

Przeszedłem trzy infekcje górnych dróg oddechowych na jesieni. Mieszkam na wsi, dość daleko od ośrodka zdrowia, czułem się nieźle i ani razu nie starałem się o test. To błąd?

Moim zdaniem tak. Oczywiście nie każda infekcja to COVID, ale taki jest sens wykonywania dużej liczby testów: żebyśmy szybko orientowali się, gdzie choroba się pojawia. Bo mamy też pacjentów, którzy byli przekonani, że to nie COVID. Mało tego, ja też bywam przekonany, ale ponieważ zawsze zlecam test, to czasem okazuje się, że jednak wychodzi COVID. I nie są to fałszywie dodatnie wyniki, bo takie się też zdarzają. Czasem pacjent ma objawy choroby dopiero po paru dniach.

Jest też mnóstwo wyników ujemnych, że to nie COVID, ale - jeszcze raz podkreślam - takie były zasady przyjęte przez większość zamożniejszego świata, że testujemy kogo się da, żeby wyłapać ogniska, wcześniej zareagować. Dlatego powinniśmy testować każdego, kto ma jakiekolwiek objawy infekcji dróg oddechowych, ewentualnie objawy typu biegunka, wymioty, bo one też mogą się wiązać z COVID.

A zatem izolacja, kontakt z lekarzem rodzinnym i jak najszybszy test.

Omikron wyróżnia się w jakiś sposób, jeśli chodzi o objawy od poprzednich odmian wirusa?

Na razie trudno zauważyć bardziej charakterystyczne objawy. Szczególnie w populacji polskiej, bo mamy jeszcze mało zdiagnozowanego omikrona. Jestem przekonany, że jest go więcej, natomiast standardowo nie różnicujemy tych przypadków.

Objawy mogą być podobne.

Ktoś będzie uważał, że to łagodniejszy omikron, a okaże się, że to jednak cięższa postać delty.

Albo to rzeczywiście omikron, ale u tej konkretnej osoby przebieg wcale nie będzie łagodny. Dla postępowania nie ma to większego znaczenia. Masz objawy, izoluj się od innych. Na początek prewencyjnie, żeby ograniczyć możliwość, że kogoś zarazisz. Zresztą, jak to nie będzie COVID tylko grypa, też się lepiej izolować niż zarazić kogoś grypą.

Jak wygląda leczenie?

A co ze zwolnieniem z pracy?

Jeżeli pacjent ma objawy infekcji, wysyłam go na test. Takie skierowanie powoduje, że chory trafia na kwarantannę i to jest tożsame ze zwolnieniem lekarskim. Do czasu, kiedy wynik nie okaże się negatywny, jest więc na zwolnieniu.

Jeśli wynik jest dodatni, chory automatycznie wpada na listę pacjentów, którzy są na izolacji i ja się do niego odzywam. Dzwonimy do każdego pacjenta z wynikiem dodatnim i ustalamy, co dalej. Jeśli mamy czas, dzwonimy także do chorych z wynikiem negatywnym. Jeżeli nadal źle się czują, przedłużamy im zwolnienie.

Test na COVID wyszedł pozytywnie. Jak mamy się zachowywać w domu?

Jeżeli test wyszedł pozytywnie, z chorym powinien się skontaktować lekarz i przedstawić plan postępowania. Najczęściej wypisać jakieś leki, bo w większości wypadków stosujemy wziewny steryd. Badania potwierdziły jego skuteczność w leczeniu.

Taki steryd pacjent dostaje także wtedy, gdy nie ma duszności ani nie spadła saturacja?

Tak. Leczenie sterydem trwa kilka dni. To silny lek przeciwzapalny, leczy zapalenie wywołane wirusem. Niestety, lek jest nierefundowany, choć - jak mówiłem - ma udowodnioną w badaniach naukowych skuteczność i jest wpisany w rekomendacje postępowania w przypadku zakażenia SARS-CoV-2. Sterydy wziewne są refundowane w przypadku chorych na astmę.

To drogie lekarstwa?

Koszt kuracji wynosi 40 parę zł.

Coś jeszcze oprócz sterydów?

Leki przeciwgorączkowe. Należy też dużo pić. Jak w każdej infekcji pocimy się, tracimy wodę, więc należy ją uzupełniać. No i odpoczynek. Nie nadwyrężamy organizmu.

Jeżeli mamy możliwość, izolujemy się przez parę dni od pozostałych mieszkańców. Ładunek wirusa w powietrzu będzie wtedy na tyle mały, że pozostali się nie zarażą. Trzeba też wietrzyć mieszkanie, bo w ten sposób też zmniejszamy ilość wirusa, który krąży wokół nas.

Jesteśmy również w kontakcie z lekarzem. Jeżeli mamy pulsoksymetr, mierzymy sobie saturację. Jeśli mamy powyżej 55. lat i rozpoznany COVID, urządzenie to dostaniemy z automatu do domu i wtedy warto z niego skorzystać. Jeżeli zlecenie wyjdzie do godziny 18., pulsoksymetr dostarczany jest na drugi dzień (poza niedzielą). Jeśli po godzinie 18., wysyłany jest następnego dnia.

Niestety, ze statystyk wiemy, że większość ludzi z tego nie korzysta i tu apel, że jeśli dostaną, żeby skorzystali. I przekazywali do systemu swoje parametry. Wtedy jest zdalny nadzór, który pilnuje czy nie ma czegoś złego i w razie czego jest organizowana zdalna konsultacja. A jeśli stan pacjenta wymaga, to ma też konsultację lekarską, ewentualnie wzywana jest do niego karetka pogotowia.

Mam nadzieję, że ten nadzór będzie coraz łatwiejszy i my - lekarze rodzinni - też automatycznie będziemy widzieli te pomiary.

Kiedy do szpitala?

Na razie zapisy idą do centralnego komputera?

Tak. Ich adresatem jest platforma “Domowa Opieka Medyczna”. Tam nie ma wiązania pacjenta z lekarzem. Lekarz dopiero musi wejść i powiązać się sam z pacjentem. To pewna niedogodność systemu, że nie ma tego automatycznego powiązania.

Urzędnicy ministerstwa zdrowia mówią, że tak dużo umiera nas w 4. fali, bo chorzy za późno udają się do szpitali. Kiedy to powinno nastąpić? Jak nie przegapić właściwego momentu?

Jeżeli mierzymy saturację i ona spada poniżej 94 [maksymalna saturacja wynosi 100], a po otworzeniu okna, żeby dotlenić pomieszczenie i po kilku głębszych wdechach, nie wzrasta do dobrych wartości, to to jest ten moment, kiedy powinniśmy się zgłaszać do szpitala. Sami albo z pomocą pogotowia. Oczywiście z pominięciem pacjentów z POChP, którzy jak są zdrowi mają saturację w granicach 88 i u nich normy trzeba trochę inaczej oceniać.

Druga rzecz to nieustępująca, wysoka gorączka. 39, 40 stopni, pomimo brania leków ją obniżających, trwająca jeden, drugi dzień, to też jest moment, kiedy chory powinien trafić do szpitala. Żeby pogłębić diagnostykę. Ustalić co się dzieje, że organizm nie jest w stanie poradzić sobie z chorobą.

Pozostałe objawy skłaniające do udania się do szpitala są raczej standardowe, niekoniecznie związane z COVID-em. Jeżeli ktoś odczuwa duszność, słabo mu, stracił przytomność, ma silne zawroty głowy, do tego stopnia, że nie może się ruszać, to i tak wtedy czuje, że trzeba się zgłosić do szpitala. Nie należy przeczekiwać. Nie bać się.

Bo pacjenci się boją. Opowiadają później: “Bałem się, że mnie wezmą do szpitala i zrobią mi tam coś złego. Bo ten pojechał, tamten pojechał i umarł”. No umarł, bo właśnie pojechał za późno. Jakby pojechał wcześniej, to pewnie nic by mu się nie stało.

Pacjenci przeczekują, a to powoduje, że mamy większą śmiertelność i więcej powikłań później.

A także mniejsze możliwości leczenia, ponieważ leki najbardziej ukierunkowane na COVID to takie, które powinniśmy dać do piątego dnia choroby. Jeżeli przeciągniemy za długo, potem już nie mamy czym leczyć.

Ale do piątego dnia choroby chorzy i tak zwykle są w domu. Dopiero w piątej czy szóstej dobie choroba albo zaczyna iść w dobrą, albo w złą stronę. Czyli w szpitalu powinniśmy się znaleźć odpowiednio wcześniej?

Wiadomo, że na to nie ma szans, jeżeli mówimy o pacjencie, który się dobrze czuje. Nikt nie będzie kładł codziennie 20 tys. osób do szpitala, bo byśmy wyhodowali inne choroby. Zablokowalibyśmy wszystkie łóżka, a poza tym zaczęłyby się rozprzestrzeniać zakażenia szpitalne.

Jeżeli pacjent choruje łagodnie, to obserwujemy, czy nie nastąpi moment załamania. A jeżeli pacjent ma już ciężki przebieg, to im szybciej trafi do szpitala, tym lepiej. Dlatego właśnie powinniśmy testować się na początku infekcji. Wcześniej wiemy, wcześniej zareagujemy. Jeżeli pacjent mówi, że pięć dni go męczy choroba i dopiero wtedy zlecimy mu test, to nazajutrz jest wynik i już jesteśmy poza okienkiem terapeutycznym.

Używajcie pulsoksymetrów!

Czy w Polsce jest już dostępny molnupiravir - lek dla wybranych pacjentów stosowany właśnie w początkowej fazie choroby?

Tak. Szukałem go dla jednego pacjenta. Ma go Agencja Rezerw Strategicznych. Zamawiają go szpitale, dla nich jest dostępny.

Minister Adam Niedzielski mówi, że w związku z 5. falą należy przygotować się na opiekę paraszpitalną, bo wszyscy potrzebujący do szpitali się do nich nie dostaną. Mamy mieć maksimum 60 tys. łóżek dla chorych na COVID. Jak się przygotować na taką opiekę?

Nie wiem, co minister ma na myśli, bo to on wymyślił.

Uważam, że to, co powinniśmy zrobić, to przygotować się pod kątem posiadania pulsoksymetrów.

Dzisiaj urządzenie takie ma już bardzo dużo osób, ale nie wszyscy, więc jeśli chcemy się przygotować, to zróbmy to. Jak będzie chorować po 100 czy 150 tys. ludzi dziennie, dla wszystkich pulsoksymetrów państwowych nie starczy.

Poza tym trzeba mieć zawczasu kontakt do swojego lekarza rodzinnego. Zapisać też numer telefonu 800-137-200 do Teleplatformy Pierwszego Kontaktu https://www.gov.pl/web/zdrowie/tpk

To możliwość uzyskania porady zdalnej w nocy, dni wolne i święta.

A może powinniśmy zaopatrzyć się już dziś w steryd wziewny, o którym pan wspominał?

Nie wydaje mi się, by to było konieczne. Ale w leki, które bierzemy stale - tak.

Sądzi pan, że w końcu prawie wszyscy zachorujemy na COVID - oby lekko - i dopiero wtedy pandemia odpuści?

Czy możemy przechorować wszyscy? Pewnie jest dużo ryzyko. I gdybyśmy tylko wiedzieli, że przechorujemy lekko, to pewnie lepiej byłoby przechorować. Ale niestety nie wiemy, na kogo z nas wypadnie, że będzie chorował ciężko - więc po co ryzykować.

Dociągnijmy do czasu, gdy system ochrony zdrowia będzie wydolny i wtedy zachorujmy.

Jak sam chorowałem na COVID ponad rok temu, siedziałem od rana do wieczora czekając na łóżko. Byłem w miarę dobrym stanie, nic mi się nie stało, najwyżej poobserwowałem okolice szpitala przez tyle godzin. Ale zapewniam, że człowiek nie czuje się bezpiecznie, jak nie ma dla niego szpitalnego łóżka.

Unikajmy więc zarazy. A jeśli już się przydarzy, róbmy wszystko żebyśmy przeszli chorobę jak najłagodniej.

*Dr Tomasz Zieliński jest lekarzem rodzinnym z Wysokiego i Zakrzewia w woj. lubelskim, wiceprezesem Porozumienia Zielonogórskiego

;
Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Współzakładał tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze