0:00
Prawa autorskie: Jakub Wlodek / Agencja GazetaJakub Wlodek / Agenc...
07 czerwca 2019

Opozycja musi się sprężyć, żeby wygrać Senat. Wg wyników eurowyborów prawica ma przewagę w 57 okręgach

Jak pisaliśmy w OKO.press, struktura okręgów wyborczych w wyborach do Senatu jest korzystna dla opozycji, jeśli zawrze strategiczne porozumienie i wystawi jedną listę. Poparcie dla PiS w wyborach do PE, czyni tę tezę mniej aktualną. Gdyby wyborcy do Senatu wybierali pomiędzy dwoma blokami i głosowali jak 26 maja opozycja zdobyłby tylko 43 ze 100 mandatów

Wydrukuj

W 2018 roku wskazywaliśmy, że opozycja ma szanse odbić wyższą izbę parlamentu i zdobyć w nim przewagę.

Ze względu na ordynację i strukturę okręgów wyborczych, zdobycie większości w Senacie może być dla opozycji łatwiejsze niż w Sejmie. O ile bowiem ordynacja d’Hondta w wyborach sejmowych może (choć nie musi) sprzyjać PiS, o tyle mapa okręgów wyborczych do Senatu jest z zasady korzystna dla opozycji. Aby to wykorzystać, partie opozycji muszą spełnić podstawowy warunek: zawrzeć strategiczne porozumienie w wyborach do Senatu.

Bazując na wynikach wyborów do Sejmu z 2015 roku w wskazywaliśmy, że gdyby głosy do Senatu padły na dwa bloki, tak jak w wyborach sejmowych, "Nieprawica" miałaby 53 senatorów, a PiS tylko 47. Przyjęliśmy wtedy - podobnie jak teraz - ryzykowne politycznie założenie, że takie dwa bloki mogą powstać i na jednej liście znajdą się PiS, Kukiz'15 i Konfederacja i razem pójdzie cała Koalicja Europejska, z Wiosną i Razem. Jedno i drugie jest niepewne, podział Prawica - Nieprawica oddaje raczej układ sił.

Jednak wybory do Parlamentu Europejskiego zmieniły ten obraz.

Poparcie dla PiS w październiku 2015 roku wyniosło 37,58 proc., a łączne poparcie dla PO, .N, PSL, SLD i Zielonych (w koalicji Zjednoczona Lewica) 44,37 proc. W maju 2019 PiS zdobył 45,38 proc., a Koalicja Europejska tych pięciu partii 38,47 proc. Takie przesunięcie postaw - jeśli się utrzyma - zasadniczo zmienia szacunki wyników wyborów do Senatu 2019.

Gdyby wyborcy do Senatu wybierali pomiędzy dwoma szerokimi blokami i głosowali tak jak 26 maja 2019 roku, Prawica zdobyłaby aż 57 mandatów na 100.

Opozycja co prawda w dalszym ciągu ma przewagę wynikającą z korzystnej struktury okręgów, ale przy tak wysokiej fali poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości ta przewaga ma już mniejsze znaczenie.

Dziś sama jedność już nie wystarczy. Opozycja musi zniwelować część ogólnokrajowego dystansu do Prawicy i - przede wszystkim - znaleźć mocne kandydatki/kandydatów do izby wyższej, które i którzy byliby w stanie osiągnąć wynik lepszy niż partyjne poparcie.

Dwa bloki: Prawica i Nieprawica

Dla potrzeb analizy podzieliliśmy scenę polityczną na dwa główne bloki – Prawicę i Nie-prawicę. W wyborach sejmowych 2015 Prawica (PiS, Kukiz'15, KORWiN, razem 51,15 proc. głosów) wygrała z Nieprawicą (PO, Nowoczesna, Zjednoczona Lewica, PSL, Razem, w sumie 47,99 proc.) z przewagą 3,16 punktu procentowego.

Mimo to, gdyby głosy do Senatu padły na dwa bloki, tak jak w wyborach sejmowych, Nieprawica miałaby 53 senatorów, a Prawica tylko 47. Wynika to z faktu, że ogromna przewaga Prawicy w województwach południowo-wschodniej Polski „marnuje się” przy głosowaniu w okręgach jednomandatowych, mniejsza przewaga zjednoczonej opozycji daje więcej mandatów (PiS zdobył bezwzględną większość w Senacie obecnej kadencji, ale tylko dzięki rozbiciu głosów opozycji).

Od 2011 roku Senat jest wybierany w 100 jednomandatowych okręgach wyborczych metodą względnej większości („first past the post”). Inaczej niż w wyborach wójtów i burmistrzyń (oraz prezydenta RP), wybory rozstrzygane są w jednej turze, co oznacza, że do zwycięstwa może wystarczyć poparcie znacząco niższe niż 50 proc, jeśli głosy kontrkandydatów się rozbiją.

Z tego wynika jeden podstawowy wniosek: w wyborach do Senatu przedstawiciele jednego obozu politycznego nie powinni kandydować przeciwko sobie.

W wyborach, gdzie są dwie tury, pierwsza tura często jest wewnętrzną rozgrywką w ramach jednego obozu politycznego, a dopiero w drugiej dochodzi do konfrontacji pomiędzy obozami. W wyborach z jedną turą rywalizacja w ramach jednego obozu politycznego może doprowadzić do zwycięstwa przedstawicieli drugiego obozu, nawet jeśli ma on łącznie mniejsze poparcie. Tak było w wielu miejscach w 2015 roku.

Dlaczego obecna opozycja nie wygrała wyborów do Senatu 2015? Bo w wyborach rozgrywanych metodą względnej większości przedstawiciele jednego obozu nie powinni startować przeciwko sobie. PiS wygrał wybory do Senatu aż w dziewiętnastu okręgach „nieprawicowych” (w dwudziestym wygrał „bezpartyjny” Obremski, który chwilę później wszedł do klubu PiS) i we wszystkich z nich (i dodatkowo w dwóch „prawicowych”) wygrał wyłącznie dzięki rozbiciu głosów opozycji. Przykłady?

W Kędzierzynie-Koźlu kandydatowi PiS do zwycięstwa wystarczyło 23 (sic!) procent głosów, gdyż pozostałe rozbiły się między kandydatów PO, Mniejszości Niemieckiej, Nowoczesnej i Zjednoczonej Lewicy. W Sosnowcu kandydat PiS miał 30 proc., gdy kandydatury PO i Nowoczesnej łącznie 45 proc., a ze Zjednoczoną Lewicą – 62 proc.

O ile w wyborach sejmowych wystawienie dwóch-trzech bloków i późniejsze zawarcie koalicji może być dla partii nieprawicowych skuteczną strategią, o tyle w wyborach senackich wystawianie konkurujących ze sobą kandydatur jest przepisem na klęskę.

Niebieska fala

Wybory do Parlamentu Europejskiego zakończyły się jednak dużo wyższą przewagą Prawicy.

PiS, Kukiz i Konfederacja łącznie pokonały KE, Wiosnę i Lewicę Razem aż o 7,8 punktu procentowego, czyli o 4,7 punktu więcej niż w wyborach sejmowych.

Oznacza to, że gdyby wyborcy do Senatu wybierali pomiędzy tymi blokami i głosowali tak jak 26 maja, Prawica zdobyłaby aż 57 mandatów pomimo tego, że nadal działa zasada korzystnej dla Nieprawicy struktury okręgów.

Ale przy tak zdecydowanej porażce jak 26 maja, korzystna struktura opozycji już nie wystarczy. Zwłaszcza przy założeniu, że po prawej stronie jest także jedna lista.

Jak to liczmy

Tytułem przypomnienia – senatorowie są wybierani w 100 jednomandatowych okręgach wyborczych. Każdy okręg składa się z jednego lub kilku powiatów. Znając wyniki głosowania w rozbiciu na powiaty, czy to w wyborach sejmowych, czy do PE, jesteśmy w stanie symulować rozkład poparcia w okręgach senackich.

Tylko cztery największe miasta są podzielone na więcej niż jeden okręg, co wymaga zejścia z analizą na poziom obwodów. Jako że PKW nie opublikowała wyników głosowania do PE na obwody w postaci nadającej się do obliczeń, przyjęliśmy dla uproszczenia, że w Krakowie, Łodzi i Wrocławiu wynik w poszczególnych okręgach różni się od wyniku dla całego miasta tak samo jak w 2015 (w Warszawie nie ma problemu, bo PKW podaje wynik na poziomie dzielnic). Nie powinno to mieć znaczenia dla analizy, bo wszystkie te miasta wyglądają na bezpieczne zwycięstwo dla Nieprawicy.

Nieprawica i prawica, okręg po okręgu

Poniżej – przewaga Nieprawicy nad Prawicą w rozbiciu na okręgi senackie, porównanie wyborów parlamentarnych w 2015 i wyborów do PE w 2019.

Na pomarańczowo – okręgi odbite przez Nieprawicę, są trzy takie.

Na niebiesko – zyski Prawicy, aż 11 okręgów.

*) Uwaga: dla Krakowa, Łodzi i Wrocławia, które są podzielone na dwa okręgi senackie, przyjęliśmy taką samą strukturę poparcia między okręgami jak w 2015.

Można zauważyć wyraźny wzorzec –

Prawica zwiększyła poparcie w okręgach wiejskich i małomiasteczkowych, a Nieprawica w aglomeracjach miejskich.

Przy czym na prowincji we wschodniej Polsce Prawica i tak wygrywała, teraz tylko zwiększyła skalę poparcia – aż w 15 okręgach wygrywając ponad 40 punktami (wg rozkładu z wyborów sejmowych takich okręgów było tylko 5).

Prawica wygrywa tam, gdzie dotąd przegrywała

Kluczowe jednak było zdobycie przez Prawicę silnej pozycji w tych okręgach, gdzie dotąd przegrywała – na prowincji wielkopolskiej, dolnośląskiej, pomorskiej, kujawsko-pomorskiej czy warmińsko-mazurskiej.

W tych województwach Nieprawica straciła 12 okręgów (trzynastym jest podmiejski okręg w Łódzkiem). Szczególnie silne było przesunięcie w południowo-wschodniej Wielkopolsce – w czterech okręgach (Gniezno, Kalisz, Ostrów i Leszno) Prawica zyskała netto po 15-20 punktów!

Myślę, że można śmiało te zyski przypisać „efektowi Możdżanowskiej” – popularna posłanka PSL skaperowana przez PiS zrobiła, zwłaszcza na południu Wielkopolski, świetny wynik dla swojej nowej partii.

Tymczasem partie opozycyjne wystawiły na biorących miejscach osoby bez żadnych związków z Wielkopolską, co w regionie z tak silną lokalną tożsamością mogło zniechęcać do oddania na nie głosu.

Trzy okręgi Nieprawica wirtualnie odzyskała w porównaniu do 2015 – Kraków II, Rudę Śląską (gdzie silną pozycję w 2015 mieli regionaliści, którzy teraz popierali kandydatów Nieprawicy) oraz Warszawę Centrum, do której się dodaje głosy oddane za granicą.

W 2015 wyborcy z okręgów zagranicznych tak mocno wsparli PiS, Kukiza i Korwina, że „przegłosowali” warszawiaków głosujących na Nieprawicę. W tych wyborach jednak za granicą wygrała Koalicja Europejska.

Sama współpraca nie wystarczy

Żeby odbić Senat opozycja nie może sobie pozwolić na rozbicie głosów – i wygląda na to, że wszystkie jej partie są tego w pełni świadome. Nie oznacza to jednak, że wyłonienie wspólnych 100 kandydatów byłoby łatwym zadaniem, zwłaszcza, że jest sporo napięć i pretensji między środowiskami opozycji. Dlatego Donald Tusk w przemówieniu 4 czerwca apelował: "Ja proszę: ci wszyscy, którzy chcą wygrywać na rzecz wolności i demokracji, niech mówią o sobie dobrze albo wcale. Macie duży talent, potraficie dowalić, ale wykorzystajcie to w odpowiednim kierunku".

Ale sama jedność - nawet gdy uda się ją uzyskać - nie wystarczy. Opozycja musi jeszcze zniwelować część ogólnokrajowego deficytu do Prawicy i, przede wszystkim, znaleźć mocne kandydatki/kandydatów do izby wyższej.

Niekoniecznie w metropoliach – tam wygra i tak. Przede wszystkim w tych wahających się okręgach, gdzie różnica nie przekracza 10 punktów procentowych – od Piły do Kalisza.

PiS natomiast może i, jak wynika z przecieków, ma takie plany, zastosować sztuczkę na „bezpartyjnego samorządowca” – czyli wesprzeć start „niezależnych” kandydatów, których jedynym celem jest odebranie kluczowych głosów kandydatom/kandydatkom opozycji.

Przypominamy bowiem, że w wyborach do Senatu obowiązuje ordynacja większościowa w wersji First Past The Post, czyli można wygrać mając nawet 34 proc. głosów (albo i mniej), jeśli pokona się dwóch kandydatów mających po 33 proc.

Pamiętajmy przy tym, że Senat może tylko spowolnić machinę legislacyjną większości sejmowej, nie jest natomiast w stanie jej całkowicie powstrzymać. Dlatego choć walka o wyższą izbę jest sensowna i potrzebna, kluczowy bój rozegra się w wyborach do Sejmu.

Udostępnij:

Leszek Kraszyna

Ekonomista i analityk, autor modelu przeliczania głosów na mandaty, z którego korzysta OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne