0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AFPAFP

Węgierska minister sprawiedliwości Judith Varga poinformowała w poniedziałek 8 sierpnia, że urząd ds. ochrony konkurencji i konsumentów nałożył na irlandzkie linie lotnicze karę w wysokości 300 mln forintów (równowartość 765 tys. euro) za przerzucenie na klientów kosztów nowego węgierskiego podatku od nadmiernych zysków.

Podatek władze Węgier zapowiedziały w maju, argumentując to kosztami ponoszonymi przez kraj w następstwie wojny na Ukrainie i sankcji nałożonych przez Unię Europejską na Rosję. Objąć miał „ponadnormatywne zyski” firm sektora bankowego, energetycznego, ubezpieczeniowego, detalicznego, telekomunikacyjnego oraz lotniczego.

W rzeczywistości podatek ma jednak pokryć wydatki i obietnice, złożone przez Viktora Orbána przed kwietniowymi wyborami parlamentarnymi. Podobnie jak inne państwa regionu – i to pomimo zamrożenia cen na paliwa oraz podstawowe produkty żywnościowe - Węgry mierzą się z bardzo wysoką, sięgającą 16,7 proc. inflacją bazową, najsłabszym w historii kursem forinta oraz wysokim, wyznaczonym na 4,9 proc. PKB deficytem budżetowym.

"Rozbój w biały dzień"

Szef Ryanair Michael O’Leary określił działania władz węgierskich za „przekraczające granice głupoty” i nazwał „rozbojem w biały dzień”. A węgierski rząd uznał za „kompletnie oderwany od rzeczywistości”.

„Ryanair, największa linia lotnicza na Węgrzech, właśnie poinformowała o stratach, lecz rząd wprowadza podatek od ekstra zysków, które przecież nie istnieją z powodu COVID i rosyjskiej inwazji na Ukrainę” – poinformował przewoźnik. I do każdego biletu z Węgier, również tego kupionego wcześniej, na rzecz podatku zaczął doliczać 3900 forintów (niecałe 10 euro).

W rzeczywistości, zgodnie z założeniami węgierskiego rządu istnieją dwie taryfy podatku od biletów lotniczych. Jeśli pasażer będzie lądował na terenie UE, Wielkiej Brytanii, Irlandii Północnej, Albanii, Andory, Bośni i Hercegowiny, Macedonii, Islandii, Kosowa, Liechtensteinu, Mołdawii, Monako, Czarnogóry, Norwegii, San Marino, Szwajcarii, Serbii czy Ukraina, opłata wynosi 3900 Forintów. Podatek od pasażerów zmierzających do innych miejsc wynosi już jednak 9750 forintów.

Linie argumentowały, że kiedy inne kraje Unii Europejskiej obniżają opłaty lotnicze i lotniskowe, aby po pandemii ruch, turystyka oraz zatrudnienie wróciły do normy, węgierski minister rozwoju gospodarczego wkracza na ścieżkę „nowej i skazanej na porażkę strategii nakładania podatku od »nadmiernych zysków« na przynoszące straty linie lotnicze, takie jak Ryanair i Wizzair, co jeszcze bardziej obniży konkurencyjność przewozów lotniczych i turystyki na Węgrzech”.

Minister rozwoju gospodarczego Márton Nagy, gdy tylko dowiedział się o przerzuceniu kosztów podatku na klientów, zarządził śledztwo konsumenckie. „To wyjątkowo niedorzeczne, że opłata obejmuje bilety już sprzedane” – oświadczył. Stąd też kara dla Ryanair.

Przewoźnik poinformował, że nie otrzymał jeszcze żadnej oficjalnej wiadomości w sprawie kary (minister Varga wiadomość ogłosiła tylko na Facebooku). Nie wiadomo też, za co dokładnie został ukarany.

Przeczytaj także:

"Ten minister musi być kompletnym idiotą"

Ryanair zapowiedział, że będzie się odwoływał od decyzji, apelację – jeśli to będzie konieczne - zamierza składać także w sądach unijnych.

„Ten Márton Nagy musi być kompletnym idiotą. Nie trafia do nas argument, że »specjalny podatek od nadmiernych zysków« powinien zostać nałożony na branżę lotniczą, gdy w zeszłym roku z powodu COVID i wojny na Ukrainie ponieśliśmy rekordowe straty. Ryanair odnotował stratę rzędu 355 mln euro w ciągu ostatnich 12 miesięcy, a WizzAir, będący po Ryanair drugą co do wielkości linią lotniczą operującą na Węgrzech, prawie 650 mln” – mówił O’Leary w wywiadzie dla niezależnego węgierskiego portalu informacyjnego HVG.

„Mamy świadomość, że minister wszczął śledztwo w sprawie ochrony konsumentów, ale uważamy, że to śledztwo powinno rozpocząć się w jego gabinecie, gdzie powinno paść pytanie, jak wpadł na pomysł nałożenia dodatkowego podatku od zysku na linie lotnicze, które nawet nie są zobowiązane do płacenia podatku od zysków z powodu poniesionych strat” – dodał.

O’Leary nie przebierał w słowach i otwarcie trollował przedstawiciela węgierskiego rządu. „Wiem, że ma dyplom z ekonomii, ale nadal uważam, że powinien wrócić do szkoły. Wysyłam mu książkę »Ekonomia dla bystrzaków«, bo uważam go za idiotę”.

Márton Nagy pełni rolę ministra bez teki i głównego doradcy ekonomicznego Viktora Orbána. W latach 2015-2020 był wiceszefem węgierskiego banku centralnego, a potem przez dwa lata kierował budapeszteńską giełdą.

"Podatek pomoże chronić węgierskie rodziny"

Rząd Węgier wprowadzając nowy podatek używał powtarzanego od miesięcy jak mantra sloganu, że danina pomoże chronić węgierskie rodziny. Ale zdaniem szefa Ryanair jest on kompletnie nietrafiony. „Jak miałoby to chronić setki tysięcy rodzin, których przyjaciele, krewni, rodzice, dzieci i rodzeństwo mieszkają w innym kraju UE i które teraz będą zmuszone płacić dodatkowe 10 euro, jeśli będą chciały ich odwiedzić? – Pytał.

„Zresztą, zamiast na Węgry ludzie mogą podróżować gdzie indziej. Dlatego uważam, że ten podatek będzie szkodliwy nie tylko dla ruchu lotniczego, ale również turystyki i zatrudnienia. A ten idiota minister wciska mi, że chroni węgierskie rodziny? Dajcie spokój” – mówił O’Leary.

„Minister idiota próbuje nam też wytłumaczyć, jak mamy ustalać ceny. O ile wiem, Węgry są członkiem Unii Europejskiej, a w Unii Europejskiej to linie lotnicze mają prawo kształtować swoją politykę cenową. Rządy europejskie nie mają wpływu na ustalane przez nas ceny. Więc albo ten skorumpowany minister przestanie nam mówić, jak mamy ustalać ceny, albo nie będzie nas za to krytykować. Jedynymi, którzy mogą na to narzekać, są nasi pasażerowie” – podkreślał w wywiadzie.

Ryanair likwiduje 8 połączeń

W dyskusję z O’Learym włączył się szef kancelarii premiera Węgier Gergely Gulyás. „Jeśli ktoś spędził dzieciństwo w irlandzkim pubie, gdzie miał dostęp do zbyt dużej ilości alkoholu, gdy był za młody, to chyba zostają po tym ślady w dorosłości” – powiedział o szefie Ryanaira.

Ten zaś w odwecie nazwał obu węgierskich polityków – Gulyása oraz Nagya – „głupim i głupszym”, nawiązując do amerykańskiej komedii o tym tytule.

Linie lotnicze, niedługo po facebookowym ogłoszeniu przez minister sprawiedliwości informacji o nałożeniu kary, podały, że likwidują osiem połączeń z Budapesztu: do Bordeaux, Bournemouth, Kolonii, Kowna, Krakowa, Lappeenranta, Rygi i Turynu.

Budapeszt dziś stanowi jedną z baz Ryanair w Europie. Lecz Węgrzy na forach internetowych wyrażają obawy, że Ryanair wkrótce obetnie jeszcze więcej lotów, a oni będą zmuszeni podróżować w świat z innych lotnisk, np. z Wiednia. Przepychankę rządu z przewoźnikiem uważają za rządową „pokazówkę”.

Węgierskie Ministerstwo Sprawiedliwości już w czerwcu straszyło przewoźnika wzmożonymi kontrolami, które miały być prowadzone w lecie. Według resortu co roku wpływa niezwykle wysoka liczba skarg na Ryanair z powodu odwołanych lotów, nieadekwatnych informacji, obsługi bagażowej i komunikacji z pasażerami.

Węgierska prorządowa Fundacja Ochrony Społeczeństwa w czerwcu zarzuciła Ryanairowi „kreowanie fałszywego przekazu, jakoby podwyższenie opłat za bilety nie stanowiło decyzji biznesowej firmy, lecz było konsekwencją narzucenia na nią dodatkowych obciążeń”. I zaraz po tym właśnie ta organizacja, kierowana przez beneficjentów Fideszu, w większości dziennikarzy rządowych mediów, złożyła skargę na linie lotnicze do urzędu ochrony konsumentów.

Ryanair nie jest pierwszy

W najnowszej historii Węgier nie jest to pierwszy atak władz na zagraniczną firmę. Podobna sytuacja zdarzyła się w 2016 roku, gdy węgierski rząd z pomocą miejscowych taksówkarzy skutecznie przegonił z Budapesztu działające tam od 2014 roku amerykańskie przedsiębiorstwo Uber.

Zarzuty były poniekąd słuszne, gdyż Ubera – mającego na Węgrzech 1200 samochodów i notującego przewozy 160 tys. pasażerów - oskarżano o unikanie podatków (zarejestrowany był jako spółka technologiczna), nieprzestrzeganie prawa pracy przez wymuszanie na kierowcach samozatrudnienia, a przede wszystkim o nieuczciwą konkurencję z powodu ignorowania licencji na przewozy osobowe.

Z tzw. Uber Files, dokumentów opisujących nielegalne i korupcyjne praktyki amerykańskiego przedsiębiorstwa, wynika, że prowadziło ono intensywny lobbying w rządzie na Węgrzech. Władze w Budapeszcie zerwały jednak wszystkie kontakty z obawy przed politycznymi konsekwencjami protestów taksówkarzy.

Uber w następstwie blokad, ataków na swoją flotę i zmiany prawa ostatecznie wycofał się z Węgier w lipcu 2016 roku. Węgrzy zaś zostali z lokalnymi firmami taksówkarskimi, które bez nowoczesnej konkurencji mogły ustalać stawki zależnie od nastroju kierowcy. Rynek węgierski trochę ostudziła aplikacja Bolt, kontaktująca ze sobą pasażerów i taksówkarzy, ale wciąż ceny przejazdów taksówką w Budapeszcie są około dwukrotnie wyższe niż w podobnej wielkości Warszawie, przy nieco niższych niż w Polsce zarobkach obywateli Węgier.

Podobnie może być z Ryanair. Jeśli rząd węgierski zniechęci tanie linie lotnicze do latania z Budapesztu, Węgrzy nie tylko będą zmuszeni dojeżdżać na inne lotniska Europy, ale i mogą zostać bez możliwości wyboru przewoźnika.

A jeśli sprawa podatków nałożonych na Ryanair trafi do arbitrażu lub sądów międzynarodowych, mogą jeszcze za to dodatkowo zapłacić.

;

Udostępnij:

Michał Zabłocki

Dziennikarz i aktywista klimatyczny, dawny wieloletni pracownik działu zagranicznego PAP, w tym korespondent w Moskwie (2006), Pradze i Bratysławie (2010-2012), były współpracownik zajmującego się Europą Środkową think-tanku Visegrad Insight. Autor książki “To nie jest raj. Szkice o współczesnych Czechach”. Od 2019 roku dzieli życie między Warszawę i Budapeszt.

Komentarze