0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by Alexander KAZAKOV / POOL / AFPPhoto by Alexander K...

Moskwa usiłuje pogłębić korzystny dla niej konflikt polsko-ukraiński. Wykorzystuje do tego ustanowiony na 11 lipca w Polsce Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa i odbywające się wówczas uroczystości. Upamiętniane są wówczas ofiary zbrodni wołyńskiej. Ukraińskie Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji, oficjalny organ państwowy, poinformowało, że rozpoczęła się „aktywna faza rosyjskiej operacji informacyjnej, mającej na celu zerwanie stosunków między Ukrainą a Polską”.

Pierwszym jej etapem było „odtajnienie dokumentów historycznych” przez rosyjski kontrwywiad FSB na temat zbrodni wołyńskiej. Jednak w tych dokumentach nie ma nic nowego pod względem historycznym. Mogą natomiast posłużyć do potęgowania antyukraińskich nastrojów w Polsce.

Natomiast we wtorek, 7 lipca, rosyjska agencja RIA Novosti podała, że „ukraińscy uchodźcy wywiesili w Polsce plakaty z portretami Bandery”. Kiedy o takim zdarzeniu jako pierwsze informuje propagandowe medium Kremla, można z ogromną dozą prawdopodobieństwa założyć, że plakaty, jeśli w ogóle zostały rozklejone, pojawiły się w Polsce na polecenie rosyjskich władz i podlegających im służb specjalnych.

Operacja szefa FSB

W ostatnich dniach mamy do czynienia z nasilonymi działaniami Rosji, których celem jest spotęgowanie niechęci czy wręcz nienawiści do Ukraińców w Polsce. Moskwa celowo nasila tę operację tuż przed obchodami rocznicy zbrodni wołyńskiej. Zapewne liczy na to, że przechodzące w weekend marsze pamięci przerodzą się w demonstracje nienawiści, pełne agresji wobec uchodźców ukraińskich. A być może nawet dojdzie do użycia przemocy.

To typowa rosyjska technika w prowadzonej przez Kreml wojnie kognitywnej z Zachodem: eskalowanie istniejących konfliktów do tego stopnia, by zdestabilizować sytuację w danym państwie oraz – w sprzyjających okolicznościach — doprowadzić do zerwania stosunków międzypaństwowych.

Według Andrija Kowalenko, szefa Dowództwa Obrony Narodowej Ukrainy przy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony,

w tę operację zaangażowany jest sam dyrektor rosyjskiego kontrwywiadu FSB Aleksandr Bortnikow.

Kowalenko uważa, że Bortnikow odpowiada obecnie osobiście za wszelkie rosyjskie operacje informacyjne, których celem jest doprowadzenie do rozłamu między Polską a Ukrainą.

Niestety polskie służby, instytucje ani polski rząd nie informują o nasileniu działań dezinformacyjnych ze strony Rosji. Do momentu publikacji tego tekstu nie znaleźliśmy żadnego nowego ostrzeżenia w tej sprawie.

Rosyjska prowokacja

Ukraińcy poinformowali również o wzroście aktywności rosyjskich botów, które atakują polskich odbiorców na platformach społecznościowych. Rozpowszechniają one treści, pogłębiające podziały polsko-ukraińskie.

5 lipca rosyjskie media opublikowały informację o rzekomym odtajnieniu historycznych dokumentów FSB, dotyczących rzezi wołyńskiej. Już dzień wcześniej ostrzeżenie przed taką akcją wydało ukraińskie rządowe Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji.

„Rosyjska FSB przygotowuje prowokację z użyciem fałszywych dokumentów, aby wbić klin między Ukrainę i Polskę” – alarmowało Centrum we wpisie na platformie X. – „Według dostępnych informacji agenci FSB planują 5 lipca opublikować sfałszowane »dokumenty«, dotyczące wydarzeń II wojny światowej, a konkretnie tragedii wołyńskiej”.

Przeczytaj także:

Kolejne „odtajnienie” raportów

Rzeczywiście, takie publikacje pojawiły się w Rosji, m.in. w rosyjskiej agencji informacyjnej TASS i propagandowej stacji RT. Rozpowszechniała je również sieć portali, należąca do tak zwanej rosyjskiej kompanii „Pravda”, wykorzystywanej do prowadzenia wojny informacyjnej z Zachodem. FSB miało rzekomo „odtajnić” raporty rosyjskich agentów NKGB, czyli Ludowego Komisariatu Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR. NKGB w latach 40. XX wieku stał się częścią NKWD. W jednym z takich raportów miała się znaleźć informacja o tym, że agent NKGB był świadkiem zamordowania przez członków UPA jedenastu księży i dwóch tysięcy Polaków we Włodzimierzu Wołyńskim 18 lipca 1943 r.

Inny raport zawierał informację szefa IV Zarządu NKGB Pawła Sudopłatow, że NKGB zidentyfikowało jednego z dowódców UPA, odpowiedzialnego za zbrodnię wołyńską. Sudopłatow wymienił nazwisko Dmytro Klaczkiwskiego, znanego pod pseudonimem „Kłym Sawur”.

Informacje dotyczące Klaczkiwskiego są znane od lat, a „odtajniony raport” niczego nowego do nich nie wnosi.

Natomiast dokument dotyczący rzekomej zbrodni we Włodzimierzu Wołyńskim to rosyjska fałszywka, znana od kilkunastu lat, ostatnio odgrzewana ze względu na bieżące potrzeby Moskwy. Materiał ów był bowiem „odtajniany” jako „dokument FSB” już w 2024 roku, a polskim historykom jest znany od 2008 roku i został przez nich dokładnie przeanalizowany.

Manipulowanie historią

W 2024 r., podczas poprzedniego „odtajniania”, Polska Agencja Prasowa poinformowała, że według polskich naukowców ów raport rzeczywiście powstał w czasie II wojny światowej. Tyle że zawiera on nieprawdziwe informacje – opisany w nim mord nigdy nie miał miejsca. Po pierwsze: nie ma żadnych wiarygodnych relacji czy dokumentów, które potwierdzałyby takie zdarzenie we Włodzimierzu Wołyńskim. Po drugie: niewiarygodna jest również podana w raporcie liczba ofiar. Nie było bowiem mordu z tak dużą liczbą ofiar w jednej miejscowości.

„Doniesienie wywiadowcze niezbyt precyzyjnie informuje o fali mordów dokonanych przez oddziały UPA, bojówki SB OUN i in., do których doszło 12 lipca i w kolejnych dniach na obszarze wielu powiatów Wołynia” – wyjaśniał wówczas prof. Grzegorz Hryciuk z Uniwersytetu Wrocławskiego.

„Rosja masowo zaangażowała w operację informacyjną media propagandowe, a także oficjalne zasoby Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Oczywistym celem zaangażowania służby dyplomatycznej jest sztuczne wprowadzenie tych danych do zagranicznego pola informacyjnego” – podkreśla ukraińskie Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji. – "Manipulując trudną przeszłością historyczną,

Kreml usiłuje wywołać sztuczną konfrontację między narodami polskim i ukraińskim, aby podważyć wsparcie Polski dla Ukrainy i osłabić partnerstwo ukraińsko-polskie”.

Fałszywka o Agencji Wywiadu

Już następnego dnia, 6 lipca, ta sama ukraińska instytucja rządowa ostrzegła z kolei Ukraińców przed rosyjską dezinformacją. Tym razem rosyjski fake news był rozpowszechniany przez anonimowe konta na platformach społecznościowych. W sfabrykowanym materiale, stylizowanym na newsa pochodzącego z wiarygodnych ukraińskich mediów, podano, że polska Agencja Wywiadu opublikowała raport.

A w nim porównała Ukrainę do „hitlerowskich Niemiec” i nazwała ją „nowym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Europy Wschodniej”. W raporcie miały się znaleźć też informacje, że amerykańskie CIA szkoli Ukraińców do jedenastu lat, aby „zabijali jak UPA”, a armia ukraińska masowo używa nazistowskich symboli.

Informacje te nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, poczynając od tego, że Agencja Wywiadu od 2025 r. nie opublikowała żadnego nowego raportu, zrobiło to jedynie ABW. Nigdzie też nie pojawiły się zawarte w fake newsie określenia, dotyczące Ukrainy.

Jak widać,

rosyjskie służby działają w obie strony, podsycając konflikt polsko-ukraiński zarówno w Polsce, jak i w Ukrainie.

Wykorzystując w tym celu różne techniki, byle wywołać jak najsilniejsze emocje negatywne u obywateli tych państw.

Akcja: „Plakaty w Polsce”

A już 7 lipca rosyjska operacja wykroczyła poza rozpowszechnianie fałszywych przekazów w infosferze. Oto rosyjska agencja RIA Novosti poinformowała, że „ukraińscy uchodźcy w Polsce w przededniu Dnia Pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej (…) wywiesili plakaty z portretami Stefana Bandery, przywódcy OUN” i portretem prezydenta Karola Nawrockiego.

Do materiału dodano zdjęcie, na którym widać niewielki czarno-biały plakat, jaki można wydrukować na każdej drukarce, przyklejony do brudnej skrzynki rozdzielczej instalacji elektrycznej, stojącej prawdopodobnie obok jakiegoś bloku. Nie wiadomo, gdzie ani kiedy wykonano to zdjęcie. Na plakacie są napisy w języku ukraińskim. Bandera określony jest jako „nasz bohater”, a Karol Nawrocki jako „zdrajca”.

Tę fotografię RIA Novosti miało otrzymać od „aktywistów podziemnego ruchu Stop Grave”. To oficjalnie prorosyjski ruch, działający na terenach Ukrainy okupowanych przez Rosję lub już do Rosji włączonych (np. na Krymie). W rzeczywistości jest to prawdopodobnie grupa inspirowana i kontrolowana przez rosyjskie służby. I właśnie owa grupa miała wejść w posiadanie zdjęcia sprzed polskiego bloku i przekazać je państwowej rosyjskiej agencji informacyjnej. A ta natychmiast zrobiła z tego materiał o „ulotkach rozklejanych przez ukraińskich uchodźców w Polsce”.

Ten kontekst pokazuje, że

przekaz o plakatach jest dezinformacyjną ustawką, przygotowaną specjalnie po to, by intensyfikować polsko-ukraiński konflikt.

Na tym etapie nie wiadomo, czy rozklejono takich plakatów więcej niż jeden. Można jednak założyć, że nawet tak jest, za każdym z nich stoją kremlowscy zleceniodawcy.

Moskwa na Wołyniu nie skończy?

Moskwa prawdopodobnie będzie eskalować sytuację co najmniej do końca tego tygodnia, bo wiele marszy pamięci o zbrodni wołyńskiej odbędzie się w najbliższy weekend. A Kremlowi zależy, by stały się one kolejnym elementem konfliktu polsko-ukraińskiego. Pierwszy taki marsz odbył się już 4 lipca w Warszawie, o czym oczywiście także poinformowało RIA Novosti.

Władze Rosji od dawna wykorzystują temat zbrodni wołyńskiej do wywoływania antyukraińskich nastrojów w Polsce. W ostatnich tygodniach jednak presja Moskwy w tym zakresie wyraźnie wzrosła. Przypomnijmy, że według ustaleń OKO.press inicjatywa odebrania Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu była inspirowana przez propagandowe media i kanały rosyjskie i białoruskie. A w Polsce rozpowszechniały ją osoby o poglądach radykalnie antyukraińskich, które szerzą narracje zgodne z kremlowską propagandą. Dopiero później pomysł ten przejął prezydent Karol Nawrocki.

Analiza bieżącej aktywności środowisk prorosyjskich w Polsce wskazuje, że Moskwa zamierza uruchamiać także inne konflikty, nie tylko polsko-ukraiński. Pojawiły się pierwsze publikacje, przypominające historyczne wydarzenia, dotyczące Polski i Litwy, które przez lata konfliktowały te państwa.

Konflikty te udało się rozwiązać i wyciszyć dzięki wysiłkowi przedstawicieli i Polski, i Litwy. Dziś relacje między nimi układają się niemal bezproblemowo. Publikacje środowisk prorosyjskich w Polsce wskazują jednak, że Kreml może jednak mieć w planach odnowienie polsko-litewskich antagonizmów.

Na zdjęciu Anna Mierzyńska
Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.

Komentarze