Akcja „Szlachetna Paczka” łączy tych, którzy chcą pomóc, z tymi, którzy pomocy potrzebują, integruje ludzi. I rzeczywiście zmienia sporo na lepsze. Ale wątpliwości socjologów budzi sposób selekcji osób potrzebujących, który utrwala negatywne stereotypy na temat części osób ubogich. Czy biedni są biedni, bo nie pracują, bo są leniwi?

Jak co roku wystartowała akcja „Szlachetna Paczka”, która przekazuje pomoc od bardziej zamożnych do osób niezamożnych, znajdujących się w potrzebie. Inicjatywa opiera się na pracy z darczyńcami i wolontariuszami – możemy przeczytać na stronie internetowej. Zadaniem tych ostatnich jest poszukiwanie rodzin, które potrzebują pomocy materialnej. Darczyńcy natomiast przygotowują „paczki”. W zależności od potrzeb mogą wspomóc konkretne rodziny i osoby m.in. sprzętem AGD, meblami, czy nawet pracami remontowymi.

Potrzebujący nie mogą sami zwrócić się do „Szlachetnej Paczki”. Wyszukują ich wolontariusze. Jak mówił w TVN twórca akcji, ks. Jacek Stryczek, aby „wyłuskać” biednych, wolontariusze kontaktują się m.in. z policją i ze strażą pożarną. W tym roku mają odwiedzić około 40 tys. rodzin. Spośród nich zostanie wybranych 20 tys., którym zostanie udzielona pomoc.

W zeszłym roku średni koszt „paczki” wynosił 2,4 tys. zł. Na skompletowanie jednej zrzucało się średnio 35 osób. Jak mówi ks. Stryczek, na jednego darczyńcę wychodził przeciętnie koszt kilkudziesięciu złotych.

Nie dla biedy roszczeniowej

„Szlachetna Paczka” świadomie wybiera tych, którym chce pomóc. „Nie pomagamy biedzie roszczeniowej. Szukamy ludzi, których dotknął los, jest im ciężko. Chcą jednak walczyć o swoją przyszłość” – czytamy na stronie inicjatywy. „Nasi wolontariusze potrafią odmawiać, kiedy uznają, że pomoc się nie należy” – mówi ks. Stryczek. – „Nie pomagamy tym, którzy żądają pomocy i utrzymują się z tego, że są biedni”.

A komu pomoc się nie należy? W „Faktach po Faktach” w TVN24  krakowski duchowny przywołał anegdotę z pracy jednej z wolontariuszek. „Jedzie do starszej pani, która potrzebuje pomocy. Wchodzi i mówi: „rodzina ‚niepaczkowa'”, czyli pani jest roszczeniowa. Udaje, że potrzebuje pomocy. Wychodzi i odbiera kolejny telefon: „jest starszy mężczyzna, trzeba go odwiedzić, leży i potrzebuje pomocy”. Wchodzi do niego. Ten rzeczywiście leży z kolegą, obok dwie puste butelki po wódce. Nie ma już po co zostawać – opisywał. Dopiero za trzecim podejściem wolontariuszka znalazła rodzinę naprawdę potrzebującą pomocy. Taką, której – jak sama stwierdziła – zawsze chciała pomóc”.

Zastrzeżenia do takiego mechanizmu selekcji zgłasza dr Katarzyna Górniak, socjolożka z Wydziału Administracji i Nauk Społecznych Politechniki Warszawskiej, która zajmuje się badaniem biedy i wykluczenia społecznego. Alkoholizm nie jest skazą charakteru; to nie jest tak, że piją ludzie słabi i gnuśni. Alkoholizm – z którym potencjalnie zetknęła się wolontariuszka – jest chorobą. I nie ma powodu, żeby osoby dotknięte taką dolegliwością były wykluczane z grona osób potrzebujących. „Jeżeli to jest człowiek pijący, to należy mu pomóc. Ale potrzebna mu jest inna pomoc. Stawianie sprawy w ten sposób, że pijącemu nie pomagamy, jest wykluczaniem osób, które stereotypowo uznaje się za winne swojej sytuacji” – mówi w rozmowie z OKO.press.

Czy bieda to „wina”? Jak się ją mierzy?

„Nie należy się posługiwać takimi kategoriami, jak bieda zawiniona i niezawiniona. Bieda ma bardzo złożone uwarunkowania. Przede wszystkim jest uzależniona od przyczyn systemowych” – tłumaczy dr Górniak. – „Istnieją pewne obiektywne mechanizmy, niezależne od człowieka, którego wpychają w ubóstwo i wykluczają. Oczywiście są też czynniki indywidualne, ale z mojego punktu widzenia nie są one kluczowe” – stwierdza.

Przyjrzyjmy się ubóstwu w Polsce na przestrzeni ostatnich lat. W badaniach najczęściej używa się dwóch miar: ubóstwa relatywnego oraz ubóstwa skrajnego (granica minimum egzystencji).

Ta pierwsza miara – ubóstwa relatywnego – jest określana przez GUS jako odsetek gospodarstw domowych wydających nie więcej niż połowę średniej miesięcznych wydatków wszystkich gospodarstw domowych w Polsce. Ubóstwo relatywne jest więc rodzajem wskaźnika rozwarstwienia.

Granicą ubóstwa skrajnego jest natomiast tzw. minimum egzystencji, które określa Instytut Pracy i Spraw Socjalnych jako koszyk podstawowych dóbr, takich jak produkty spożywcze, higieniczne, koszt zamieszkania.

Minimum egzystencji „wyznacza poziom zaspokojenia potrzeb konsumpcyjnych, poniżej którego występuje biologiczne zagrożenie życia i rozwoju psychofizycznego człowieka” i „umożliwia jedynie przeżycie”.

W 2016 roku minimum egzystencji dla jednoosobowego gospodarstwa domowego wynosiło 555 zł.

Od lat oba wskaźniki – ubóstwo relatywne i ubóstwo skrajne – spadają. Przykładowo w 2005 roku odsetek gospodarstw domowych, w których osoby żyły poniżej granicy ubóstwa relatywnego wynosił 20,3 proc., a odsetek osób w gospodarstwach domowych doświadczających ubóstwa skrajnego wynosił niemal 12 proc.

W 2016 roku odsetek żyjących w ubóstwie relatywnym spadł do 14 proc., a żyjących w ubóstwie skrajnym – spadł poniżej 5 proc. To zasadnicza zmiana krajobrazu społecznego w Polsce.

Czy Szwedzi są bardziej pracowici niż Amerykannie?

Jak jest z biedą w innych krajach? Badając europejską biedę, Eurostat posługuje się kategorią deprywacji materialnej. Wśród jej wyznaczników znajdują się:

  • zaległości w spłacie kredytu hipotecznego lub czynszu,
  • zaległości w płaceniu za media,
  • brak środków na roczne wakacje poza domem,
  • niemożność pozwolenia sobie co najmniej co drugi dzień na posiłek zawierający mięso lub rybę, lub ich wegetariański odpowiednik,
  • brak środków na pokrycie niespodziewanego wydatku,
  • brak środków na zakup telefonu, kolorowego telewizora, pralki, samochodu,
  • brak środków na ogrzewanie w domu.

Deprywacja materialna opiera się więc, podobnie jak miara minimum egzystencji, na koszykach dóbr. Są to jednak koszyki bardziej zasobne od polskiego. Mówiąc prościej – osoby dotknięte deprywacją materialną mogą być zamożniejsze niż te dotknięte ubóstwem skrajnym. Według Eurostatu deprywacją materialną w Polsce w 2016 roku było dotkniętych 6,7 proc. osób. To mniej niż średnia dla wszystkich krajów Unii Europejskiej (7,5 proc.). Jednak już w krajach strefy euro ten odsetek wynosi średnio 6,6 proc. Najwięcej osób dotkniętych deprywacją jest w Bułgarii (31,9 proc.). Najmniej w skandynawskich państwach opiekuńczych: Danii (2,6 proc.), Finlandii (2,2), Norwegii (2,0), czy Szwecji (0,8 proc.).

Poszczególne kraje różnią się zamożnością oraz sposobami rozwiązywania kwestii ubóstwa. To bardzo ważne – część zamożnych państw bardzo aktywnie walczy z ubóstwem, a część przyzwala na jego istnienie. I tak  Szwecja, w której PKB na mieszkańca wynosi nieco ponad 56 tys. dolarów, niemal pozbyła się problemu ubóstwa. Natomiast USA, z niewiele mniejszym PKB na głowę (52 tys. dolarów), boryka się z dużym problemem ubóstwa i bezdomnością: w samym Nowym Jorku jest dwa razy więcej bezdomnych niż w całej Polsce.

Nie pracują, bo są leniwi?


Jestem wielkim krytykiem demoralizowania przez państwo ludzi, którzy mogliby pracować

Jacek Stryczek, Dzień Dobry TVN - 18/11/2017

20.05.2015 Krakow . Ks Jacek Stryczek . Fot . Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta


Nie da się przyłożyć kategorii moralności do polityk publicznych


„Jestem wielkim krytykiem demoralizowania przez państwo ludzi, którzy mogliby pracować” – stwierdził ks. Stryczek w wywiadzie dla „Dzień Dobry TVN”.

Czy wspieranie przez państwo bezrobotnych to demoralizacja? „Może dla tych ludzi nie ma miejsca pracy. Albo na przykład kobiety mają małe dzieci i nie mają z kim tych dzieci zostawić, a nie stać ich na zatrudnienie opiekunki. Może są niepełnosprawni. A może nikt ich nie chce zatrudnić, bo przez ostatnie 15 lat nie pracowali” – mówi nam dr Katarzyna Górniak.

Badania pokazują, że największą przyczyną nieaktywności zawodowej jest emerytura (48 proc.) i nauka (20,7 proc.). Dalej jest choroba (14,2 proc.), obowiązki rodzinne (11,4 proc.), czy zniechęcenie bezskutecznością poszukiwania pracy (4,1 proc.). Być może w tym ostatnim przedziale można byłoby poszukiwać osób, które mogłyby pracować. Warto jednak pamiętać, że część z tych osób cierpi po prostu na depresję i przez to są zdemotywowani do poszukiwań.

Jeżeli porównamy w różnych krajach Europy odsetek osób nieaktywnych zawodowo, to znowu zobaczymy wyraźne różnice. Średnia dla Unii Europejskiej wynosi 27,1 proc. nieaktywnych zawodowo osób w wieku od 15 do 64 lat. Najmniej nieaktywnych zawodowo jest w państwach dobrobytu, czyli takich, które według stereotypu rozdają zasiłki na prawo i lewo: w Szwecji, Danii, Holandii, czy Niemczech. Po drugiej stronie znajdują się Włochy, Rumunia, Chorwacja, Belgia, Grecja, Bułgaria i Polska.

Dezaktywizacja zawodowa nie jest problemem moralnym – określanie jej w ten sposób niewiele zmieni i nie pomoże osobom ubogim. Istotne są systemowe rozwiązania, które aktywizowałyby osoby, które pozostają poza rynkiem pracy.

Paczka także systemowa

Biuro prasowe Szlachetnej Paczki poinformowało OKO.press, że stowarzyszenie „Wiosna” – organizator akcji –  prowadzi również kompleksowe projekty wspierania osób wykluczonych na rynku pracy. I tak np. projekt „Wiosenny Inkubator Innowacji”, który wystartował w 2016 roku, miał za zadanie wspierać nowe rozwiązania służące „integracji zawodowej osób oddalonych od rynku pracy.

Nowe rozwiązania mają być ukierunkowane na niwelowanie istniejących na rynku pracy stereotypów dotykających osobyniepełnosprawne, osoby 50+ oraz osoby młode (15-24) mające trudności z wejściem na rynek pracy. Taki rodzaj pomocy zasługuje na wielką pochwałę, zwłaszcza jeżeli byłby odpowiednio ewaluowany. Właśnie tego typu projekty mogą przyczyniać się do wyciągania z biedy osób oddalonych od rynku pracy, a z ich doświadczeń mogą korzystać również państwowe instytucje.

Za, a nawet przeciw
Szlachetna Paczka jest działaniem pozytywnym. Warto pochwalić działanie nakierowane na konkretne potrzeby osób biednych i aktywną pracę wolontariuszy. A stowarzyszenie Wiosna działa w różnych obszarach wykluczenia społecznego również bardziej systemowo niż tylko organizując jednorazowe wsparcie .

Jednocześnie wspieranie dyskursu zawinionej i niezawinionej biedy, „demoralizujących” świadczeń socjalnych, czy moralizowania problemów jakimi są alkoholizm i niegotowość do pracy – z pewnością nie przyczynia się do zrozumienia mechanizmów reprodukowania biedy i mogą utrwalać negatywne stereotypy osób niezamożnych.


Analityk nierówności społecznych i rynku pracy związany z Fundacją Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, prekariusz, autor poczytnego magazynu na portalu Facebook, który jest adresowany do tych, którym nie wyszło, czyli prawie do wszystkich.
W OKO.press pisze o polityce społecznej i pracy.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym