0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Pani Hanna Hodovanets, Ukrainka chora na nowotowór wątroby, która straciła ubezpieczenie Fot. Piotr PacewiczPani Hanna Hodovanet...

Uwaga! Zbiórkę „Pomóżmy Ukraińcom” znajdziesz tutaj. Przeczytaj i dołącz do nas.

Pani Hanna Hodovanets, lat 66 (na zdjęciu głównym), za sprawą ustawy wygaszeniowej, która obowiązuje uchodźców z Ukrainy od 5 marca 2026, znalazła się w sytuacji podwójnie dramatycznej. W chwili, gdy fachowa pomoc medyczna, jaką otrzymywała do tej pory, jest jej najbardziej potrzebna, została jej z dnia na dzień pozbawiona. Nie tylko nie może leczyć dalej złośliwego raka, który zaatakował jej wątrobę, ale nawet nie ma jak sprawdzić, czy dało efekty leczenie, jakie stosował lekarz onkolog. Kiedy przyszła na trzecią tomografię, jej nazwisko wyświetliło się na czerwono.

„Pan doktor powiedział, że mu przykro i żeby poszła do urzędu pracy, ale tam powiedzieli, że jestem za stara”.

Dalej rozmowa z panią Hanną.

Zbiórka „Pomóżmy Ukraińcom” trwa już trzy tygodnie i przyniosła 1,84 mln zł, które pozwolą przetrwać, leczyć się a czasem już tylko godnie umrzeć może nawet dwom tysiącom ukraińskich uchodźców i uchodźczyń, które z dnia na dzień straciły prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej, zasiłek 800 plus dla dzieci, tracą też miejsca w Ośrodkach Zbiorowego Zakwaterowania i DPS, skąd osoby często w zlym stanie odsyłanie są do noclegowni. Polityka solidarności z Ukrainą i jej obywatelami wypędzonymi przez wojnę zamieniła się politykę eliminowania „osób bezproduktywnych”.

Zbiórka „Pomóżmy Ukraińcom” jest okazją, by pokazać, że nie zgadzamy się z taką bezduszną polityką. Że nie straciliśmy jeszcze serca. Że nie chcemy się wstydzić na nasze państwo.

Przeczytaj niżej komunikat organizatorów zbiórki: jak zbieramy, jak dzielimy pieniądze, jak sprawdzamy wydatki.

Dołącz do nas. Wpłać, ile możesz. Zbiórka trwa cały czas na stronie pomagam.pl.

Przeczytaj także:

Pani Hanna: Oddałam się w Pana Boga ręce. Bo co mogę innego?

Rozmawiamy w jej pokoiku, w trzypokojowym mieszkaniu mieszkają jeszcze dwie ukraińskie rodziny. Z jednej strony wersalka, z drugiej wysłużona meblościanka, na najwyższych półkach dwie torby podróżne, niżej zestaw świecko-religijny: nakręcany budzik, święte obrazki, mikroskopijna paprotka, różowy słonik z zadartą trąbą, kilka kremów, krzyżyk z Chrystysem na krzyżu.

Opowiada swoją historię sprawną polszczyzną z elementami ukraińskiej koniugacji i deklinacji.

Hanna Hodovanets: To się wydarzyło jak ja była tutaj w pracy, bo ja już 27 lat w Polsce pracuję, pracowałam – poprawia się – wracałam z Ukrainy, dźwignęłam walizy z autobusu i zabolało, pomyślałam, że kręgi mnie wyskoczyły. Nie mogłam się poruszać, nie mogłam nic robić, poszłam do rodzinnego lekarza. Zapisał USG, długo lekarka robiła i pyta, czy ktoś pani mówił, że ma pani ciężką chorobę. Bo ma pani nowotwór w wątrobie. Ja to przyjmuję z takim dystansem. I powiedziała, żeby ja poszła na pobranie krwi. Za 20 dziesiąta wieczorem dostałam telefon, obcy numer, ale odebrałam. «Ma pani hepatitis C».

Piotr Pacewicz, OKO.press: Zakaźna choroba wywołana przez wirusa HCV, który uszkadza wątrobę. Długo nie daje objawów, nazywana „cichym zabójcą"

No mnie wtedy już zatkało. O 11 na drugi dzień ja byłam na izbie przyjęcia w zakaźnym oddziale. Czyli rak i hepatitis, dwa w jednym. Pół roku dostawałam tabletki i od hepatitisu byłam wyleczona, ale jeszcze stoję na kontroli. I mi powiedziały, że potrzeba iść w onkologię. Doktor dawał mi nie chemię dożylnie, tylko embilizację, przez pachwinę cewnik aż do wątroby, nowoczesny zabieg. Osiem czy dziewięć razy. 21 marca miałam kontrolę i kiedy przyszłam na ten rezonans, to mnie w systemie wyświetliło na czerwono, napisane, że nie mam ubezpieczenia i nie kazali mi wejść. Lekarz powiedział, żebym ja poszła do urzędu pracy, że tam dadzą zaświadczenie, że mam ubezpieczenie.

Liczył na to, że zarejestrują panią jako osobę bezrobotną, co daje ubezpieczenie.

Dostałam informację, że w takim wieku jak ja, to już nie mogą mnie dać jak bezrobotną, tylko jako poszukująca pracy. A wtedy nie ma ubezpieczenia.

A ile pani ma lat?

Skończyłam 65, jeszcze trochę i 66. To ja poszła. Skończyły mi się tabletki, bo ja mam jeszcze cukrzycę typu 2, po Covidzie, bardzo ciężkim, nikt nie wiedział, czy ja z tego wyjdę, ale widocznie Pan Bóg jeszcze przedłużył mi życie. I po tym Covidzie straciłam wzrok, byłam operowana na dwa oka. Wymienili soczewki, później chodzisz w okularach, ale wzrok już nie pada dalej.

Rodzinny lekarz wypisał mnie recepty na cukrzycę, ale w rejestracji powiedzieli, że wizyta jest płatna, bo ja nie mam ubezpieczenia, recept mi nie wystawili. Mówię, to ja zapłacę, bo muszę dostać recept. Ale u nich nie ma takiej kasy, nie mają pozwolenia na branie pieniędzy, pani musi szukać coś innego. No a co ja będę szukała? Gdzie nie pójdę, nie ma ubezpieczenia. To poszła szukać pracę tak na dwa, trzy miesiące, później bym się zwolniła, miałaby emerytury pięć złotych, czy ile tam by było, ale byłoby ubezpieczenie. Chodziła, ale nikt w takim wieku nie chce mnie zatrudnić.

Czyli nie ma pani jak dalej leczyć raka wątroby i cukrzycy.

W mojej wątrobie, jak doktor mówił, robi się od leków taka osłonka, jak wosk. Guz jest w takim miejscu, że trzeba przeszczepić całą wątrobę. Po tej chemii guz miał się zmarszczyć jak grzyb, ale widoczno jest mocny i ja miałam zrobić ten rezonans, dla porównania z dwoma poprzednimi. No ale ja już nie mogłam, zaczęłam szukać, żeby płatne, ale to kosztuje 1800 złotych. Skąd brać te pieniądze? Dali mi niepełnosprawność umiarkowaną, przyznali pomoc, 500 zł co miesiąc, i tyle.

Od kiedy jest pani w Polsce?

Od 1999 roku. Pracowałam to na polu, to opiekunka, to na taśmie w Dawtonie obok Blonia, to w szklarniach. Gdzie tylko mogłam, bo nie było na Ukrainie zarobków, ale zawsze na czarno. My tu przyjeżdżamy z Iwanofrankowska, aby jakiś pieniądz zarobić, żeby przeżyć na Ukrainie. Nie myślałam, że kiedyś przyjdzie do mnie taki wypadek, że zachoruję i tak się to skończy. Tak się skończyło.

I co pani teraz ze sobą zrobi?

Jeszcze poczekam. Nie wiem. Myślę, że jak nic się nie uda, to tak po trochu zrobię sobie kartę CUKR.

Karta CUKR jest wystawiana na trzy lata, ale nie daje ubezpieczenia.

Nie, nie. Teraz trzeba pracować. Albo być na emeryturze.

A ukraińskiej emerytury pani nie ma?

Niecałe 300 zł. Pracowałam w fabryce półprzewodników, a jak wzrok mi się psuł, to jak kucharka, lubiłam gotować. W Polsce dorabiałam.

Jedyne wyjście to przepisać ukraińską emeryturę na polską.

Podałam wniosek, ale to długo na Ukrainie trwa. Można czekać i pół roku, i rok.

Ale co będzie z pani rakiem, jeżeli nie będzie się pani leczyć?

Ilu Pan Bóg mi przyznał życia, to tyle będę żyła.

Ale co mówi lekarz?

No co mówi? Teraz ja nie mam dostępu. Ja raz poszłam do jego gabinetu. Powiedział, że na ten temat nie może rozmawiać, bo już nie ma pani ubezpieczenia.

A nie było mu przykro? Leczył panią jakiś czas.

No tak, trzy lata. Powiedział, żebym ja szukała jakieś wyjście, żebym miała ubezpieczenie, to wtedy przyjdę i znowu zaczniemy dalej pracować.

Ale jaki jest koszt tego leczenia?

Za rezonans to 1800 złotych. Chemii więcej nie wolno. Ja nie wytrzymam. To jest bardzo mocna chemia. Jakbym ja była ubezpieczona, to co ten lekarz by dalej robił? On by wiedział, jak ten rak idzie, rośnie, czy nie, i jakby rósł, to wtedy operacja, przeszczep. Chociaż on nie daje mnie gwarancji, bo u mnie słabe serduszko. Operacja trwa długo. Wtedy to ja podpisuję, czy tak umrze, czy tak, jaka różnica, prawda? Czy nie przeżyję, bo mam tę cukrzycę i nie obudzę się od narkozy, czy ja umrę od tego raka i na tym się skończy. Ale ja wierząca bardzo, modlę się, nawet różańce tu mam. I wszystko pokłada na Pana Boga. Oddałam się w Pana Boga ręce. To ja.

Tyle lat pani pracowała w Polsce i teraz została bez żadnej pomocy.

Na początku to było mi bardzo przykro. Ale teraz sobie odpuściłam. Tak jest, jak jest, idę swoją drogą i więcej co ja mogę powiedzieć? Jak to się mówi, przez siebie nie przeskoczę.

Z czego się pani w tej chwili utrzymuje?

Z czego się utrzymuję? Chodzę do fundacji [Uniters] i dostaję tam jedzenie, ciuchy, tak. Ostatnie parę lat pracowałam jako opiekunka i trochę zaoszczędziłam pieniądze, a co dostawałam z OPS-u [Ośrodek Pomocy Społecznej], to akurat pokrywało mieszkanie.

Nie mam nikogo tutaj. Wszystkie moje na Ukrainie. Mam jedną córkę, a pięć wnuków. Mój mąż zmarł, pięć lat, dobrze, że przed wojną. Na koniec ja może wrócę do Ukrainy, bo jeszcze u nas jest mieszkanie, ale jak ktoś jest ze wschodu, to nie mają ani domu, nie mają gdzie wrócić, no i co im robić?

Komunikat Organizatorów Zbiórki „Pomóżmy Ukraińcom”

Prawie trzy tygodnie temu uruchomiliśmy – Polskie Forum Migracyjne i OKO.press – zbiórkę “Pomóżmy Ukraińcom”. Zebraliśmy ponad 1 800 000 złotych, z czego pierwszy milion w dwa dni. Dziękujemy za waszą hojność! Czas na małe podsumowanie:

Bezpośrednie wsparcie Polskiego Forum Migracyjnego (PFM)

Sześć osób już skorzystało z pieniędzy od Was. Starszy pan przeszedł operację, ma się dobrze. Wspieramy też jego żonę i 99-letnią teściową, bo nie było ich stać na leki.

Kobiecie w ciąży wysokiego ryzyka opłaciliśmy badanie USG, którego jej odmówiono – tak, kobiety w ciąży są ubezpieczone, ale tym razem system nie zadział. To była dobra decyzja, kobieta trafiła do szpitala, który po naszej interwencji zapewnia jej dalszą pomoc.

Następna rodzina: matka chora onkologicznie, która opiekuje się pełnoletnią, niesamodzielną córką. Zakupiliśmy wózek dla córki i leki dla matki, które pozwalają jej zachować sprawność i opiekować się córką.

Dwójka starszych państwa – dziś wykupiliśmy im leki na cukrzycę.

Pomoc dla czterech innych osób, w tym trzech chorych onkologicznie i jednej niemal stulatki, właśnie organizujemy. Trzem osobom opłacamy leki (krążąc po aptekach na rowerze, żeby wykupić recepty, gdy leki trudno dostępne), jednej opłacimy konieczne badanie.

Działamy

Nasza praca nie polega na tym, że ktoś się zgłasza, podaje kwotę, a my robimy przelew. Najpierw weryfikujemy sytuację. Sprawdzamy, czy jest możliwość zapewnienia osobie pomocy systemowej (czasem da się wykupić ubezpieczenie NFZ, robimy to). Analizujemy, jaka pomoc jest potrzebna i organizujemy ją. Umawiamy badania, wykupujemy leki, interweniujemy w urzędach, analizujemy dokumenty i status każdej osoby. Szukamy odpowiedzi i rozwiązań na już, ale też na potem, długoterminowo.

Ruszyliśmy ze zbieraniem potrzeb od naszych własnych klientów i klientek – mamy w kontakcie ponad 50 osób chorych onkologicznie i cierpiących na inne poważne choroby. Założyliśmy mail ([email protected]), na który wpłynęło 46 dodatkowych próśb o pomoc – czasem od potrzebujących, czasem ich rodzin, a czasem od placówek, które mają wśród podopiecznych osoby w krytycznie trudnej sytuacji.

Są też sprawy, ktore staramy się rozwiązać systemowo. Na przykład ryzyko utraty ubezpieczenia osób, które przyjechały do Polski bez paszportu – jak leżąca staruszka bez kontaktu, ani paszportu już nie wyrobi, ani do Ukrainy nie wróci.

Dzielimy się

W dwa tygodnie stworzyliśmy w PFM system dzielenia się środkami z osobami w potrzebie, a także z innymi organizacjami pomagającymi uchodźcom w Polsce, w taki sposób, żeby proces był transparentny i pozwalał sprawnie decydować: komu, gdzie i jak pomagamy. Powstały dokumenty do wnioskowania o środki ze zbiórki i do rozliczenia tych środków. Przygotowaliśmy wzór umowy na przekazanie środków i narzędzia do monitorowania wydatków.

Pieniądze ruszyły w Polskę. 16 organizacji pozarządowych, pracujących na co dzień z uchodźcami zgłosiło zapotrzebowanie na środki ze zbiórki, wnioskując o łączną kwotę 2 000 000 złotych, czyli więcej, niż mamy póki co do dyspozycji. Sukcesywnie ustalamy priorytety i podpisujemy umowy tak, aby skorzystały z nich osoby w całej Polsce.

Jedna organizacja otrzymała już przelew na 80 tysięcy złotych, które zaspokoi pilne potrzeby medyczne 50 osób w województwie podkarpackim. Zawarliśmy umowy z organizacjami z Warszawy i Lublina, łącznie na 220 tysięcy. Z czterema kolejnymi organizacjami dopinamy formalności.

Powołaliśmy wspólnie z OKO.press Radę Programową Zbiórki, która monitoruje nasze działania. Przyjęliśmy Regulamin i zasady dystrybucji środków. Ustaliliśmy priorytety: ratowanie życia, potem wsparcie osób wymagających stałego leczenia albo pilnej pomocy medycznej, pomoc dla osób z niepełnosprawnościami i osób starszych.

Wiemy, że opisywanie dokumentów jest mniej clickbaitowe niż łapiące za serce konkretne przypadki cierpienia konkretnych osób, ale piszemy o zasadach naszej pracy, bo pomoc ludziom wymaga rzetelnej dokumentacji. Oczekujemy, że będziemy weryfikowani i przygotowujemy się na to od początku.

Kto szuka pomocy?

Niektóre scenariusze się powtarzają:

  • osoby starsze, które nie mają ubezpieczenia ani wystarczających środków do życia. Szukają pomocy, aby opłacić stale zażywane leki. Jeść czy się leczyć – ten dylemat się powtarza;
  • pilne potrzeby medyczne – odebranie ubezpieczenia sprawia, że osoba traci zdrowie albo samodzielność (potrzeba operacji oczu, stan po niedawnej operacji, udary);
  • matki niepełnosprawnych dzieci, często rodziny wielodzietne, a także niepełnosprawne matki zdrowych dzieci. Osoby potrzebują wózków, ale też rehabilitacji albo możliwości opieki nad dzieckiem, aby móc pójść do pracy.

Przypadki, które łapią za serce:

  • mama umierająca na raka. Sfinansujemy jej ostatnie podróże do lekarza w Szczecinie oraz leki, żeby mniej cierpiała;
  • młoda kobieta z rzadką chorobą, świeżo po rekonstrukcji przełyku. Zapewnimy potrzebne leki i specjalistyczną żywność;
  • pani po 60-tce z nowotworem wątroby, straciła prawo do dalszego leczenia a nawet badania sprawdzającego, czy rak cię cofa, opłacimy rezonans i leczenie cukrzycy [to przypadek opisany wyżej pani Hanny – red. OKO.press];
  • osoby odrzucone przez system po poważnych operacjach onkologicznych, kardiologicznych – będziemy finansować niektóre leki, transport do lekarza itp.

Wszystko to możliwe jest dzięki Waszemu hojnemu wsparciu i zaufaniu! Nie ustajemy też w wysiłkach i pracy rzeczniczej – spotykamy się, rozmawiamy, piszemy do wszystkich decydentów, na różnych szczeblach.

Bo jak napisała ostatnio Agnieszka Kosowicz [szefowa PMF] na blogu: “Tak, organizacje pozarządowe mają uzupełniać pomoc państwa, a nie ją zastępować. Dziury do łatania nie mogą mieć takich gabarytów! Cieszę się ze zbiórki i z tego, że możemy pomóc wielu zdesperowanym ludziom. Dużo bardziej ucieszyłabym się jednak, gdyby ci ludzie nie byli w rozpaczy. Gdyby udało się zbudować systemowe rozwiązania dla systemowych problemów. Gdyby uchodźcy w kryzysowej sytuacji, ale też my, ja, jako liderka organizacji pozarządowej, gdybym mogła liczyć na państwo”.

Przypominamy, że pieniądze przeznaczymy na:

  • leki i dostęp do koniecznego leczenia,
  • pomoc w uzyskaniu orzeczenia o niepełnosprawności,
  • kryzysowe, krótkoterminowe zakwaterowanie,
  • transport w celu uzyskania pomocy,
  • doradztwo osobom, którym grozi utrata świadczeń,
  • pomoc w załatwianiu niektórych formalności, np. przenoszeniu ukraińskiej emerytury do Polski (są z tym problemy także po stronie ukraińskiej).

Ważne. Pamiętaj, że wpłacając pieniądze, sam decydujesz, czy i ile przeznaczasz na utrzymanie platformy pomagaj.pl (wybierasz odsetek od 0 do 30 proc.).

Jak się zgłaszać po pomoc

Prosimy uchodźców i uchodźczynie o zgłaszanie się do fundacji Polskie Forum Migracyjne:

Zbiórka na pomagam.pl jest wspólną inicjatywą OKO.press i Fundacji Polskie Forum Migracyjne. Wspierają nas m.in. „Kwiatki Polskie” (program TVP2) i radiowa Trójka. O zbiórce informują też inne media, przede wszystkim TVN24 i TOK FM

Na zdjęciu Piotr Pacewicz
Piotr Pacewicz

Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze