0:00
Prawa autorskie: AFPAFP
08 lipca 2022

Papież Franciszek: „Najpierw Moskwa, potem Kijów". Sondaż wskazuje na katastrofę jego autorytetu

Franciszek chciałby podjąć globalną misję miłości, która przekona także Putina, ale konkluzja jego natchnionych wywodów o wojnie sprawiedliwej jest - i dosłownie, i w przenośni - mordercza dla ukraińskich kobiet, dzieci i mężczyzn. Sondaż CBOS mierzy rozmiary katastrofy wizerunkowej papieża

Wydrukuj

W wywiadzie dla „Corriere della Sera" 3 maja 2022 roku papież Franciszek kolejny raz zbulwersował świat podejściem do rosyjskiej agresji na Ukrainę. Pytany, czemu mimo wielu zaproszeń nie jedzie do Kijowa, odpowiada: "Czuję, że nie powinienem tam jechać. Jeszcze nie.

Najpierw, muszę pojechać do Moskwy, chcę się spotkać najpierw z Putinem".

I dalej, tajemniczo: "W końcu jestem tylko księdzem, co mogę tak naprawde uzyskać? Zrobię, ile się da, ale to Putin musi otworzyć drzwi".

Mówi także, że "nie wie, czy właściwą rzeczą jest wyposażanie [w broń] walczących Ukraińców".

Kolejny raz wypowiedzi Franciszka naruszają wspólnotę reakcji Zachodu: oburzenie na Rosję i solidarność z Ukrainą. Papież płaci za to utratą autorytetu i sympatii, wcześniej wysokiej nawet wśród osób niewierzących. Siłą jego pontyfikatu było, że trzymając się sztywnej doktryny (aborcja jako morderstwo, homoseksualizm grzechem, nie dla kapłaństwa kobiet), Franciszek reagował emocjonalnie jak "jeden z nas", był papieżem ludzkim i empatycznym. Teraz rozmija się z powszechnymi odczuciami.

Jak mówił 7 kwietnia 2022 roku OKO.press prof. Arkadiusz Stempin, historyk i watykanista, "nie potępiając Rosji i Putina z imienia, papież w oczach sporej części wiernych traci legitymację moralną. Nie spełnia misji proroka, który musi nazwać prawdę prawdą, a fałsz fałszem".

Przeczytaj także:

W życzeniach urodzinowych dla papieża Franciszka, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp Stanisław Gądecki próbował 29 czerwca 2022 roku ratować reputację głowy Kościoła: "W niełatwym czasie agresji rosyjskiej na Ukrainę dziękujemy Ojcu Świętemu za solidarność z cierpiącym narodem ukraińskim, za wsparcie okazywane uchodźcom, którzy w Polsce znaleźli drugi dom oraz za modlitwę w intencji pokoju".

Odczucia Polek i Polaków są jednak takie, jak przewidywał prof. Stempin. Według najnowszego badania CBOS, papież traci "legitymację moralną". I to jak!

Przedstawimy wyniki sondażu, a potem przypomnimy wypowiedzi Franciszka o wojnie w Ukrainie i zastanowimy się, jakie są źródła zaskakującej postawy papieża oraz - co może być interesujące - pokażemy jej niejasności i niekonsekwencje. Sięgniemy przede wszystkim do jego encykliki "Fratelli tutti" z października 2020 roku.

Według sondażu CBOS Franciszek stracił 1/3 autorytetu

CBOS powtórzył wcześniej zadawane pytanie, czy trzej ostatni papieże - Jan Paweł II (1978-2005), Benedykt XVI (2005-2013) i Franciszek (od marca 2013) są dla osób badanych "ważnym autorytetem moralnym". Nieregularnie prowadzone sondaże dają taki obraz:

Liderem wśród papieży był i jest papież Polak: za autorytet uważa go 81 proc. badanych (w tym aż 56 proc. - "zdecydowanie"). W porównaniu z sondażami z lat 2010-2018, gdy taką deklarację składało 92-95 proc., oznacza to spadek o 11-14 punktów proc., co jest słabym odbiciem ogólnego pogorszenia notowań Kościoła i katolicyzmu.

Do obniżenia notowań JPII mogło przyczynić się podejrzenie o współodpowiedzialność za przestępstwa seksualne w Kościele. W lutym 2019 roku w słynnej wypowiedzi na pokładzie samolotu, Franciszek zasugerował, że Jan Paweł II polecił Josephowi Ratzingerowi (późniejszemu papieżowi Benedyktowi XVI), by tuszował "nadużycia seksualne i finansowe" zakonu jezuitów.

W marcu 2019 roku zapytaliśmy w sondażu OKO.press: "Czy Pana/Pani zdaniem także Jan Paweł II ponosi odpowiedzialność za ukrywanie molestowania seksualnego i chronienie sprawców?" Aż 32 proc. badanych odpowiedziało twierdząco, zaprzeczyło 56 proc. (12 proc. było niezdecydowanych).

Oznacza to, że część osób skłonnych obarczać JPII skandalami pedofilskimi wciąż uważa go za swój autorytet moralny.

Benedykt XVI - zapewne najmniej znany badanym i oceniany jako "po prostu papież" - uważany jest za autorytet przez 60 proc., wobec 66 proc. w marcu 2013.

Franciszek był w kwietniu 2014 i maju 2015 roku ceniony jako autorytet przez aż 84-85 proc. Polek i Polaków i zapewne utrzymałby wynik w granicach 80 proc., gdyby nie "ukraińska katastrofa wizerunkowa": stracił aż 27 pkt proc., jedną trzecią zwolenników.

Jeszcze wyraźniej widać spadek odpowiedzi „zdecydowanie tak": z 43-44 proc. w poprzednich sondażach na 19 proc. obecnie.

Klarowne są zależności socjoekonomiczne. Uznanie autorytetu wszystkich papieży częściej deklarują osoby starsze, z mniejszych miejscowości, o niższym poziomie wykształcenia i mniejszych dochodach per capita. Najbardziej krytyczni są najmłodsi: nawet autorytet Jana Pawła II kwestionuje jedna trzecia respondentów do 24 roku życia i mieszkańców największych miast. W przypadku obu pozostałych papieży – odsetek nieuznających ich nauczania moralnego w tych grupach przekracza 50 proc.

Elektorat ludowy, nadreprezentowany wśród wyborców PiS, wyżej ceni papieży, a ten efekt wzmacnia narodowo-katolicka ideologia głoszona przez PiS. Powstają duże różnice między elektoratami. Na przykładzie autorytetu Franciszka wyglądają tak:

Generalnie stosunkowo wysokie notowania papieży wskazują, że watykańska instytucja Ojca Świętego w pewnym stopniu opiera się spadającej wiarygodności Kościoła. Gdy w tym samym sondażu CBOS zapytał o kościelne autorytety nie podpowiadając, że chodzi np. o papieża, wyniki były dużo dla Kościoła gorsze.

"Czy wśród ludzi Kościoła jest ktoś, kto jest dla Pana(i) autorytetem w sprawach wiary i moralności? Chodzi o osoby duchowne lub świeckie, żyjące lub już nieżyjące, szeroko znane lub znane tylko lokalnie?". Na takie - dość zawiłe - pytanie twierdząco odpowiedziało tylko 36 proc. osób badanych, negatywnie aż 56 proc. negatywnie.

Jeszcze gorzej wypada dziś ocena priorytetów moralnego nauczania Kościoła, co pokazaliśmy w sondażu Ipsos dla OKO.press oraz w (innym) badaniu CBOS:

Franciszek w „Corriere della Sera": NATO szczekające pod rosyjskimi drzwiami

Jak opowiedział Franciszek „Corriere della Sera" , mniej więcej 20 dnia wojny przekazał wiadomość Putinowi, że jest gotów jechać do Moskwy, ale nie dostał odpowiedzi.

"Obawiam się, że Putin nie może lub nie chce się obecnie spotkać, ale jak można nie próbować zrobić ile się tylko da, by zatrzymać okrucieństwa tej wojny? 20 lat temu widzieliśmy podobne w Rwandzie" - tłumaczy papież.

Bergoglio analizuje też przyczyny decyzji Putina.

"Być może to NATO szczekające pod rosyjskimi drzwiami" zmusiło Putina, by spuścić ze smyczy inwazję na Ukrainę?

Nie umiem ocenić, w jakim stopniu jego wściekła reakcja została sprowokowana, ale podejrzewam, że postawa Zachodu mogła ją ułatwić".

Maybe it was Nato barking at Russia’s gate that compelled Putin to unleash the invasion of Ukraine

Oficjalna strona watykańska (Vatican News) omawia tę wypowiedź oględnie: "W rozmowie z włoską gazetą Ojciec Święty próbuje zrozumieć motywacje, które kierowały Putinem. Przyznaje, że być może to niektóre działania NATO dały pretekst rosyjskiemu przywódcy do wywołania tak brutalnej wojny".

Pytany, czemu mimo wielokrotnych zaproszeń nie jedzie do Kijowa Franciszek odpowiada: "Nie jestem gotów jechać do Kijowa, posłałem swoich kardynałów". Wymienia Michaela Czernego oraz papieskiego jałmużnika Konrada Krajewskiego (odpowiedzialnego generalnie za pomoc charytatywną), który był w Kijowie już cztery razy.

"Ale czuję, że nie powinienem tam jechać. Jeszcze nie. Najpierw, muszę pojechać do Moskwy, chcę się spotkać najpierw z Putinem. W końcu jestem tylko księdzem, co mogę tak naprawde uzyskać? Zrobię, ile się da, ale to Putin musi otworzyć drzwi".

Ks. Robert Nęcek broni w Rzeczpospolitej tej decyzji, jako typowej dla watykańskiej dyplomacji próby mediacji między walczącymi stronami.

Franciszek podważa też militarne wspieranie Ukrainy: "Nie umiem powiedzieć, jestem zbyt daleko, nie wiem, czy właściwą rzeczą jest wyposażanie walczących Ukraińców". Zwraca uwagę, że każda wojna to okazja do testowania broni, co zagraża pokojowi na świecie.

Dla argentyńskiej agencji Telam: Na wojnie nie ma dobrych i złych

Jak informuje strona Episkopatu, papież Franciszek w wywiadzie dla argentyńskiej agencji Telam tłumaczył się ze swych wypowiedzi o wojnie w Ukrainie, ale bronił zasadniczego przekazu: "Powstał cały spór o wypowiedź, którą zamieściłem w jezuickim czasopiśmie: powiedziałem, że nie ma tu ani dobrych, ani złych ludzi i wyjaśniłem, dlaczego.

Ale wyjęto pojedyncze zdanie i powiedziano, że Papież nie potępia Putina! Rzeczywistość jest taka, że stan wojny jest czymś znacznie bardziej powszechnym, poważniejszym i nie ma tam dobrych i złych.

Wszyscy jesteśmy w to zaangażowani i tego musimy się nauczyć".

Wspólna droga krzyżowa, po protestach trochę mniej symetrystyczna

Te wypowiedzi wpisują się w całe podejście Franciszka do tej wojny. Unika potępienia Rosji, wskazuje na winy Zachodu, i co najbardziej bulwersujące, poniekąd zrównuje obie walczące strony. Taki też był także pomysł wspólnej drogi krzyżowej: rodziny ukraińskie i rosyjskie miały razem nieść krzyż do przedostatniej stacji męki Chrystusa w rzymskim Koloseum 15 kwietnia 2022 roku.

Po protestach m.in. ambasadora Ukrainy przy Stolicy Apostolskiej, rozważania do XIII stacji "Jezus umiera na krzyżu", przygotowały przyjaciółki-pielęgniarki Ukrainka Irina i Rosjanka Albina, które poznały się w oddziale szpitala w Rzymie. Kobiety razem niosły krzyż i odczytały tekst : "W obliczu śmierci cisza jest bardziej wymowna od słów. Zatrzymajmy się zatem w modlitewnej ciszy i niech każdy w sercu modli się o pokój na świecie".

Pierwsza, oprotestowana wersja tekstu była bardziej symetrystyczna": "Śmierć wokół. Wydaje się, że życie traci wartość. Wszystko zmienia się w kilka sekund: istnienie, dni, beztroski śnieg zimą, odbiór dzieci ze szkoły, praca, uścisk, przyjaźnie, wszystko. Wszystko traci nagle sens. Gdzie jesteś, Panie? Gdzie się ukryłeś? Chcemy naszego życia, jakie było. Dlaczego to wszystko? Jakich win się dopuściliśmy? Czemu nas porzuciłeś?

Czemu porzuciłeś nasze narody?

Czemu rozbiłeś w ten sposób nasze rodziny? Czemu nie chcemy więcej marzyć i żyć? Dlaczego nasze ziemie stały się mroczne jak Golgota?".

Trudno zaakceptować Franciszka, ale o co mu właściwie chodzi

Jak tłumaczył OKO.press prof. Arkadiusz Stempin, reakcja Franciszka na wojnę w Ukrainie jest pochodną konsekwentnego negowania idei "wojny sprawiedliwej" – nawet, jeśli jest to wojna obronna. Papież potępia każdą wojnę, bo to zamach na wartość, jaką jest ludzkie życie.

Inna jest motywacja milczenia Watykanu. Polityka kurii rzymskiej to de facto przedłużenie działań papieża Piusa XII z okresu II wojny światowej. Niezależnie od Franciszka Watykan forsuje ideę neutralności za wszelką cenę, by wprosić się lub zarekomendować siebie jako mediatora w wojnie.

Uważna lektura encykliki „Fratelli tutti" (o braterstwie i przyjaźni społecznej) pozwala zobaczyć myślenie Papieża jako radykalną - aż do oderwania od rzeczywistości - próbę głoszenia misji miłości i pokoju, która ma objąć świat i zatrzymać tragedię wojny.

Punktem wyjścia encykliki jest wyprawa św. Franciszka (1181/2-1226) do sułtana Malik-al-Kamila w Egipcie, która "w tamtym historycznym momencie, naznaczonym wyprawami krzyżowymi, ukazała jeszcze bardziej wielkość miłości, którą chciał żyć, pragnąc objąć wszystkich". Św. Franciszek - 0 pisze Franciszek - "nie prowadził wojny dialektycznej, narzucając doktryny, ale przekazywał miłość Boga. Zrozumiał, że Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim”.

Encyklika jest przesiąknięta wiarą, że tylko "podejście oparte na łagodności i przebaczeniu" może powstrzymać coś, co można określić jako »trzecią wojną światową w kawałkach«”. Franciszek pragnąłby powtórzyć gest mistyka z Asyżu.

Cytując Biblię papież namawia do "upominania swoich przeciwników z łagodnością”, zachęca, by „nikogo nie lżyć, unikać sporów, odznaczać się uprzejmością, okazywać każdemu człowiekowi wszelką łagodność. Niegdyś bowiem i my byliśmy nierozumni”, a jeśli już trzeba się bronić, to bez poczucia zemsty.

Ale bronić się przed ciemiężycielem wolno, a nawet trzeba

Inne fragmenty encykliki dopuszczają jednak obronę przed ciemiężcą:

"Jesteśmy wezwani, aby miłować każdego, bez wyjątku, ale miłować prześladowcę, nie oznacza przyzwolenia, aby nadal takim pozostawał czy żeby myślał, że to, co czyni, jest dopuszczalne.

Przeciwnie, kochać go właściwie, to starać się na różne sposoby, by zaniechał ciemiężenia; to odebrać mu tę władzę, której nie potrafi używać, i która go oszpeca jako człowieka.

Przebaczanie nie oznacza pozwalania na dalsze pogwałcanie godności własnej i innych, ani na to, by przestępca nadal wyrządzał krzywdę. Ten, kto doznaje niesprawiedliwości, musi zdecydowanie bronić swoich praw i praw swojej rodziny, właśnie dlatego, że musi strzec tej godności, która została im dana, godności, którą miłuje Bóg.

Nikt nie zabrania mi domagać się sprawiedliwości i zatroszczyć się, aby ten ciemiężyciel – lub ktokolwiek inny – nie skrzywdził mnie ponownie, ani nie uczynił tej samej krzywdy innym. Powinienem tak postępować, a przebaczenie nie tylko nie neguje tej potrzeby, lecz jej też wymaga".

Te fragmenty podważają symetryzm w podejściu Franciszka i tym bardziej czynią niezrozumiałą powściągliwość w ocenie ciemiężyciela, jakim jest Putin.

Papież dodaje tylko warunek zgodny z heroiczną etyką miłości:

Ważne jest, aby nie czynić tego, w celu podsycania gniewu, który szkodzi duszy osoby i duszy naszego narodu, lub z niezdrowej potrzeby zniszczenia drugiego, wyzwalając spiralę zemsty.

Dobroć i miłość obejmująca także agresora musi tej obronie towarzyszyć, co w warunkach tak okrutnej agresji jest wołaniem oderwanym od realiów.

„Nie jest to łatwe zadanie, by przezwyciężyć gorzkie dziedzictwo niesprawiedliwości, wrogości i nieufności, jakie pozostawił konflikt. Można tego dokonać jedynie zwyciężając zło dobrem oraz przez kultywowanie tych cnót, które sprzyjają pojednaniu, solidarności i pokojowi”.

Wojna jako zło, nawet obronna. To jest przesądzające

"Franciszek od początku pontyfikatu reprezentuje antropologiczną wizję człowieka. Nie boski ołtarz skryty za dymem kadzidła jest dla niego najważniejszy, tylko człowiek. A szczególnie człowiek na samym dole, któremu wojny wyrządzają największą krzywdę" - mówił OKO.press prof. Stempin.

Ból matek zabitych żołnierzy ukraińskich i rosyjskich – zdaje się mówić Franciszek – jest ten sam. Jedne płaczą i drugie płaczą. Wojna nie zyskuje legitymacji moralnej dlatego, że w przypadku Ukrainy jest wojną obronną.

Papież rozumuje abstrakcyjnie, jakby wojna obronna (np. narodu ukraińskiego) nie była już usprawiedliwionym działaniem, "aby ciemiężyciel nie skrzywdził mnie ponownie, ani nie uczynił tej samej krzywdy innym".

Myślenie papieża - jak każdego radykalnego pacyfisty - jest bezradne wobec okrucieństwa wojny:

"Tak łatwo wybrać wojnę, posługując się wszelkiego rodzaju wymówkami, pozornie humanitarnymi, obronnymi lub prewencyjnymi, uciekając się także do manipulacji informacją. Faktycznie, w ostatnich dekadach wszystkie wojny były rzekomo usprawiedliwione”.

I dalej, jeszcze bardziej podejrzliwie o wojnie obronnej: "Katechizm Kościoła katolickiego mówi o możliwości uprawnionej obrony przy użyciu siły zbrojnej, co oznacza wykazanie, że istnieją pewne ścisłe warunki uprawnienia moralnego. Łatwo jest jednak popaść w zbyt szeroką interpretację.

Próbuje się w ten sposób usprawiedliwić ataki „prewencyjne” lub działania wojenne, które łatwo pociągają za sobą „poważniejsze zło i zamęt, niż zło, które należy usunąć".

Ponadto, zgoda na wojnę obronną wiąże się dzisiaj z większym niż kiedykolwiek ryzykiem.

"Od czasu rozwoju broni jądrowej, chemicznej i biologicznej, wojnie dano niemożliwą do skontrolowania moc niszczycielską, która uderza w wielu niewinnych cywilów".

Konkluzja jest zupełnie jednoznaczna i - dosłownie i w przenośni - mordercza dla ukraińskich kobiet, dzieci i mężczyzn:

„Nie możemy już myśleć o wojnie jako o rozwiązaniu, ponieważ ryzyko zawsze przeważy nad przypisywaną jej hipotetyczną użytecznością. W obliczu tej sytuacji trudno jest dziś utrzymać racjonalne kryteria, które wypracowano w poprzednich wiekach, by mówić o możliwości wojny sprawiedliwej. Nigdy więcej wojny!"

Religie nie mogą wspierać wojny. Żadnej wojny

Zwłaszcza, że religiom nie wolno do wojny wzywać ani jej w żaden sposób wspierać. Franciszek wspomina tu wspólne oświadczenie z "braterskiego spotkania z Wielkim Imamem Ahmadem al-Tajebem [z sunnickiego uniwersytetu w Kairze] „stanowczo oświadczamy, że religie nigdy nie mogą nakłaniać do wojny, postaw nienawistnych, wrogości i ekstremizmu, ani też nie mogą nakłaniać do przemocy ani do przelewania krwi".

Te tragiczne realia wynikają z politycznej manipulacji religiami i interpretacji dokonywanych przez grupy religijne, które na przestrzeni dziejów wykorzystywały siłę uczuć religijnych w sercach ludzi.

Bóg Wszechmogący nie potrzebuje niczyjej obrony i nie chce, aby Jego imię było używane do terroryzowania ludzi”.

Podchodząc racjonalnie do przekazu religijnego (co samo w sobie jest ryzykowne) można zadać pytanie, skąd Franciszek wie, czego chce Bóg, skoro dopuszcza do wojny, której istotą jest terroryzowanie ludzi? I dlaczego miałby nie chcieć, by próbować je zatrzymać?

Cały ten przekaz Franciszka może uwodzić moralną bezkompromisowością, ale prowadzi do niebezpiecznych wniosków, a także do nieuchronnych sprzeczności w papieskim nauczaniu.

[tab tekst="Zobacz obszerny wybór cytatów z encykliki „Fratelli tutti""]

To jego [św. Franciszka] wizyta u sułtana Malik-al-Kamila w Egipcie, wizyta, która wymagała od niego wielkiego wysiłku ze względu na jego ubóstwo, niewielkie środki, jakimi dysponował, ze względu na oddalenie i na różnice językowe, kulturowe i religijne. Taka podróż, w tamtym historycznym momencie, naznaczonym wyprawami krzyżowymi, ukazała jeszcze bardziej wielkość miłości, którą chciał żyć, pragnąc objąć wszystkich

Uderza nas, jak osiemset lat temu Franciszek zalecał, by unikać wszelkich form agresji czy sporów, a także by żyć pokornie i po bratersku „w poddaniu”, także wobec tych, którzy nie podzielają ich wiary.

Nie prowadził wojny dialektycznej, narzucając doktryny, ale przekazywał miłość Boga. Zrozumiał, że „Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1J 4, 16)

(...)

Bardzo pragnę, abyśmy w tym czasie, w którym przyszło nam żyć, uznając godność każdej osoby ludzkiej, byli w stanie na nowo ożywić wśród wszystkich światowe pragnienie braterstwa. Wśród wszystkich: „Oto piękna tajemnica, aby marzyć i uczynić nasze życie piękną przygodą. Nikt nie może stawić czoła życiu w sposób odosobniony. [...] Potrzebujemy wspólnoty, ażeby nas wspierała, pomogła nam, takiej, w której pomagamy sobie nawzajem patrzeć w przyszłość!”[6]. Snujmy marzenia jako jedna ludzkość, jako wędrowcy stworzeni z tego samego ludzkiego ciała, jako dzieci tej samej ziemi, która wszystkich nas gości, każdego z bogactwem jego wiary czy jego przekonań, każdego z jego własnym głosem, wszystkich jako braci!

(...) 25. Wojny, zamachy, prześladowania z powodów rasowych lub religijnych, a także liczne wykroczenia przeciw ludzkiej godności są oceniane na różne sposoby w zależności od tego, czy są one zgodne z określonymi interesami, głównie gospodarczymi, czy też nie. To, co jest prawdą, gdy jest wygodne dla możnego, przestaje nią być, gdy mu się to nie opłaca. Te rodzaje przemocy „mnożą się w wielu regionach świata, tak dalece, że noszą cechy tego, co można określić «trzecią wojną światową w kawałkach»”.

26. To nic dziwnego, jeśli zauważymy brak horyzontów, które mogłyby nas połączyć, ponieważ w każdej wojnie tym, co okazuje się zniszczonym, jest „sam projekt braterstwa, wpisany w powołanie rodziny ludzkiej”, i z tego względu „każda sytuacja zagrożenia wywołuje nieufność i skupienie się na własnej sytuacji”. W ten sposób nasz świat rozwija się w bezsensownej dychotomii, wyobrażając sobie „zapewnienie stabilności i pokoju opartych na fałszywym bezpieczeństwie wspieranym mentalnością strachu i nieufności”.

Brak godności ludzkiej na granicach

37. Zarówno pewne populistyczne reżimy polityczne, jak i liberalne stanowiska gospodarcze twierdzą, że za wszelką cenę należy unikać napływu imigrantów. Jednocześnie uważa się, że należy ograniczyć pomoc dla krajów ubogich, aby sięgnęły dna i zdecydowały się na ograniczenie wydatków. Nie bierze się pod uwagę, że za tymi abstrakcyjnymi stwierdzeniami, trudnymi do podtrzymania, kryje się wiele rozdartych istnień ludzkich. Wielu ucieka przed wojną, prześladowaniami i klęskami żywiołowymi. Inni, zgodnie z wszelkimi prawami „szukają szans dla siebie i swoich rodzin. Marzą o lepszej przyszłości i chcą stworzyć warunki, aby do tego dążyć”[36].

38. Niestety, inni są „pociągnięci kulturą zachodnią, mając niekiedy nierealistyczne oczekiwania, które narażają ich na poważne rozczarowania. Handlarze ludźmi, pozbawieni skrupułów, często powiązani z kartelami narkotykowymi i przemytem broni, wykorzystują słabość migrantów, którzy na swej drodze nazbyt często napotykają przemoc, handel ludźmi, wyzysk psychologiczny, a także fizyczny i niemożliwe do opisania cierpienia”[37]. Emigrujący „doświadczają oddzielenia od środowiska, z którego pochodzą, a często także wykorzenienia kulturowego i religijnego. Zerwanie kontaktu dotyczy również wspólnot, z których pochodzą, a które tracą członków najbardziej energicznych i przedsiębiorczych, oraz rodzin, szczególnie w przypadku migracji jednego lub obojga rodziców, pozostawiających swoje dzieci w kraju pochodzenia”[38]. Dlatego też „przed prawem do emigracji trzeba realizować prawo do nieemigrowania, to znaczy do możliwości pozostania na własnej ziemi”[39].

39. Co gorsza, „w niektórych krajach docelowych zjawiska migracyjne wywołują alarm i obawy, często podsycane i wykorzystywane do celów politycznych. W ten sposób rozprzestrzenia się mentalność ksenofobiczna, mentalność zamknięcia i skupienia się na sobie”[40]. Migrantów uważa się za nie dość godnych, by uczestniczyć jak wszyscy inni w życiu społecznym, i zapomina się, że mają taką samą przyrodzoną godność, jak każda inna osoba. Dlatego też muszą oni „odgrywać pierwszoplanową rolę w swoim odkupieniu”[41]. Nie mówi się wprost, że nie są ludźmi, ale w praktyce, poprzez decyzje i sposób ich traktowania, wyraża się przekonanie, że są oni mniej wartościowi, mniej ważni, mniej ludzcy. To niedopuszczalne, aby chrześcijanie podzielali tę mentalność i te postawy, sprawiając niekiedy, że pewne preferencje polityczne przeważają nad głębokimi przekonaniami własnej wiary: niezbywalnej godności każdej osoby ludzkiej, bez względu na jej pochodzenie, kolor skóry czy wyznanie, oraz najwyższego prawa miłości braterskiej.

40. „Migracje bardziej niż dotychczas będą tworzyć podstawę przyszłości świata”[42]. Ale dziś dotyka je „utrata poczucia braterskiej odpowiedzialności, będącego podstawą każdego społeczeństwa obywatelskiego”[43]. Na przykład, Europie poważnie grozi pójście tą drogą. Jednakże, „wspomagana przez swoje wielkie dziedzictwo kulturowe i religijne, dysponuje narzędziami pozwalającymi bronić centralnej roli osoby ludzkiej i znajdować właściwą równowagę między oboma obowiązkami moralnymi: obowiązkiem ochrony praw swoich obywateli oraz obowiązkiem zapewnienia pomocy i gościnności imigrantom”[44].

41. Rozumiem, że niektórzy żywią wątpliwości i obawy przed migrantami. Pojmuję to jako część naturalnego instynktu samoobrony. Ale prawdą jest też, że człowiek i naród owocują tylko wtedy, gdy potrafią twórczo otworzyć się na innych. Zachęcam do wyjścia poza te reakcje pierwotne, ponieważ „problem jest wówczas, gdy determinują one nasz sposób myślenia i działania tak bardzo, że stajemy się nietolerancyjni, zamknięci, a może nawet — nie zdając sobie z tego sprawy — stajemy się rasistami. W ten sposób lęk pozbawia nas pragnienia i zdolności do spotkania się z bliźnim”[45].

Wolność, równość i braterstwo

103. Braterstwo nie jest jedynie wynikiem poszanowania swobód indywidualnych, ani nawet pewnej usankcjonowanej równości. Chociaż są to warunki sprzyjające, to nie wystarczają one, aby braterstwo wynikało z nich jako rezultat konieczny. Braterstwo może wnieść do wolności i równości pewien wkład pozytywny. Co dzieje się bez świadomie pielęgnowanego braterstwa, bez woli politycznej braterstwa, przekładających się na wychowanie do braterstwa, do dialogu, do odkrywania wzajemności i ubogacania się nawzajem jako wartości? Zdarza się, że wolność słabnie, okazując się bardziej stanem samotności, czystej autonomii w przynależności do kogoś lub czegoś, lub po prostu posiadaniem i cieszeniem się życiem. To w żaden sposób nie wyczerpuje bogactwa wolności, która jest nastawiona przede wszystkim na miłość.

104. Także równości nie osiąga się poprzez abstrakcyjne określenie, że „wszyscy ludzie są równi”, lecz jest ona wynikiem świadomego i pedagogicznego pielęgnowania braterstwa. Ci, którzy są zdolni do bycia jedynie partnerami, tworzą zamknięte światy. Jakie znaczenie może mieć w tym schemacie osoba, która nie należy do kręgu partnerów i przybywa, marząc o lepszym życiu dla siebie i swojej rodziny?

105. Indywidualizm nie czyni nas bardziej wolnymi, bardziej równymi, bardziej braćmi. Sama suma korzyści indywidualnych nie jest w stanie stworzyć lepszego świata dla całej ludzkości. Nie może nas też uchronić od wielu nieszczęść, które stają się coraz bardziej globalne. Ale radykalny indywidualizm jest wirusem najtrudniejszym do pokonania. Zwodzi. Pozwala nam myśleć, że wszystko polega na tym, by dać wolną rękę własnym ambicjom tak, jakbyśmy, kumulując indywidualne ambicje i zabezpieczenia, mogli budować dobro wspólne.

238. Jezus Chrystus nigdy nie zachęcał do podsycania przemocy i nietolerancji. Sam otwarcie potępiał używanie siły, aby narzucać siebie innym: „Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was” (Mt 20, 25-26). Z drugiej strony, Ewangelia wymaga, by przebaczać „siedemdziesiąt siedem razy” (Mt 18, 22) i podaje przykład nielitościwego sługi, który otrzymał przebaczenie, ale nie potrafił przebaczyć innym (por. Mt 18, 23-35).

239. Czytając inne teksty Nowego Testamentu, możemy zauważyć, że w istocie pierwsze wspólnoty, zanurzone w świecie pogańskim, pełnym rozkładu moralnego i aberracji, żyły w poczuciu cierpliwości, tolerancji i zrozumienia. Bardzo jasne w tej kwestii są niektóre teksty: zachęca się do upomnienia swoich przeciwników „z łagodnością” (2Tm 2, 25). Albo napomina się: „nikogo nie lżyć, unikać sporów, odznaczać się uprzejmością, okazywać każdemu człowiekowi wszelką łagodność. Niegdyś bowiem i my byliśmy nierozumni” (Tt 3, 2-3). Księga Dziejów Apostolskich stwierdza, że uczniowie, prześladowani przez niektóre władze, „cieszyli się szacunkiem wszystkich ludzi” (por. Dz 2, 47; 4, 21.33; 5, 13).

Wojny sprawiedliwe i przebaczenie

241. Nie chodzi tu o postulowanie przebaczenia, wyrzekając się swoich praw wobec skorumpowanej władzy, wobec przestępcy czy kogoś, kto poniża naszą godność. Jesteśmy wezwani, aby miłować każdego, bez wyjątku, ale miłować prześladowcę, nie oznacza przyzwolenia, aby nadal takim pozostawał czy żeby myślał, że to, co czyni, jest dopuszczalne. Przeciwnie, kochać go właściwie, to starać się na różne sposoby, by zaniechał ciemiężenia; to odebrać mu tę władzę, której nie potrafi używać, i która go oszpeca jako człowieka. Przebaczanie nie oznacza pozwalania na dalsze pogwałcanie godności własnej i innych, ani na to, by przestępca nadal wyrządzał krzywdę. Ten, kto doznaje niesprawiedliwości, musi zdecydowanie bronić swoich praw i praw swojej rodziny, właśnie dlatego, że musi strzec tej godności, która została im dana, godności, którą miłuje Bóg. Jeśli przestępca wyrządził krzywdę mnie lub drogiej mi osobie, nikt nie zabrania mi domagać się sprawiedliwości i zatroszczyć się, aby ten ciemiężyciel – lub ktokolwiek inny – nie skrzywdził mnie ponownie, ani nie uczynił tej samej krzywdy innym. Powinienem tak postępować, a przebaczenie nie tylko nie neguje tej potrzeby, lecz jej też wymaga.

242. Ważne jest, aby nie czynić tego, w celu podsycania gniewu, który szkodzi duszy osoby i duszy naszego narodu, lub z niezdrowej potrzeby zniszczenia drugiego, wyzwalając spiralę zemsty. Nikt nie osiąga pokoju wewnętrznego ani nie godzi się w ten sposób z życiem. Prawdą jest, że „żadna rodzina, żadna grupa sąsiedzka, żadna grupa etniczna, a tym bardziej kraj nie ma przyszłości, jeśli siłą, która je jednoczy, gromadzi i osłania różnice, jest zemsta i nienawiść. Nie możemy się godzić i zjednoczyć, by się mścić, aby uczynić temu, kto dopuścił się przemocy, to samo, co on nam uczynił, aby planować możliwości odwetu w formach pozornie legalnych”[224]. W ten sposób nic się nie zyskuje, a na dłuższą metę wszystko traci.

243. To prawda, że „nie jest to łatwe zadanie, by przezwyciężyć gorzkie dziedzictwo niesprawiedliwości, wrogości i nieufności, jakie pozostawił konflikt. Można tego dokonać jedynie zwyciężając zło dobrem (por. Rz 12, 21) oraz przez kultywowanie tych cnót, które sprzyjają pojednaniu, solidarności i pokojowi”[225]. W ten sposób „dobroć daje spokój sumienia temu, kto pozwala, by w nim wzrastała, przynosi głęboką radość nawet pośród trudności i nieporozumień. Nawet w obliczu doznanych zniewag dobroć nie jest słabością, ale prawdziwą siłą, zdolną wyrzec się zemsty”[226]. Trzeba rozpoznać we własnym życiu, że „ten surowy osąd, który noszę w sercu przeciwko mojemu bratu lub siostrze, ta niezaleczona rana, to nieprzebaczone zło, ten uraz, który tylko wyrządza mi ból, to kawałek wojny, który noszę w sobie, to ognisko w sercu, które musi zostać ugaszone, aby nie przerodziło się w pożar”[227].

Niesprawiedliwość wojny

256. „W sercu knujących zło jest podstęp, a radość u doradzających pokój” (Prz 12, 20). Są jednak ludzie dążący do rozwiązań wojennych, które często żerują na wynaturzeniu relacji, ambicjach hegemonicznych, nadużyciach władzy, lęku przed innymi i różnorodnością postrzeganą jako przeszkoda[237]. Wojna nie jest zmorą przeszłości, ale stała się stałym zagrożeniem. Świat napotyka coraz więcej trudności na obranej powolnej drodze do pokoju, która zaczęła już przynosić pewne owoce.

257. Ponieważ ponownie stwarzane są warunki do szerzenia się wojen, przypominam, że „wojna stanowi zaprzeczenie wszelkich praw i dramatyczną agresję wobec środowiska. Jeśli chcemy autentycznego integralnego ludzkiego rozwoju dla wszystkich, musimy wciąż starać się unikać wojny między państwami i narodami. W tym celu trzeba zapewnić niekwestionowaną praworządność i niestrudzone uciekanie się do negocjacji, pośrednictwa i arbitrażu, zgodnie z tym, co mówi Karta Narodów Zjednoczonych, będąca prawdziwą podstawową normą prawną”[238]. Chciałbym podkreślić, że doświadczenie 75 lat istnienia Organizacji Narodów Zjednoczonych, a w szczególności doświadczenie pierwszych dwudziestu lat tego tysiąclecia, ukazuje zarówno skuteczność pełnego wdrożenia zasad międzynarodowych, jak i szkodliwość ich niestosowania. Karta Narodów Zjednoczonych przestrzegana i stosowana z zachowaniem przejrzystości i szczerości, jest obowiązkowym punktem odniesienia dla sprawiedliwości i nośnikiem pokoju. Wymaga to jednak, aby nie maskować fałszywych intencji i nie stawiać interesów partykularnych danego kraju lub grupy ponad światowym dobrem wspólnym. Jeśli norma uznawana jest za narzędzie, do którego należy się odwoływać, kiedy jest to korzystne, a unikać, kiedy takim nie jest, to uwalniają się niekontrolowane siły, które poważnie szkodzą społeczeństwom, osobom najsłabszym, braterstwu, środowisku i dobrom kultury, przynosząc nieodwracalne straty globalnej wspólnocie.

258. Tak łatwo wybrać wojnę, posługując się wszelkiego rodzaju wymówkami, pozornie humanitarnymi, obronnymi lub prewencyjnymi, uciekając się także do manipulacji informacją. Faktycznie, w ostatnich dekadach wszystkie wojny były rzekomo „usprawiedliwione”. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi o możliwości uprawnionej obrony przy użyciu siły zbrojnej, co oznacza wykazanie, że istnieją pewne „ścisłe warunki uprawnienia moralnego”[239]. Łatwo jest jednak popaść w zbyt szeroką interpretację tego możliwego prawa. Próbuje się w ten sposób usprawiedliwić także ataki „prewencyjne” lub działania wojenne, które łatwo pociągają za sobą „poważniejsze zło i zamęt, niż zło, które należy usunąć"[240]. Chodzi o to, że od czasu rozwoju broni jądrowej, chemicznej i biologicznej, a także ogromnych i coraz większych możliwości, jakie dają nowe technologie, wojnie dano niemożliwą do skontrolowania moc niszczycielską, która uderza w wielu niewinnych cywilów. Doprawdy „ludzkość nigdy nie miała tyle władzy nad sobą samą i nie ma gwarancji, że dobrze ją wykorzysta”[241]. Nie możemy już zatem myśleć o wojnie jako o rozwiązaniu, ponieważ ryzyko prawdopodobnie zawsze przeważy nad przypisywaną jej hipotetyczną użytecznością. W obliczu tej sytuacji, bardzo trudno jest dziś utrzymać racjonalne kryteria, które wypracowano w poprzednich wiekach, by mówić o możliwości „wojny sprawiedliwej”. Nigdy więcej wojny![242].

259. Należy dodać, że wraz z rozwojem globalizacji, to, co może wydawać się rozwiązaniem doraźnym lub praktycznym dla danego regionu Ziemi, prowadzi do powstania ciągu gwałtownych czynników, często ukrytych, które ostatecznie wymierzone są w całą planetę i otwierają drogę dla nowych i jeszcze gorszych wojen w przyszłości. W naszym świecie istnieją obecnie nie tylko „kawałki” wojny w tym czy innym kraju, ale przeżywamy „wojną światową w kawałkach”, ponieważ losy krajów są silnie ze sobą powiązane na arenie światowej.

260. Jak powiedział św. Jan XXIII, „w naszej epoce potęgi atomowej byłoby nonsensem uważać wojnę za odpowiedni środek przywrócenia naruszonych praw”[243]. Mówił o tym w czasie silnych międzynarodowych napięć, wyrażając w ten sposób wielkie pragnienie pokoju, które upowszechniało się w okresie zimnej wojny. Umocnił on przekonanie, że motywy pokoju są silniejsze niż jakiekolwiek rachunki interesów prywatnych i niż wszelkie zaufanie pokładane w użyciu broni. Jednak możliwości, jakie stwarzał koniec zimnej wojny, nie zostały odpowiednio wykorzystane ze względu na brak wizji przyszłości i wspólnej świadomości dotyczącej naszego wspólnego losu. Natomiast ustąpiono przed dążeniami do realizacji interesów prywatnych, nie biorąc odpowiedzialności za powszechne dobro wspólne. W ten sposób ponownie otwarto drogę dla zdradliwego widma wojny.

261. Każda wojna pozostawia świat w gorszej sytuacji, niż go zastała. Wojna jest porażką polityki i ludzkości, haniebną kapitulacją, porażką w obliczu sił zła. Nie poprzestawajmy na dyskusjach teoretycznych, pochylajmy się nad ranami, dotykajmy ciała tych, którzy zostali poszkodowani. Przyjrzyjmy się wielu niewinnym cywilom, wymordowanym jako „przypadkowe ofiary”. Zapytajmy poszkodowanych. Zwróćmy uwagę na uchodźców, na tych, którzy ucierpieli na skutek promieniowania atomowego lub ataków chemicznych, na kobiety, które straciły swoje dzieci, na dzieci okaleczone lub pozbawione swego dzieciństwa. Zwróćmy uwagę na prawdę o tych ofiarach przemocy, spójrzmy na rzeczywistość ich oczyma i wysłuchajmy ich historii z otwartym sercem. W ten sposób będziemy mogli dostrzec otchłań zła w samym sercu wojny i nie będzie nam przeszkadzać, że potraktują nas jako naiwnych, bo wybraliśmy pokój.

262. Nie wystarczą też zasady, jeśli myślimy, że rozwiązanie dzisiejszych problemów polega na odstraszaniu innych, siejąc strach, grożąc im użyciem broni nuklearnej, chemicznej lub biologicznej. Ponieważ „jeśli wziąć pod uwagę główne zagrożenia dla pokoju i bezpieczeństwa z ich wielorakimi wymiarami w tym wielobiegunowym świecie XXI wieku, takie na przykład jak terroryzm, konflikty asymetryczne, bezpieczeństwo informatyczne, problematykę środowiskową, ubóstwo, pojawia się niemało wątpliwości odnośnie do nieadekwatności odstraszania nuklearnego, by skutecznie odpowiedzieć na te wyzwania. Obawy te są jeszcze większe, gdy weźmiemy pod uwagę katastrofalne konsekwencje humanitarne i środowiskowe, wypływające z każdego użycia broni nuklearnej z jej niszczycielskimi, masowymi i niekontrolowanymi skutkami w czasie i przestrzeni. [...] Musimy zadać sobie także pytanie, jak trwała jest równowaga oparta na strachu, gdy faktycznie pogłębia lęk i podważa relację zaufania między narodami. Międzynarodowy pokój i stabilność nie mogą opierać się na fałszywym poczuciu bezpieczeństwa, na groźbie wzajemnego zniszczenia lub całkowitej zagłady, na zwyczajnym utrzymaniu równowagi sił. […] W tym kontekście ostateczny cel całkowitej eliminacji broni jądrowej staje się zarówno wyzwaniem, jak i imperatywem moralnym i humanitarnym. [...] Coraz większa współzależność i globalizacja oznaczają, że wszelka reakcja na zagrożenie związane z bronią jądrową musi być wspólna i skoordynowana, oparta na wzajemnym zaufaniu. Może być ono zbudowane tylko poprzez dialog szczerze ukierunkowany na wspólne dobro, a nie na ochronę ukrytych lub indywidualnych interesów”[244]. Natomiast z pieniędzy wykorzystywanych na broń i inne wydatki wojskowe, stwórzmy Światowy Fundusz[245] na rzecz ostatecznego wyeliminowania głodu i rozwój krajów najuboższych, aby ich mieszkańcy nie uciekali się do przemocy lub rozwiązań podstępnych i nie byli zmuszani do opuszczania swoich krajów w poszukiwaniu bardziej godnego życia. (...)

285. Podczas tego braterskiego spotkania, które wspominam z radością, z Wielkim Imamem Ahmadem al-Tayyebem, „stanowczo oświadczamy, że religie nigdy nie mogą nakłaniać do wojny, postaw nienawistnych, wrogości i ekstremizmu, ani też nie mogą nakłaniać do przemocy ani do przelewania krwi. Te tragiczne realia są konsekwencją odstępstwa od nauk religijnych. Wynikają one z politycznej manipulacji religiami i interpretacji dokonywanych przez grupy religijne, które na przestrzeni dziejów wykorzystywały siłę uczuć religijnych w sercach ludzi [...]. Bóg Wszechmogący nie potrzebuje niczyjej obrony i nie chce, aby Jego imię było używane do terroryzowania ludzi”[284]. Dlatego pragnę podjąć tutaj apel o pokój, sprawiedliwość i braterstwo, który sformułowaliśmy wspólnie:

„W imię Boga, który stworzył wszystkich ludzi równymi w prawach, obowiązkach i godności, i który powołał ich, aby żyli razem jako bracia i siostry, by napełniali ziemię i szerzyli na niej wartości dobroci, miłości i pokoju;

W imię niewinnej duszy ludzkiej, której Bóg zabronił zabijać, stwierdzając, że każdy, kto zabija człowieka, jest jak ten, który zabija całą ludzkość, oraz że każdy, kto ratuje osobę, jest jak ten, który ratuje całą ludzkość;

W imię ubogich, żyjących w nędzy, usuniętych na margines i najbardziej potrzebujących, którym Bóg nakazał pomagać, jako obowiązek wszystkich osób, szczególnie bogatych i dysponujących środkami;

W imię sierot, wdów, uchodźców i osób wygnanych ze swoich domów i swoich krajów; w imię wszystkich ofiar wojen, prześladowań i niesprawiedliwości; w imię słabych, tych, którzy żyją w strachu, jeńców wojennych i osób torturowanych w jakiejkolwiek części świata, bez różnicy;

W imię ludów, które utraciły swe bezpieczeństwo, pokój i możliwość życia razem, stając się ofiarami zniszczenia, katastrofy i wojny;

W imię ludzkiego braterstwa, które obejmuje wszystkich ludzi, jednoczy ich i czyni równymi;

W imię tego braterstwa, rozdartego przez politykę ekstremizmu i podziału, przez systemy nieskrępowanego zysku lub przez nienawistne tendencje ideologiczne, które manipulują działaniami i przyszłością kobiet i mężczyzn;

W imię wolności, którą Bóg dał wszystkim istotom ludzkim, czyniąc je wolnymi i wyróżniając je tym darem;

W imię sprawiedliwości i miłosierdzia, będących podstawą dobrobytu i kamieniem węgielnym wiary;

W imię wszystkich ludzi dobrej woli, obecnych w każdej części świata;

W imię Boga i wszystkiego, co do tej pory zostało powiedziane, […] deklarujemy akceptację kultury dialogu jako drogi; wzajemnej współpracy jako kodeksu postępowania; wzajemnego porozumienia jako metody i standardu”[285].

* Badanie CBOS "Aktualne problemy i wydarzenia” przeprowadzono od 2 do 12 maja 2022 roku na próbie liczącej 1087 osób; w tym:

  • 59 proc. metodą CAPI (wywiad bezpośredni z udziałem ankietera),
  • 29 proc.– CATI (wywiad telefoniczny po skontaktowaniu się z ankieterem).
  • 12 proc.– CAWI (samodzielnie wypełniana ankieta internetowa, dane kontaktowe respondent otrzymywał w liście zapowiednim od CBOS)

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne