0:00
Prawa autorskie: AFPAFP
15 lutego 2022

Parlament Europejski rozmawia o Pegasusie w Polsce. I szykuje własną komisję śledczą

„Nie chodzi o kwestie bezpieczeństwa narodowego. Chodzi o rządy prawa”. Debata, która odbyła się w Parlamencie Europejskim to kolejny krok na drodze do powołania komisji śledczej PE ws. nielegalnej inwigilacji z pomocą systemu Pegasus. Na jej celowniku znajdą się Polska i Węgry

Wydrukuj

We wtorek 15 lutego 2022 Parlament Europejski po raz kolejny zajmował się sprawą nielegalnej inwigilacji za pomocą oprogramowania szpiegowskiego Pegasus na terenie Unii Europejskiej – co jak dotąd dotyczy wyłącznie Polski i Węgier.

Wtorkowa debata to kolejny ruch PE w tej sprawie. 9 lutego prezydium Parlamentu Europejskiego opowiedziało się za powołaniem komisji śledczej PE ds. nielegalnej inwigilacji za pomocą Pegasusa. 10 lutego w Parlamencie Europejskim odbyło się wysłuchanie publiczne, w którym wzięli udział m.in. będący jedną z ofiar inwigilacji Pegasusem, mec. Roman Giertych oraz Bill Marczak, ekspert z kanadyjskiego Citizen Lab, które udowodniło stosowanie Pegasusa przeciwko osobom publicznym m.in. na Węgrzech i w Polsce.

We wtorek natomiast, podczas trwającej niespełna godzinę debaty deputowani do Parlamentu Europejskiego przedstawiali stanowiska swych frakcji w sprawie ujawnionych dotąd przez kanadyjską grupę badawczą Citizen Lab przypadków inwigilacji za pomocą programu Pegasus. W Polsce dotyczyło to dotąd:

  • Prokurator Ewy Wrzosek – która została poddana dyscyplinarnym szykanom za wszczęcie śledztwa ws organizacji tzw „wyborów kopertowych”;
  • Romana Giertycha – byłego polityka i prawnika reprezentującego m.in. Donalda Tuska;
  • Senatora Krzysztofa Brejzy – polityka Platformy Obywatelskiej bardzo aktywnie ujawniającego nadużycia i afery obozu władzy;
  • Michała Kołodziejczaka – polityka, szefa AgroUnii;
  • Tomasza Szwejgierta, dziennikarza, który pisał książkę o Mariuszu Kamińskim, ministrze koordynatorze służb specjalnych.

W Parlamencie Europejskim na początku debaty Clement Beaune, francuski minister do spraw europejskich, mówił, że nielegalne stosowanie oprogramowania szpiegującego powinno zostać potępione przez Unię Europejską jako przykład łamania praw podstawowych i pogwałcenia prywatności. Polityk odkreślał, że zwalczanie przestępczości i terroryzmu może wymagać naruszenia prywatności, czy też jej ograniczenia.

„Sens i siła naszych demokracji polegają jednak na tym, że te ograniczenia są bardzo ściśle regulowane przez prawo i podlegają kontroli" – mówił Beaune.

Komisarz sprawiedliwości Unii Europejskiej Didier Reynders wystąpił w imieniu Komisji Europejskiej. Na początku przypomniał słowa szefowej KE Ursuli von der Leyen: „Komisja potępia wszystkie przypadki nielegalnego uzyskania dostępu do urządzeń i nielegalnego szpiegowania komunikacji ich użytkowników. Przypadki uzyskania nielegalnego dostępu do danych adwokatów, dziennikarzy, prokuratorów, aktywistów społecznych czy polityki są nie do zaakceptowania” – mówiła von der Leyen.

„Bezpieczeństwo nie może być wymówką do ograniczania podstawowych praw obywateli.

Media muszą pracować w warunkach pełnej niezależności, bez lęku przed represjami. Wolna opozycja jest zaś podstawą funkcjonowania demokracji” – dodał do tego z kolei Reynders.

„Odkryliśmy głębię skandalu z użyciem programem Pegasus. Proszę sobie wyobrazić, jak czuli się inwigilowani, mający świadomość, że każda wiadomość wysyłana do bliskich czy ukochanych osób była przechwytywana, że stale monitorowana była ich lokalizacja. To mnie przeraża. Ale moja obawa to nic w porównaniu z obawami prawników, dziennikarzy, aktywistów i polityków śledzonych przez swoje rządy” – mówił Jeroen Leaners, holenderski chadek, występujący w imieniu Europejskiej Partii Ludowej. „Nie chodzi o kwestie bezpieczeństwa narodowego. Chodzi o rządy prawa” – podkreślał Leaners. Zaznaczył, że konieczne jest wprowadzenie ścisłych mechanizmów kontroli. Przywołał słowa Romana Giertycha z ubiegłotygodniowego wysłuchania publicznego w PE, który porównał ujawnienie inwigilacji z pomocą Pegasusa do reakcji kopalnianego kanarka, którego zadaniem jest wykrywanie ulatniającego się metanu. „Powinniśmy zdać sobie sprawę, że usłyszeliśmy ten dzwonek alarmowy, że powinniśmy bronić demokracji i rządów prawa zawsze i wszędzie”.

„Skandal Pegasusa pokazuje, że stosowano tego rodzaju broń wobec obywateli Unii. To coś, co może dotknąć wszystkich – w tym mnie i państwa. Mamy do czynienia z działaniami poza granicami prawa – do tego w Unii Europejskiej. Inwigiluje się dziennikarzy, prawników, polityków, aktywistów działających na rzecz praw człowieka” – mówił z kolei Philippe Lamberts, belgijski Zielony. Podkreślił, że zagrożeni inwigilacją byli przedstawiciele opozycji w Polsce i na Węgrzech – i opowiedział się za powołaniem komisji śledczej w PE.

Jedynym Polakiem, który zabrał głos w debacie, był Joachim Brudziński z PiS. Wystąpił w imieniu frakcji ECR.

Nie przedstawił ani jednego argumentu na rzecz niepowoływania komisji, nie tłumaczył też swego politycznego obozu, postanowił za to podzielić się z Parlamentem Europejskim swą niechęcią do Romana Giertycha.

„Na początek taka uwaga, pan poseł Leaners był uprzejmy przywołać postać polskiego prawnika, który opowiedział tu taką ckliwą historię o kanarku. Nie dopowiedział natomiast, że ten prawnik jest w Polsce podejrzewany o przestępstwa wyłudzenia ponad 70 milionów złotych i prania brudnych pieniędzy i ukrywa się poza polskimi granicami” – mówił Brudziński. Romana Giertycha oskarżył, że „tutaj w Parlamencie Europejskim nawijał te ckliwe opowieści”, a tymczasem „ucieka przed polskim wymiarem sprawiedliwości”.

Następnie Brudziński narzekał, że debata odbywa się w dniu, w którym „w każdej chwili może nadejść informacja o rozpoczęciu rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie” i że Unia nie pamięta polskim władzom ich zasług w powstrzymywaniu „agresji hybrydowej” ze strony Białorusi – oczywiście deputowanemu PiS chodziło o kryzys uchodźczy. Następnie oskarżył polską opozycję o prowadzenie "ataku na polskie służby specjalne" na forum UE. Brudziński nie powiedział natomiast ani słowa o stosowaniu Pegasusa w Polsce. Po dwóch upomnieniach, że mówi nie na temat, przewodnicząca obrad po prostu odebrała mu głos.

Kolejnym krokiem po wtorkowej debacie może być już decyzja Parlamentu Europejskiego w sprawie powołania komisji śledczej ds. Pegasusa. Już od 9 lutego – czyli od dyskusji w prezydium PE – jest jasne, że opowie się za tym zdecydowana większość deputowanych do Parlamentu Europejskiego. 15 lutego w porządku obrad PE na najbliższe dni nie było jeszcze jednak głosowania w tej sprawie. Wniosek ws. powołania komisji śledczej może złożyć nie mniej niż jedna czwarta liczby deputowanych, PE podejmuje decyzję zwykłą większością głosów.

Komisja śledcza Parlamentu Europejskiego nie będzie mogła wywrzeć bezpośredniej presji – innej niż polityczna i wizerunkowa – na rząd PiS. Choć taka komisja ma liczne uprawnienia, to jednak te o charakterze prokuratorskim (przede wszystkim możliwość wezwania na przesłuchanie) obejmują jedynie sprawy dotyczące działania instytucji Unii Europejskiej.

W sytuacji, w której sprawa dotyczy potencjalnych nadużyć władz krajowych – a tak jest w tym wypadku - może jedynie zapraszać przedstawicieli tych władz na swoje obrady, licząc na to, że będą się kierowali dobrą wolą.

Jeśli probierzem tej dobrej woli mają być doświadczenia senackiej komisji nadzwyczajnej ds. Pegasusa, to trudno na takową liczyć. Były i obecny szef CBA odmówili już stawienia się w Senacie – a senacka komisja nadzwyczajna (w odróżnieniu od sejmowej komisji śledczej) nie ma wystarczających uprawnień, by ich do tego zmusić.

Jeśli obóz władzy zastosuje podobną strategię wobec komisji śledczej PE, również tam nie padną ze strony jego przedstawicieli żadne wyjaśnienia dotyczące stosowania w Polsce Pegasusa. Co innego jednak, jeśli chodzi o relacje ofiar inwigilacji, przesłuchania ekspertów i prawników oraz całą wiedzę, jaką na temat nielegalnego stosowania Pegasusa w Polsce może zebrać komisja. To wszystko będzie obciążać obóz władzy już nie przede wszystkim na scenie krajowej, ale na forum międzynarodowym.

Udostępnij:

Witold Głowacki

Dziennikarz, pracował w "Dzienniku" i "Polsce The Times". W Oko.press od 2021 roku. Zajmuje się tematyką polityczną i okołopolityczną.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne