Prawa autorskie: Philippe STIRNWEISSPhilippe STIRNWEISS
08 lipca 2021

Parlament Europejski żąda uruchomienia "pieniędzy za praworządność". Jak najszybciej

Komisja Europejska zapewnia eurodeputowanych, że już jesienią 2021 po raz pierwszy użyje mechanizmu, który pozwala zawiesić wypłaty z budżetu UE dla krajów łamiących praworządność. PE pyta: dlaczego nie teraz?

"Parlament czeka już długo - rozporządzenie zostało przyjęte i weszło w życie 1 stycznia 2021. Teraz Komisja musi je zastosować, my ją do tego wzywamy. Jak dotąd nie mamy dowodów, że rozporządzenie jest stosowane, dlatego poprosiliśmy o te dowody. W innym wypadku za dwa miesiące przekażemy tę sprawę Trybunałowi Sprawiedliwości" - mówiła dziennikarzom hiszpańska europosłanka Eider Gardiazabal Rubial we wtorek 6 lipca 2021.

Chodzi o kontrowersyjne rozporządzenie "pieniądze za praworządność". Czyli mechanizm pozwalający Komisji Europejskiej zawiesić wypłaty z budżetu UE dla krajów, które mają problemy z praworządnością. O ile problemy te wpływają na należyte zarządzanie budżetem Unii i ochronę jej interesów finansowych.

KE jak dotąd nie zastosowała rozporządzenia, bo politycznie zobowiązała ją do tego Rada Europejska - na szczycie UE w grudniu 2020. Zgodnie z życzeniem Rady Komisja ma poczekać na wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE (ten na prośbę Polski i Węgier ma sprawdzić, czy rozporządzenie jest zgodne z traktatami). Została także zobligowana do przygotowania wytycznych do stosowania rozporządzenia.

"Pracujemy nad wytycznymi, które sfinalizujemy do końca sierpnia. Jesienią na podstawie zebranych informacji, zaczniemy działać. Natychmiast przejdziemy do powiadomienia poszczególnych krajów o rozpoczęciu procedury. Wdrażamy rozporządzenie, ale musimy zrobić to w taki sposób, by osiągnąć sukces. [...] Nie jest tak, że naruszenia dotyczą tylko dwóch krajów [Polski i Węgier - red.]. Nie wykluczam, że inne państwa również zostaną objęte tym mechanizmem" - mówił podczas debaty 6 lipca komisarz ds. budżetu Johannes Hahn.

Parlament uważa, że rozporządzenie jest wystarczająco jasne, a wytyczne nie są konieczne. W przyjętej w środę 7 lipca rezolucji po raz kolejny wzywa Komisję, do jak najszybszego uruchomienia mechanizmu.

Parlament chce iść do TSUE

Sprawa może trafić do TSUE, bo, jak pisaliśmy, PE uruchomił już formalną procedurę z art. 265 Traktatu o UE. Chodzi o zaniechanie obowiązków przez Komisję.

"Art. 265 mówi jasno, że musimy oficjalnie wezwać Komisję do działania. Zrobiliśmy to 23 czerwca, a czas biegnie od 24. Komisja ma dwa miesiące na odpowiedź. Sprawdzimy, co w niej będzie, ocenimy, czy jest wystarczająca i czy konieczny będzie pozew" - tłumaczył 6 lipca Petri Sarvamaa, fiński europoseł i współsprawozdawca rozporządzenia (na zdjęciu).

Większość Parlamentu jest zdania, że zwłoka po stronie Komisji de facto chroni łamiące praworządność rządy w Polsce i na Węgrzech.

"Komisja musi w końcu pokazać, jakie jest jej stanowisko. Czy ten okropny, brudny układ z Polską i Węgrami będzie trwał? Czy to jest nasza przyszłość? Ta sytuacja to plama na honorze europejskich instytucji" - komentował Moritz Körner, niemiecki eurodeputowany z grupy liberałów Odnówmy Europę.

"Trudno wyobrazić sobie, że ktoś dołącza do jakiegoś klubu, by brać z niego pieniądze, jak w tym przypadku, ale nie musi szanować zasad. Dla mnie ta sytuacja jest bardzo jasna i myślę, że jest jasna także dla Viktora Orbána" - stwierdził Sarvamaa.

Fiński eurodeputowany był jednym z tych, którzy 7 lipca 2021 zaprezentowali Komisji raport trzech ekspertów prawa europejskiego. Wykazano w nim, że KE ma podstawy, by natychmiast uruchomić rozporządzenie w stosunku do Węgier. Brakuje tam bowiem przejrzystości w zarządzaniu funduszami UE, skutecznej i niezależnej prokuratury, która ścigałaby oszustwa finansowe oraz wolnych sądów do wdrażania prawa europejskiego. Taka mieszanka stanowi poważne zagrożenie dla interesów finansowych UE.

Eksperci, m.in. prof. John Morijn z Uniwersytetu w Groningen, przygotowali dla Komisji także przykładowy dokument notyfikujący Węgry o uruchomieniu mechanizmu. "Udowadniamy tym samym, że to nie kwestia zawiłości prawnych, a woli politycznej" - napisał na Twitterze prof. Morijn.

Komisja gotowa na jesień

Podczas wystąpienia w PE 7 lipca przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen zapewniała eurodeputowanych, że woli tej nie brakuje.

"Ochrona budżetu Unii to nie sprawa abstrakcyjna. Dotyczy pieniędzy europejskich podatników, których zamierzamy skrupulatnie pilnować. Dlatego przyjęliśmy nowy mechanizm warunkowości [czyli rozporządzenie "pieniądze za praworządność" - red.]. To nieodłączny element Funduszu Odbudowy UE i europejskiego budżetu" - mówiła Von der Leyen.

"Z niecierpliwością czekam na decyzję Trybunału Sprawiedliwości, która przyniesie w tej sprawie jasność dla wszystkich krajów w Europie. W międzyczasie nasi urzędnicy badają wszelkie wydarzenia, które mogą być istotne dla ew. postępowań. Przygotowaliśmy też wytyczne, jak stosować mechanizm warunkowości w praktyce. Dyskutujemy już o nich w Parlamencie. Pierwsze sprawy rozpoczniemy jesienią" - przekonywała.

"To, co mówiłam, gdy przyjmowaliśmy budżet, pozostaje prawdą: nie umknie nam żaden przypadek naruszeń" - dodała.

Eurodeputowani pozostają jednak sceptyczni, na co wskazuje przyjęta 7 lipca krytyczna rezolucja. Niepokoi ich zwłaszcza wyborczy kalendarz na Węgrzech. Jeżeli Komisja nie zareaguje odpowiednio szybko, straci okazję, by jeszcze przed wiosennymi wyborami parlamentarnymi wykazać to, co wiedzą już chyba wszyscy: Viktor Orbán i jego otoczenie rozmontowali praworządność, by bezkarnie przywłaszczać sobie unijne dotacje.

"Węgry mają otrzymać 7 mld euro z Funduszu Odbudowy. Te pieniądze nie mogą być wykorzystywane do niszczenia praworządności!" - apelował na Twitterze Petri Sarvamaa.

W rezolucji europosłowie i europosłanki odnotowują przekazany im przez KE wstępny projekt wytycznych. Przypominają Komisji, że i tak nie będą one prawnie wiążące, a ich treść nie może zmieniać, rozszerzać ani zawężać rozporządzenia, a jedynie tłumaczyć, jak w praktyce wyglądać będzie zastosowanie mechanizmu. Zwracają też uwagę, że Komisja postępuje samowolnie: nie konsultowała z Parlamentem decyzji o przygotowaniu wytycznych i zignorowała podany przez nich ostateczny termin - 1 czerwca 2021.

Co z Polską?

Przeciwko ponaglaniu Komisji 6 lipca 2021 protestowali w Parlamencie Europejskim eurodeputowani PiS. W głosowaniu 7 lipca grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której należą, próbowała zablokować rezolucję. Bezskutecznie. Została przyjęta większością 529 do 150 głosów.

"Dzisiaj atakujecie państwo Polskę i Węgry. Macie bardzo złe i nieprawdziwe informacje. Przypomnę tylko, że Angela Merkel w Bundestagu w grudniu ubiegłego roku powiedziała, że Polska i Węgry miały prawo zwrócić się do Trybunału Sprawiedliwości UE ze skargą. Polska zrobiła to świadomie. Pani Merkel powiedziała, że Polska ma prawo bronić swojego dobrego imienia. Wobec tego zapytajcie jej, dlaczego tak mówiła" - argumentował Bogdan Rzońca.

"Praworządność jest odmieniana przez wszystkie przypadki, szczególnie w odniesieniu do Polski i Węgier. Ale jak wygląda praworządność w przypadku instytucji europejskich, w tym Parlamentu Europejskiego. Przecież państwo regularnie tę praworządność łamiecie" - mówił Zbigniew Kuźmiuk.

Polska wraz z Węgrami zaskarżyła rozporządzenie "pieniądze za praworządność" w TSUE w marcu 2021. Rząd PiS wciąż liczy, że Trybunał uzna, że jest ono niezgodne z traktatami i je zablokuje.

Jak dotąd Polska, w przeciwieństwie do Węgier, miała niewiele problemów z właściwym wydawaniem unijnych funduszy. Rozporządzenie może jednak skutkować zawieszeniem wypłat z budżetu także wtedy, gdy braki w praworządności tworzą bezpośrednie ryzyko zagrożenia dla interesów finansowych UE. W Polsce ryzyko to tworzyć może zwłaszcza upolityczniona, podległa Zbigniewowi Ziobrze prokuratura.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne