Do partii politycznych w Polsce należy zaledwie 0,8 proc. uprawnionych do głosowania. Na tle Europy, także Wschodniej, wypadamy fatalnie. Częściej w życie partyjne angażują się Chorwaci, Serbowie, Rumuni czy Bułgarzy. A być może polskie partie są jeszcze mniejsze, niż deklarują. Solidarna Polska w ubiegłym roku uzbierała ze składek członkowskich... 1300 zł

Polska polityka to domena wąskiej grupy ludzi. Do najważniejszych partii należy po kilkadziesiąt tysięcy osób, nie wszyscy z nich to aktywni członkowie.

Cztery największe partie polityczne deklarują, że należy do nich:

  • PO – 33 500 osób (2018)
  • PiS – 37 409 osób (2018)
  • PSL – 100 320 osób (2016)
  • SLD – 33 554 osoby (2018)

Według ostatniego badania GUS na temat partii politycznych, do wszystkich partii w Polsce w 2016 roku należało 251 tys. osób.

Cztery największe partie skupiają więc 82 proc. wszystkich zrzeszonych w partiach. Natomiast wszyscy członkowie partii stanowią zaledwie 0,8 proc. wszystkich uprawnionych do głosowania Polaków. Według GUS liczebność partii w 2016 roku wobec roku 2014 spadła o 16 proc.

A może polskie partie są jeszcze mniejsze, niż deklarują?

Badanie GUS, podobnie jak oficjalne dane o liczbie członków poszczególnych partii, opierało się jednak na deklaracjach. W styczniu 2016 roku, kiedy PO wybierała nowego przewodniczącego, TVN24 podawał, że liczba członków partii wynosiła 17 tys. osób. W wyborach przewodniczącego, w których można było wziąć udział przez Internet, głosowało 52 proc. uprawnionych. To zaledwie 8-9 tys. aktywnych członków.

Innym wskaźnikiem aktywności członków, a przy okazji sprawności organizacyjnej partii, jest suma wpłacanych składek członkowskich. Wszystkie te dane publikuje PKW na swojej stronie internetowej. Według sprawozdań za rok 2018 partie ze składek zebrały:

  • PO – 169 400 złotych;
  • PiS – 579 586 złotych;
  • PSL – 51 139 złotych;
  • SLD – 461 179 złotych.

Uwagę zwracają szczególnie dwie rzeczy: kwota zebrana przez PSL w złotówkach jest dwa razy mniejsza niż deklarowana liczba członków. Jeżeli PSL rzeczywiście ma 100 tys. członków – a według statutu partii składki członkowskie są obowiązkiem każdego z nich – to na osobę przypada mniej więcej 50 groszy.

Druga rzecz, to stosunkowo niska kwota, jaką ze składek zbiera Platforma Obywatelska – ponad trzy razy mniej niż PiS, chociaż partie te deklarują podobną liczbę członków.

PO zbiera także ponad dwa razy mniejszą kwotę ze składek niż partia Razem (366 tys. złotych w 2018 roku), chociaż Razem ma zaledwie ok. 2 tysiące członków.

Partia Zbigniewa Ziobry, Solidarna Polska, której członkowie od 2015 roku startują w każdych wyborach na listach Prawa i Sprawiedliwości, w 2018 roku ze składek uzbierała 1300 złotych. Partia ma jeszcze z czego żyć dzięki darowiznom (nie składkom) od związanych z nią ludzi, którzy po „dobrej zmianie” załapali się na intratne stanowiska w spółkach i państwowych instytucjach. Aż 127 tys. ze 162 tys. przychodów SP podchodzi od sześciu osób. Opisywaliśmy to w tekście: „Dostali posady w państwowych spółkach i instytucjach. Teraz hojnie wspierają partię Zbigniewa Ziobry”.

W Europie najwięcej ludzi w partiach lewicowych

Rzeczywista liczba członków partii jest często – zarówno w Polsce, jak i za granicą – partyjną tajemnicą. Oficjalne dane nie zawsze pokrywają się z liczbą osób aktywnych lub tych, które opłaciły składki w ostatnim okresie. Dlatego w tej analizie opieramy się na niedoskonałym wskaźniku, czyli oficjalnej liczbie deklarowanej przez partie. W ten sposób możemy porównać partie w Polsce i w Europie.

Mistrzem demokratycznej Europy w liczbie (deklarowanych) członków partii są brytyjska Partia Pracy – 512 tys. członków, rumuńscy socjaldemokraci (PSD) – 510 tys. i hiszpański Podemos – 507 tys. Pomijamy niedemokratyczne Rosję (Jedna Rosja – ponad 2 miliony deklarowanych członków) i Turcję (AKP – ponad 10 milionów) – tam partie w dużej części służą do innych zadań niż w krajach demokratycznych.

Liczba członków brytyjskiej Partii Pracy poszybowała w górę w latach 2015-2016, gdy o stanowisko szefa partii ubiegał się obecny przewodniczący Jeremy Corbyn. Wcześniej liczba członków mieściła się między 200 a 250 tys. osób Przyciągnął tysiące osób jako idealistyczny socjalista, osoba spoza tradycyjnego establishmentu partyjnego. Entuzjazm jednak już opadł i obecnie liczba spada. W szczycie, w 2017 roku, członków było 564 tys.

PiS ledwie widoczny

Spójrzmy, jak wygląda zestawienie liczby członków partii rządzących w wybranych krajach europejskich:

Deklarowana liczba członków partii rządzących w Europie (w tys.)

Widzimy, że PiS jest daleko w tyle za wieloma krajami. Jednym z wytłumaczeń niskiej partycypacji Polaków w polityce partyjnej może być niechęć do słowa „partia”, które kojarzy się ze znienawidzoną PZPR. Jednak w niektórych krajach europejskich, które również przeżyły kilkadziesiąt lat komunistycznego systemu jednopartyjnego, to zjawisko nie występuje. W Rumunii rządząca PSD ma ponad 500 tys. członków, do opozycyjnej Partii Narodowo-Liberalnej należy ponad 250 tys. osób. Chorwacka Unia Demokratyczna to 220 tys. członków, bułgarski GERB – 86 tys. Trudna do zweryfikowania jest liczba członków Serbskiej Partii Postępowej, ale ona również na pewno jest masowa (w 2013 roku sekretarz generalny partii mówił o 320 tys. członków, cztery lata później serbski minister spraw wewnętrznych twierdził, że mają ich aż 730 tys.).

Na minus wyróżniają się Polacy, Czesi i Słowacy. Polska wypada tutaj szczególnie nieciekawie, ponieważ jest jednym z najludniejszych krajów Europy. Ingrid van Biezen z Uniwersytetu w Leiden w 2012 roku zestawiła dane na temat ilości członków partii w każdym z krajów wobec liczebności elektoratów w tych krajach. Bazowała na danych z lat 2007-2009. Spośród ówczesnych 27 krajów Unii Europejskiej Polska zajmowała przedostatnie miejsce:

Wyprzedzaliśmy tylko Łotwę, a do partii politycznych należało wówczas poniżej jednego procenta uprawnionych do głosowania. Średnia europejska wynosiła niecałe 5 proc.

Według naszego obliczenia, które prezentowaliśmy powyżej (0,8 proc.) widać, że pod tym względem nic w Polsce się nie zmieniło.

Zaskakujący może być niski odsetek dla Wielkiej Brytanii, ale to kraj, w którym mieszka ponad 60 milionów osób. Badanie było przeprowadzone jeszcze przed boomem Partii Pracy z lat 2015-2016.

Spada wszystkim

Tradycyjnie dużo członków mają partie socjaldemokratyczne, szczególnie na zachodzie Europy. Są one stare, wiele z nich powstało jeszcze w XIX wieku, a bazą poparcia dla nich były liczne związki zawodowe. Wyborcy w ostatnich latach w wielu krajach (Wielka Brytania, Francja, Niemcy) stopniowo odchodzą jednak od starych partii, a liczba ich członków spada.

Według badań van Biezen i Thomasa Poguntke z London School of Economics spadające członkostwo w europejskich partiach politycznych to długi proces. W 1960 roku na kontynencie 15 proc. elektoratów należało do partii, w 1980 było to 10 proc., a w 2008 – tylko 5 proc.

Można więc uznać, że to ogólnoeuropejski fenomen. Problem w tym, że Polska nawet na tym tle wypada słabo. Ma co najmniej kilka negatywnych konsekwencji:

  • Polityka traktowana jest jak zawód dla wąskich elit, a nie jak coś codziennego i powszechnego, to sprzyja poczuciu, że demokratyczna polityka jest czymś całkowicie oderwanym od życia.
  • Wyborcy bez doświadczenia w partyjnej polityce są bardziej podatni na manipulacje polityków.
  • Brak stałego wpływu obywateli na kształt polityki – ogranicza się on do wrzucenia karty wyborczej do urny raz na parę lat. Dla odwiecznych zawodowych polityków to bardzo wygodne.
  • Brak nowych twarzy w polityce. Polską rządzi wąska grupa ludzi, którzy zajmują się partyjną polityką od 30-40 lat.
  • Kampania wyborcza polega wyłącznie na zalewaniu przestrzeni publicznej reklamami wąskiego grona ciągle tych samych kandydatów. Chodzenie od drzwi do drzwi i bezpośrednie rozmowy z wyborcami? Doskonały pomysł, ale w Polsce nie ma kto tego robić.

Prawybory

Jednym ze sposobów na wciągnięcie ludzi w partyjną demokrację mogą być prawybory, które – poza wyborami liderów – dają członkom możliwość znaczącego wpływu na kierunek polityki prowadzonej przez partię, a więc i na krajową politykę jako całość.  Członkowie mogą mieć wpływ na kandydatów partii w wyborach krajowych lub lokalnych.

Dobrym przykładem są tutaj Stany Zjednoczone. Liczba członków partii w USA i w Europie to dwa różne światy. Do partii Republikańskiej należą 33 miliony osób a Demokratycznej – 45 milionów. Przed wyborami prezydenckimi, wszyscy członkowie partii mają szansę oddać głos kandydata, który ich zdaniem powinien ubiegać się o urząd prezydenta. W obu partiach mamy więcej członków niż uprawnionych do głosowania Polaków – w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego było ich nieco mniej niż 30 milionów Polaków.

W Polsce prawybory na prezydenckiego przeprowadziła Platforma Obywatelska w 2010 roku. Członkowie partii mogli głosować przez internet – frekwencja wyniosła 47,7 proc. Pięć lat później prawyborów nie było, o reelekcję ubiegał się prezydent Bronisław Komorowski.

Partie amerykańskie również organizują prawybory, nawet gdy mają urzędującego prezydenta, który może ubiegać się o reelekcję. Często kończą się one miażdżącym zwycięstwem prezydenta, gdy jest popularny. Ale w 1976 roku prezydent Gerald Ford ledwie pokonał kontrkandydata Ronalda Reagana. Platforma zrezygnowała z takiej procedury 5 lat temu. Nie wiemy, czy prawybory powtórzy przy wyborach prezydenckich 2020, gdy prezydentem jest Andrzej Duda z PiS.

O prawybory – choć nie partyjne, a obywatelskie – dla kandydatów do Senatu apelują dziś Obywatele RP. W takich prawyborach mieliby zostać wybrani kandydaci opozycji do Senatu. Lider Obywateli Paweł Kasprzak apeluje, aby przeprowadzić prawybory od dawna, pisaliśmy o tym w OKO.press wielokrotnie, pierwszy raz w grudniu 2017.

Dostęp do informacji o działaniach władz to Twoje prawo.
Wesprzyj OKO, by nadawało dalej.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press