"Gdańsk będzie miastem otwartym i tolerancyjnym. I chcemy, żeby pozostał taki zawsze. Będę starał się być prezydentem wszystkich gdańszczan. Niech żyje demokracja. Ale bierzemy się jutro do pracy, bo wiele jej przed nami" - mówił po wygranej w wyborach samorządowych Paweł Adamowicz. W niedzielę podczas 27. finału WOŚP został na scenie zaatakowany nożem

„Gdańsk jest szczodry. Gdańsk dzieli się dobrem. Gdańsk chce być miastem solidarności. Na ulicach, placach Gdańska wrzucaliście pieniądze, byliście wolontariuszami. To jest cudowny czas dzielenia się dobrem. Jesteście kochani. Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie” – mówił Paweł Adamowicz ze sceny podczas 27. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Chwilę później został zaatakowany nożem. Sprawca wtargnął na scenę WOŚP ok. 20.00, podbiegł do Pawła Adamowicza i kilka razy dźgnął go w okolice serca i brzuch, po czym krzyknął do mikrofonu: „Halo, halo! Nazywam się Stefan Wilmont. Siedziałem niewinny w więzieniu! Siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie torturowała. Dlatego właśnie zginął Adamowicz”.

Prezydent Adamowicz najpierw był reanimowany na miejscu, a następnie przewieziony do szpitala, gdzie jest operowany, jego stan jest bardzo ciężki. Ok. 23.00 podano informację, że udało się przywrócić akcję serca.

Prezydent od 20 lat

W listopadzie 2018 roku po raz piąty wygrał wybory prezydenckie. Nie zaszkodziła mu kłótnia z gdańską PO, w wyniku której o urząd walczył nie tylko z kandydatem PiS, ale i z synem legendy Solidarności – Jarosławem Wałęsą popieranym przez KO.

„Dziękuję za inspirujące rozmowy z Donaldem Tuskiem. Panu Kacprowi Płażyńskiemu chcę powiedzieć: mam do Pana ogromny szacunek” – mówił wyraźnie wzruszony (i zmęczony, bo mylił się kilkakrotnie) Paweł Adamowicz, gdy ogłoszono pierwsze wyniki exit polls. Zgodnie z nimi o 30 punktów procentowych wyprzedził Kacpra Płażyńskiego.

„Gdańsk będzie miastem otwartym i tolerancyjnym. I chcemy, żeby pozostał taki zawsze. Będę starał się być prezydentem wszystkich gdańszczan. Od jutra zaczyna się nowy rozdział w historii gdańskiego samorządu. Wszystkich was zapraszam do współpracy. Poczujcie się współgospodarzami”.

„Niech żyje demokracja. Ale bierzemy się jutro do pracy, bo wiele jej przed nami” – zakończył przemówienie.

Przeciw PiS i PO

Nie został kandydatem PO na prezydenta, bo zastrzeżenia miał koalicjant – Nowoczesna – i ciążyły na nim zarzuty prokuratorskie. PO chciała mieć pewnego kandydata w Gdańsku, swoim bastionie.

I przelicytowała, bo Adamowicz bez problemu pokonał i Wałęsę, i Płażyńskiego.

Paweł Adamowicz to jeden z najdłużej urzędujących prezydentów miast – ma za sobą pięć kadencji, właśnie rozpoczyna szóstą. Wyprzedzają go tylko Zygmunt Frankiewicz (właśnie rozpoczął ósmą kadencję w Gliwicach, wygrał w I turze) i Janusz Grobel (rządził w Puławach od 1994 roku, właśnie przegrał w II turze).

Od 2001 tworzył gdańskie struktury Platformy Obywatelskiej. W 2015 roku zawiesił swoje członkostwo w PO w związku z zarzutami o złożenie nieprawdziwych oświadczeń majątkowych. Do PO już nie wrócił, a w 2018 roku, wbrew kierownictwu tej partii zdecydował się znowu kandydować na prezydenta miasta. Samodzielnie, bez poparcia żadnego z ugrupowań.

Jego decyzja wywołała spory w środowiskach antypisowskich – oznaczała bowiem, że przeciwko mocnemu kandydatowi PiS Kacprowi Płażyńskiemu, wystąpi dwóch kandydatów, popieranych przez te same grupy, więc głosy się rozproszą. Zwłaszcza, że za Adamowiczem stanęły silne gdańskie autorytety: Bogdan Borusewicz i Aleksander Hall. Młodsza część PO wolała na prezydentkę Agnieszkę Pomaskę – polityczkę o progresywnych poglądach, przed czterdziestką, rozpoznawalną m.in. dzięki blokadzie Sejmu w grudniu 2016 roku. W końcu kandydatem został Jarosław Wałęsa.

Wałęsa odpadł w I turze, choć do Płażyńskiego zabrakło mu niewiele. PO poparła Adamowicza.

„Ten jest zboczony, kto sieje nienawiść”

W dniu wyborów Adamowicz ogłosił, że Gdańsk będzie miastem tolerancyjnym. Nie zawsze jednak było to takie oczywiste. W 2005 roku prezydent Gdańska – zasłaniając się „względami formalnymi” – zakazał organizacji Wiecu Równości. Dzięki wsparciu wojewody pomorskiego i „Solidarności” działacze ostatecznie obronili zgromadzenie.

W 2017 roku, ku zaskoczeniu społeczności LGBTI, Adamowicz – prezydent w trakcie swojej już  piątej kadencji – zapowiedział, że chciałby otworzyć i poprowadzić trzeci Trójmiejski Marsz Równości. Mówił: „Czasem człowiek zmienia poglądy. Moje, kiedyś bardzo konserwatywne, także się zmieniają,

ale niezależnie, czy jesteśmy konserwatystami, czy liberałami, a może socjalistami, powinniśmy pamiętać o szacunku dla drugiego człowieka i prawie do wyrażania swoich poglądów i przekonań – nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy”.

Swoją decyzję spuentował słowami papieża Franciszka, który rozpoczynając pontyfikat powiedział: „Kim jestem, by oceniać”.

W przemówieniu otwierającym Marsz Równości w Gdańsku Adamowicz poszedł dalej, odwołując się do swego własnego rozumienia chrześcijaństwa. Twierdził, że „jego obecność na marszu jest zgodna z jego chrześcijaństwem sumieniem i chodzeniem do kościoła”. Przedstawił wizję chrześcijaństwa jako religii miłości:

„Chrześcijaństwo łączy, nie dzieli. Miłość może tylko łączyć”.

Drugim odwołaniem Pawła Adamowicza, rodowitego gdańszczanina, okazała się tradycja Gdańska.

„Nasze miasto Gdańsk chce być otwarte na różnorodność. Różnorodność jest bogactwem, nie jest problemem! Tylko w spotkaniu z innym, tylko w spotkaniu z obcym, możemy się wzbogacić” – mówił prezydent oklaskiwany przez uczestniczki i uczestników kolorowej manifestacji.

„Życie wsobne nic nie daje. Dopiero spotkanie z inną kulturą, z odmiennością czyni nas bogatszym. Chcemy w Gdańsku być odważniejsi w spotkaniu z innością.

Gdańsk przez wieki budowany był przez różnorodność, przyjmował prześladowanych Szkotów, Holendrów, był miastem otwartym. Przestał się rozwijać, gdy rządzili nim naziści, ludzie o wąskich, zamkniętych horyzontach” – mówił Adamowicz.

„Miłość nie wojna – tak nazwaliście tegoroczny marsz równości. Czy pod takim hasłem ktoś może się nie podpisać? Wszyscy muszą się podpisać. Gdańsk to miasto wolności, miasto solidarności, miasto, które chce łączyć, nikogo nie wyklucza, każdym chce się zaopiekować. Dlatego stworzyliśmy Gdańska Radę ds. Imigrantów i Radę ds. Równego Traktowania”.

Swoje przemówienie zakończył słowami: „Jak słyszycie, że ktoś jest zboczony, że ktoś jest zepsuty, to powiem tak:

ten jest zboczony, który sieje nienawiść, ten jest zepsuty, który odnosi się do drugiego z wrogością, trzyma rękę wyciągniętą w nienawiści, chce rzucić kamieniem, chce potraktować go pałką, ten który mówi złe słowa, złą energię wysyła do drugiego człowieka, ten jest, przepraszam, zboczony. My jesteśmy najnormalniejsi na świecie”.

Gdańsk – kolebka opozycji

Od 2015 roku Adamowicz jest na pierwszym froncie walki z partią rządzącą. Gdańsk to z jednej strony bastion dzisiejszej opozycji (KO uzyskała samodzielną większość tylko w sejmiku pomorskim), z drugiej kolebka „Solidarności” i miejsce symbolicznie kojarzone z początkiem II wojny światowej, czyli historia, którą PiS chciałby przejąć. Na tym tle dochodzi o konfliktów.

Prezydent Gdańska – jako właściciel 6 działek na Półwyspie Westerplatte – bierze udział w sporze z władzami PiS, które dokonały zamachu na Muzeum II Wojny Światowej. Adamowicz wspierał byłego dyrektora Muzeum II Wojny Światowej prof. Pawła Machcewicza, który próbował nie dopuścić do przejęcia placówki przez ministra kultury Piotra Glińskiego. Ostatecznie rząd doprowadził do połączenia go z (wirtualnym) Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 roku, odwołał dyrektora prof. Pawła Machcewicza stawiając mu całą serię zarzutów, których nie potwierdził sąd.

Muzeum pod nowym kierownictwem żąda odebrania miastu działek na Westerplatte.

Adamowicz broni własności miasta i zarazem protestuje przeciw polityce historycznej PiS. Odmawia nawet spotkania z nominatem PiS na stanowisko dyrektora Muzeum II Wojny.

W sierpniu 2018 roku Adamowicz nie zgodził się na to, by apel pamięci podczas obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej odczytał żołnierz. W ten sposób wszedł w konflikt z szefem MON Mariuszem Błaszczakiem. Prezydent Gdańska uparł się, ponieważ – jak twierdzi – został oszukany podczas zeszłorocznych obchodów. Przedstawiciele MON złamali umowę i nie dopuścili do odczytania apelu przez harcmistrza Artura Lemańskiego.

Adamowicz opowiadał, że wtedy poszedł na kompromis „włącznie z dołączeniem [do Apelu] akapitu smoleńskiego, choć co mają wspólnego ofiary wypadku lotniczego z obroną Westerplatte”.

Na filmie z 1 września 2017 faktycznie widać, jak przedstawiciel MON (z parasolem) blokuje harcmistrzowi drogę do mikrofonu, a przedstawicielka MON wydaje komendę „Proszę stać!”.

W końcu władze Gdańska i MON porozumiały się – Apel Pamięci odczytał żołnierz, ale obyło się bez apelu smoleńskiego.

Adamowicz był jednym z inicjatorów deklaracji gdańskiej z czerwca 2017 prezydentów 11 miast Unii Metropolii Polskich, która zapowiadała przyjmowanie imigrantów i uchodźców, wyraźnie w opozycji do antyuchodźczej retoryki rządu. „Wspólnie jesteśmy w stanie wypracować odpowiednią kulturę przyjęcia migrantów, co pomoże rozwijać nasze miasta, czynić je bardziej innowacyjnymi i konkurencyjnymi” – napisali prezydenci.

Zarzuty prokuratorskie

Adamowicz jest jednym z najbogatszych prezydentów miast. Jak w lutym 2018 roku ustalił Newsweek: „Z żoną Magdaleną w ciągu ostatnich piętnastu lat zebrał majątek wartości ok. 3,9 mln zł. Tylko w ubiegłym roku zarobił 426 tys. zł – w ratuszu, ale i w radach nadzorczych (z ramienia Urzędu Miasta – w Gdańskim Porcie Morskim i Gdańskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej). Ma dwie działki, akcje i aż siedem mieszkań w Gdańsku (większość wynajmuje)”.

W 2015 roku prokuratura oskarżyła Adamowicza o podanie nieprawdziwych danych w oświadczeniach majątkowych w latach 2010 – 2012. Adamowicz twierdził, że się pomylił i potem mechanicznie przepisywał niewłaściwe dane. W marcu 2016 roku Sąd Rejonowy umorzył warunkowo postępowanie, ale w grudniu tego samego roku Sąd Okręgowy nakazał wznowić sprawę. W sierpniu 2017 i kwietniu 2018 roku Adamowicz i jego żona usłyszeli kolejne zarzuty – w sprawie zeznania podatkowego z 2011 i 2013 rok.


Kontrolujemy władzę. Prowokujemy opozycję.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Masz cynk?