0:000:00

0:00

Głośną debatę na temat zaangażowania PCK w pomoc uchodźcom i imigrantom zapoczątkowała 29 sierpnia 2021 Danuta Kuroń, która wystosowała do prezesa Polskiego Czerwonego Krzyża (wtedy jeszcze był nim Stanisław Kracik) list otwarty. Działaczka wymieniała w piśmie konkretne postulaty. Chodziło o zorganizowanie przez PCK dla osób w Usnarzu Górnym żywności, środków higienicznych, odzieży, opieki medycznej, ale także zapewnienie infrastruktury - pawilonów sanitarnych oraz noclegowych.

Czyta Pan zapewne doniesienia prasowe, więc wie Pan, co tam jest potrzebne, ale na wszelki wypadek napiszę, czego potrzebują ludzie, którzy już trzeci tydzień, otoczeni ze wszystkich stron wojskiem, koczują w tym miejscu:

1. Pawilony z podłogą, systemem grzewczym i oświetleniem wyposażone w łóżka i wszystko, co jest potrzebne w sytuacji, gdy na czas niewiadomy ma to być mieszkanie dla 32 osób. (kobiet i mężczyzn, zdrowych i chorych).

2. Pawilon kuchenny z podłogą, ogrzewany i oświetlony ze stosownym wyposażeniem umożliwiającym gotowanie, jedzenie i zmywanie.

3. Pawilon medyczny ze stosownym wyposażeniem i łóżkami dla lekarza kobiety i lekarza mężczyzny oraz tłumaczy.

4. Pawilon sanitarny z podłogą, ogrzewaniem i oświetleniem wyposażony w wc oraz sprzęt umożliwiający mycie się w ciepłej wodzie.

5. Stosowna dla 32 osób ilość żywności, w tym wody, środków higienicznych, lekarstw, odzieży, pościeli, ręczników i innych potrzebnych rzeczy.

6. Obecność lekarzy (kobieta i mężczyzna), pomocy psychologicznej (kobieta i mężczyzna), tłumacza oraz osób niezbędnych do obsługi tego miejsca.

Wezwanie Danuty Kuroń opierało się na przekonaniu, że Polski Czerwony Krzyż ma szczególne umocowanie prawne. Przede wszystkim organizacja działa na podstawie specjalnej ustawy.

Zgodnie z art. 3 punkt 2 do zadań PCK należą w szczególności "prowadzenie działalności humanitarnej na rzecz osób chronionych międzynarodowymi konwencjami, a w szczególności konwencjami genewskimi o ochronie ofiar wojny".

Zgodnie zaś z art. 5 ustawy:

  1. Przy wykonywaniu swych zadań Polski Czerwony Krzyż współdziała z organami państwowymi oraz organizacjami społecznymi, przestrzegając podstawowych zasad Czerwonego Krzyża.
  2. Organy i organizacje określone w ust. 1 oraz instytucje i zakłady pracy są obowiązane udzielać Polskiemu Czerwonemu Krzyżowi pomocy w wykonywaniu jego zadań.

"Niezrozumiałym jest zatem exodus PCK i żądanie wpuszczenia na stronę białoruską, zważywszy, że może on nie tylko poprosić, ale wręcz zażądać od polskich władz dopuszczenia do potrzebujących. Jego status regulowany jest w oparciu o prawo międzynarodowe" - pisała w opinii prawnej dr Katarzyna Cichos, na którą powoływała się Danuta Kuroń.

Przeczytaj także:

PCK dostarcza pomoc do punktów SG

Dotychczasowy prezes PCK Stanisław Kracik odpowiedział na list otwarty 2 września. W piśmie zaznaczał, że Polski Czerwony Krzyż działa tylko na terenie Polski i jak każde krajowe stowarzyszenie Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca, "pełni rolę pomocniczą wobec państwa, zachowując autonomię". Od PCK i innych krajowych stowarzyszeń zrzeszonych w Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca polecał odróżnić Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża, który działa na podstawie m.in. konwencji genewskich i zajmuje się ochroną ofiar konfliktów zbrojnych.

PCK ubiegał się o zgodę na wjazd do Białorusi z pomocą humanitarną. Bezskutecznie. Udało się jednak nawiązać kontakt z Białoruskim Czerwonym Krzyżem, który co jakiś czas od strony białoruskiej zaopatruje osoby uwięzione w Usnarzu w jedzenie, czy środki higieniczne.

W kolejnych komunikatach informowano, że Polski Czerwony Krzyż, działając we współpracy z biurem RPO, dostarcza pomoc uchodźcom i imigrantom do punktów Straży Granicznej (m.in. w Białymstoku i Czeremsze) oraz do ośrodków dla uchodźców.

Nowy zarząd PCK

25 września w Warszawie odbył się Krajowy Zjazd sprawozdawczo-wyborczy Polskiego Czerwonego Krzyża, podczas którego zatwierdzono sprawozdania programowe i finansowe oraz wybrano nowy zarząd. Prezesem od teraz jest Jerzy Bisek, brygadier Państwowej Straży Pożarnej, zaangażowany w działalność PCK od lat 90. W latach 2009-2020 był Prezesem Lubelskiego Oddziału Okręgowego PCK.

"Zjazd był zaplanowany dużo wcześniej, a prezes Kracik nie mógł ponownie kandydować" - wyjaśnia nam pracownik jednego z regionalnych oddziałów PCK.

Zmiana nie była więc podyktowana domniemanym buntem przeciwko zarządowi i jego asekuracyjnej postawie w sprawie pomocy na granicy. Niemniej, OKO.press było nieoficjalnie informowane, że w organizacji rzeczywiście występują duże różnice zdań co do charakteru możliwego zaangażowania PCK, a Jerzy Bisek wskazywany był jako jedna z osób popierających wyjście naprzeciw społecznym oczekiwaniom.

Okupacja siedziby PCK

Dwa dni po zjeździe, 27 września, w warszawskiej siedzibie PCK rozpoczął się strajk okupacyjny pod hasłem „Nie ma uchodźców – są ludzie. PCK na granicę”.

Działacze Społecznego Kolektywu Obrony Uchodźców (w grupie tej była między innymi Danuta Kuroń, Rafał Suszek, Ewa Błaszczyk) domagali się udzielenia przez PCK pomocy humanitarnej wobec uchodźców i imigrantek we wschodnim pasie przygranicznym, a także podjęcia przez organizację działań związanych z identyfikacją i odnajdywaniem osób zaginionych. Trzecim postulatem było rozliczenie kierownictwa za dotychczasowe zaniechania.

29 września rano działacze kolektywu poinformowali, że zarząd nie spełnił żadnego z postulatów, w tym podstawowego, czyli dostarczenia pomocy humanitarnej osobom w Usnarzu Górnym w formie przedstawianej w liście Danuty Kuroń z sierpnia. Strajk okupacyjny zakończył się po 48 godzinach.

Wniosek o dostęp do strefy

Również 29 września, w godzinach popołudniowych nowy zarząd zwołał konferencję prasową.

"Ustawa o PCK wskazuje na nasz szczególny status, ale też przesądza, że mamy wobec rządu jedynie rolę pomocniczą. Są uwarunkowania wynikające z konwencji genewskich, ale one powodują tylko tyle, że państwo zleca nam jako zadanie zlecone prowadzenie Biura Informacji i Poszukiwań. Prowadzimy, dostajemy na to pieniądze od rządu" - wyjaśniał członek zarządu Mariusz Malewicz.

I dodawał, że prawie wszystkie pieniądze, jakimi dysponuje PCK, to dotacje celowe, o które muszą się ubiegać, startując w przetargach tak jak inne organizacje. Co za tym idzie ich pieniądze, to tzw. "pieniądze znaczone", których nie można wydać na inne cele.

"Nie mamy wolnych środków, które moglibyśmy natychmiast i od ręki wydać na zakup namiotów, sprzętów i wielu innych rzeczy, o które proszono w liście (...)

Możemy udzielać pomocy władzom, ale tylko wtedy, kiedy nas o to poproszą. Założenie, że będziemy mogli przejść przez szpaler strażników granicznych i spotkać się z uchodźcami w Usnarzu, jest całkowicie bezsensowne. My takiej możliwości nie mamy. Nie posiadamy żadnego immunitetu" - mówił Malewicz.

"Inne organizacje mogą sobie pozwolić na różne działania. My jesteśmy umocowani w strukturach międzynarodowych, jesteśmy stuletnią organizacją. Mamy inne obowiązki, nie możemy sobie pozwolić na postępowanie, które narażałoby nas na konflikt z prawem" - dodawał prezes Jerzy Bisek.

Przedstawiciele PCK poinformowali, że zwrócili się w środę do Prezydenta, Premiera, Marszałek Sejmu oraz Szefa MSWiA i MSZ, by uwzględnili oni w rozporządzeniu dotyczącym stanu wyjątkowego możliwość dopuszczenia PCK do działania na terenach objętych stanem wyjątkowym. Prośba ta pozostała jak na razie bez odzewu.

"Wzywamy szeregowych członków"

PCK ponownie podkreślało, że jest w kontakcie z Białoruskim Czerwonym Krzyżem, który dostarcza pomoc uchodźcom w Usnarzu. W Polsce zaś - organizuje w pięciu miastach w okolicy strefy stanu wyjątkowego punkty dystrybucji paczek z produktami pierwszej potrzeby oraz dostarcza pomoc do ośrodków dla uchodźców.

Presja społeczna na Polski Czerwony Krzyż jednak nie ustaje. Organizatorzy akcji "PCK na granicę" wystosowali pismo do szeregowych, terenowych działaczy i działaczek instytucji, wzywając ich "do poszukiwania proceduralnych ścieżek i sposobów działania mimo bezwładu moralnego kierownictwa, a wreszcie – o śmiałe niesienie pomocy tam i tym, gdzie i którym potrzebna jest najbardziej".

"Czekają na Was w okolicach bagien i lasów pogranicza, zostawieni sami sobie przez brutalną i zabójczą nekropolitykę, w której z pełną świadomością, cynizmem i brutalnością uczestniczy polski rząd. Oni i One umierają patrząc na innych umarłych"

- czytamy w odezwie.

Wszystko wskazuje na to, że takie ruchy rzeczywiście mają już miejsce. W piątek 1 października stowarzyszenie Homo Faber poinformowało, że nawiązali bezpośrednią współpracę z PCK Lublin, który "ze swoim doskonale przygotowanym zapleczem technicznym, logistycznym, sortowniami, setkami gotowych do pomocy wolontariuszy – będzie prowadzić zbiórkę i dostarczać rzeczy do miejsc, w których będzie zapotrzebowanie".

Homo Faber jest jedną z kilkunastu organizacji tworzących Grupę Granica, która monitoruje strefę przygraniczną, pomagając bezpośrednio napotkanym osobom i dokumentując push backi, czyli wypchnięcia na granicę.

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Przeczytaj także:

Komentarze