0:00
10 stycznia 2022

Nowy czeski rząd wraca do Europy. Ale problemów ma tyle, że wydaje się rządem samobójców

Problemy czeskiego rządu Petra Fiali są zadziwiająco podobne do polskich. Koronawirus, drożyzna, inflacja 8 proc. Ale pomysły na ich rozwiązania - jakby inne. Chcą np. mówić prawdę, a nie manipulować. Zbyt ryzykowne?

Wydrukuj

Nowy czeski rząd rozpoczyna pracę w najcięższych od rozpadu Czechosłowacji 30 lat temu warunkach. Musi uporać się z koronawirusem, drożyzną i rosnącą inflacją. Musi wreszcie uporządkować przetrąconą przez pandemię gospodarkę i przywrócić równowagę w polityce krajowej.

Praga staje również przed wielkimi wyzwaniami bezpieczeństwa międzynarodowego. 1 lipca Republika Czeska obejmuje po Francji rotacyjne przewodnictwo w Unii Europejskiej. Tam - oprócz skutków pandemii oraz transformacji energetycznej - będzie musiała zmierzyć się z coraz większymi ambicjami Moskwy.

Premier Petr Fiala jasno określa kierunek, którego chce się trzymać. Nie będzie poszukiwania partnerstwa z Rosją czy Chinami, nie będzie trzeciej drogi.

Czeska centroprawica wraca do swych korzeni: stawia na Europę i głębszą integrację ze strukturami euroatlantyckimi.

Trudności czekające gabinet Fiali każą myśleć, że to rząd samobójców. Lecz jeśli im się powiedzie, będzie to rząd nieśmiertelnych.

To będzie ciężki rok dla republiki

“Jest pierwszy dzień 2022 roku, lecz ja niestety nie mam dla Was dobrych wieści. Ten rok najprawdopodobniej będzie jednym z najtrudniejszych i najcięższych od czasu powstania niepodległej Republiki Czeskiej” - oświadczył premier Czech w pierwszym noworocznym orędziu do narodu.

Za największe wyzwania dla kraju Fiala uznał rosnące ceny energii, inflację oraz covid. O zaniedbania obwinił poprzedników, jednocześnie zapowiedział:

  • współpracę z partnerami w UE,
  • cięcia kosztów funkcjonowania państwa,
  • a wreszcie inwestycje w bezemisyjne źródła energii, co ma spowolnić wzrost cen.

W kwestii pandemii uznał, że należy się szczepić i do niej przyzwyczaić.

Wystąpił na tle flag Unii Europejskiej, Czech i - czego nie było wcześniej - NATO.

Szef czeskiego rządu nie wygłosił jeszcze swojego exposé. Można przewidywać, że gdy wystąpi przed parlamentem, powtórzy główne tezy z orędzia noworocznego. Jak skomentował portal informacyjny aktualne.cz, slogan wyborczy byłego premiera Andreja Babiša “będzie lepiej”, zastąpiło hasło “będzie gorzej”.

Sojusz dwóch wyborczych bloków

Nowy gabinet zaczyna pracę w ryzykownym sojuszu dwóch startujących w zeszłorocznych wyborach bloków (SPOLU oraz Piraci i Burmistrzowie). Liczy jednak aż pięć partii politycznych o dość rozbieżnej orientacji.

Najważniejszym ugrupowaniem jest prawicowa Obywatelska Partia Demokratyczna (ODS) Petra Fiali - do niedawna względnie eurosceptyczna, ale obecnie - m.in. za przyczyną konfliktów między UE a Polską i Węgrami - coraz mniej kwestionująca zasady funkcjonowania wspólnoty.

ODS wróciła do władzy po 7 latach w opozycji. Ma pięciu ministrów (finansów, sprawiedliwości, kultury, obrony, transportu) i premiera.

Czterech przedstawicieli do gabinetu Fiali przychodzi z ugrupowania STAN (Starostové a nezávislí, czyli Burmistrzowie i Niezależni) - konserwatywno-liberalnego ruchu samorządowego, ale o większych niż samorządy ambicjach politycznych. Dostali ministerstwo gospodarki, szkolnictwa oraz spraw europejskich. Szef ruchu Vít Rakušan został ministrem spraw wewnętrznych i pierwszym wicepremierem.

Ludowcy (KDU-ČSL, czyli czes. Křesťanská a demokratická unie – Československá strana lidová, Unia Chrześcijańska i Demokratyczna – Czechosłowacka Partia Ludowa) mają w nowym rządzie trzy resorty: pracy, rolnictwa oraz środowiska. Ministrem pracy i wicepremierem jest szef partii Marian Jurečka.

Konserwatywna światopoglądowo, lecz liberalna gospodarczo partia Tradycja Odpowiedzialność Prosperity '09 (Tradice, Odpovědnost, Prosperita, TOP 09) do rządu wprowadziła dwóch ministrów: nauki i zdrowia.

Wreszcie piąta, progresywna, liberalna i prounijna Partia Piratów (Česká pirátská strana) ma w rządzie trzy teki: spraw zagranicznych, ds. cyfryzacji i rozwoju regionalnego oraz ds. legislacji.

W nowym rządzie zasiadają tylko trzy kobiety: Jana Černochová z ODS na stanowisku ministra obrony, Anna Hubáčková z KDU-ČSL jako ministra środowiska oraz Helena Langšádlová z TOP 09 - ministra nauki.

Wspólnota wartości, nie celów

W 2017 roku ówczesny szef Partii Piratów Ivan Bartoš - rozpoznawalny dzięki swoim długim dredom, grający m.in. w punkowej kapeli - powiedział mi, że po następnych wyborach będą w rządzie. Nie przewidział tylko, że razem z ODS.

Wizerunkowe ale i światopoglądowe rozbieżności między ODS a Piratami są bardzo wyraźne.

ODS przez długi czas uważana była za “partię tłustych kotów”. Od 1992 roku rządziła w Czechach pięciokrotnie, miała prezydenta (Václava Klausa), łączona była zarówno z sukcesami transformacji gospodarczej, jak i z kilkoma aferami. Reprezentuje tradycyjny sposób uprawiania polityki.

Piraci to natomiast ugrupowanie żywiołowe, rozumiejące wyzwania współczesności, takie jak rewolucja cyfrowa, kryzys klimatyczny czy globalne migracje. Mieli odwagę otwarcie krytykować autorytarne władze w Rosji, Turcji i Chin za łamanie praw człowieka. Jasno stawiają sprawę ochrony klimatu. Popierają Europejski Zielony Ład, w tym całkowitą neutralność klimatyczną UE od 2050 roku, a także rozwój energetyki odnawialnej.

ODS już tak precyzyjna nie jest: z jednej strony podkreśla konieczność ograniczenia emisji CO2 , ale stawia przy tym na energetykę jądrową i otwarcie krytykuje “klimatycznych ekstremistów”, do których wlicza Gretę Thunberg.

“Jako historyk i politolog wiem, że w przeszłości emocjonalne podejście wielokrotnie prowadziło do wielkich tragedii” - komentował Fiala wystąpienie młodej Szwedki na forum ONZ.

Koalicję wiąże jednak wspólnota fundamentalnych zachodnich wartości: poszanowania dla demokracji, trójpodziału władzy i praw człowieka.

Nieprzyjaciel w pałacu prezydenckim

Głównym politycznym wyzwaniem dla gabinetu Fiali jest współpraca z prezydentem Milošem Zemanem. Przez ostatnie lata wypracował on dość niekonwencjonalny i nie zawsze konstytucyjny sposób ingerowania w prace rządu, w czym zapewne pomogła bliska relacja z byłym premierem Andrejem Babišem.

Posłuchaj także:

Choć to nie był obszar kompetencji prezydenckich, szef państwa omawiał z rządem działania w polityce krajowej i międzynarodowej, a ministrowie przyjeżdżali do niego na konsultacje.

Zarówno Zeman, jak i Babiš nie mieli problemu z kontaktami (i kontraktami) z Rosją i Chinami, rosyjskimi i chińskimi inwestycjami w regionie oraz inicjatywami politycznymi wschodnich mocarstw w Europie Środkowej. Zeman uważany jest za rusofila, Babiš zaś za koniunkturalistę.

Do tego po wyborach, pomimo pozyskania przez koalicję 108 mandatów w 200-miejscowej Izbie Poselskiej (niższej izbie parlamentu), prezydent próbował powierzyć misję powołania rządu ugrupowaniu Babiša. Motywował to tym, że ANO samodzielnie zdobyła 78 mandatów. Ta próba nie powiodła się, bo ANO nie była w stanie stworzyć większościowej koalicji. Babiš dobrze też wie, jak trudna sytuacja panuje w kraju i na świecie, i nie chce ryzykować spadku poparcia - nie jest bowiem tajemnicą, że w 2023 roku chce po Zemanie ubiegać się o fotel prezydencki.

Gdy już było wiadomo, że to Petr Fiala stanie na czele nowego rządu, prezydent zastrzegł, że przed zaprzysiężeniem zamierza się spotkać ze wszystkimi kandydatami na ministrów. Z początku odmówił nominacji na szefa dyplomacji Jana Lipavskiego z Partii Piratów.

Wycofał się dopiero pod groźbą skargi do Trybunału Konstytucyjnego.

Jak zauważył politolog Lubomír Kopeček cytowany przez niezależny “Deník N”, za Fiali na pewno nie powtórzy się sytuacja, jaka miała miejsce za poprzedniej władzy, gdy “premier wyraźnie ustępował prezydentowi”.

Zeman to twardy gracz, obecny w czeskiej polityce od 1990 roku. Cieszy się dużym poparciem społecznym. W ostatnim czasie ma jednak poważne problemy ze zdrowiem. Porusza się na wózku i żywiony jest za pomocą sondy żołądkowej.

Będziemy mówili prawdę

Fiala będzie też musiał nadal wyciszać w swojej ODS eurosceptyczną, prowyszehradzką i przeciwną ambitnej polityce ochrony klimatu “starą gwardię”, reprezentowaną m.in. przez europosłów Jana Zahradila i Alexandra Vondrę. Ta frakcja w wielu kwestiach wyraża stanowisko podobne do prezydenta Zemana, utrzymuje dobre relacje z PiS w Polsce i Fideszem na Węgrzech.

Sam premier do niedawna reprezentował eurosceptyczne skrzydło w ODS.

Nie wiadomo, co spowodowało woltę. Być może to realizm, odpowiedzialność za kraj, reakcja na zagrożenie z Rosji, a może doświadczenie wyniesione z ostatnich lat pracy w parlamencie.

W czasie rządów Babiša okazało się, że UE potrafi bronić interesów czeskich. Gdy doszło do konfliktu interesów państwa i byłego premiera, ówczesna opozycja - ODS i Piraci - zyskała nieoczekiwane wsparcie ze strony Komisji Europejskiej. W Czechach coraz wyraźniej słychać również krytykę Grupy Wyszehradzkiej w związku z autorytarnym zwrotem w Polsce i na Węgrzech. Instytucje unijne pomagają też Czechom rozwiązać spór dotyczący elektrowni w Turowie na polsko-czeskim pograniczu.

Ze Słowakami - tak. Z Polską i Węgrami - niekoniecznie

Współpraca Czech i Słowacji nie wymaga udziału dodatkowych struktur i organizacji. Każdy czeski premier od 1993 roku (rozpadu Czechosłowacji) pierwszą wizytę zagraniczną składa w Bratysławie. To samo zapowiada Fiala.

Do tego prezydentura Zuzany Čaputovej pokazała Czechom, że politykę da się uprawiać inaczej niż za pomocą kłamstw i manipulacji.

Sama Čaputová wielokrotnie odwoływała się do czechosłowackiego dziedzictwa, wyrażanego przez ojca-założyciela Czechosłowacji Tomasza Garrigue’a Masaryka i Václava Havla.

Fiala tę samą drogę obrał w noworocznym wystąpieniu:

“Będę do was mówił otwarcie, ponieważ wierzę, że to jedyna droga, dzięki której możemy zacząć rozwiązywać większość męczących nas problemów” - zaznaczył.

Wyszehradzki problem z PiS i Orbánem

Natomiast antydemokratyczny dryf Polski i Węgier, procedura dotycząca naruszeń praworządności prowadzona przez Komisję Europejską w ramach artykułu 7, związki Viktora Orbána z Kremlem czy wreszcie podważanie współpracy polsko-amerykańskiej w ramach “lex TVN” nawet w ODS ma coraz więcej krytyków. Zaczyna dominować pogląd, że V4 (Grupa Wyszehradzka, czyli Czechy, Polska, Słowacja i Węgry) to bardziej obciążenie, niż korzyść, która marginalizuje region.

“Według mnie współpracę w ramach V4 należy postrzegać realistycznie - to platforma komunikacji między przedstawicielami władz, parlamentów i ministerstw” - powiedział w czeskiej telewizji nowy minister spraw zagranicznych Lipavsky.

Nowy czeski minister ds. europejskich Mikuláš Bek poszedł jeszcze dalej. W opublikowanym po Nowym Roku wywiadzie dla dziennika „Hospodářskie noviny” powiedział, że

Budapeszt i Warszawa ryzykują izolację nie tylko w Unii, ale nawet w samej Grupie.

“Węgry i Polska dziś toczą poważny spór z resztą UE, a Czechy i Słowacja grają na inną nutę. Tak więc mamy bardziej Polskę i Węgry przeciw Czechom i Słowacji – zaznaczył. – Sens współpracy na poziomie całej V4 jest osłabiony. To może się jednak zmienić po wyborach w obu krajach, w przypadku Węgier już być może w tym roku”.

Dodał, że w sporze o praworządność między UE a Polską i Węgrami Czechy nie staną po stronie wyszehradzkich partnerów. “Nie może być inaczej” - zaznaczył.

W tym samym wywiadzie minister Bek wyraził możliwość wejścia Czech do strefy euro i mocniejszego osadzenia kraju w strukturach unijnych. Zrobił to jako pierwszy od wielu lat przedstawiciel czeskiego rządu: “Będę przekonywał naszych kolegów, że dalsza integracja to nasza kotwica” - mówił. Stawia na ściślejszy sojusz z Niemcami, Austrią i Francją.

Kto na Hrad?

Zmiana rządu w Czechach oznacza jeszcze jedno: po ośmiu latach z rządu odszedł Andrej Babiš - miliarder i bezideowy populista, któremu sąd dowiódł, że był agentem komunistycznych służb bezpieczeństwa i który obiecywał Czechom, że pokieruje krajem jak swą gigantyczną firmą agrochemiczną Agrofert.

Niewykluczone, że jego wycofanie się to tylko czasowy manewr:

populiści ustąpią na jedną kadencję, by powrócić w chwale, gdy już upadną rządy mierzące się z drożyzną, pandemią i koniecznością zaciskania pasa.

Babiš stoi na czele największej partii opozycyjnej. Wszystko wskazuje, że wystartuje w wyborach prezydenckich w 2023 roku. A w grze o Hradčany może liczyć na poparcie Zemana. Byłoby to zwieńczenie jego kariery biznesowej i politycznej. Pasowałoby także do przydomka “czeski Trump”, którym nazywa go zachodnia prasa.

Lista kandydatów na Hrad powoli się wydłuża. Na razie najpoważniejszym konkurentem Babiša jest emerytowany generał Petr Pavel - były szef sztabu Czeskich Sił Zbrojnych i szef Komitetu Wojskowego NATO w latach 2015-2018 (pierwszy w historii człowiek z dawnego Układu Warszawskiego na tym stanowisku). Pavel cieszy się dużą popularnością, reprezentuje bardzo wysoki poziom intelektualny i moralny. Zainicjował ogólnokrajową akcję charytatywną “Spolu silnější”, wspierającą służbę zdrowia w walce z pandemią.

Podwyżki obiecane, w budżecie dziura

Czechy mocno odczuwają skutki pandemii. W 10-milionowym kraju zarejestrowano 36 397 zgonów przypisywanych COVID-19 (dla porównania - w 38-milionowej Polsce to 98 666). Średnio w Czechach tygodniowo notuje się ok. 5,5 tysiąca przypadków zachorowań. W pełni zaszczepione jest 62,3 procent populacji kraju.

Poprzedni rząd w czasie kampanii wyborczej, pomimo wysokiej liczby zakażeń, nie wprowadzał zbyt wymagających ograniczeń. Do tego według sondaży blisko 1/5 Czechów wierzy w teorie spiskowe dotyczące koronawirusa, co przekłada się na wciąż zbyt niski poziom szczepień.

Babiš zostawił też po sobie niewygodne dla nowego rządu obietnice. Jego gabinet zaproponował nauczycielom 3-procentowe podwyżki. Rząd Fiali już poinformował, że budżet nie wytrzyma podwyżek wyższych niż 2 procent. Na wiosnę można więc się spodziewać w Pradze pierwszych antyrządowych protestów.

Ani dwu-, ani trzyprocentowa podwyżka nie wyrówna jednak straty wynikającej z inflacji, która w listopadzie wyniosła 6 procent i - jak przewidują ekonomiści -

w styczniu 2022 roku może sięgnąć 8 procent.

To najwięcej od 1992 roku. Zdaniem nowego rządu najwcześniej uda się ją wyhamować pod koniec roku.

Benzyna w Czechach jest najdroższa od siedmiu lat, ceny prądu mają wzrosnąć od 30 do 50 proc., a gazu - 50 do 70 procent.

Czeski rząd w kwestii cen energii wynikającej m.in. z dużego udziału energetyki węglowej w rynku (ponad 40 proc.) i tym samym dużego udziału kosztów emisji dwutlenku węgla, wyjątkowo ma sojusznika w Polsce.

Ale spór z Warszawą, dotyczący kopalni w Turowie, schodzi już na dalszy plan. Choć minister Lipavský omawiał tę sprawę z partnerami zagranicznymi, jej rozwiązanie nie jest dla rządu w Pradze priorytetem. W tej chwili wystarczające dla Czech są zabezpieczenia TSUE i działania Komisji Europejskiej.

Udostępnij:

Michał Zabłocki

dziennikarz, aktywista klimatyczny, były korespondent PAP w Moskwie, Pradze i Bratysławie, obecnie stypendysta programu Marcina Króla think-tanku Visegrad Insight. Autor książki “To nie jest raj. Szkice o współczesnych Czechach”. Mieszka w Budapeszcie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne