Ryszard Petru twierdzi, że deficyt budżetowy Polski po 1989 r. nigdy nie opiewał na tak olbrzymią sumę, jaką PiS zaplanował na 2017 rok. Ma rację, ale w odniesieniu do całej gospodarki suma jest już mniej przerażająca - i bywało dużo, dużo gorzej


Minister Szałamacha zaplanował deficyt budżetowy na poziomie 59,3 mld zł (2,9 proc PKB) - to nominalnie najwyższy deficyt ze wszystkich rządów po 1989 roku.

Ryszard Petru, Facebook Ryszarda Petru - 24/08/2016

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta


Prawda. To największy nominalny deficyt w historii. Ale niewiele to znaczy.


Rząd zapowiedział, że w 2017 r. budżet polski zadłuży się na 59,3 mld zł. Faktycznie, jeszcze nigdy wcześniej żaden rząd nie pożyczył w jednym roku takiej kwoty. Najbliżej była ekipa PO-PSL w 2010 r. Pożyczyli wtedy 44,6 mld zł.

Nominalna wartość deficytu jest jednak wartością zwodniczą – niewiele mówi o stanie finansów publicznych, ani zagrożeniach, jakie ten deficyt niesie.

Istotniejszy jest poziom deficytu wyrażony jako procent PKB, czyli w odniesieniu do rozmiaru polskiej gospodarki. 59,3 mld stanowić będzie 2,9 proc. PKB. To dużo mniej alarmująca wiadomość.

Nominalnie deficyt planowany na rok 2017 jest o jedną trzecią większy od tego z 2010 roku. Jednocześnie jednak jako część PKB ten z 2017 będzie jedną czwartą mniejszy od tego z 2010 r. kiedy wyniósł ok. 4 proc. PKB.

Należy przy tym pamiętać, że po 1989 r. nie było roku, w którym Polska nie zaciągnęłaby pożyczki, a deficyt planowany na 2017 rok – jako odsetek PKB – będzie jednym z niższych w ostatnim 10-leciu.

Jednocześnie budżet na 2017 r. znajduje się bardzo blisko 3-procentowego progu ostrożnościowego, czyli poziomu deficytu, który zarówno Konstytucja Polski jak i wytyczne UE uznają za “zdrowy”. W przypadku nieprzewidzianych wydatków rząd PiS może więc łatwo go przekroczyć. Sama wysokość progu jest raczej arbitralna, ale jego przekroczenie będzie wiązało się z kłopotliwymi konsekwencjami. UE może wtedy objąć Polskę procedurą nadmiernego deficytu.



To zapisana w traktatach unijnych procedura, która ma odstraszać państwa członkowskie od zaciągania zbyt dużych zobowiązań. Rada UE zarządza ją, gdy zadłużenie danego państwa przekroczy 60 proc. PKB lub jego deficyt w danym roku będzie wyższy niż 3 proc. PKB.

Procedura „odstraszająca” została już zastosowana dla Polski w 2009 r. z powodu przekroczenia progu 3 proc. PKB. W efekcie rząd przez klika lat nie mógł np. obniżać stawki VAT ani podwyższać pensji w budżetówce. Po 2011 r. sytuacja poprawiła się, głównie dzięki przejęciu 130 mld zł z OFE, a nie rozwiązaniom długotrwałym.

W czerwcu 2015 r. Rada ostatecznie odstąpiła od procedury.

Pozostaje pytanie, co będzie dalej z polskim deficytem. Z jednej strony program Rodzina 500 plus i planowane obniżenie wieku emerytalnego na pewno będą obciążeniem dla budżetu. Jednak z drugiej strony dodatkowe wpływy mogą przynieść uszczelnienie systemu podatkowego oraz nowe podatki: bankowy i od supermarketów, choć na razie wpływy z nich są mniejsze niż zaplanowano w budżecie.

Kluczowe będzie, czy uda się uzyskać zakładany wzrost PKB na poziomie 3,6 proc. w połączeniu ze wzrostem inflacji do planowanych 1,3 proc. Bez tego zabraknie dochodów budżetowych.


Abonament na wolność słowa

Socjolog, absolwent Uniwersytetu Cambridge, analityk Fundacji Kaleckiego. Publikował m.in. w „Res Publice Nowej”, „Polska The Times”, „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Dzienniku Opinii”.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym