Polska po 1989 roku to nie była „zdrowa Polska”. Tylko PiS jest dobry. Nie wolno krytykować naszej reformy sądownictwa, bo jest jedynie słuszna, a ustawa o IPN to nasz oręż w walce o Polską prawdę historyczną, za to Unii Europejskiej - tej wyimaginowanej wspólnocie - wara od nas. Przypominamy opinie i poglądy prezydenta Dudy

„Panie prezesie, melduję wykonanie zadania!” – tymi słowami skierowanymi do swego brata i szefa swojej partii na wieczorze wyborczym rozpoczął w 2005 roku swoją prezydenturę Lech Kaczyński. Dziesięć lat później wierny partyjnej tradycji prezydent Andrzej Duda wygłosił laudację Jarosława Kaczyńskiego. „Trzeba być wielkim człowiekiem, wielkim patriotą, absolutnie przekonanym do realizacji swojej idei budowy silnej Polski, idei tej, którą ma PiS, by mimo oczywistych, jak u każdego człowieka, własnych ambicji, oddać pałeczkę̨ władzy w ręce ludzi, z którymi dotychczas pan blisko współpracował” – mówił Duda do prezesa PiS 13 listopada 2015 roku.

I jeszcze do Kaczyńskiego: „Z całą pewnością jest pan wielkim politykiem, z całą pewnością jest pan wielkim strategiem, ale ja muszę dodać jeszcze jedno (…) – jest pan wielkim człowiekiem”.

Prezydent oznajmił, że jest „pełen podziwu” dla Kaczyńskiego, gdyż podjął „wielkie ryzyko”, kiedy „zdecydował pan, że ja będę kandydatem na prezydenta”.

Trzy dni później prezydent odwdzięczył się za okazane mu zaufanie. 16 listopada, choć wyrok sądu nie był jeszcze prawomocny, ułaskawił byłego szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusza Kamińskiego i jego trzech współpracowników skazanych za nadużycie władzy. Tego samego dnia Kamiński został zaprzysiężony na ministra ds. służb specjalnych. „Postanowiłem w swoisty sposób uwolnić wymiar sprawiedliwości od tej sprawy” – wytłumaczył prezydent.

Z pomocą partii rządzącej Duda pospieszył również w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Nocą z 2 na 3 grudnia 2015 roku odebrał w Pałacu Prezydenckim ślubowanie od czterech osób wybranych kilka godzin wcześniej głosami PiS w Sejmie na sędziów TK. Prezydent nigdy nie odebrał natomiast przysięgi od sędziów TK, których prawomocnie wybrał poprzedni Sejm, przy sprzeciwie PiS.

Polska po 1989 roku to nie była „zdrowa Polska”

Andrzej Duda jest prezydentem III Rzeczpospolitej, ale wielokrotnie krytykował obowiązującą konstytucję, kwestionował osiągnięcia państwa zbudowanego po 1989 roku, poddawał w wątpliwość jego historyczne i moralne fundamenty.

Podczas rocznicy Grudnia 1970 roku ogłosił, że jest mu wstyd za III Rzeczpospolitą, która „nie zdała egzaminu sprawiedliwości, nie zdała egzaminu uczciwości, a w tym ostatnim względzie nie zdała egzaminu elementarnej przyzwoitości i gospodarności” (17 grudnia 2015).

Na pogrzebie „Inki” i „Zagończyka”, ofiar terroru komunistycznego, stwierdził: „o ile do [19]89 roku można powiedzieć, że był ustrój tych samych zdrajców, którzy zamordowali »Inkę« i »Zagończyka«, to przecież po ’89 roku – teoretycznie nie. To jak to się stało, że aż 27 lat trzeba było czekać, by Polska mogła pochować swoich bohaterów?” (28 sierpnia 2016).

W TVP Historia prezydent ocenił, że w III RP, poza okresem prezydentury Lecha Kaczyńskiego, „patriotyzm był niemodny, prawda historyczna była niemodna”. „Cały czas wstyd, wstyd, cały czas Polacy tacy siacy – mówił. – No przepraszam uprzejmie, my mamy z czego być dumni i powinniśmy być dumni. To inni mają się czego wstydzić – nie my”.

Według Dudy przez całe lata dziewięćdziesiąte „fałszowano obraz nasz w nas samych. To jest po prostu jakaś kompletna aberracja”. Po co to było realizowane? – pytał Duda „Po to, żeby nad nami zapanować w ramach jakichś wielkich organizmów międzynarodowych, żebyśmy byli pokorniejsi w ramach Unii Europejskiej?”.

Jego zdaniem „bardzo wiele wpływowych miejsc we współczesnej Polsce, (…) w mediach i różnych innych wpływowych instytucjach, fundacjach itd. zajmują osoby, których rodzice czy dziadkowie aktywnie walczyli z żołnierzami wyklętymi w ramach utrwalania ustroju komunistycznego, czyli, krótko mówiąc, byli zdrajcami. (…)

No, trudno się w związku z tym dziwić, że oni nie są zainteresowani, żeby żołnierze niezłomni byli nazywani bohaterami, żeby pokazywać tą prawdę, kto tu rzeczywiście walczył o wolną Polskę, a kto ją oddawał w sowieckie ręce i był sowieckim namiestnikiem w naszym kraju”.

„Dzisiaj dzieci i wnuki zdrajców Rzeczypospolitej, którzy tutaj walczyli o utrzymanie sowieckiej dominacji nad Polską, zajmują wiele eksponowanych stanowisk w różnych miejscach. W biznesie, w mediach, w różnych wpływowych miejscach. Oni nigdy nie będą się chcieli zgodzić na to, żeby prawda o wyczynach ich ojców, dziadków i pradziadków zdominowała polską narrację historyczną” (30 kwietnia 2017 roku).

W 35. rocznicę powstania Solidarności Walczącej prezydent skrytykował kompromisową strategię głównego nurtu „Solidarności” w latach 80. i ewolucyjną drogę wyjścia Polski z komunizmu.

„Właściwie nie chcieliście żadnego kompromisu, nie godziliście się na to” – mówił do działaczy SW. „Nie byliście wśród tych, którzy popierali działania związane z Okrągłym Stołem, bo uważaliście, że to rozwiązanie połowiczne, że to pójście na kompromis. Prawda jest taka, że było to rozwiązanie połowiczne, czego dowiodły połowicznie wolne wybory w 1989 roku i operacja SB, prowadzona przeciwko ludziom Solidarności Walczącej, która została zamknięta dopiero w lutym 1990 roku. Dlatego mówimy, że w 1989 roku komunizm upadł teoretycznie i teoretyczna była wolność Polski” (21 czerwca 2017).

Podczas konferencji „Konstytucja dla obywateli, nie dla elit” w Gdańsku prezydent określił obowiązującą konstytucję jako „konstytucję mniejszości”, bo „spośród uprawnionych do głosowania głosowało za nią tak naprawdę 22 proc.” (25 sierpnia 2017).

„Potrzebujemy jeszcze lepszej konstytucji w naszym państwie, tak, by dawała jeszcze większe szanse rozwoju (…). Tak, żeby w naszym kraju rzeczywiście istniała równowaga władz, a nie sędziokracja, tylko prawdziwa demokracja, taka jak powinna być” – mówił w Gliwicach (7 czerwca 2017).

Polska po 1989 roku nie była, według prezydenta, „zdrową Polską”. „To nie była zdrowa Polska, jeżeli polski parlament, niby po przełomie, wybiera komunistycznego dyktatora na pierwszego prezydenta III Rzeczpospolitej. I zagłosowali za nim także, przynajmniej niektórzy, ludzie, którzy, wydawało się, że właśnie byli zaangażowani w przywracanie nam wreszcie wolności. Czy można więc mówić, że była to Polska w pełni wolna? Nie była” (31 sierpnia 2016).

¨W Drawsku Pomorskim Duda stwierdził, że na początku lat 90. te ziemie przeżyły „niezwykły wstrząs, (…) gdy zamordowano państwowe gospodarstwa rolne. Ilu ludzi straciło wtedy swoją pracę, sens życia, zeszło – niestety – na manowce życia, dla ilu ludzi źle się to skończyło… Jeszcze cały czas zmagają się dzisiaj Państwo tutaj z wynikłymi z tamtych błędów – czy wręcz w jakimś sensie zbrodni uczynionych na organizmie Rzeczypospolitej – kłopotami” (12 lipca 2019).

PiS to jest dobra zmiana

Choć przestał być członkiem Prawa i Sprawiedliwości po wyborze na głowę państwa, prezydent nie szczędził pochwał swojej macierzystej partii. Pod adresem oponentów rządów PiS wysuwał natomiast najdalej idące oskarżenia.

Podczas spotkania z mieszkańcami Otwocka przekonywał, że dopiero po zmianach, które chce przeprowadzić PiS, „można będzie mówić – w Polsce zaczyna być prawdziwa demokracja”. Według niego, „ci, którzy dzisiaj mówią, że trzeba bronić demokracji, chcą bronić tego, co było przez ostatnie osiem lat – tych wszystkich afer, które były zamiatane pod dywan”.

Na antyrządowych demonstracjach widział „twarze właśnie tych, którzy w ostatnim czasie bardzo dużo stracili (…) – jak to się niektórzy śmieją, »ojczyznę dojną racz nam wrócić Panie«, mówią ci ludzie”.

Zapewnił, że „prezydent się nie boi” i że będzie „realizował swoje. Nie zniechęci mnie do tego żaden krzyk, żadne kalumnie rzucane przez ludzi, którzy zostali w ostatnim czasie »odspawani« od stołków, na których wydawało im się, że będą siedzieli przez lata” (8 marca 2016).

W Pleszewie prezydent oświadczył: „Nie pozwolimy sobie odciąć rąk tylko dlatego, że jest grupa ludzi związanych z poprzednią władzą, którzy uważają, że będą stanowili tamę dla całego procesu zmian. I śmieją się, że można uchylić wszystko, z [programem] 500 plus włącznie. (…) Jeżeli komuś się wydawało, że poprzez skok na Trybunał Konstytucyjny uniemożliwi nam dokonanie zmian w Polsce i realizację naszego programu, to się mylił. Bo my jesteśmy zdeterminowani do tego, aby ten program zrealizować. I nie cofniemy się przed tym” (20 października 2016).

Odczepcie się od naszej reformy sądownictwa

Duda odrzucał krytykę zmian wprowadzanych w sądownictwie przez rząd PiS.

„Reforma wymiaru sprawiedliwości jest potrzebna. Krzyk jest zwłaszcza ze strony ludzi, którzy są dzisiaj panami życia i śmierci innych, bo decydują, kto będzie miał awans sędziowski” – stwierdził w PAP (24 maja 2017).

Prezydent ostro ocenił polskich europosłów, którzy głosowali za krytyczną wobec polityki rządu rezolucję Parlamentu Europejskiego.

„Sześciu europosłów teoretycznie polskich, a przynajmniej z Polski, głosowało przeciwko Polsce. Ja jestem zaszokowany. Dla mnie ktoś, kto głosuje przeciwko Polsce, nie ma prawa się nazywać polskim deputowanym. Taka jest prawda” – stwierdził w TVP Info (17 listopada 2017).

Równie negatywnie Andrzej Duda wypowiadał się o sędziach Sądu Najwyższego, krytycznych wobec zmian w sądownictwie.

W Trybunale Konstytucyjnym stwierdził, że grupa sędziów SN podejmuje działania, które stanowią „absolutne i jednoznaczne złamanie” konstytucji. „(…) Jeżeli na forum publicznym znaczące postaci polskiego wymiaru sprawiedliwości – mówimy o sędziach Sądu Najwyższego, którzy do niedawna pełnili funkcje prezesów w tym sądzie, poczynając od I prezesa Sądu Najwyższego, poprzez prezesów izb – w sposób otwarty naruszają obowiązujące przepisy prawne i konstytucyjne, lekceważą obowiązujące przepisy ustawowe, to mamy do czynienia z anarchią wywoływaną przez przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości” – oświadczył.

Prezydent ocenił, że „mamy sytuację, w której pewna grupa elity sędziowskiej uważa się za bezkarną i za taką, której polskie prawo nie obowiązuje, tylko dlatego, że im się nie podoba” (18 grudnia 2018).

W tygodniku „Sieci” ocenił debatę polityczną na temat zmian w sądownictwie dokonywanych przez PiS: „trwa ostry spór, bo pewne grupy zostają odsunięte od władzy, tracą te ogromne wpływy, które przez dekady dawały moc decydowania o zawodowym życiu i śmierci wielu ludzi. To był przecież system kooptacji. Jak byłeś posłuszny, robiłeś karierę. Jak nie, przepadałeś”.

Stwierdził, że „mamy w establishmencie medialnym, ale i wielu innych, potworny, stały atak na tą ekipę. Latają w powietrzu najstraszliwsze oskarżenia. (…)

To jest efekt tego, że w mojej opinii następuje dzisiaj w Polsce taka prawdziwa dekomunizacja. A może precyzyjniej – depostkomunizacja. Bo tu nie chodzi tylko o ludzi, którzy byli w strukturach komunistycznych, ale też o tych, którzy stali się beneficjentami porozumienia, do którego w okolicach 1989 roku doszło” (1 października 2018).

Dobra ustawa o IPN. Mamy prawo bronić prawdy historycznej

Prezydent był zdeklarowanym zwolennikiem ustawy o IPN, która groziła karami więzienia osobom zarzucającym Polakom udział w zbrodni Holocaustu. Ustawa została szczególnie mocno skrytykowana w USA i w Izraelu.

W wywiadzie dla TVP Duda powiedział, że nie widzi w projekcie ustawy o IPN niczego, co by nasuwało wątpliwości i nie rozumie tak gwałtownej i nieprzychylnej reakcji strony izraelskiej.

„Uważam, że my mamy prawo jako państwo, jako naród bronić się przed ewidentnym pomówieniem, przed ewidentnym zakłamaniem prawdy historycznej, które jest dla nas ciosem w twarz, w tym wypadku” – mówił Duda.

„Jest pojęcie tzw. kłamstwa oświęcimskiego, które jest piętnowane, za które były już orzekane wyroki, jeżeli ktoś zaprzecza na przykład istnieniu komór gazowych, (…) temu, że miał miejsce Holokaust. I tu jest wszystko w porządku, wolno się bronić, a jeżeli ktoś fałszuje prawdę historyczną i pomawia Polskę i Polaków, to nam nie wolno się bronić i nam nie wolno ustanawiać takich przepisów? No dla mnie ta sytuacja zupełnie niepojęta (…)”.

„Różne gry toczą się na arenie międzynarodowej i (…) bardzo dużo jest dezinformacji na temat Polski, która dla mnie jest (…) swoistą formą narzędzia wojny hybrydowej” – ocenił prezydent.

Zapytany o to, co należy zatem robić, Duda powiedział: „Przede wszystkim spokojnie wyjaśniać sprawę, natomiast nam absolutnie nie wolno się wycofać. Mamy prawo bronić prawdy historycznej” (29 stycznia 2018).

Unia Europejska – „wyimaginowana wspólnota”, która atakuje Polskę

Prezydent często manifestował sceptycyzm wobec Unii Europejskiej jako „wyimaginowanej wspólnoty”.

W Polsat News następująco ocenił wystąpienie Komisji Europejskiej przeciwko Polsce z powodu naruszania praworządności: „Muszę powiedzieć, że jest to decyzja czysto polityczna. Ona nie ma nic wspólnego z żadnym elementem merytorycznym, bo kto zna systemy ustrojowe, jeżeli chodzi o wymiar sprawiedliwości, funkcjonujące w innych krajach europejskich czy na świecie, ten doskonale wie, że te rozwiązania, które my w Polsce przyjęliśmy, nie różnią się od tego, co jest w wielu krajach europejskich, a wręcz przeciwnie, mógłbym powiedzieć, że to są rozwiązania znacznie bardziej demokratyczne niż w wielu krajach europejskich”.

Według prezydenta, w działaniu KE jest „bardzo wiele hipokryzji, nieprawdy, dezinformacji”.

„Bardzo wielu przedstawicieli instytucji europejskich mówi po prostu zwyczajnie nieprawdę o Polsce – kłamią. (…) Chociażby wtedy, kiedy mówią, że u nas są zmiany, które prowadzą do naruszenia zasady państwa prawnego, które powodują obniżenie standardów demokratycznych. Przepraszam bardzo, my zwiększamy standardy demokratyczne.

Najważniejszą instytucją demokratyczną w Polsce jest parlament, Sejm i Senat, które są wybrane w demokratycznych wyborach. (…) Czas zakończyć komunizm w polskim sądownictwie i temu, między innymi, służą te zmiany” – oświadczył (20 grudnia 2017).

„Bardzo często ludzie mówią: ach, po co nam Polska? Unia Europejska jest najważniejsza” – mówił prezydent w Kamiennej Górze.  „To niech sobie ci wszyscy przypomną te 123 lata zaborów. Jak Polska wtedy, pod koniec osiemnastego wieku, swoją niepodległość straciła i zniknęła z mapy, też byli tacy, którzy mówili: a może to lepiej? Swary się wreszcie skończą, te rokosze, te wszystkie insurekcje, te wojny, te awantury, te konfederacje. Wreszcie będzie święty spokój. Tak, ale wkrótce wszyscy się zorientowali, że wojny są dalej, awantury są dalej, tylko już my nie mamy żadnego wpływu i nie decydujemy o sobie. Bo teraz gdzieś daleko, w odległych stolicach, decyduje się o naszych sprawach, to tam zabiera się pieniądze, które my wypracowujemy i tak naprawdę pracujemy na rachunek innych” (12 marca 2018).

W Leżajsku oświadczył w imieniu obozu rządzącego: „Uczynimy wszystko, by Państwo mieli to przekonanie, gdy będą kończyły się nasze kadencje, że w tym czasie zrobiono dla Państwa wiele rzeczy, (…) i że ktoś wreszcie myślał o obywatelach, a nie tylko i wyłącznie o jakichś swoich sprawach czy jakiejś wyimaginowanej wspólnocie, z której dla nas niewiele wynika.

Wspólnota jest potrzebna tutaj, w Polsce, dla nas – własna, skupiająca się na naszych sprawach, bo one są dla nas sprawami najważniejszymi; kiedy nasze sprawy zostaną rozwiązane, będziemy się zajmować sprawami europejskimi” (11 września 2018).

Podczas wizyty w Berlinie stwierdził, że „wielu ludzi sobie zadaje pytanie, dlaczego Unia Europejska zabrania tego, dlaczego Unia Europejska zabrania tamtego. Dlaczego w sklepie, to jest taki banalny przykład, ale dlaczego w sklepie w Polsce nie można już w tej chwili kupić zwykłej żarówki, można kupić tylko żarówkę energooszczędną? Wielu ludzi zadaje sobie takie pytanie. Nie wolno kupić, bo Unia Europejska zakazała. (…) To są problemy, nad którymi zastanawiają się ludzie. Nie wiem, czy to przypadkiem nie jest jedna z przyczyn Brexitu” (23 października 2018).

„Próbują nam dzisiaj na wszystkie sposoby odebrać nasze prawo do posiadania uczciwego, dobrego wymiaru sprawiedliwości, do jego naprawy. Nie pozwólmy na to, aby inni decydowali za nas. My Polacy mamy prawo sami decydować o sobie, o swoich prawach – po to walczyliśmy o demokrację.

Nie będą nam tutaj w obcych językach narzucali, jaki ustrój mamy mieć w Polsce i jak mają być prowadzone polskie sprawy. Tak, tu jest Unia Europejska i bardzo się z tego cieszymy, że jest, ale przede wszystkim tu jest Polska”

– tak prezydent Duda mówił ostatnio, 17 stycznia 2020 roku w Zwoleniu na Mazowszu.

* Jan Skórzyński – historyk i politolog, wykładowca Collegium Civitas. W PRL uczestnik ruchu opozycyjnego, jeden z założycieli Samorządu Studentów Uniwersytetu Warszawskiego. Członek Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie. Pracował w redakcjach „Przeglądu Katolickiego”, „Tygodnika Solidarność”, „Spotkań”, był zastępcą redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” i szefem dodatku „Plus-Minus” (2000-2006). Jest redaktorem naczelnym pisma naukowego „Wolność i Solidarność”.
Napisał m.in. „Rewolucję Okrągłego Stołu”, biografię Lecha Wałęsy, historię Komitetu Obrony Robotników, „Krótką historię Solidarności 1980-1989”. Ostatnio wydał „Nie ma chleba bez wolności. Polski sprzeciw wobec komunizmu 1956-1980”. Jego książki były trzykrotnie nominowane do Nagrody Historycznej im. Kazimierza Moczarskiego. Autor „Kroniki Skórzyńskiego”, która ukazywała się w OKO.press.

Sprawdzamy wszystkie wiadomości. Zwłaszcza TVP.
Wesprzyj walkę z propagandą.

Historyk i politolog, wykładowca Collegium Civitas. W PRL uczestnik ruchu opozycyjnego, jeden z założycieli Samorządu Studentów Uniwersytetu Warszawskiego. Członek Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie. Pracował w redakcjach „Przeglądu Katolickiego”, „Tygodnika Solidarność”, „Spotkań”, był zastępcą redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” i szefem dodatku „Plus-Minus” (2000-2006). Jest redaktorem naczelnym pisma naukowego „Wolność i Solidarność”.
Napisał m.in. „Rewolucję Okrągłego Stołu”, biografię Lecha Wałęsy, historię Komitetu Obrony Robotników, „Krótką historię Solidarności 1980-1989”. Ostatnio wydał „Nie ma chleba bez wolności. Polski sprzeciw wobec komunizmu 1956-1980”. Jego książki były trzykrotnie nominowane do Nagrody Historycznej im. Kazimierza Moczarskiego.


Komentarze

  1. Andrzej Maciejewicz

    Słownictwo, zwroty, gesty zapijaczonego ćwierćinteligenta z przedmieścia. To się podoba. Brawo "inteligent" z Żoliborza. Dokonałeś właściwego wyboru. Dodać do tego fioletowy pysk Głódzia i mamy prawdziwy obraz obecnej władzy.

  2. Sławek Sławkowski

    Te cytaty są dobitnym świadectwem osobowosci człowieka, którego wyciągnieto z 4-go szeregu do pierwszego, a tenże z ochota i dezynwolturą ochoczo opowiada rzeczy z siedmego szeregu, które nawet nie zasługują na komentarz. Ta osoba obraża pojęcie majestatu Rzeczypospolitej! Wszystko co możemy temu panu powiedzieć to – dziękujemy!

  3. Jan Helak

    Swego czasu w pierwszych wyborach do Senatu w 1989 r. kandydował z ramienia PZPR prof. Aleksander Krawczuk – historyk, autor bardzo poczytnego w latach 80. "Pocztu cesarzy rzymskich", a w latach 1986-89 minister kultury i sztuki. W wywiadzie w trakcie kampanii wyborczej powiedział mniej więcej tak (nie zacytuję dosłownie, ale chodzi o sens wypowiedzi): "W czasach republiki rzymskiej senatorem mógł być wybrany tylko ktoś, kto przedtem pełnił inną funkcję publiczną. Czuję się więc uprawniony do kandydowania na fotel senatora na mocy tej starorzymskiej tradycji, jako że wcześniej powierzono mi funkcję ministra kultury…" Prof. Krawczuk wprawdzie senatorem nie został, ale ta starorzymska zasada zasługuje na kultywowanie. Spójrzmy więc z tego punktu widzenia na sylwetki wszystkich prezydentów od 1989 r., nie wartościując stanowisk, a tylko pod kątem wcześniejszego pełnienia funkcji państwowych, tak jak w rzymskim senacie:

    1. Wojciech Jaruzelski – wcześniej minister obrony narodowej, poseł na Sejm, I sekretarz PZPR i premier. Wszystko w czasach PRL, ale przypominam – chodzi tu wyłącznie o fakt sprawowania urzędów publicznych.

    2. Lech Wałęsa – nie zajmował wprawdzie stanowisk państwowych, ale był przewodniczącym największego związku zawodowego, negocjatorem ze stroną rządową, miał autentyczną popularność i wpływ na politykę. Inaczej mówiąc, nie był to żaden Nowhere Man.

    3. Aleksander Kwaśniewski – minister bez teki w rządzie Rakowskiego, prezes PKOl, przewodniczący SDRP, poseł na Sejm.

    • Jan Helak

      4. Lech Kaczyński – poseł na Sejm, prezes NIK, minister sprawiedliwości, prezydent Warszawy (stanowisko mera stolicy państwa często jest trampoliną do prezydentury całego kraju, vide Chirac, Ahmadineżad i zapewne jeszcze paru innych).
      5. Bronisław Komorowski – poseł na Sejm, minister obrony narodowej, marszałek Sejmu.
      6. Andrzej Duda – no OK., podsekretarz stanu w MS i Kancelarii Prezydenta, członek Trybunału Stanu, poseł na Sejm i europoseł. Ale nie zajmował – w odróżnieniu od poprzedników – kluczowych i decyzyjnych stanowisk, jak minister, premier, marszałek Sejmu, przewodniczący instytucji państwowej czy choćby lider partii albo związku zawodowego. Po prostu, do czasu zgłoszenia go do wyborów w 2015 r. był zawsze w drugim szeregu i pies z kulawą nogą o nim nie słyszał. I nagle znikąd zostaje prezydentem… "Nie matura, lecz chęć szczera", jak mawiano we wczesnym PRL-u. Czego więc oczekiwać od kogoś, kto wcześniej tak naprawdę miał niewiele do powiedzenia, o decydowaniu nie wspominając.

      • Andrzej Maciejewicz

        Został kandydatem potem prezydentem za zasługi wobec kaczora. To on, w porozumieniu z Ziobrą – przywróconym do łask za pomysł likwidacji niezależności sądownictwa – przygotowywał plan działania. Prawdopodobnie prez Lech Kaczyński nie był o tym informowany. Nie wiadomo, kto promował Dudę do tej funkcji ani komu przeszkadzał LK w realizacji planu.

      • Jacek Doliński

        Duda miał być kandydatem – atrapą, wystawioną po to, aby nie narażać prezesa Kaczyńskiego na drugą z kolei porażkę wyborczą. Dopiero zastosowana po raz pierwszy w Polsce sieciowa kampania hejtu i ośmieszania prezydenta Komorowskiego (sądzę, że na rosyjskiej licencji) spowodowała odwrócenie sympatii wyborców i wygraną Dudy. Charakterystyczna była reakcja Kaczyńskiego po zwycięstwie Dudy – nieukrywane zdziwienie i zaskoczenie. I ociąganie się z gratulacjami.

  4. Iwona Pochopień

    Jest mi wstyd….Ten Prezydent dorastał w tych latach co ja, uczył się w tych samych czasach… A ja zupełnie inaczej widzę to co się dzieje w Polsce….Ciekawe dlaczego ocenia ludzi inaczej niż ja: bo ma wykształcenie wyższe a ja średnie? Może wyrósł w rodzinie dobrze sytuowanej? Jak to się wtedy nazywało? Bo ja wywodziłam się z rodziny robotniczej- tak się wtedy pisało w "podaniach" do szkoły bądź pracy a on z "inteligeckiej"? Bo nie sprawdzałam… Jeśli jest jak piszę to powiem jedno : szarak w PRL nawet jako nastolatek pamięta jak było… Jemu chyba było lepiej skoro wszystko neguje i taki jest mądry….. Bo ja pamiętam kolejki, to że nic się nie działo, szażyzna….. Po 89 było lepiej. Tak to pamiętam jako nastolatka. Dlaczego on pamięta więcej skoro wtedy był w moim wieku???

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press