0:00
10 listopada 2020

PILNE. Policja zatrzymała Polską Babcię. Bez powodu

Na krótko przed godz. 8.00 10 listopada 2020 na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie funkcjonariusze policji zatrzymali Katarzynę Augustynek, znaną jako Polska Babcia. Zajście filmował reporter OKO.press Robert Kowalski

Wydrukuj

AKTUALIZACJA. Godz. 13.52: Polska Babcia wychodzi z komendy w towarzystwie prawniczki.

Godz. 12.40: Kilka osób zgromadziło się pod komendą na ul. Wilczej, by protestować przeciwko zatrzymaniu Polskiej Babci. Skandują "Zdejmij mundur, przeproś babcię!". Na miejsce podjechał radiowóz, ośmioro funkcjonariuszy legitymuje protestujących.

Protest relacjonuje na żywo dla OKO.press Maciek Piasecki.

"Babcia szła na miesięcznicę smoleńską, zmierzała w stronę pl. Piłsudskiego. Przeszła może ze 300 metrów Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem. W tym czasie policja trzykrotnie próbowała ją zatrzymać. Za trzecim razem skutecznie" - relacjonuje Robert Kowalski.

"Przy policyjnej furgonetce doszło do zamieszania. Przewróciła się, bo policjanci stanowczo ją odpychali, gdy chciała przejść. Po upadku chwycili ją za nogi i ręce i wrzucili do samochodu" - dodaje.

Jak podkreśla nasz reporter był to moment, gdy ruch na Krakowskim Przedmieściu odbywał się normalnie. Babcia nie miała ze sobą transparentu, jedynie płócienną tęczową torbę na ramię.

"Tuż przed godz. ósmą było już wszędzie pełno policji. Jest miesięcznica smoleńska, więc Służba Ochrony Państwa odcina olbrzymią strefę wyznaczoną przez ul. Karową, Królewską i Trębacką. Wyłączony jest wtedy wszelki ruch, nikt nie może przechodzić. Ale kiedy szedłem z babcią, to tej strefy jeszcze nie było. Została zatrzymana »bo tak«" - mówi Kowalski.

Katarzyna Augustynek jest emerytką, od 2015 roku jedną z najaktywniejszych członkiń opozycji ulicznej, współtwórczynią ruchu „Babcie Polskie”, uczestniczką „LITERIADY”, „TVP łże” i dziesiątek innych protestów i kontrmanifestacji. Prowadzi też jednoosobowe pikiety.

Obejrzyj także

Brak faktycznej podstawy

Z relacji Roberta Kowalskiego wynika, że funkcjonariusze zabronili Babci przejść, mimo że po chodniku normalnie poruszały się inne osoby.

"Pytała ich np. »czy ta pani z dwoma pieskami może przejść?«. Policja na to, że ta pani tu pracuje. A babcia w odpowiedzi: »Ale jak to, pracuje z tymi pieskami?«. Była bardzo stanowcza, ale nie przekraczało to granicy. Zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, jak absurdalna była ta interwencja" - wskazuje Kowalski.

Babcię miało otaczać pięciu postawnych funkcjonariuszy. Gdy próbowała przeciskać się między nimi, obchodzić z różnych stron, zagradzali jej drogę i mówili, że przejść nie może. Kazali też się wylegitymować, powołując na art. 15 ustawy o policji.

"To jest artykuł, który mówi tylko o tym, że policja jest uprawniona do przeprowadzania takiej czynności jak legitymowanie. Ale do tego trzeba podać, i babcia doskonale o tym wie, faktyczny powód interwencji. Np. że rzuciła na ulicę papierek. Oni tego drugiego powodu podać nie byli w stanie. Babcia skończyła prawo, jest w tym temacie dobrze przygotowana. Mówiła, że art. 15 nie wystarczy, że chce przejść, pójść na pl. Piłsudskiego, bo dziś miesięcznica" - relacjonuje Kowalski.

Gdy doszło do przepychanek, babcia miała uderzyć jednego z policjantów tęczową torebką.

Po tym, jak funkcjonariusze wrzucili ją do furgonetki,

zdążyła jeszcze odebrać telefon od naszego reportera.

"Zadzwoniłem do niej od razu, gdy ruszyła furgonetka. Powiedziała mi, że jadą na Wilczą. Telefon od razu jej wyrwano" - mówi Kowalski, który nagrywał całą interwencję. Już wkrótce pokażemy ją w OKO.press.

Poza Polską Babcią w okolicach pl. Piłsudskiego zgromadziło się też kilka osób z Lotnej Brygady Opozycji.

"Owinęli się w zieloną sieć. To było nawiązanie do wezwania premiera do tego, żeby »protestować w sieci«. Mieli zarejestrowane przez miasto zgromadzenie na pl. Piłsudskiego do godz. 10.00, ale policja ich nie przepuściła. Zatrzymała na Trębackiej i otoczyła" - dodaje nasz reporter.

Restrykcyjna miesięcznica

Z relacji Roberta Kowalskiego wynika też, że tym razem SOP zwiększyła restrykcje wobec dziennikarzy rejestrujących uroczystości miesięcznicy smoleńskiej.

"Do tej pory można było przyjść pod kościół Wizytek, gdzie odbywa się msza w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej. Po tej mszy wszyscy towarzyszący Kaczyńskiemu - premier, ministrowie, marszałkowie - idą te kilkaset metrów najpierw pod pomnik Lecha Kaczyńskiego, a później pod czarne schody. Z wyjątkiem Kaczyńskiego, on jedzie kilkaset metrów samochodem. Dziennikarze wtedy im towarzyszyli, szli z nimi" - wspomina Kowalski.

10 listopada 2020 stało się inaczej - trzeba było być albo pod kościołem, albo na pl. Piłsudskiego. Funkcjonariusze SOP odprowadzili większość kamer pod pomnik smoleński. Zdaniem Roberta Kowalskiego mogło chodzić o to, by nie pokazywać państwowych oficjeli zgromadzonych w kościele. Bo mogłoby zaszkodzić ich wizerunkowi w sytuacji, gdy trwa pandemia.

"Nagrałem moment wyjścia z kościoła. Rzeczywiście wychodzili bez zachowania odstępów, choć wszyscy mieli maseczki. To było ok. 30 osób, może więcej. W kościele może być 1 osoba na 15 metrów kwadratowych" - wskazuje nasz reporter.

Być może dzisiejsze obostrzenia miały też coś wspólnego z wydarzeniami sprzed miesiąca. Wtedy jeden z operatorów, którzy towarzyszyli władzom w przejściu między kościołem a pomnikiem sfilmował Beatę Mazurek, która szła z marszałkiem Terleckim.

"Ona się zdenerwowała i uderzyła go w głowę. Pokazaliśmy to na filmie" - mówi Kowalski.

Praca dziennikarzy tym razem była szczególnie utrudniona. Nasz reporter podkreśla, że władze państwa ograniczają tym samym wolność mediów, która wynika bezpośrednio z art. 14 konstytucji.

"Chodziłem po placu i się rozglądałem. W tym czasie byłem trzykrotnie legitymowany, policjanci wzięli wszystkie moje dane. Były dziwne uwagi w stylu »proszę stać prosto«. Raz funkcjonariuszki podjęły interwencję, bo zsunęła mi się z nosa maseczka. Za drugim tłumaczyły, że muszą sprawdzić, czy nie przyszedłem zrobić czegoś złego. Wszystko jest naszpikowane oficerami, wymierzone w wolność wykonywania zawodu dziennikarza. Pracuję od 30 lat i w życiu się z czymś takim nie spotkałem " - ubolewa Kowalski.

Za chwilę na OKO.press film z zatrzymania.

Udostępnij:

Robert Kowalski

Dziennikarz radiowy i telewizyjny, producent, reżyser filmów dokumentalnych. Pracował w m.in Polskim Radiu, „Panoramie” TVP2. Był redaktorem naczelnym programu „Pegaz” i szefem publicystyki kulturalnej w TVP1. Współpracuje z Krytyką Polityczną, gdzie przeniósł zdjęty przez „dobrą zmianę” program „Sterniczki” z Radiowej Jedynki. Tworzy cykl „Kamera OKO.press”.

Maria Pankowska

Dziennikarka OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej w Brukseli, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne