0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Orzechows...

Przepis pojawił się nagle, gdy prace nad projektem trwały już od niemal roku. Do kontrowersyjnej skądinąd noweli („ustawa o zmianie ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko oraz niektórych innych ustaw”) trafił pod koniec marca 2023 – długo po zakończeniu konsultacji publicznych.

W artykule 7 projektu rząd postanowił nagle wprowadzić nowy rozdział do tzw. specustawy drogowej.

A w nim art. 33f, w ramach którego rządzący chce ułatwić sobie „przygotowanie i realizację” inwestycji „drogowo-obronnych”.

Taka inwestycja „z urzędu” kwalifikować się będzie jako sytuacja wyjątkowa i zmuszać instytucje publiczne do działania – natychmiast. Nie będą musiały publikować w Biuletynie Informacji Publicznej informacji o przetargu ani powoływać komisji przetargowej, co jest standardem dla dużych zamówień. Zamiast tego wybiorą kontrahentów z wolnej ręki.

Art. 33f. 1. Przygotowanie i realizacja inwestycji drogowo-obronnej wypełnia przesłankę udzielenia zamówienia publicznego w trybie z wolnej ręki określoną w art. 214 ust. 1 pkt 5 ustawy z dnia 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych (Dz. U. z 2022 r. poz. 1710, 1812, 1933 i 2185 oraz z 2023 r. poz. 412).

2. W przypadku, o którym mowa w ust. 1, można odstąpić od stosowania przepisów art. 53–55 i art. 216 ustawy z dnia 11 września 2019 r. – Prawo zamówień publicznych.”;

7) w art. 45 uchyla się ust. 2.

O sprawie w połowie czerwca pisała w „Rzeczpospolitej” adwokatka Żaneta Urbaniak. Ostrzegała, że – choć jego autorzy w uzasadnieniu twierdzą inaczej – projekt daje rządowi uprawnienia, by wedle uznania określić, co jest „inwestycją drogowo-obronną”. A to rodzi pole do nadużyć.

Przed wprowadzeniem tak sformułowanego art. 33f ostrzegał także na etapie prac minister ds. europejskich (obecnie w Kancelarii Premiera). Kilkakrotnie podkreślał, że przepis narusza postanowienia unijnej dyrektywy o zamówieniach publicznych.

Rząd zignorował jednak te ostrzeżenia.

„Każde wyłączenie normalnej procedury zamówień publicznych jest ryzykiem. To czerwona flaga. Pojawi się pytanie o katalog inwestycji drogowo-obronnych. Czy przed wyborami każda inwestycja nie będzie właśnie taką: żeby elektorat mógł zobaczyć, jak sprawnie działają rządzący, sprawnie dojechał do punktu wyborczego” – komentuje dla OKO.press Krzysztof Izdebski, prawnik i ekspert Fundacji Batorego.

Przeczytaj także:

Wbrew unijnej dyrektywie

W pismach z 27 marca 2023, 5 maja 2023 i 10 maja 2023 gabinet ministra ds. europejskich ostrzega, że przepisy przetargowe uchylone przez nowy artykuł wdrażają do polskiego prawa dyrektywę UE z 2014 roku.

Dyrektywa mówi jasno, że rządzący mogą odstąpić od części procedury przetargowej:

  • tylko w zakresie, w jakim jest to absolutnie niezbędne;
  • ze względu na „wyjątkowo pilną konieczność” spowodowaną wydarzeniami, których instytucja zamawiająca nie mogła przewidzieć;
  • jeżeli okoliczności przywoływane w celu uzasadnienia „wyjątkowo pilnej konieczności” nie leżą po stronie instytucji zamawiającej.

2. Procedurę negocjacyjną bez uprzedniej publikacji można stosować do zamówień publicznych na roboty budowlane, dostawy i usługi w każdym z następujących przypadków:

c) w zakresie, w jakim jest to absolutnie niezbędne, jeżeli – ze względu na wystąpienie wyjątkowo pilnej konieczności spowodowanej wydarzeniami, których instytucja zamawiająca nie mogła przewidzieć – terminy przewidziane dla procedury otwartej lub procedury ograniczonej lub procedury konkurencyjnej z negocjacjami nie mogą być dotrzymane. Okoliczności przywoływane w celu uzasadnienia wyjątkowo pilnej konieczności nie mogą być w żadnym wypadku przypisane instytucji zamawiającej.

Minister ds. europejskich alarmuje, że projektowany przepis przesądza a priori, że zaszły wszystkie te przesłanki. I przypomina, że w tym temacie wielokrotnie wypowiadał się Trybunał Sprawiedliwości UE. TSUE bardzo wąsko interpretował katalog potencjalnych odstępstw i domagał się, by to instytucje zamawiające udowadniały, że ograniczenie procedury przetargowej było konieczne.

„Wprowadzenie tak szerokiego wyłączenia, które dodatkowo nie uwzględnia obowiązku wykazania przez samego zamawiającego wystąpienia wyjątkowych okoliczności, należy wobec powyższego ocenić jako sprzeczne z dyrektywą 2014/24/UE” – podsumowuje w piśmie z 23 marca podsekretarz stanu w KPRM Karolina Rudzińska.

„Trudno nie zgodzić się z KPRM. Projektodawcy odwołują się do wydarzeń wojennych, które rozpoczęły się prawie półtora roku temu. Tymczasem dyrektywa mówi o sytuacjach nieprzewidzianych, wyjątkowo pilnej konieczności, gdzie zamawiający jest bez winy. Tutaj można było zacząć budować wcześniej, rząd się spóźnił, a teraz chce przyspieszyć. Wydaje się to mocno naciągane” – komentuje Krzysztof Izdebski.

Zdaniem Izdebskiego, choć przepisy mogą naruszać unijne prawo, niekoniecznie oznaczać to będzie konflikt z Komisją Europejską.

„Nie spodziewam się, by Komisja robiła problemy. Tu w grę wchodzi polityka. Mówimy o kwestiach obronności, Komisja dopuszcza dużo więcej, gdy pojawia się słowo »bezpieczeństwo«” – uważa Izdebski.

Ministerstwo Infrastruktury powołuje się na Niemców

Do uwag KPRM odniosło się Ministerstwo Infrastruktury. Zapewniło, że nowe przepisy wyłączające drogi „obronne” spod obostrzeń prawa zamówień publicznych będą „w praktyce” stosowane do zaledwie kilku inwestycji o niezwykle istotnym znaczeniu dla obronności i bezpieczeństwa państwa.

„Same inwestycje są niezbędne dla zapewnienia odpowiednich warunków dla obrony naszego państwa w kontekście trwającego konfliktu zbrojnego na Ukrainie. Z tego też względu inwestycje te muszą powstać jak najszybciej, a tym samym nie jest możliwe udzielenie zamówienia przy udziale standardowych trybów” – wyjaśnia resort infrastruktury w odpowiedzi na uwagi ministra ds. europejskich.

O jakie „kilka” inwestycji chodzi? Zapytaliśmy o to ministerstwo i czekamy na odpowiedzi.

W piśmie do KPRM resort infrastruktury przypomina również, że podobne rozwiązanie rząd zastosował, gdy postanowił wybudować mur na granicy z Białorusią. I że Niemcy w odpowiedzi na wojnę w Ukrainie też „wyłączały pewne regulacje także w obszarze regulowanym prawem Unii Europejskiej”.

Ministerstwo uspokaja, że inwestycje będą uznawane za strategiczne w specjalnym rozporządzeniu Rady Ministrów – a zatem w akcie prawnym, podlegającym kontroli, podawanym do publicznej wiadomości.

Mec. Żaneta Urbaniak w artykule dla „Rzeczpospolitej” pisała, że jak na razie przepis art. 33f nie odsyła w żaden sposób do rozporządzenia Rady Ministrów. W tym samym projekcie rząd określa natomiast, że inwestycja „drogowo-obronna” to droga zawierająca „elementy o istotnym znaczeniu dla obronności lub bezpieczeństwa państwa”. Wykaz takich elementów sporządzać ma Minister Obrony Narodowej.

„W rezultacie [...] w przyszłości zarządcy dróg publicznych w porozumieniu z Ministerstwem Obrony Narodowej będą mogli udzielać zamówień na inwestycje drogowo-obronne w trybie zamówienia z wolnej ręki w każdej sytuacji, gdy niezdefiniowany element istotny dla obronności czy bezpieczeństwa państwa będzie elementem drogi. Może być to jakikolwiek element infrastruktury drogowej – kamery monitoringu drogowego” – ostrzegała Urbaniak.

Jej zdaniem, nawet gdyby w tekście artykułu było odesłanie do rządowego rozporządzenia, władza i tak dostałaby do ręki potężne narzędzie. Zmiany rozporządzenia i rozszerzenie katalogu inwestycji strategicznych można przeprowadzić szybko.

Mimo to w odpowiedziach z 17 i 18 maja minister ds. europejskich, „po ponownej analizie i konsultacjach” przyjął argumenty resortu infrastruktury. Postulował jedynie, by do przepisu wprowadzić ograniczenie czasowe: podkreślić, że zmiany są związane z wojną w Ukrainie.

Projektodawcy jednak żadnych ograniczeń do ustawy nie dopisali. Przepis w niezmienionym kształcie trafił do Sejmu.

Inwestycje poza kontrolą

Przetargi na drogi „obronne” to tylko jeden z elementów noweli, która w całości budzi ogromne kontrowersje.

Sejm dyskutował o projekcie na posiedzeniu 16 czerwca 2023, sprawozdanie wygłosiła wiceministra klimatu i środowiska Małgorzata Golińska.

Według rządzących zmianom przyświeca zbożny cel: szybszy rozwój kraju.

Stąd m.in. potrzeba usprawnienia procesu wydawania decyzji środowiskowych i wprowadzenia szerokiego katalogu „inwestycji strategicznych”, które będą mogły być realizowane z pominięciem planu zagospodarowania przestrzennego.

Zmiany obejmują kilkanaście ustaw, szczegółowo opisał je w OKO.press Wojciech Kość. Przeciwko wyłączeniu części mechanizmów kontroli przy inwestycjach ingerujących w środowisko protestowały organizacje ekologiczne.

Poseł Jan Duda tak zachwalał pomysł w Sejmie imieniu klubu PiS:

„Rozwój kraju, jego modernizacja, również ta energetyczna, wymaga wielu inwestycji – drogowych, kolejowych, wodnych, przeciwpowodziowych, retencyjnych. Dlatego ważne jest, aby przepisy o ochronie środowiska były jednoznaczne i nie powodowały nadmiernego wydłużania procesu przygotowania i realizacji inwestycji, nie uruchamiały zbędnych i czasochłonnych procedur administracyjnych”.

Słów krytyki nie szczędzili natomiast politycy opozycji. Przemawiająca w imieniu Koalicji Obywatelskiej posłanka Gabriela Lenartowicz nazwała projekt odwrotem od cywilizowanych i przyjaznych ludziom standardów.

„Co ta ustawa stanowi? Ona przede wszystkim depcze prawa obywateli, nie przyrody, prawa obywateli do decydowania o swoim najbliższym otoczeniu, prawa samorządu, idzie na skróty. Jak ja słyszę, że coś jest usprawnione albo przyspieszone, albo uproszczone, to wiem na pewno [...] że chodzi o przykrycie nieudolności, niekompetencji i bezczelności” – stwierdziła Lenartowicz.

Wniosek o odrzucenie ustawy w pierwszym czytaniu przepadł w głosowaniu 16 czerwca. Głosami PiS, Koalicji Polskiej i Kukiz'15 projekt został skierowany do prac w Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Drugie czytanie zaplanowano na posiedzeniu Sejmu w dniach 11-13 lipca 2023.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka, absolwentka ILS UW oraz College of Europe. W OKO.press od 2018 roku, od jesieni 2021 w dziale śledczym. Wcześniej pracowała w Polskim Instytucie Dyplomacji, w Komisji Europejskiej w Brukseli, a także na Uniwersytecie ONZ w Tokio.

Przeczytaj także:

Komentarze