0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.plJakub Wlodek / Agenc...

"Będzie tańszy węgiel. Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę, która ustala maksymalną cenę tony tego surowca dla odbiorców indywidualnych, spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych. Mniej zapłacimy też za gaz" - poinformowały 13 lipca "Wiadomości". Według ustawy przedsiębiorcy, którzy zdecydowaliby się na oferowanie surowca poniżej cen rynkowych, za 996 złotych za tonę, mogliby otrzymać 1073 złote dopłaty.

Nowe prawo było genialne w swojej prostocie i miało realizować czerwcową obietnicę szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który w momencie, gdy ceny po wprowadzeniu embarga na węgiel z Rosji zaczęły szybować, zapowiedział: "Podjęliśmy decyzję, że zapewnimy ludziom, którzy opalają węglem swoje domy, (...) ceny na poziomie tej, która była jeszcze do niedawna".

Przeczytaj także:

Problem w tym, że aby ustawa zadziałała, węgiel na rynku musiałby być w odpowiedniej ilości. Przy zbyt małej podaży w stosunku do popytu, cena rynkowa czyni propozycję rządu mało atrakcyjną dla przedsiębiorców. Wszystko jest pod kontrolą – solennie zapewniał jeszcze 15 lipca sekretarz generalny PiS Krzysztof Sobelewski: "Co do kwestii czy wystarczy węgla – z moich informacji wynika, że nie powinniśmy mieć obaw, aby nie wystarczyło węgla na zimę dla tych, którzy będą potrzebować (...)".

Niestety, już dwa dni później, 17 lipca, jak poinformowała Polska Agencja Prasowa, do premiera Mateusza Morawieckiego "dotarły tego typu problemy", że przedsiębiorcy uznali ustawę przygotowaną przez rząd za nieopłacalną. Prawdopodobnie dlatego, że — jak przyznał sam premier w Turowie — "dziś największym problemem jest to, że w ogóle nie ma węgla, ekogroszku w wystarczającej ilości".

Słowa szefa rządu padły w odpowiedzi na "pytanie z publiczności" i można mieć podejrzenie, że był to ruch wyprzedzający, bo następnego dnia, 18 lipca, bombę odpalił Onet, zarzucając Morawieckiemu działania na oślep i lekceważenie problemu przez długie miesiące.

Według informacji portalu m.in.:

  • Już na początku marca Morawieckiego dostał pismo z prośbą o pilne podjęcie decyzji o utworzenie rezerwy strategicznej węgla.
  • Mimo ostrzeżeń tygodniami nie podejmowano działań zabezpieczających.
  • Morawiecki, podejmując decyzję o nałożeniu embarga na węgiel importowany z Rosji, nie zlecił wcześniej żadnych ekspertyz.

Mleko się rozlało.

Na kłopoty PiS z węglem — Tulicki

Przez te wszystkie dni widzowie głównego wydania "Wiadomości" TVP żyli w błogiej niewiedzy, że z węglem w Polsce są jakieś szczególne problemy.

Jak wspomnieliśmy, 13 lipca usłyszeli, że za węgiel zapłacą mniej.

14 lipca dowiedzieli się z kolei, że Polska Grupa Energetyczna inwestuje w energię odnawialną, dlatego już "w niedalekiej przyszłości takie źródła energii będą stanowić jeden z filarów produkcji prądu w Polsce" (czyżby więc węgiel tak naprawdę nie był nam szczególnie potrzebny?).

18 lipca ni stąd, ni zowąd "Wiadomości" informują, że zakończyło się spotkanie premiera, ministrów i prezesów spółek energetycznych "na temat sytuacji na rynku energii". Nie dowiedzieliśmy się jednak, po co takie kryzysowe spotkanie, skoro przecież cztery dni wcześniej weszła w życie ustawa, która zapewniała tani węgiel dla wszystkich chętnych. Rzecznik rządu Piotr Müller wyjaśnił jednak, że "wyzwaniem jest kwestia dostępności węgla".

Sprawa nabrzmiała, "Wiadomości" nie mogły już dłużej milczeć, czas był najwyższy, żeby wyjaśnić ludziom, jak się sprawy mają i kto jest obiektywnie winny kłopotów, których skądinąd relatywnie w ogóle nie ma. A jeśli mowa o wyzwaniach, potrzeba do ich opisu ludzi od zadań specjalnych, dlatego w głównym wydaniu "Wiadomości" z 19 lipca za węgiel zabrał się Marcin Tulicki, autor niezapomnianego materiału sławiącego Andrzeja Dudę w stylu północnokoreańskim.

Korekta z 24 lipca. W powyższym akapicie doszło do pomyłki, materiał z 24 czerwca 2020 roku przypisany Marcinowi Tulickiemu, był w rzeczywistości dziełem Macieja Sawickiego. Tulicki miał tego dnia w głównym wydaniu "Wiadomości" inne odpowiedzialne zadanie: "Nie brak opinii, że na Kremlu trzymają kciuki za wyborczy sukces wiceprzewodniczącego Platformy Obywatelskiej, który ubiega się o fotel prezydenta” - mówił między innymi.

Tulicki to również jeden z autorów homofobicznej "Inwazji". To film, który wg sądu miał na celu "zohydzenie osób LGBT". TVP wyrokiem sądu z 21 czerwca 2022 roku ma za film zapłacić ponad 35 tys. zł odszkodowania na rzecz organizacji LGBT oraz zamieścić przeprosiny w głównym wydaniu „Wiadomości", nie może też rozpowszechniać filmu.

Tulicki do rzeczy podszedł konkretnie i totalnie, zaprzęgając do swojej opowieści znany paradoks kota Schrödingera, który, jak pamiętamy, jest jednocześnie żywy i martwy.

W wersji Tulickiego analogiczną cechę posiada węgiel w Polsce: jednocześnie jest i go nie ma. Jest, ponieważ mamy najlepszy z możliwych rząd. A nie ma, bo mamy najgorszą z możliwych opozycję.

Węgiel będzie. A jeśli go nie będzie, to przez Tuska

"Rząd Zjednoczonej Prawicy pomoże przetrwać Polakom wywołany przez Rosję wstrząs cenowy na rynku węgla" - poinformował na wstępie Tulicki. Wszystko przez nową ustawę, dzięki której każdy posiadacz węglowego pieca dostanie jednorazowy dodatek węglowy w wysokości 3 tys. złotych. Nie dowiedzieliśmy się niestety, co się stało z poprzednią ustawą, która okazała się fiaskiem. W świecie "Wiadomości" takiej ustawy po prostu nie było.

A co z węglem, o którym premier Morawiecki mówił, że go nie ma? Może przejściowo nie ma, ale będzie, ponieważ "3 mln ton już do nas płyną" z całego świata.

Infografika, na której dużymi czerwonymi strzałkami zaznaczono, skąd płynie węgiel do Polski
Źródło: "Wiadomości" TVP

"Węgiel w Polsce będzie w wystarczającej ilości" - uspokaja Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. Uff, czyli wszystko w porządku węgiel będzie, a dzięki rządowym dopłatom będzie też dostępny dla zwykłego Kowalskiego.

Niestety za wcześnie na ulgę.

Tulicki cytuje uderzający w premiera artykuł Onetu, czyli "jednego z portali niemiecko-szwajcarskiego wydawnictwa". Na zarzuty odpowiada ogólnikową formułką minister klimatu Anna Moskwa, a "Wiadomości" radzą, by na sprawę spojrzeć całościowo: "warto spojrzeć na prowadzoną nie przez lata, a dekady, politykę, nie tylko Polski, ale całego Zachodu", która uzależniła Europę od Rosji. Tu standardowy ciąg obrazków: Angela Merkel, Władimir Putin, Donald Tusk witający się z Putinem.

Ale konkretnie, co w końcu z tym węglem? Będzie czy nie będzie? Chyba może nie być, bo w latach 2002-2011 nie inwestowano w węgiel (tu przebitka na Tuska), a to "był błąd, którego teraz już nie da się naprawić".

Co więcej, po ataku Rosji na Ukrainę "Tusk wzywał do jak najszybszego nałożenia embarga na rosyjski węgiel, bez względu na koszt dla Polaków". Tu na ekranie pojawia się Jacek Karnowski z błyskotliwą oceną całej sytuacji: "Tusk próbuje podwójnie zarobić polityczne ruble na wojnie z Ukrainą. Najpierw przedstawiał się jako ten, który chce przeciąć polityczne powiązania z Rosją, a teraz chce być tym, który macha społeczeństwu rachunkiem".

Skąd ten rachunek, skoro przecież węgiel będzie, bo płynie do nas ze świata i każdego będzie na niego stać? Czyli jednak węgla nie będzie? Możliwe, bo rachunek wystawiają Polsce najpotężniejsi wrogowie. Tulicki: "To rachunek, który był przygotowywany przez długie lata, głównie wtedy, gdy Europa na czele z Angelą Merkel, polityczną opiekunką Donalda Tuska, robiła interesy z Putinem i uzależniała się od rosyjskich surowców". W tym czasie — wskazuje Tulicki na jednym wydechu — polska policja (jak można domniemywać na rozkaz Merkel, albo i samego Putina) "strzelała do polskich górników".

Czyli — podsumujmy i zapytajmy po raz kolejny — co z tym węglem? Spokojnie, będzie. Z tym, że go nie będzie.

Będzie, bo już jest, bo płynie, bo rząd Zjednoczonej Prawicy zapewnia, że będzie i przyznaje dopłaty dla zwykłych Polaków. Ale nie będzie, bo Tusk wymusił na Morawieckim wprowadzenie embarga na węgiel z Rosji, a policja 7 lat temu użyła broni na gumowe kule wobec manifestujących przed siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

No dobrze, a jak będzie naprawdę?

"W domach będzie chłodno, do pieców trafią śmieci, a jakość powietrza znów się pogorszy. Tak da się nam we znaki zimowy kryzys energetyczny, którego skutkom coraz trudniej zapobiec. Zapowiedziany przez rząd dodatek węglowy nie będzie na niego receptą" - pisał Marcel Wandas w OKO.press.

"Wszystko wskazuje na to, że węgla będzie zbyt mało, że ceny będą astronomiczne, że niektóre gospodarstwa domowe nie zdołają kupić wystarczającej ilości węgla i będą próbowali uzupełnić ten brak: chrustem, miałem węglowym czy nawet śmieciami” – mówił nam Robert Tomaszewski, ekspert Polityki Insight ds. rynku energetycznego.

Wątpliwe, by pomogły dostawy zamorskiego węgla z kierunków takich jak Indonezja czy Kolumbia – oceniał. Węgiel z tych krajów musi przejść najpierw przez „wąskie gardło” polskich portów, a potem zostać przesiany. Większość z niego dociera do nas w formie drobnego miału – nadającego się przede wszystkim do elektrowni, z którego trzeba odsiać grubsze kawałki – te mogą nadać się na opał. Zazwyczaj do zaledwie 20-25 procent ładunku.

Do tego rządowa dopłata w wysokości 3 tys. złotych nie musi iść wcale na zakup węgla, być może celowo, jeśli rząd wie, że surowca po prostu nie będzie w wystarczającej ilości.

"Może dojść do tego, że ludzie dysponujący większymi pieniędzmi z dopłat ustawią się w kolejkach, a sprzedawcy węgla zareagują na taką sytuację podwyżką cen” – oceniał Robert Tomaszewski. Według niego to niejedyny problem z rządową propozycją. – „Jaką mamy gwarancję, że te pieniądze zostaną wydane zgodnie z zamierzeniem rządu, na zakup węgla? Gdybyśmy mieli do czynienia na przykład z bonem, który uprawniałby do zakupu określonej ilości surowca, którego cena byłaby pokrywana przez państwo – mielibyśmy pewność, że środki nie zostaną wykorzystane w inny sposób”.

;

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog po Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce, sondażach, propagandzie. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej" jako dziennikarz od spraw wszelakich, publicysta, redaktor, m.in. wydawca strony głównej Wyborcza.pl i zastępca szefa Działu Krajowego. Pochodzi z Sieradza, ma futbolowego hopla, kibicuje Widzewowi Łódź i Arsenalowi

Komentarze