PiS złamał obietnicę, którą składali zarówno prezydent Duda, jak i premier Szydło. Na podniesienia kwoty wolnej nie możemy liczyć co najmniej do 2018 r., nie wiemy też, w jakiej formie zostanie wprowadzona. Tymczasem jest ona w Polsce najniższa wśród krajów UE, które ją stosują, a według Trybunału musi być podwyższona

O podwyższeniu kwoty wolnej PiS mówił dużo. Zapowiadał ją jeszcze prezydent Duda w trakcie kampanii wyborczej.


W trybie w zasadzie natychmiastowym chciałbym, aby ustawa (...), którą złożę w Sejmie jako prezydent, była uchwalona przed 30 listopada [2015] i żeby 1 stycznia 2016 r. kwota wolna wynosiła co najmniej 8 tys. zł, a potem była podnoszona.

Andrzej Duda, Prawo i Sprawiedliwość Debata prezydencka - 05/05/2015

Prezydent Andrzej Duda w Belwederze / fot. Polsat News


Obietnica złamana. Jeśli rząd podwyższy kwotę wolną to nie wcześniej niż za ponad rok.



Obecnie już po przekroczeniu 3091 zł dochodu rocznie zaczynamy płacić podatek dochodowy. Projekt zwiększenia kwoty wolnej do 8 tys. zł prezydent miał złożyć jeszcze przed końcem 2015 r., by przepisy zaczęły obowiązywać od początku 2016. Beata Szydło potwierdziła te plany w swoim expose i zapowiedziała ich realizację w pierwszych 100 dniach rządów.


Już dzisiaj chcę powiedzieć, co przede wszystkim zrobimy w czasie pierwszych stu dni naszych rządów. (...) Podniesienie do ośmiu tysięcy złotych kwoty wolnej od podatku.

Beata Szydło, Prawo i Sprawiedliwość expose - 18/11/2015

Fot. Lukasz Krajewski / Agencja Gazeta


Obietnica złamana. Jeśli rząd podwyższy kwotę wolną to nie wcześniej niż za ponad rok.



Projekt prezydencki złożono jeszcze w 2015 r., ale Sejm długo nie zajmował się sprawą i wyższej kwoty wolnej w 2016 r. nie wprowadził. Właśnie dowiedzieliśmy się, że większa kwoty wolna nie będzie obowiązywać również w 2017 r. Projekt ustawy złożony przez PiS 31 października 2016 r. w Sejmie mówi jasno: kwota wolna zmieni się najwcześniej w 2018 r., a to i tak tylko deklaracje.

Na drodze do realizacji obietnicy stanęły z pewnością koszty projektu. Podwyżka do 8 tys. oznaczałaby straty dla budżetu rzędu 21 mld zł. To sporo i rząd musi gdzieś te pieniądze znaleźć. Dlatego zdecydował się na połączenie podniesienia kwoty wolnej z pracami nad nowym superpodatkiem: ma on zastąpić PIT i składki na ZUS i NFZ – teraz odprowadzane oddzielnie. Nowy podatek również nie pojawi się przed 2018 r., ale dalej nie ma pewności, jak będzie wyglądać.

Z kwotą wolną może być różnie. Wcześniej rząd rozważał jej fazowanie (stopniowe podwyższanie przez dłuższy okres czasu) lub wprowadzenie wersji degresywnej (wysokość uzależniona od dochodów: im mniejsze, tym kwota wolna większa). Obie wersje są nadal możliwe.

Na razie jednak obietnicę uznajemy za złamaną. Jej realizacja została przez PiS przesunięta o dwa lata, a nawet ta data nie jest pewna.

Czy wyższa kwota wolna jest w ogóle potrzebna?

Pod względem wysokości kwoty wolnej od podatku Polska jest w ogonie Unii Europejskiej. Siedem z 28 krajów członkowskich nie stosuje tego rozwiązania, ale z pozostałych 21 Polska ma najniższą kwotę wolną – tylko 3091 zł. To tylko ok. 6 proc. średnich zarobków, niewiele w porównaniu z większością krajów UE. Np. w Hiszpanii nie zapłacimy podatku dochodowego, zarabiając aż 73 proc. średniej pensji, w Wielkiej Brytanii – do 28 proc., w Niemczech – 20 proc.

W sprawie wysokości kwoty wolnej zajął stanowisko Trybunał Konstytucyjny. W wyroku z października 2015 r.

sędziowie TK argumentowali, że kwota w wysokości niższej niż obowiązujące minimum egzystencji jest sprzeczna z konstytucją.

Za niezgodne z konstytucją uznali też brak waloryzacji tej kwoty co roku. Tymczasem jej wysokość nie drgnęła od 2009 r.

Trybunał odroczył wejście w życie wyroku do 30 listopada 2016 r, by dać rządzącym czas na przygotowanie ustawy. Termin upływa za niecały miesiąc. Zatem już teraz wiadomo, że gabinet Beaty Szydło nie dotrzyma postanowień wyroku i przekroczy termin przynajmniej o 13 miesięcy.



Polska potrzebuje większej kwoty wolnej. Rozwiązanie to znacząco odciąża budżety najbiedniejszych i jest jednym z ważnych narzędzi progresywnego systemu podatkowego. A w Polsce z progresją podatkową mamy problem. Wypadamy fatalnie na tle Unii Europejskiej i to nie tylko z powodu najniższej kwoty wolnej. Mamy zaledwie dwa progi podatkowe – mniej niż 16 państw wspólnoty, a najwyższy próg podatkowy (32 proc.) jest mniejszy niż w 18 krajach UE. Nie spełnia on zresztą swojej funkcji – 32 proc. płaci niewiele ponad 2,5 proc. podatników. Oznacza to, że w praktyce PIT działa w Polsce na zasadzie liniowej. Przynosi też mało wpływów – tylko 16,1 proc. przychodów podatkowych (mniej tylko w 8 krajach). Znacznie więcej budżet gromadzi z działających liniowo podatków pośrednich – VAT-u i akcyz.

Socjolog, absolwent Uniwersytetu Cambridge, analityk Fundacji Kaleckiego. Publikował m.in. w „Res Publice Nowej”, „Polska The Times”, „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Dzienniku Opinii”.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym