0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 29.07.2026 Warszawa , ulica Wiejska , Sejm . Byly premier Mateusz Morawiecki podczas konferencji czlonkow stowarzyszenia „Rozwoj Plus” . Czlonkowie stowarzyszenia „Rozwoj Plus” oglosili, ze zakladaja klub parlamentarny. Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl29.07.2026 Warszawa ...

Mateusz Morawiecki i członkowie stowarzyszenia Rozwój Plus ogłosili, że zakładają własny klub parlamentarny. Będzie on się składał z około 40 posłów i jednego senatora. Wszystko wskazuje na to, że przynajmniej w pierwszych dniach funkcjonowania może to być obok klubu PiS drugi alternatywny klub tej samej partii.

„Postanowiliśmy założyć klub parlamentarny i będzie to nasze forum do działania na przyszłość, forum polityczne, ponieważ w ramach stowarzyszenia Rozwój Plus prowadzimy bardzo dużo działań, inicjatyw o charakterze eksperckim, rozwojowym, think-tankowym, a tutaj będziemy mieli polityczną płaszczyznę do działania” – mówił Morawiecki na konferencji prasowej. Stosowny wniosek ma zostać złożony w Sejmie jeszcze dziś.

PiS Schroedingera

Zapowiedzi powołania do życia nowego klubu parlamentarnego nie towarzyszyła żadna wiążąca deklaracja dotycząca dalszego członkostwa Morawieckiego i jego stronników w Prawie i Sprawiedliwości.

„Dzisiaj – zdaniem niektórych doktorów habilitowanych – jesteśmy w partii Prawo i Sprawiedliwość, zdaniem innych nie jesteśmy. Co to Polaków obchodzi?” – pytał retorycznie Morawiecki na konferencji. I tyle.

Tworzy to ciekawą sytuację, w której partia Prawo i Sprawiedliwość może mieć w Sejmie dwa osobne (i wzajemnie skonfliktowane) kluby. Przynajmniej do momentu, w którym nie nastąpi ostateczne rozstrzygnięcie dotyczące obecności Morawieckiego i jego stronników w PiS. Samo założenie klubu to bowiem działanie według logiki, w której funkcjonuje parlament – a nie partie polityczne. Teoretycznie – i praktycznie – nic nie stoi na przeszkodzie, by posłowie wybrani z jednej listy wyborczej założyli w Sejmie więcej niż jeden klub. Przynależność partyjna nie jest tu żadną istotną formalnie kwestią. Teraz więc ruch znów jest po stronie Kaczyńskiego i kierownictwa PiS.

Przeczytaj także:

Kto kogo chciał zaszachować?

Jeszcze we wtorek 28 lipca wieczorem wydawać się mogło, że Jarosław Kaczyński skutecznie spowolnił proces rozpadania się Prawa i Sprawiedliwości. Odbyło się posiedzenie Komitetu Politycznego partii, na którym miała zapaść decyzja o oficjalnym uznaniu Mateusza Morawieckiego i jego stronników za osoby, które wyrzekły się członkostwa w PiS, nie podpisując deklaracji lojalności wobec partii. Ta specyficzna formuła miała być sposobem na uniknięcie tego, czego Kaczyński boi się najbardziej – czyli sytuacji, w której Morawiecki i jego ludzie mieliby zostać z PiS po prostu wyrzuceni. To bowiem dałoby im w oczach elektoratu partii zielone światło do założenia własnego ugrupowania – i osłabiło wydźwięk formułowanych przez twardogłowych oskarżeń o „zdradę” PiS-u.

Ostatecznie jednak Kaczyński wybrał inne rozwiązanie – jeszcze bardziej złośliwe. Komitet Polityczny PiS wcale nie uznał ekipy Morawieckiego za byłych członków partii. Zamiast tego skierował ich sprawę do rzecznika dyscyplinarnego (funkcję tę pełni Karol Karski). Ten miał się zająć każdym z 44 przypadków (bo tylu posłów i senatorów PiS nie podpisało lojalki) osobno, a następnie przekazać je do Koleżeńskiego Sądu Dyscyplinarnego PiS. Na ostateczną decyzję o wyrzuceniu z partii Morawiecki i spółka musieliby więc czekać prawdopodobnie jeszcze wiele tygodni. To zaś burzyłoby scenariusz ukształtowany w ostatnich tygodniach, gdy decydowały się losy ultimatum postawionego członkom Rozwoju Plus przed kierownictwo partii. Ludzie Morawieckiego zostaliby na jakiś czas niemal dokładnie „uwięzieni w PiS”, jak ujęła to w swej wtorkowej analizie w OKO.press Dominika Sitnicka.

„Twardogłowi” wraz z otoczeniem Jarosława Kaczyńskiego zdawali sobie sprawę nie tylko z tego, że ludzie Morawieckiego są zdeterminowani do pozostania w stowarzyszeniu, ale i z tego, że podjęli konkretne działania na rzecz przygotowania się do politycznej samodzielności. Nie chodzi jedynie o zaplanowanego już dużo wcześniej na 31 lipca słynnego „grilla” Rozwoju Plus, ale przede wszystkim o logistykę poprzedzającą utworzenie nowej partii. A więc zamówione badania, przygotowane kalendarze spotkań i podróży po Polsce, być może również o poniesione już nakłady finansowe na zaplanowane działania o charakterze parakampanijnym.

Na tym nie koniec. Bo długotrwała zabawa w partyjny sąd dyscyplinarny nad ludźmi Morawieckiego dałaby Kaczyńskiemu i twardogłowym czas na podejmowanie dalszych prób rozmiękczania i rozmontowywania ekipy byłego premiera.

Morawiecki powiedział „sprawdzam” po raz drugi

Dokładnie taki jest kontekst, w którym odbywało się w nocy z wtorku na środę spotkanie stronników Morawieckiego, po którym zapadła decyzja o utworzeniu nowego klubu. Wybierając tę opcję grupa Morawieckiego postanowiła wykonać kolejny – długi i zdecydowany – krok w kierunku wyjścia w PiS, nie robiąc jednak Kaczyńskiemu przysługi w postaci dobrowolnej rezygnacji z członkostwa w partii. Teraz ruch znów należy do prezesa PiS – zaś jego zagranie z wielotygodniowym procedowaniem sprawy członków Rozwoju Plus przez Karola Karskiego i sędziów wewnątrzpartyjnego trybunału dyscyplinarnego straciło jakikolwiek większy sens. Z punktu widzenia Prawa i Sprawiedliwości funkcjonowanie dwóch alternatywnych klubów w obrębie tej samej partii to układ tak bardzo toksyczny, jak tylko można sobie wyobrazić.

Morawiecki po raz kolejny powiedział Kaczyńskiemu i twardogłowym „sprawdzam”. I po raz kolejny ta druga strona wydaje się zaskoczona, ba, wręcz zdezorientowana, poziomem jego politycznej determinacji. Z perspektywy kierownictwa partii utworzenie własnego klubu parlamentarnego przez część jej członków jest niczym innym niż aktem buntu i de facto rozłamem. Najprawdopodobniej Kaczyńskiemu nie pozostaje nic innego niż potraktować Morawieckiego i jego ludzi według tej logiki. A zatem Komitet Polityczny PiS będzie się musiał rychło zebrać ponownie.

Faktyczny rozłam w PiS już się dokonał. Ten formalny wydaje się zaś błyskawicznie przybliżać.

Kto będzie tym złym?

Już teraz między Mateuszem Morawieckim a Jarosławem Kaczyńskim trwa kolejny etap rozgrywki o to, która ze stron zostanie w oczach wyborców prawicy „winną” rozłamu. „W ostatnim czasie byliśmy świadkami bardzo dziwnych partyjnych gierek. One są niepotrzebne. Prawdziwi rozłamowcy chcą, żebyśmy zajmowali się sobą, a my chcemy iść dalej, walczyć o silną, bezpieczną Polskę, blisko ludzkich spraw. Nie chcemy się wdawać w przepychanki partyjne” – tak Morawiecki uzasadniał w środowy poranek powołanie do życia klubu parlamentarnego Rozwój Plus.

Jarosław Kaczyński we wpisie na platformie X obwinił zaś wprost Morawieckiego o dokonanie rozłamu w PiS. „ Do końca podejmowałem próby porozumienia, niestety Mateusz Morawiecki ewidentnie miał w głowie swój własny plan polityczny, realizowany na bazie rozłamu PiS. Rozłam, którego dokonał, nastąpił w najbardziej nieodpowiednim momencie z punktu widzenia Polski i służy tym, którzy szkodzą naszej Ojczyźnie.” – taki wpis znalazł się na koncie Kaczyńskiego.

View post on Twitter

Morawiecki konsekwentnie powtarza więc swoją narrację o wypychaniu jego grupy z PiS przez twardogłowych i kierownictwo Polski. Po stronie Kaczyńskiego kształtuje się zaś coraz wyraźniej o wielkiej „zdradzie” dokonanej przez Morawieckiego i jego stronników.

***

Jest w tym wszystkim jeszcze coś. Stworzenie przez Morawieckiego nowego klubu sprawi, że klub PiS straci pozycję tego największego w Sejmie na rzecz klubu KO. Oznacza to między innymi utratę najbardziej „prestiżowych” w oczach posłów pomieszczeń klubowych w Sejmie. Klub PiS straci też na rzecz klubu Rozwoju Plus proporcjonalną część finansowania, które otrzymuje z Kancelarii Sejmu. Niezależnie od dalszych rozstrzygnięć partia Kaczyńskiego będzie się więc musiała już teraz pogodzić z zauważalnym obniżeniem swego dotychczasowego statusu w parlamencie.

Na zdjęciu Witold Głowacki
Witold Głowacki

Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.

Komentarze