Arkadiusz Mularczyk w TVP Info ogłosił, że posłowie PiS wnioskują do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niekonstytucyjności przepisów, na podstawie których powołano Pierwszą Prezes Sądu Najwyższego, profesor Małgorzatę Gersdorf. Tę samą, która kilka tygodni temu apelowała do sędziów, by nie bali się i walczyli o prawo i ustrój Rzeczypospolitej

Przedstawicielem wnioskodawców – a więc nowym Stanisławem Piotrowiczem – został Arkadiusz Mularczyk, bliski współpracownik Zbigniewa Ziobry, który razem z nim niegdyś uciekł z Prawa i Sprawiedliwości, by tworzyć Solidarną Polskę. 2 marca w TVP Info ogłosił, że wraz z pięćdziesięcioma innymi posłami złożył do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie, czy zgodne z konstytucją są zapisy regulaminu Sądu Najwyższego dotyczące procedury wyboru kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa SN, którzy są przedstawiani prezydentowi przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego. To głowa państwa – zgodnie z konstytucją – powołuje osobę na stanowisko prezesa SN.

Mularczyk dodał, że wyroku Trybunału wnioskodawcy  oczekują „niezwłocznie”. I że „pani prof. Gersdorf od dłuższego czasu staje się ikoną walki o demokratyczną, sprawiedliwą Polskę, więc powinna być zadowolona, że tryb jej wyboru zostanie oceniony”.

Zdaniem posłów PiS tryb wyboru kandydatów przez Zgromadzenie Narodowe powinien być uregulowany nie w regulaminie Sądu Najwyższego, a w odpowiedniej ustawie. Podporządkowany PiS Trybunał Konstytucyjny może podzielić tę opinię i wziąć udział w zemście na prof. Gersdorf. W przyszłości wyniknie z tego kilka poważnych problemów.

Pomysł posłów PiS nie ma oparcia w konstytucji. O ile w przypadku Trybunału Konstytucyjnego ustawa zasadnicza przewiduje istnienie ustawy, w której uregulowane będą sprawy związane z funkcjonowaniem sądu konstytucyjnego, o tyle w przypadku Sądu Najwyższego sprawę wyboru prezesa reguluje zdawkowy art. 183 ust. 3, który stanowi, że „Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej na sześcioletnią kadencję spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego”.

Poseł Mularczyk nie zdradził, dlaczego posłowie i senatorowie mieliby regulować pracę Sądu Najwyższego, nie mając do tego podstawy prawnej w konstytucji. Poważnym argumentem przeciwko takiej regulacji jest podział władz w Rzeczypospolitej.

Art. 10 ust.1  konstytucji stanowi, że „ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej”, a art. 173 dodatkowo podkreśla, że „Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz”.



Prawo zaczęłoby działać wstecz

Z wypowiedzi posła Mularczyka wynika, że PiS nie cofnie się przed złamaniem także innej fundamentalnej zasady państwa prawa, która zakazuje retroaktywności prawa. Mularczyk twierdzi bowiem, że „uznanie nieskuteczności wyboru pani prezes będzie miało olbrzymie skutki” i zmusi Sejm do szybkiego określenia nowej procedury wyboru kandydatów na prezesa SN.

To nonsens. Zakładając nawet, że większość parlamentarna ma prawo gmerać w regulaminie Sądu Najwyższego, to Trybunał Konstytucyjny dopuści się skandalicznego złamania zasad państwa prawa, jeśli postanowi na życzenie PiS ogłosić, że Małgorzata Gersdorf wcale nie jest od 30 kwietnia 2014 roku pierwszą prezes Sądu Najwyższego.

Konsekwencje prawne takiej decyzji są niemożliwe do przewidzenia – podważone zostaną wszystkie podjęte przez pierwszą prezes postanowienia, wyroki Sądu Najwyższego z ostatnich trzech lat. Tylko po to, by PiS mogło zemścić się na prezes Gersdorf za bezkompromisową krytykę bezprawia, jakie ta partia uprawia.

Co więcej, w tym samym trybie wybierani byli prezesi Sądu Najwyższego od kiedy obowiązuje ustawa o Sądzie Najwyższym, czyli od 2002 roku. Podważenie wyboru prof. Gersdorf zachwiałoby gmachem państwa prawa, bo wszystkie wyroki SN z ostatnich 15 lat zostałyby zakwestionowane.



Pułapka na PiS

Opisany przez Mularczyka wniosek ma jednak zaletę – jego rozpoznanie zgodne z intencją PiS na zasadzie per analogiam pogrążyłoby argumentację PiS w sprawie „dublerów”, czyli trzech sędziów, których PiS wybrało na już zajęte miejsca w Trybunale Konstytucyjnym. Zostali oni zalegalizowani siłą. Po bezprawnym przejęciu stanowiska prezesa TK nominowana przez Andrzeja Dudę na prezesa Julia Przyłębska dopuściła Henryka Ciocha, Mariusza Muszyńskiego i Lecha Morawskiego do udziału w Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów TK, a potem włączyła ich do składów orzekających.

Gdy Rzecznik Praw Obywatelskich złożył wniosek o wyłączenie dwóch „dublerów” w sprawie, w której był wnioskodawcą. Trybunał Konstytucyjny odrzucił jego wniosek twierdząc, że „wbrew twierdzeniom wnioskodawcy Trybunał Konstytucyjny dotychczas nie wypowiedział się prawomocnie o statusie któregokolwiek z sędziów TK, bowiem w wyroku w sprawie K 35/15 [z 9 grudnia 2015] Trybunał nie orzekał o wyborze sędziów, lecz o hierarchicznej zgodności art. 137 ustawy o TK z 2015 r. z art. 194 ust. 1 Konstytucji”.

Ten cytat warto zapamiętać, ponieważ dokładnie tego chce obecnie poseł Mularczyk i inni wnioskodawcy z PiS – uznania, że Małgorzata Gersdorf nie jest prezesem Sądu Najwyższego dlatego, że podstawa prawna jej wyboru jest niezgodna z Konstytucją. Orzekając zgodnie z zamówieniem PiS, Trybunał Konstytucyjny Przyłębskiej popadnie w kolejną sprzeczność.


Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Masz cynk?