0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
03 lutego 2022

PiS-owcy czują się nieswojo. I sprawdzają, czy w ich telefonach również nie zainstalowano Pegasusa

Na PiS-owskiej „giełdzie nazwisk" osób z obozu władzy, które mogły być inwigilowane z pomocą Pegasusa jest już dwóch doradców premiera, co najmniej dwóch byłych ministrów, szef związanego z rządem think tanku i kilka pomniejszych postaci

Wydrukuj

W drugiej połowie stycznia 2022 roku Pegasus stał się stałym tematem szeptanych rozmów polityków Prawa i Sprawiedliwości. Przewija się w nich hasło „sysdiagnose” – to nazwa iPhone’owego pliku z logiem analizy systemu, kluczowego w procedurze sprawdzania urządzenia, które mogło być inwigilowane z pomocą Pegasusa przeprowadzanej przez ekspertów z kanadyjskiego Citizen Lab. Politycy PiS udzielają sobie nawzajem rad, jak sprawdzić, czy ich telefon nie został zainfekowany i namiętnie plotkują o tym, kto z obozu władzy mógł znaleźć się na liście szpiegowanych z pomocą Pegasusa.

Grupa Hofmana...

Część z nich nie ma już bowiem większych wątpliwości, że oprogramowanie szpiegowskie izraelskiej firmy NSO Group zakupione przez CBA w 2017 roku mogło być wykorzystywane nie tylko do inwigilacji polityków opozycji – jak Krzysztof Brejza z KO czy Michał Kołodziejczak z AgroUnii albo niewygodnych dla obozu władzy prawników – jak prok. Ewa Wrzosek czy mec. Roman Giertych – ale także do kontrolowania działań uważanych za mniej godnych zaufania polityków samego obozu władzy.

„Najbardziej przejęli się pewnie ci koledzy, którzy mieli trochę za bliskie stosunki z grupą Adama Hofmana”

mówił nam przed weekendem w nieco kpiącym tonie polityk Prawa i Sprawiedliwości. „Ale z tego, co słyszałem, to ludzie z tego kręgu mają całkiem realne powody do obaw. I do zrobienia rachunku sumienia” – dodawał nasz rozmówca. Wymowa tego była następująca: obawiają się ci, którzy naprawdę mają czego się obawiać.

W wypadku „grupy Adama Hofmana” chodzi zarówno o byłego rzecznika PiS jak i związanych z nim biznesowo i towarzysko byłego posła PiS Mariusza Antoniego Kamińskiego i byłego ministra skarbu państwa w rządzie Beaty Szydło Dawida Jackiewicza. Wszyscy trzej prowadzili interesy na styku polityki i biznesu – z czego najgłośniejsza była działalność R4S, firmy PR-owej założonej przez Hofmana

O tym, że mogli być oni podsłuchiwani z pomocą Pegasusa, napisała w drugiej połowie stycznia „Gazeta Wyborcza”. Według dziennika miało to związek z prowadzonymi przeciwko nim śledztwami.

...i Ardanowski

Na politykach PiS, którzy mogli ponadstandardowo często kontaktować się z wymienioną trójką, lista potencjalnych inwigilowanych bynajmniej się jednak nie kończy.

„Rozmawiają ze mną posłowie PiS, którzy sądzą, że też mogli być podsłuchiwani bezpodstawnie” – obwieścił w poniedziałek w rozmowie z „Rzeczpospolitą” poseł PiS Jan Krzysztof Ardanowski, były minister rolnictwa. „Do tej chwili oczekuję - i nie tylko ja - na precyzyjne wyjaśnienia. Jeśli ich nie otrzymam, to będę głosował za powołaniem komisji i myślę, że nie jestem w tym zamiarze odosobniony. Mówię to bardzo otwarcie" – mówił Ardanowski w poniedziałkowej „Rzeczpospolitej”.

Ale były minister rolnictwa zaczął się na dobre niepokoić niemal tydzień wcześniej. Wszystko przez to, że po Sejmie krążyła wówczas gorąca plotka, że to właśnie on miał znaleźć się wśród kolejnych – po grupie Hofmana – podsłuchiwanych z obozu władzy.

„Domagam się wyjaśnienia, czy mój telefon był podsłuchiwany za pomocą systemu Pegasus” – mówił więc Ardanowski w RMF już w zeszły czwartek 27 stycznia.

„Ten wywiad, którego udzielił, jest dla mnie zdumiewającym zaskoczeniem” – tak skomentował słowa Ardanowskiego sam Jarosław Kaczyński.

Kolejka do Toronto

Ale i na Ardanowskim nie kończy się PiS-owska „giełda nazwisk” potencjalnych inwigilowanych wewnątrz obozu władzy.

„Jest spora grupa polityków, nie tylko z mojego ugrupowania, która wysyła dane ze swoich telefonów do Toronto, żeby je sprawdzać” – mówił w poniedziałek w TVN przewodniczący senackiej komisji nadzwyczajnej ds. inwigilacji Pegasusem Marcin Bosacki. Bosacki zaznaczył, że do niego osobiście zgłosiło się już po namiary do Citizen Lab dwóch polityków Prawa i Sprawiedliwości. Szef senackiej komisji mówi, że podzielił się z nimi odpowiednim adresem.

W politycznych kuluarach krążą zaś pogłoski, jakoby celami inwigilacji z Pegasusa mogli stać się również ludzie premiera Mateusza Morawieckiego.

Miałoby to dotyczyć jednego lub dwóch z nich – przy czym chodzi o ludzi „z rynku”, którzy przed dołączeniem do ekipy Morawieckiego nie byli członkami PiS ani aktywnymi politykami. Mowa jest też o szefie jednego ze związanych z rządem think-tanków.

„Nie, w żadnym wypadku w to nie wierzę, nie słyszałem też o żadnych twardych ani miękkich dowodach na coś podobnego. A gdyby cokolwiek miałoby być na rzeczy, pierwszy zagłosowałbym za komisją śledczą w tej sprawie” – tak komentuje nam nieoficjalnie te pogłoski jeden z ważniejszych posłów PiS.

Te zapewnienia brzmią szczerze i przekonująco. Ale gdy pytam swojego rozmówcę, czy jest całkowicie pewien, że dysponenci służb i prokuratury nie posunęliby się do podobnych działań na rzecz spójności obozu władzy lub realizacji interesu frakcyjnego - w tym wypadku w postaci uderzenia w Morawieckiego i jego otoczenie - odpowiada mi już głucha cisza.

Myśl o tym, że służby mogły wykorzystywać narzędzia inwigilacyjne – w tym Pegasusa – także do celów kontrolowania poczynań polityków z obozu władzy lub jego obrzeży, krąży po PiS od pierwszych doniesień o inwigilacji telefonu Krzysztofa Brejzy.

Z informacji OKO.Press wynika, że odpowiednie pliki ze swoich Iphone’ów wysłali do Citizen Lab politycy Porozumienia, którzy od wiosny 2020 roku (i sporu o wybory kopertowe) znajdowali się pod stałą presją PiS-u. W czwartek 3 lutego 2022 o sprawdzaniu własnego telefonu poinformował również szef Porozumienia Jarosław Gowin. Wciąż nie ma jednak możliwości sprawdzenia jednego z telefonów Jarosława Gowina – według naszych informacji były wicepremier miał posługiwać się także urządzeniem z systemem Android, a Citizen Lab jest w stanie sprawdzać jedynie urządzenia Apple. Podobnie rzecz ma się z udostępnionym przez Amnesty International narzędziem, za pomocą którego prawdopodobieństwo ewentualnych włamań dokonanych w przeszłości za pomocą Pegasusa można wykryć niemal samodzielnie – ono również działa wyłącznie na urządzeniach Apple lub opartych na systemie Linux.

Mogłem dzwonić do niewłaściwych osób

Nie tylko aktywni politycy obozu władzy sprawdzają w tej chwili swoje telefony.

„Mi się zrobiło nieswojo już jakiś czas temu. Wysłałem plik, po czterech dniach dostałem odpowiedź, że nic nie wykryto i poczułem sporą ulgę – słyszę od PR-owca pracującego przy niektórych kampaniach wyborczych Prawa i Sprawiedliwości – i to raczej w roli podwykonawcy niż rozgrywającego. Mój rozmówca zarzeka się, że nie był nigdy obiektem zainteresowania prokuratury. Czego więc się właściwie obawiał?

„Na przykład tego, że mogłem dzwonić do niewłaściwych osób” – taką słyszymy odpowiedź.

Wiedza o tym, jak dotrzeć do laboratorium w Toronto, jest już w Sejmie raczej powszechna. Na odpowiedź z Citizen Lab trzeba czekać nie dłużej niż kilka dni. Nieoficjalnie wiemy, że jak do tej pory zdecydowana większość petentów z Polski dostała odpowiedź, że na ich urządzeniu nie stwierdzono śladów działania Pegasusa. Widzieliśmy też instrukcję dla podejrzewających, że stali się ofiarami inwigilacji za pośrednictwem Pegasusa – jeszcze raz podkreślamy, że sprawdzenie tego jest w tej chwili możliwe tylko na urządzeniach Apple. Przed wysłaniem danych należy najpierw przeprowadzić analizę systemu – dostępną w menu ułatwień dostępu, w sekcji Assistive Touch. Dopiero potem należy skopiować powstający w wyniku tego procesu plik sysdiagnose.tar.gz i wysłać go pod odpowiedni adres.

Dla osobiście zainteresowanych polityków obozu władzy odpowiedź Citizen Lab jest znacznie bardziej wiarygodna od najsolenniejszych zapewnień najważniejszych polityków partii - w tym Jarosława Kaczyńskiego.

Od czasów afery taśmowej dziennikarscy stali użytkownicy szyfrowanych komunikatorów internetowych z bogatymi listami kontaktów w telefonach, z każdą kolejną falą informacji lub pogłosek dotyczących nielegalnej inwigilacji polityków lub osób z pogranicza polityki, obserwują to samo ciekawe zjawisko. Otóż do grona użytkowników tych komunikatorów dołączają wtedy gremialnie kolejni politycy - o czym np. Signal powiadamia każdego, kto ma w swej książce adresowej numery ich telefonów. Tak jest i tym razem. Wśród polityków, którzy właśnie poczuli potrzebę korzystania z teoretycznie najbezpieczniejszych kanałów komunikacji są też ludzie z obozu władzy. Problem tylko w tym, że nawet najlepszy szyfrowany komunikator nijak nie uchroniłby ich przed inwigilacją za pomocą Pegasusa lub innego oprogramowania szpiegowskiego o podobnym charakterze.

Udostępnij:

Witold Głowacki

Dziennikarz, pracował w "Dzienniku" i "Polsce The Times". W Oko.press od 2021 roku. Zajmuje się tematyką polityczną i okołopolityczną.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne