30 lipca 2020

Po co nam konwencja antyprzemocowa? "Gdyby procedury działały, nasza klientka mogłaby żyć"

„Źródłem przemocy jest stosunek do kobiet oparty na założeniu, że ich pozycja w społeczeństwie jest niższa. Mężczyźni, którzy stosują przemoc wobec kobiet, rzadko używają jej wobec tych, których uważają za równych sobie” - mówi Urszula Nowakowska, założycielka Centrum Praw Kobiet 

Magdalena Chrzczonowicz, OKO.press: Zbigniew Ziobro twierdzi, że mamy wyższe standardy ochrony kobiet przez przemocą niż wymaga tego Konwencja. Zgadza się Pani z tym?

Urszula Nowakowska, Centrum Praw Kobiet: Nie, oczywiście, że nie.

Czego nam brakuje?

Na pewno zmiany wymagają definicje.

Definicja gwałtu jest niezgodna z tym, o czym mówi konwencja. Polskie prawo (art. 197 KK) uznaje, że gwałt jest wtedy, gdy została użyta przemoc lub podstęp. Konwencja uznaje, że gwałt jest wtedy, gdy nie została wyrażona zgoda.

Właśnie w tym kierunku idzie wiele krajów europejskich, także tych, które nie ratyfikowały Konwencji np. Wielka Brytania. W Polsce nawet na ten temat specjalnie nie rozmawiamy. To namacalny dowód, że ta konwencja jest potrzebna.

Potrzebna jest również zmiana definicji przemocy domowej. W ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie nie mamy chociażby odniesienia do przemocy ekonomicznej.

Konwencja mówi o partnerach niezależnie od tego czy dzielili lub dzielą wspólne miejsce zamieszkania, natomiast w Polsce wskazuje się na przesłankę wspólnego prowadzenia gospodarstwa domowego.

Brakuje mi także jasnego wskazania, że przemoc domowa ma płeć. Że to kobiety są najczęściej jej ofiarami. Brakuje mi odwołania do kulturowych uwarunkowań przemocy wobec kobiet oraz podkreślenia tego, że kluczowym elementem zapobiegania przemocy wobec kobiet są działania na rzecz równouprawnienia płci.

Walczyliśmy, żeby to znalazło się chociaż w preambule do tej ustawy, ale się nie udało.

Nie mamy kompleksowego ustawodawstwa, które mówiłoby o różnych formach przemocy wobec kobiet, oraz odwoływało się do pojęcia przemocy ze względu na płeć. Mamy tylko neutralną płciowo ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

Brakuje takich rozwiązań, które chroniłyby kobiety przed wtórną wiktymizacją, gdy ofiara przemocy doznaje kolejnej krzywdy od innych osób.

Wprawdzie nie ma teraz przymusu mediacji, ale konwencja mówi o stosowaniu mediacji z dużą ostrożnością w sprawach o przemocy w rodzinie. W Polsce natomiast mediacje są bardzo często stosowane.

Częste kierowanie na mediacje pozostaje w zgodzie z “prorodzinnym” podejściem konserwatystów, dążeniem do ratowania rodziny. Tymczasem konwencja stoi na stanowisku, że mediacje w sprawach, w których mamy do czynienia z przemocą wobec kobiet, nie powinny się co do zasady odbywać. Mamy tu do czynienia ze skrajną nierównowagą stron.

Problemem jest także nieuwzględnianie kwestii przemocy w rodzinie w sprawach dotyczących dzieci, na co wskazuje Konwencja.

W Polsce prawo w ogóle się do tego nie odnosi, a sądy często przyznają prawo do opieki bądź kontaktów z dziećmi sprawcom przemocy nie biorąc pod uwagę historii przemocy domowej. A jak wynika z naszego doświadczenia często te kontakty są używane przez sprawców do dalszego stosowania przemocy, a dziecko jest tu tylko narzędziem.

Konwencja mówi jasno o tym, że priorytetem powinno być bezpieczeństwo kobiet i dzieci, a nie prawa do kontaktów ojców, którzy są sprawcami przemocy. Praktyka, z jaką mamy do czynienia w Polsce, często prowadzi do wtórnej wiktymizacji i karania kobiet za tzw. utrudnianie kontaktów.

Mamy kobiety, które mają kilkudziesięciotysięczne kary nałożone za tzw. utrudnianie kontaktów, a one tylko chronią swoje dzieci, których głos w sprawie kontaktów często nie jest uwzględniany.

Ostatnio była próba zmiany prawa w Senacie - żeby sąd częściej orzekał opiekę naprzemienną. Ten projekt także nie brał pod uwagę kwestii związanych z przemocą. Napisałyśmy protest w tej sprawie do senatora Pocieja z PO i do marszałka Senatu.

To była inicjatywa stowarzyszenia obrony praw ojców, która kompletnie pomija fakt związany z przemocą i forsuje rozwiązania sprzeczne z właściwie rozumianym dobrem i interesem dziecka.

W polskim prawie brakuje procedur związanych z szacowaniem ryzyka, zagrożenia eskalacją przemocy i zabójstwem.

W Centrum Praw Kobiet szacujemy, że 400 do 500 kobiet rocznie może tracić życie w związku z przemocą i brakiem właściwej ochrony ze strony państwa.

To nie tylko czyny zakwalifikowane jako zabójstwa, ale także pobicia ze skutkiem śmiertelnym, samobójstwa. Pokazują to badania, że jedna trzecia samobójstw kobiet to samobójstwa popełniane w związku z przemocą.

Nasze szacunki nie uwzględniały jednej sytuacji, pod którą mogą się kryć przypadki zabójstw kobiet, czyli zaginięć. To całkiem duża liczba. Sama policja przyznaje, że wiele z tych spraw nigdy nie zostało zakwalifikowane jako zabójstwo, ponieważ nie ma ciała. Traktuje się je jako zaginięcie, a de facto, czasami po bardzo wielu latach, udaje się specjalnemu wydziałowi policji udowodnić, że to było zabójstwo.

Polska nie spełnia też standardów Rady Europy jeżeli chodzi o dostęp do specjalistycznego poradnictwa i schronisk dla kobiet. System pomocy nie jest oparty o specjalistyczne placówki, tylko placówki ogólne. Wspierają osoby z różnymi problemami, takie jak ośrodki pomocy społecznej, interwencji kryzysowej, domy samotnej matki, które nie są placówkami specjalistycznymi, w rozumieniu konwencji.

Liczba placówek specjalistycznych jest niewystarczająca, a te, prowadzone przez organizacje pozarządowe, nie mają stabilnego finansowania, aby mogły oferować kompleksową i stabilną pomoc. Brakuje specjalistycznych placówek świadczących pomoc dla zgwałconych kobiet.

Oczywiście takie organizacje jak Centrum Praw Kobiet pomagają też ofiarom zgwałceń, ale nie mamy możliwości zapewnienia kompleksowego wsparcia, na jakie zasługują ofiary przemocy seksualnej. Mamy całodobowy telefon dla ofiar przemocy domowej, ale Konwencja oczekuje od sygnatariuszy całodobowego telefonu dla kobiet doświadczających różnych form przemocy.

Prawica stoi na stanowisku, że to alkohol i używki odpowiadają za przemoc.

Mogą i współwystępują z przemocą domową i przemocą wobec kobiet, ale nie jest tak, że one są jej przyczyną. Bardzo wielu mężczyzn nadużywających alkoholu czy biorących narkotyki nie stosuje przemocy.

Źródłem przemocy jest stosunek mężczyzn do kobiet oparty na założeniu, że ich pozycja w społeczeństwie jest niższa, a role społeczne przypisane płci męskiej dają im władzę nad kobietami.

Ci sami mężczyźni, którzy stosują przemoc wobec kobiet, rzadko używają jej wobec tych, których uważają za równych sobie. Jeśli chodzi o kobiety, to mężczyźni mają poczucie, że mogą sobie na to pozwolić, że jest na to przyzwolenie.

Nasze rozwiązania nie są wystarczające także jeżeli chodzi o molestowanie seksualne. Nie uwzględniają różnych jego form, które powinny być penalizowane.

Konwencja wskazuje na konieczność wprowadzenia takich rozwiązań prawnych, które przemoc wobec kobiet w rodzinie traktowałyby jako okoliczność obciążającą.

W Polsce jest odwrotnie i często ta kara jest łagodniejsza, niż w wypadku przemocy użytej wobec osoby obcej.

Takich przypadków, gdzie te kary są niskie, często poniżej dolnego zagrożenia jeśli chodzi o przemoc domową, seksualną, jest bardzo dużo. Stalking też jest bagatelizowany. Te przestępstwa są ścigane wyłącznie na wniosek osoby pokrzywdzonej, a powinny być ścigane z urzędu.

Nasze prawo nic nie mówi o okaleczeniu żeńskich narządów.

W Polsce nie jest to może problem dostrzegany, ale wraz ze wzrostem liczebności grup, które żyją w tej kulturze, może to być wkrótce także nasz problem. Powinniśmy nasze prawo dostosować do nowych wyzwań.

Czy Polska dostosowała jakieś elementy prawodawstwa do konwencji?

Jedną z rzeczy, którą udało się zmienić, to zmiana trybu ścigania przestępstwa zgwałcenia - było to jeszcze za rządów PO-PSL. Byliśmy jedynym krajem w Europie, który ścigał gwałt na wniosek osoby pokrzywdzonej, a nie z urzędu.

Teraz PiS zaproponował zmianę, która ma wejść za kilka miesięcy w życie. Chodzi o nakaz opuszczenia domu i zakaz zbliżania się. Zabiegałyśmy o to jako Centrum Praw Kobiet od wielu lat. Mamy pewne uwagi do tego zakazu i nakazu, ale chciałyśmy, by to zostało jak najszybciej przyjęte, a nie odłożone do zamrażarki, więc ich nie zgłaszałyśmy.

Ta nowelizacja niewątpliwie wychodzi naprzeciw standardom zapisanym w konwencji.

To, co się zmieniło odkąd ratyfikowaliśmy konwencję, to także język, jakim mówimy o przemocy, coraz powszechniejsze dostrzeganie kulturowych uwarunkowań przemocy wobec kobiet oraz tego, że przemoc domowa ma płeć.

Przed konwencją przemoc była “neutralizowana”, szczególnie jeżeli chodzi o przemoc domową. Teraz coraz więcej organizacji, które pracują w obszarze przeciwdziałania przemocy domowej, które wcześniej używały języka neutralnego ze względu na płeć, teraz zaczyna mówić “językiem genderowym”, językiem konwencji.

Tak samo instytucje publiczne. Kiedyś, gdy mówiłyśmy o przemocy wobec kobiet, zaraz słyszałyśmy, że przecież mężczyźni też są ofiarami, że to feministyczny wymysł, aby mówić, że kobiety w nieproporcjonalnie większym stopniu padają ofiarami przemocy domowej. Teraz spotykamy się z tym zdecydowanie rzadziej.

Prawica krytykuje właśnie język konwencji. Twierdzi, że za dużo tu ideologii.

Konwencja wprowadza definicje, pokazuje, gdzie leżą korzenie, pokazuje też związek przemocy z dyskryminacją ze względu na płeć oraz rolami, jakie kultura i tradycja przypisują kobietom i mężczyznom.

Wskazuje jasno na konieczność przeciwdziałania stereotypom i uprzedzeniom krzywdzącym kobiety i usprawiedliwiającym przemoc jaką mężczyźni stosują wobec kobiet.

Przyznam, że nie rozumiem tych ataków na konwencję, tym bardziej, że nie jest to pierwszy akt prawa międzynarodowego, który posługuje się podobnym językiem.

Mówi o tym też ratyfikowana w Polsce w 1981 roku konwencja ONZ, dotycząca przeciwdziałania wszelkim formom dyskryminacji kobiet, wskazująca na stereotypy dotyczące ról płciowych jako barierę w osiąganiu równości kobiet i mężczyzn. Później (1992) była deklaracja ONZ o eliminacji wszelkich form przemocy wobec kobiet, Platforma Pekińska (1995) .

Wiele z tych zapisów jest w języku prawa międzynarodowego od wielu lat. Ale konwencja stambulska jest dokumentem dużo bardziej kompleksowym jeśli chodzi o przeciwdziałanie przemocy wobec kobiet i wprowadza mechanizmy pozwalające na monitorowanie działań poszczególnych krajów mających na celu wdrażanie standardów zapisanych w konwencji do ustawodawstwa krajowego.

We wrześniu np. odbędzie wizyta ekspertów z GREVIO [organizacja, która monitoruje wdrażanie konwencji] w Polsce, przygotują ocenę raportu przygotowanego przez rząd i rekomendacje. Jestem przekonana, że do tego czasu nie dojdzie do wypowiedzenia konwencji, więc eksperci wkrótce ocenią nasze postępy w jej wdrażaniu.

Co się dzieje, gdy prawo działa za wolno, albo w prawie nie ma odpowiednich narzędzi, żeby chronić ofiary przemocy?

Znamy wiele przykładów, kiedy to kobiety zmuszone były uciekać z domu, aby chronić siebie i swoje dzieci przed przemocą, bo nie zastosowano chociażby nakazu opuszczenia domu przez sprawcę, czy innych procedur, które chroniłyby je przed eskalacją przemocy i realnym zagrożeniem zabójstwem.

Kilka lat temu nasza klientka została zamordowana na zlecenie swojego męża. Jej historia pokazywała m.in. jak silne są stereotypy, które sprawiały, że nie dawano jej wiary, podejrzliwie oceniano jej starania, aby mąż poniósł odpowiedzialność za swoje zachowanie.

Wszystkie sprawy były umarzane, nikt nie traktował poważnie gróźb zabójstwa kierowanych pod jej adresem przez męża i w końcu doszło do najgorszego.

Jej prośby o pomoc były bagatelizowane, bo w tle był podział majątku, więc dla wszystkich było oczywiste, że ona fałszywie oskarża, żeby więcej ugrać. A ta sprawa to był ten zapalnik, który sprawił, że jej mąż, który nie godził się na podział majątku i sprzedaż mieszkania, zlecił zabójstwo.

Gdyby procedury szacowania ryzyka i nakazu były stosowane, mogłoby do tego zabójstwa nie dojść.

Miałyśmy wiele spraw, gdy kobiety uciekające przed przemocą miały orzeczenia od sądów, nakazujące dzieciom wrócić do sprawców, bo tam mają lepsze warunki. Kobiety traciły dzieci na rzecz sprawców! A potem miały zasądzone kary, bo chroniły dzieci przed sprawcami przemocy, a według sądu utrudniały widzenia.

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (ostatnio prawach uchodźców i uchodźczyń), prawach reprodukcyjnych, Kościele katolickim i polityce.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne