Przez dwa tygodnie propaganda zachęcała poddanych Putina do przesyłania pytań. A sama konferencja Putina była śmiertelnie nudnym ględzeniem starszego pana, który zna świat z tabelek statystycznych drukowanych dla niego specjalnie dużymi czcionkami. Czyżby nie o odpowiedzi chodziło, ale o pytania, które służby Putina zanalizują, by ustalić, ile Rosja wytrzyma
Z rzeczy wartych uwagi:
Putin na swą „doroczną konferencję prasową i rozmowy z obywatelami” tym razem spóźnił się tylko 10 minut. To tak jakby był punktualny. Miał kłopoty z głosem – pokasływał i chrząkał, co mu się jednak nie raz już zdarzało. Nie ustawał w monotonnych opowieściach, które co jakiś czas przerywał jego rzecznik Pieskow, wywołując pytania z sali.
Wszystko trwało grubo ponad cztery godziny. Był to oczywiście kolejny rekord długości „dorocznej konferencji prasowej” – Putin pokazywał tak swoją krzepę i oddanie Rosji. Jednocześnie spotkanie z obywatelami było ewidentnie zaplanowane jako usypiające, infantylne, a zarazem chaotyczne. Co jest stałą linią propagandy, która stara się uniemożliwić obywatelom Rosji zrozumienie tego, co się dzieje.
Było nudniej niż rok i dwa lata temu.
W 2023 roku w „rozmowie z obywatelami” Putin chwalił się postępami na froncie (w 2022 roku konferencji w ogóle nie było). Postępy te były wówczas mniejsze, niż się spodziewano, co władca wyjaśnił „troską o życie żołnierzy”.
W 2024 roku o „trosce” nie było już mowy, za to postęp na froncie był „dynamiczny”.
W 2025 roku był za to "nieustający”. Nie zmienia to jednak faktu, że w czwartym roku najazdu Rosja nie zdobyła nawet Donbasu, nie mówiąc Chersońszczyźnie i Zaporożu, które też sobie anektowała i wpisała do konstytucji w 2022 roku.
A wojna od 12 stycznia 2026 będzie trwała dłużej niż najświętsza z wszystkich moskiewskich wojen – wojna Stalina z Hitlerem, zakończona zdobyciem Berlina.
Nikt o to nie zapytał.
Trzecia wojenna „konferencja prasowa Putina i rozmowa z narodem” była jednak i tak dużym wyzwaniem. Pomysł jest stary: chodzi o pokazanie Putina jako dobrego cara, do którego poddani kierują prośby. Takie, jakie w cywilizowanym kraju rozwiązuje wójt (brak wody pitnej, brak ogrzewania albo drogi).
Ale było to pierwsze „spotkanie z narodem”, gdy cała europejska Rosja – a nie tylko pogranicze – jest z powodu wojny wywołanej przez Putina pod ostrzałem ukraińskich dronów
Tej nocy alarm został ogłoszony w Tatarstanie, obwodzie orenburskim, lipieckim, orłowskim, ulianowskim, w Kraju Stawropolskim i Mordowii. Gdy Putin przemawiał, alarm był na okupowanym Krymie. Prace wstrzymały lotniska w Gelendżyku, Jarosławiu, Wołgogradzie, Tambowie, Penzie, Saratowie, Kałudze, Władykaukazie, Groznym i Krasnodarze.
Tak było w styczniu. Na mapce zaznaczaliśmy informacje o atakach dronowych i zamkniętych lotniskach, bo to była nowość. A od sierpnia to niemożliwe. Lotniska zamykane są codziennie, a na mapie zaznaczamy tylko potwierdzone trafienia, nie sam fat ataku:
Pytanie o te ataki padło jednak dopiero w czwartej godzinie programu, kiedy większość widzów musiała już się poddać. A dotyczyło ataków ukraińskich na tankowce omijające sankcje na rosyjką ropę. „Jaka będzie odpowiedź Rosji? I jak obroni się Kaliningrad?” – pytał stroskany „lokalny dziennikarz”.
„Zagrożenia będziemy niszczyć” – obiecał Putin. „A jeśli chodzi o niszczenie naszej cywilnej infrastruktury, to nasze wojska odpowiadają na to, ostrzeliwując Ukrainę”. „A poza tym ostrzał nie przyniesie pożądanych przez Ukrainę rezultatów” (akurat w dniu konferencji władze rosyjskie przyznały się do trzech ofiar śmiertelnych – red.).
W zeszłym roku Putin wiele nadziei wiązał z Trumpem, który dopiero szykował się do przejęcia władzy. Wtedy też postraszył swoją superbronią – proponował nawet pojedynek: Putin uderzy w Kijów Oriesznikiem, a zachodnia obrona powietrzna spróbuje go zestrzelić.
19 grudnia Putin też zaczął „konferencję prasową” od pytania o sytuację wojenną, ale była to opowieść nudna, bez propozycji pojedynkowania się na rakiety czy grożenia kolejną wojną światową i niszczeniem życia na Ziemi.
Doroczna konferencja – przypomnijmy – nie jest wydarzeniem punktowym. Od kilkunastu dni propaganda Kremla relacjonowała szczegółowo i z przejęciem proces zbierania pytań do Putina. I widać już było zamierzenie władzy, by rozdzielać temat wojny i geopolityki od „problemów zwykłych ludzi”. Jakby chodziło o zmierzenie ich poziomu.
O wojnie Putin wypowiedział się ostentacyjnie i ostro przed „doroczną konferencją” – 17 grudnia.
Na „konferencji prasowej” miało być raczej o braku wody pitnej.
„W naszej wsi jest tylko woda techniczna, której pić nie można” – skarżyli się ludzie w filmikach słanych Putinowi a pokazywanych przed „konferencją” w telewizji. A słynny i odznaczony orderem bohatera Rosji „korespondent wojenny” Jewgienij Poddubny nie pytał o sytuację na froncie, ale właśnie o brak wody w podbitym Doniecku.
Było o problemach z czytelnictwem w Rosji i z „kapitałem macierzyńskim", który Putin płaci za urodzenie dziecka – jednak pieniędzy tych nie można użyć np. na doprowadzenie do mieszkania ogrzewania i ocieplenia go. Było pytanie od wojennej wdowy, której mąż poległ dwa lata temu, a ona nie dostała do tej pory świadczeń. I pytanie od pana, którego nie stać na kurczaki, oraz od pani, która nie ma na życie. Padło pytanie o brak dopłat do leków i brak dróg w republice Komi.
„Jak osiągniemy cele SWO – pokojowo czy siłą?” – zapytali jednak na początek prowadzący, demonstrując głęboką wiarę w powodzenie planów Putina (prowadzący – Paweł Zarubin i Jekatierina Bieriezowskaja – należą do tych „dziennikarzy”, którzy sami nie wymyślają pytań. Zresztą i pytania z sali też były ustawione – zadający je czasami się wysypywali: „Proszę wybaczyć, jestem zdenerwowana, bo nie wiedziałam, KIEDY mnie pan zapyta” – mówi dziennikarka na sali do Putina, który właśnie udawał, że ją wybiera spośród setek innych zgłoszeń).
Putin ogłosił: „Nie widzimy gotowości do rozmów ze strony Ukrainy o kwestii terytorialnej”. Potem rozwinął starą opowieść, że za wojnę odpowiada Ukraina i to ona nie chce się poddać, więc to wszystko jej wina. „Choć rzeczywiście są gotowi do jakiegoś dialogu. My możemy rozmawiać na zasadach określonych w czerwcu 2024” [te warunki to oddanie Rosji czterech niezdobytych od 2022 roku regionów i rezygnacja z suwerenności – bowiem Moskwa chce mieć wpływ na to, co dzieje się w reszcie Ukrainy oraz zablokowanie jej prozachodnich aspiracji – red.].
Na mapie Rosji wyświetlanej za Putinem pokazane były roszczenia terytorialne Kremla: wszystkie cztery obwody i Krym w jej granicach. Jakby to było coś oczywistego.
Dziennikarz NBC dopuszczony do głosu w drugiej godzinie programu zapytał, czy – wobec gotowości Ukrainy do ustępstw i nieprzejednanego stanowiska Rosji Putin nie czuje się teraz winny śmierci na tej wojnie. Putin dał tę samą powtarzaną od lat opowieść o tym, że to "nie Rosja zaczęła”. A poza tym on już poszedł na kompromis, w czasie spotkania z Trumpem na Alasce 15 sierpnia. Tymczasem Amertkanie te propozycje zmienili na gorsze – powodu nacisku Ukrainy i „jej europejskich partnerów”.
W trzeciej godzinie programu dziennikarzowi serbskiemu Putin powtórzył to, co ostatnio opowiada w kółko. Że Rosja chce wypełnienia zobowiązania USA z początku lat 90., że NATO nie rozszerzy się na Zachód (czyli domaga się wycofania NATO z Europy Środkowej).
W czwartej godzinie – że uzna wybory w Ukrainie, jeśli będą przeprowadzane także w Rosji, bo „żyją tu miliony Ukraińców”. Pod takim warunkiem może nawet nie ostrzeliwać Ukrainy w dniu wyborów.
Natomiast pytany przez „gospodarzy” programu o sytuację na froncie, Putin szczegółowo opowiadał zdobywaniu połowy lub części małych miejscowości. Zapewnia, że sytuacja jest bardzo dobra. „Wyczerpanie rezerw Sił Zbrojnych Ukrainy powinno zachęcić reżim w Kijowie do pokojowego zakończenia konfliktu”.
Warto zauważyć, że na początku pełnospektaklowej wojny w 2022 do wymieniania zdobytych miejscowości Moskwa używała rzecznika MON. Starania Putina, by wyliczyć wszystko, były więc znamienne. Tak jak to, że zaprosił na swoją konferencję wojskowego, bohatera Rosji z Kałmucji, który miał zaświadczyć, że to, co Putin mówi o zdobywaniu Siewierska, jest prawdą.
Widać, że historia z rzekomo zdobytym przez armię Putina Kupiańsku (zdobywcy dostali medale, a potem w mieście sfotografował się prezydent Ukrainy Wołodymir Zełenski) uderzyła w wizerunek władcy.
Zaproszony wojskowy z pewnym trudem powtórzył raport, jaki miał zdać przed Radą Bezpieczeństwa Putina („Problem zdobycia Siewierska polegał na tym, że jest to miasto na równinie”. „Nastrój wojskowych jest taki, że popieramy kurs wodza naczelnego i wypełnimy postawione zadania”).
Po raz pierwszy na konferencji Putina padło pytanie o zabitych (jedyna pewna oficjalna dana to 5 tys. zabitych rosyjskich żołnierzy – liczba podana jesienią 2022 roku, już wtedy całkowicie nieprawdziwa). Ale odpowiadał na to bohater z Kałmucji, który dowodził 84 żołnierzami, a nie wódz naczelny Putin. Z 84 zginęło czterech. „Gdyż posuwaliśmy się małymi grupami” – zatem były to straty wyjątkowo małe.
Wodza naczelnego nikt o straty nie zapytał.
Pytanie od prowadzących: „Wojna to ciężkie zadanie dla gospodarki. Czy może ona nadal rosnąć?”.
Putin miał ze sobą kartkę z danymi duża czcionką (duży druk wynika z tego, że Putin odmówił noszenia okularów). Wzrost PKB wyniósł w 2025 roku w Rosji 1 proc., ale w ciągu trzech lat (to ostatnio nowa miara sukcesu) – 9,7. W Europie – ledwie 3,1 proc.
Dalej Putin zarzucił publiczność innymi procentami mającymi świadczyć o tym, że produkcja rośnie, inflacja spada, metry kwadratowe się budują, a płace rosną („choć rzeczywiście mniej niż w latach poprzednich”). I ogólnie rzecz biorąc, gospodarka Rosji wyróżnia się na plus wśród gospodarek krajów rozwiniętych.
Nikt tego nie kontrował, choć w Rosji właśnie podniesiono podatki, a raporty kremlowskich ekonomistów ostrzegają o wyczerpywaniu się gospodarczych rezerw. Po prostu rzecznik Pieskow oddał mikrofon dziennikarzowi z Syberii, a ten zapytał o sybirski akcelerator fotonów.
Potem znalazły się jednak pytania o rosnące ceny i to, że ludzi nie stać na jedzenie. Putin jednak powiedział, że podane przez niego dane statystyczne nie odnoszą się do jednostkowych sytuacji. Bowiem jeśli ktoś kupuje dużo drobiu, to ma inny niż u statystyków koszyk zakupów i może mu nie starczać. Ale w zeszłym roku drogie były jajka, a teraz są tanie.
Cała konferencja była zorganizowanym pokazem infantylizmu. Ludzi zmuszono do konkurowania o uwagę Putina. A ponieważ nie wolno było wnosić w tym roku na salę dużych plakatów, to przebierali się w regionalne stroje i na kartkach A4 wypisywali różne hasła. Chłopak przyszedł z kartką „Chcę się ożenić”. Siedząca w drugiej części sali kobieta miała kartkę „Chcę wyjść za mąż”. Co prowadzącym program kremlowskim „dziennikarzom” dało pretekst do żartów typu „Czemu nie siedzicie razem?”. Taka to była rozgrzewka przed przyjściem spóźniającego się Putina. Potem jednak okazało się, że wyławiani przez prowadzących z tłumu byli też zauważani przez Putina. Taki to przypadek.
Kobiecie z kartką o zamążpójściu Putin objaśnił problemy demograficzne Rosji w taki oto sposób: kobiety powinny zrozumieć szczęście wynikające z macierzyństwa, a wszyscy – lepiej pojmować, czym jest „zwyczajne ludzkie szczęście". Kamera pokazywała zadającą pytanie, jak z zachwytem się w to wysłuchuje.
Chłopak (student „dziennikarstwa”) z kartką „chcę się ożenić” taż został przez władcę zauważony. Wykorztstał okazję i oświadczył się sympatii przed całą publicznością oraz zaprosił Putina na wesele (narzeczona oglądała transmisję, i jak doniosła po godzinie agencja TASS, przyjęła oświadczyny). A chłopak poprosił Putina o pomoc w spłacie kredytu na mieszkanie, bo to ułatwi im założenie rodziny. Putin jednak doradził, że dzieci będzie więcej, jeśli ludzie będą się wcześniej pobierać. „Jak na Kaukazie”. Nie należy natomiast „bez końca oczekiwać na poprawę sytuacji materialnej albo zdobycie wykształcenia”.
Generalnie – nonszalancja Putina wobec ludzkich problemów była zauważalna. W zasadzie na granicy słynnego przypisywanego Marii Antoninie „niech jedzą ciasteczka”.
Opisujemy to zadziwiające wydarzenie, bo „konferencja prasowa Putina i rozmowa z narodem” – nudna czy nie – jest traktowana przez propagandę Kremla jako danie obowiązkowe.
Poprzedza to wydarzenie, jak wspomnieliśmy, propagandowy spektakl napędzający pytania do Putina. Propaganda raportuje, o co ludzie pytają i tworzy z nich opowieści o cudach, które zdarzyły się prostym ludziom dzięki interwencji władcy.
Czyli – mówi propaganda – trzeba przedstawić Putinowi swoje żale. Bo naprawdę istnieje szansa (zapewnia o tym rzecznik Pieskow), że Putin osobiście je zobaczy.
Oczywiście spektakl ten buduje w społeczeństwie pozycję Putina i nie pozwala pojawić się myśli, że możliwy jest świat bez niego.
Ale sądzimy, że nie tylko o boskość Putina tu chodzi. Bo np. Putin rezygnuje z innej celebry – orędzia przed Zgromadzeniem Narodowym. W tym roku go np. nie było. W marcu było zapowiedziane na maj, a – wedle obietnic z września – miało być w grudniu. „Prezydent nie zdecydował jeszcze o dokładnej dacie. Jak tylko to nastąpi, poinformujemy was” – powtórzył to samo, co zawsze, Pieskow 18 grudnia.
Skąd więc przywiązanie do „dorocznej konferencji”? Może chodzić o dostęp do danych o Rosjanach.
Już w zeszłym roku pytania do Putina, których było 2,6 miliona (teraz – ponad 3 mln) analizowała rosyjska „sztuczna inteligencja” – narzędzie GigaChat wypożyczone z komercyjnego Sbierbanku. Teraz do tego władza zachęcała poddanych, by pytania składali za pośrednictwem nowego komunikatora Max, który ma zastąpić zachodnie, bo – w przeciwieństwie do nich jest dla Kremla przezroczysty i pozwala śledzić obywateli i zbierać o nich dane. Max zebrał pół miliona pytań.
I tak władza dostała gigantyczne ilości danych, z nazwiskami, wiekiem, miejscem zamieszkania, zainteresowaniami, problemami, a także danymi biometrycznymi– głosem, wizerunkiem, emocjami i nastrojem. Kreml ma już dane porównawcze z dwóch poprzednich edycji „rozmowy” z czasów pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Propaganda wmawia odbiorcom, że wszystko to służy do tematycznego podzielenia pytań i ustalenia, co sprawia największy problem. Oraz do automatycznego kierowania pytań do odpowiednich urzędów (tak oto AI ma zastąpić edukację obywatelską).
Kto chce, niech wierzy.
Ze względu na skalę zbieranych w toku tego przedsięwzięcia danych wydaje się jednak, że służy ono nie temu, żeby Putin „odpowiadał”, ale żeby władza mogła przyjrzeć się sytuacji wewnętrznej. Putin – tak jak nie może liczyć na prawdziwe raporty wojskowe i gospodarcze – nie za bardzo może liczyć na dane socjologiczne.
Jego poddani nauczyli się bowiem odpowiadać rządowym ankieterom, że mają pełne zaufanie do Putina.
Co innego, kiedy poddany mówi prawdę, bo ma nadzieję, że Putin usłyszy i załata dziurę w drodze.
Rzecznik Pieskow przyznał, że narzędzie Sbierbanku od ostatniego roku nauczyło się analizować emocje. A Putin, który wedle zapewnień swego rzecznika przeszedł 1,5-godzinny „briefing o sztucznej inteligencji”, powiedział 19 listopada, że w przyszłości GigaChat Sbierbanku „umożliwi monitorowanie odpowiedzi i śledzenie powtarzających się zapytań”. „Pozwoli nam to jak najszybciej przekazać prezydentowi pełną perspektywę społeczną w trakcie procesu przygotowawczego” – doprecyzował rzecznik Kremla.
Jak po zeszłorocznej imprezie ustaliła władza, 46 proc. zadających pytanie do Putina było zadowolone z odpowiedzi udzielonych przez administrację. Był to wzrost „o 5 procent”. Jak widać, pytania są obrabiane szczegółowo.
Oczywiście nikt w Rosji nie zapyta, kto dostaje te dane i co z nimi robi. RODO tam nie ma. Ale miliony pytań mogą pomóc w szacunkach, „ile to jeszcze wytrzyma”. I czy rzeczywiście – jak wierzy Putin – Ukraina padnie pierwsza.
W końcu trzeciej godziny Steve Rosenberg z BBC zapytał Putina o przyszłość Rosji. „Czy nadal karane będą poglądy niezgodne ze stanowiskiem władz? Nadal będzie wyłączany w kraju internet? Czy będą kolejne operacje specjalne? Władza w Rosji jest w pana rękach, więc i jej przyszłość – stąd pytanie” – wyjaśnił Rosenberg.
Putin: Chodzi pewnie o ustawę o agentach zagranicznych? Nasze prawo nie jest tak surowe jak za granicą.
Wyglądało na to, że Putin nie wie o przepisach karzących więzieniem za wpisy w mediach społecznościowych, które nie podobają się władzy, i karzące grzywną za niewłaściwe pytania w wyszukiwarce.
Francuski dziennikarz zapytał więc Putina o sprawę naukowca Laurenta Vinátiera, który przebywa w więzieniu w Rosji pod zarzutem naruszenia ustawy o „zagranicznych agentach”, a teraz grozi mu zarzut szpiegostwa. Putin nic o sprawie nie wiedział, ale obiecał się dowiedzieć.
Wracając do operacji specjalnych, to nie będzie ich – mówił Putin w odpowiedzi na pytanie BBC – jeśli będziecie nas szanować i nie będziecie oszukiwać, że nie rozszerzycie NATO.
Usłużny prowadzący Zarubin dodał, że BBC jest proukraińska, odważyła się nawet na konflikt z prezydentem USA. „To dlatego – wyjaśnił Putin – że Wielka Brytania chce ukryć swoje wewnętrzne problemy przed obywatelami”.
Dowiedzieliśmy się więc, co Putin wie i rozumie w sprawie mediów.
Po czym Putin – mimo delikatnych protestów własnego rzecznika – zaczął opowiadać, jak bardzo nie rozumie stanowiska szefa NATO Marka Ruttego, że trzeba szykować się do wojny z Rosją. „To inteligentny człowiek, wiem, inteligentny, systemowy i skuteczny premier. Holenderska gospodarka jest w dobrej kondycji i to po części jego zasługa. Ale co on mówi? Naprawdę chcę zapytać: posłuchajcie, dlaczego mówicie o wojnie z Rosją?”.
Dowiedzieliśmy się więc też, co Putin ma w głowie: wystarczy być grzecznym, a Putin bić nie będzie.
Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?
UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.
Cały nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziecie pod tym linkiem.
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze