0:000:00

0:00

Odwiedziliśmy bełchatowską kopalnię, aby zobaczyć, jak dużym zainteresowaniem cieszy się sprzedaż węgla brunatnego. Polska Grupa Energetyczna od tygodnia sprzedaje surowiec indywidualnym odbiorcom. Chętnych nie brakuje, bo przyjeżdżają mieszkańcy nie tylko z woj. łódzkiego, ale też z innych części kraju.

Telefony od zainteresowanych klientów dzwonią cały czas.

Ile węgla sprzedano do tej pory i jak długo trzeba czekać?

Plac węglowy Kopalni Węgla Brunatnego Bełchatów położony jest tuż przy drodze, która biegnie w kierunku Chabielic i dalej aż do młodszej z dwóch kopalnianych odkrywek — Pola Szczerców. Na ogromnym terenie otoczonym siecią taśmociągów widać przygotowane ogromne hałdy węgla, który sortowany spada z taśmy w wyznaczone miejsca.

Chętni mogą kupić zarówno ten drobniejszy, jak i „brunatne złoto” o większej granulacji. Za węgiel trzeba zapłacić od około 150 zł do blisko 500 zł. Cena zależy od rozmiaru bryły. Na plac wjeżdżają kolejne ciężarówki, a kopalniane ładowarki uwijają się sypiąc tony paliwa na następne przyczepy.

Po drugiej stronie drogi widać kolejkę. Stoją w niej zarówno ci, którzy już kupili węgiel, jak i osoby, które chcą go dopiero nabyć. Samochody załadowane „brunatnym złotem” wjeżdżają na specjalną samochodową wagę, a po zważeniu tonażu dokonują płatności. W kopalni obowiązują limity. Można kupić od 2 do 6 ton na sezon grzewczy.

Przeczytaj także:

PGE wraca do sprzedaży węgla

Polska Grupa Energetyczna sprzedaż rozpoczęła 11 października. Umożliwiła to przyjęta w Sejmie poprawka, która zmieniła ustawę prawo ochrony środowiska oraz ustawę o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw.

Tym samym czasowo został uchylony zakaz palenia węglem brunatnym w gospodarstwach domowych, który obowiązywał od połowy 2020 roku.

Wówczas wycofanie węgla ze sprzedaży tłumaczono ochroną środowiska i walką ze smogiem w Polsce. W wielu województwach przyjęto uchwały antysmogowe, a za ogrzewanie domu węglem brunatnym groziły srogie kary. Wówczas również kopalnia Bełchatów wstrzymała sprzedaż wydobywanego w odkrywce węgla.

Teraz, po nieco ponad dwóch latach, w kopalni znowu można go kupić. Przynajmniej na razie. Rząd zaznaczył, że przepisy mają obowiązywać do końca kwietnia przyszłego roku. Węgiel brunatny z kopalni w Bełchatowie i Turowie ma być antidotum na braki jego kamiennego odpowiednika w całym kraju, który jest trudno dostępny i osiąga coraz wyższe ceny, które dochodzą już do blisko 4 tys. zł. Za brunatny w Bełchatowie zapłacimy wielokrotnie mniej, ale w zamian dostaniemy węgiel gorszej jakości i o mniejszej kaloryczności.

"Mam nadzieję, że jakoś ogrzeję dom"

Przed punktem sprzedaży ustawiła się kolejka około dziesięciu samochodów. Są to zarówno ciężarówki, jak i mniejsze auta osobowe. Z niewielkiej budki, w której dokonuje się rozliczeń za zakupiony węgiel, wychodzi starszy mężczyzna. Zapytany o to, ile kupił brunatnego paliwa, przyznaje, że tyle ile maksymalnie było można, czyli 6 ton. Pan Bronisław przyjechał z miejscowości Makowiska w powiecie pajęczańskim.

„Czy boję się palić brunatny? Wie pan co, będzie to pierwszy raz. Zobaczymy, jak to będzie. Kamienny ciężko dostać, no i drogi jest. Mam nadzieję, że jakoś ogrzeję dom na zimę”

– mówi Bronisław Bruszczyk.

W KWB Bełchatów potwierdzają, że odkąd ogłoszono możliwość kupna węgla z ich odkrywki, to przyjeżdżają ludzie nie tylko z województwa łódzkiego, ale też z innych części kraju. Telefony dzwonią cały czas.

„Telefon nie jest odkładany w ogóle, na bieżąco przyjmujemy te zamówienia” – mówi Krzysztof Rośniak, dyrektor Kopalni Węgla Brunatnego w Bełchatowie.

Telefony na kopalni wciąż dzwonią

Dyrektor kopalni nie chce powiedzieć, ile osób dziennie przyjeżdża po węgiel. Koncern PGE GiEK podaje, że do 18 października, czyli w tydzień od uruchomienia sprzedaży, klienci zamówili łącznie 2770 ton węgla. Część już odebrała, a pozostali umawiają się z kopalnią na w konkretny termin.

Jak podkreśla spółka, uzależnione jest to przede wszystkim „od preferencji kupujących pod kątem organizacji transportu”. Kiedy pytamy w koncernie o czas oczekiwania, to mowa jest o maksymalnie kilku dniach od chwili zamówienia.

„Popyt na nasz węgiel jest bardzo duży. Widać samochody ciężarowe. Jakie jest to zainteresowanie? Myśleliśmy, że będzie mniejsze, a zapotrzebowanie jest duże. Ludzie mówią, że cena gra największą rolę. Jest ona dużo niższa, bo koszty wydobycia kamiennego są dużo wyższe. Kaloryczność naszego węgla jest dużo niższa”

– mówi Krzysztof Rośniak.

Dlatego, jak tłumaczy, kopalnia stara się, aby do sprzedaży nie trafiał węgiel o wartości opałowej poniżej 7,2 tys. kJ.

„Tak więc, aby ogrzać dom potrzeba na niego większej ilości węgla, gdy uzyskujemy z niego dużo mniej ciepła” – zaznacza dyrektor Rośniak. – „Widzimy, że są osoby, które są zdesperowane, bo jeszcze nie zakupiły kamiennego, dlatego jest to jakaś alternatywa, aby mieć opał na zimę. Taki węgiel odpowiednio przesuszony może być spalany jako drzewo w zwykłym piecu” – dodaje.

Dyrektor KWB Bełchatów pytany o szkodliwość węgla i jego wpływ na zanieczyszczenie powietrza, zaznacza, że można nim palić tylko w odpowiednich piecach. Kwestię szkodliwości emisji na jakość powietrza pomija.

„Jeśli chodzi o ten aspekt, to trzeba podkreślić, że do każdego węgla jest przewidziany odpowiedni kocioł na paliwo. W związku z tym raczej nie preferuje się spalania kotłami innymi niż przeznaczonymi do węgla brunatnego. Informujemy użytkowników, aby sprawdzić, czy kocioł nadaje się do spalania takiego węgla” – mówi Krzysztof Rośniak.

Za brunatny w domach zapłacimy zdrowiem?

Suchej nitki na decyzji o sprzedaży węgla brunatnego indywidualnym odbiorcom nie zostawiają ekolodzy i działacze antysmogowi, według których to krok wstecz w walce o czyste powietrze.

Prof. Piotr Kleczkowski z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie zwraca uwagę na fakt, że masowe palenie węglem brunatnym w domowych piecach oznacza znaczne pogorszenie jakości powietrza. Emisja z domowych pieców w przeliczeniu na określoną ilość węgla będzie dużo gorsza niż w bełchatowskiej elektrowni, w której działają odpowiednie filtry. Spaliny wydobywające się z domowego pieca nie są bowiem w żaden sposób oczyszczone.

„Wszystko oczywiście zależy też od tego, ile osób będzie paliło tym węglem, ale jeśli skala jest duża, to są to złe wiadomości dla środowiska” – mówi prof. Piotr Kleczkowski.

Jak zaznacza, węgiel brunatny ze złóż koło Bełchatowa wyróżnia się m.in. dużą zawartością rtęci.

„To fatalna wiadomość. Emisje rtęci z węgla brunatnego są ogromne, a to jest neurotoksyna, którą łatwo wchłania nasz organizm i która powoduje liczne choroby układu nerwowego. Jeżeli kontakt z tymi emisjami mają matki w okresie ciąży, to może to prowadzić do upośledzeń dzieci. Dla mnie decyzja o dopuszczeniu do sprzedaży tego węgla nie mieści się w głowie. W tej sytuacji lepiej więcej zapłacić za droższy węgiel z zagranicy, niż płacić zdrowiem ludzi” – mówi prof. Kleczkowski.

Tekst powstał przy wsparciu The German Marshall Fund

Udostępnij:

Grzegorz Maliszewski

Dziennikarz portalu Dzień Dobry Bełchatów

Przeczytaj także:

Komentarze