0:00
Prawa autorskie: 11.01.2023 Warszawa , ul. Wiejska , Sejm . Poslowie podczas 70 posiedzenia Sejmu IX kadencji . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl11.01.2023 Warszawa ...
14 stycznia 2023

„Po wolcie Hołowni nie ma o czym mówić. Nie będzie żadnej wspólnej listy”

Dlaczego opozycja podzieliła się w głosowaniu nad ustawą o Sądzie Najwyższym? Po części strach, po części znajomość oczekiwań wyborców (lub przekonanie, że się zna te oczekiwania), po części zmęczenie, po części nadzieja (na przyszłą wygraną i dzielenie europejskich pieniędzy).

Wydrukuj

Przez kilka tygodni opozycja trzymała wspólny front w sprawie ustawy o Sądzie Najwyższym. Liderzy opozycji umówili się, że choć uznają ustawę za niekonstytucyjną, w głosowaniu ich ugrupowania wstrzymają się. Nie chcieli być oskarżani o to, że blokują miliardy euro z Funduszu Odbudowy. Ten jednolity front załamał się dzień przed głosowaniem.

Większość opozycji wstrzymała się od głosu, co umożliwiło przyjęcie ustawy. Jednak pojedyncze osoby z Koalicji Obywatelskiej i Lewicy wyłamały się i zagłosowały przeciw. Największą niespodzianką było głosowanie koła Szymona Hołowni. Przycisk „przeciw” wcisnęli wszyscy posłowie i posłanki Polski 2050.

O tym, że taki scenariusz jest możliwy, pisaliśmy tutaj:

Skąd ta nagła zmiana? Co zdecydowało? Czy to chwilowa turbulencja w gronie opozycji, czy koniec współpracy?

„Długa rozmowa z Tuskiem”

Szymon Hołownia zmienił zdanie. Decyzja o tym, że Polska 2050 zagłosuje przeciw, zapadła w czwartek wczesnym popołudniem, jeszcze przed drugim czytaniem ustawy i przed powtórnym złożeniem przez opozycję poprawek.

Hołownia próbował przekonać do zmiany taktyki pozostałych liderów opozycji, w tym Donalda Tuska. „Rozmowa była długa” – mówi OKO.press Michał Kobosko, pierwszy wiceprzewodniczący Polski 2050.

Jednak Tusk przekonać się nie dał. „Zdecydowaliśmy się zagłosować za odblokowaniem europejskich pieniędzy i za ustawą, która jest zła i jest być może niekonstytucyjna” – tłumaczył w piątek po południu na spotkaniu z młodzieżą w Gdańsku. Zastrzegł, że zdawał sobie sprawę z tego, że „spotka się to właśnie i z emocjami, i z krytyką”.

Dlaczego Polska 2050 zdecydowała inaczej?

„Z resztą opozycji umówiliśmy się, że damy projektowi ustawy o SN szansę, ale zgłosimy do niego wspólnie uzgodnione i dla nas kluczowe poprawki. Zgłosiliśmy, PiS je wszystkie odrzucił. W tej sytuacji, przy tak aroganckiej i bezczelnej postawie PiS nie mogliśmy się wstrzymać w tym głosowaniu. To by było nie w porządku wobec naszych wyborców i wobec wszystkiego, w co wierzymy.

Kaczyński oszukuje ludzi, dlaczego mamy przykładać do tego rękę? Tu nie ma wyboru: albo zasady, wartości i rządy prawa, albo pieniądze z Unii. Opozycja nie może po prostu zaakceptować łamania prawa przez PiS. Żałuję, że inni - z wyjątkami - nie podjęli takiej decyzji” – mówi Kobosko.

Dodaje: „Absolutnie nie krytykujemy innych ugrupowań opozycji demokratycznej, że podjęły inną decyzję, bo do tego całego bałaganu doprowadził PiS i jego niszczące Polskę rządy. To jest odpowiedzialność Kaczyńskiego, Morawieckiego i Ziobry”.

Koło Hołowni nie poinformowało mediów o tym, że zagłosuje inaczej niż reszta. Nawet część polityków opozycji dopiero w piątek rano dowiedziała się, że nie będzie jedności. Dlaczego wiedza o zamiarach Hołowni była reglamentowana?

Liderzy opozycji mogli się obawiać, że wolta Hołowni zachęci inne osoby, by nie wstrzymywały się od głosu. A dyscypliny klubowej nie ogłoszono.

„Wiedzieliśmy, że są różne opinie, różne zdania w tych czterech ugrupowaniach, nie byliśmy jedyni. Pewnie u innych zwyciężyła lojalność kluba, ale wiemy, że do ostatniej chwili mieli wątpliwości” — mówi Kobosko.

„Niektórzy czują się oszukani”

Wśród polityków KO i Lewicy w piątek słychać było złość i żal. Dla wielu z nich oddanie głosu wstrzymującego się było jak łykanie żaby. Z powodów, które opisywałam w tekście o faustowskim wyborze opozycji, zdecydowali się jednak poprzeć ustawę.

A Hołownia według nich poszedł na skróty, wybrał drogę kogoś, kto się nie brudzi politycznymi targami i kompromisami.

„Ustalenia od początku były takie, że jako opozycja działamy wspólnie, składamy wspólne poprawki. Niezależnie od tego, co zrobimy, powinniśmy zrobić to samo. Żeby nie było sytuacji, że nagle ktoś się wyłamuje i chce być fajniejszy” — denerwuje się poseł Lewicy. Ostatnie słowa to wyraźny zarzut wobec Szymona Hołowni.

Podkreśla, że opozycja grała na planszy ustawionej przez innych, nie dyktowała warunków. A w sytuacji kiedy nie można być w pełni zadowolonym, ważne jest, by przynajmniej wspólnie znosić konsekwencje — czyli na przykład gniew części wyborców.

„Niektórzy czują się oszukani” — przyznaje polityk Platformy Obywatelskiej. - „Wiele osób chciałoby sobie zagłosować przeciw”. Opowiada, że podczas piątkowego porannego posiedzenia klubu KO dyskusja była gorąca i kilka osób zgłaszało wątpliwości wobec przyjętej linii. Mimo tego ostatecznie prawie wszyscy się podporządkowali.

W Koalicji Obywatelskiej nie podporządkowały się dwie osoby: Kamila Gasiuk-Pihowicz i Henryka Krzywonos Strycharska. W Lewicy takich osób było sześć, w tym Krzysztof Śmiszek i Anna Maria Żukowska.

„Z pewnością będą konsekwencje polityczne wobec tych dwóch posłanek, ale na pewno nie będzie to omawiane przez media” — zapowiedział w rozmowie z Onetem Borys Budka, przewodniczący klubu KO. — „Jesteśmy partią polityczną, mamy odpowiednie organy... Jednak z pewnością takie zachowanie będzie uwzględnione przy konstruowaniu list wyborczych”.

„Jak my głosujemy na «tak», to on głosuje przeciwnie”

W wolcie Hołowni politycy innych partii dopatrują się innych motywów niż pryncypialność konstytucyjna.

W Platformie Obywatelskiej słyszę, że koło Hołowni zagłosowało tak, a nie inaczej, żeby odróżnić się od PO. „Jak my głosujemy na «tak», to on głosuje przeciwnie” — mówi polityk PO. Według niego Hołownia chce przyciągnąć wyborców rozczarowanych Platformą: „Zbiera niezadowolonych z PO”. A teraz z pewnością część wyborców Platformy będzie jej zarzucać, że zdradziła sprawę obrony Konstytucji.

Politycy uważają też, że Hołownia będzie się cieszył krótkoterminowymi zyskami ze swojego ruchu: zainteresowaniem mediów, sympatią środowisk broniących praworządności.

Rozmówca z Lewicy obawia się długoterminowych konsekwencji: zachowanie Hołowni może podkopać zaufanie na opozycji, które i tak jest raczej towarem deficytowym. „Oni uważają, że grając przeciwko opozycji, dużo ugrają. To jest kiepski prognostyk”.

„To jest wartość, że partie opozycyjne umieją się dogadać. A po wolcie Hołowni nie ma o czym mówić, nie będzie żadnej wspólnej listy” — uważa polityk Lewicy. Z taką prognozą nie zgadza się jednak polityk Platformy: „To nie jest rów nie do zakopania, nie takie rzeczy w polityce się działy”.

Politycy Polski 2050 zapewniają, że nic nie jest przesądzone. „Wszystko jest możliwe, wszystkie warianty są w grze. Emocje opadną, i nasi koledzy z opozycji wrócą do racjonalnych rozmów” — mówi Michał Kobosko.

Tusk: „Musieliśmy wziąć ciężar odpowiedzialności za decyzje, które nie są kryształowo czyste”

Dlaczego właściwie reszta opozycji nie zachowała się tak jak Hołownia? Dlaczego Tusk nie dał się mu przekonać?

Całą listą argumentów za tym, że ustawa jest niezgodna z Konstytucją, przedstawiły środowiska prawnicze, organizacje i grupy od lat broniące praworządności. I nie miały wątpliwości, że w związku z tym należy ją odrzucić.

„Mamy do czynienia ze świadomą, kolejną (nie wiem już którą) próbą wykręcenia kota ogonem. Ze świadomym, poważnym złamaniem Konstytucji (z dużej litery)” — powiedziała OKO.press po piątkowym głosowaniu prof. Ewa Łętowska. „Przy konstytucji kończy się gra taktyczna”.

Na takie postawienie sprawy opozycja zasadniczo odpowiadała: „To prawda, ustawa jest niezgodna z Konstytucją, dlatego próbowaliśmy ją poprawić, PiS po raz kolejny udowodnił, że to niemożliwe, odrzucił wszystkie nasze poprawki. Naprawimy praworządność, jak przejmiemy władzę”.

W inny sposób zmierzył się z tą argumentacją Donald Tusk. Przeniósł ciężar ze Sprawy na jej Obrońców. Przyznał, że zdaje sobie sprawę, że dla ludzi, „którzy wychodzili na ulicę i walczyli jak lwy i lwice o uratowanie rządów prawa w Polsce”, „decyzje, które nie są takie kryształowo czyste, mogą wydawać się decyzjami nie do przyjęcia”.

Tym właśnie ludziom poświęcił sporo słów, nazwał ich „najlepszymi ludźmi”. Oddał im hołd i rację. A sam przyjął rolę (cynicznego?) polityka, który musi robić rzeczy nieczyste. „Musieliśmy wziąć na siebie ciężar tej odpowiedzialności” – mówił Tusk.

Dlaczego zdecydował się dźwigać ten ciężar? By pomóc milionom Polek i Polaków w trudnej sytuacji finansowej. „Wszyscy oni chcą przeżyć możliwie bezpiecznie te jedne z najtrudniejszych momentów w naszej historii. W jakimś sensie głosowaliśmy w imieniu tych milionów polskich rodzin, które są dzisiaj krzywdzone i poszkodowane przez ekipę PiS-u, także w sensie finansowym” – tłumaczył Tusk.

„Ludzie chcą, żeby otworzyć drogę do KPO”

„To była nie była dyskusja o Sądzie Najwyższym. To była dyskusja o tym, czy opozycja jest za KPO, czy przeciw” – mówi polityk Lewicy. - „Sami przez rok ich krytykowaliśmy, że nie dowieźli tych pieniędzy”.

Politycy przywołują sondaże i rozmowy ze swoimi wyborcami. W tych rozmowach KPO to wielkie europejskie pieniądze, które mają pomóc Polsce w sytuacji, gdy gospodarczo nie jest łatwo. „Bardzo dużo zainwestowaliśmy w przekonywanie, że chcemy, żeby te środki trafiły do Polski. 66 proc. ludzi uznaje, że trzeba przyjąć ustawę, która otworzy drogę do KPO”.

Polityk przywołuje tu sondaż opublikowany w grudniu przez RMF FM i „Dziennik Gazetę Prawną”.

Przez ostatnie lata do żelaznego repertuaru opozycji należały dwie opowieści: o tym, że PiS łamie Konstytucję, praworządność i o tym, że nie umie doprowadzić do tego, by Polska dostała miliardy euro z Funduszu Odbudowy. Dziś temperatura emocji wokół pierwszej opowieści spadła. Nie ma już tłumów na ulicach skandujących: „Kon-sty-tuc-ja!”

Co więc zdecydowało? Po części strach, po części znajomość oczekiwań wyborców (lub przekonanie, że się zna te oczekiwania), po części zmęczenie, po części nadzieja (na przyszłą wygraną i dzielenie europejskich pieniędzy).

Jedyny wspólny mianownik

„Decyzja Hołowni nie ma żadnego politycznego znaczenia, jeśli chodzi o losy ustawy” — zaznacza rozmówca z Lewicy.

Te siedem głosów z koła Polski 2050 faktycznie nie zmieniło wyniku głosowania. A gdyby inni zagłosowali tak samo jak Hołownia? Tylko że taki scenariusz politycznie nie byłby możliwy, bo na opozycji są też tacy, który chcieli poprzeć ustawę. Dla nich wstrzymanie się było ustępstwem.

Przeciw nie zagłosowałaby partia Razem ani przeważająca część polityków PSL.

Wstrzymanie się było jedynym możliwym wspólnym mianownikiem opozycji. Czy opozycja mogła od początku zagrać ostrzej?

W połowie grudnia opozycyjne siły powiedziały Morawieckiemu: zgłosimy poprawki, a jeśli ich nie przyjmiecie, zdecydujemy, co zrobić. Może należało zachować pokerową twarz i powiedzieć: zgłosimy poprawki, a jeśli ich nie przyjmiecie, zagłosujemy przeciw i wasza ustawa padnie?

Pytani dziś o to politycy opozycji twierdzą, że taki scenariusz nie wchodził w grę. Z powodów opisanych wyżej. Partia Razem i większa część PSL nie zgodziłyby się na taki blef.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne