0:00
Prawa autorskie: Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.plDominik Gajda / Agen...
30 marca 2022

Policja nas namierzała za strajk kobiet. Teraz współpracujemy. Rybnicka Rada Kobiet pomaga Ukrainie

Dzień Osób z Trisomią, 21 marca. Dzieci z Downem, w tym mój syn, zbierały dary dla dzieci z Ukrainą, a potem tańczyły na rynku. 21 niebiesko-żółtych balonów poszło w niebo. Piękny gest. Dzieci, prezydent Rybnika i ja – z Rady Kobiet. Oboje działamy w sztabie kryzysowym. A ja jeszcze w Strajku Kobiet

Wydrukuj

Z Hanną Kustrą z Rybnika (36 lat), przewodniczącą Rady Kobiet przy rybnickim samorządzie i członkinią Zarządu Głównego Obywatelskiego Strajku Kobiet umówiłyśmy się na rozmowę przez telefon wieczorem, ale nie odbierała. W końcu przysyła SMS-a: proszę dzwonić po 22:00.

OKO.press rusza śladami liderek i liderów pomocy dla uchodźców z Ukrainy. Będziemy zbierać ich historie, pytać, jak się organizowali, skąd wiedzieli, co jest najbardziej potrzebne. Rozmawialiśmy już z Agnieszką Gonsior, liderką Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i sieci pomocy Ukraińcom z Wodzisławia Śląskiego. Teraz Rybnik.

Agnieszka Jędrzejczyk, OKO.press: Coś się stało?

Nie, po prostu działamy 24 godziny na dobę. Akurat znalazło się mieszkanie dla dwóch kobiet z małym dzieckiem. Tymczasowo mieszkały przy parafii i chodziło o to, by znalazły własne mieszkanie.

Poznały się w czasie ucieczki. Samotna starsza pani i samotna mama z siedmioletnią córeczką. Po drodze stały się sobie bliskie jak rodzina i teraz są razem.

Mnie działania nauczyła mama. Zawsze pomagała, głównie dzieciom. Zbierała dary dla domów dziecka, organizowała mikołaje. Więc i ja działałam. Głównie lokalnie – i na rzecz osób z niepełnosprawnościami.

Kobieta z ciemnymi włosami w okularach w białej bluzce
Hanna Kustra - fot. archiwum prywatne

Jak PiS nauczył działania w sprawach publicznych

Zaangażowałam się mocno w tzw. sprawy publiczne, gdy PiS doszedł do władzy i zaczął odbierać obywatelom, a głównie kobietom kolejne prawa. Wspólnie organizowaliśmy z mieszkańcami protesty w obronie konstytucyjnych praw, które co chwilę są łamane.

Mam syna z zespołem Downa. Pamiętam jak w kolejnej ciąży w panice szukałam informacji i czekałam na wyniki badań. To był koszmar. Nie mają prawa nam tego robić. A jeszcze jesteśmy tu, w Rybniku, dla nich „opcją niemiecką”. Do getta nas normalnie wsadzą.

Wtedy zaczęłam szukać kontaktów. Założyliśmy stowarzyszenie, zaczęłyśmy działać ogólnopolsko. A później powstał Ogólnopolski Strajk Kobiet.

Z tego, co wiem o Polsce dzięki spotkaniom regionalnym rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara, to tak właśnie jest: kobiety, które mają pod opieką osoby z niepełnosprawnościami, w końcu mówią „dość” i zaczynają działać. Pamiętam panią, która na jednym z takich spotkań (były organizowane głównie dla organizacji pozarządowych) powiedziała: “mam chore dziecko, mąż jest po ciężkim wypadku. Naprawdę nie miałam innego wyjścia tylko zacząć działać. Założyłam naszą organizację i oto jesteśmy”.

Strajk Kobiet to było dla mnie objawienie: mamy siły, by działać. Możemy się jednoczyć. Nie tylko jako kobiety. Ale również rodziny osób z niepełnosprawnościami. Gdyby Strajk działał, gdy byłam młodą mamą, mogliby mi pomóc.

Ale Ogólnopolski Strajk Kobiet nauczył mnie też, jak sama mogę pomagać. To się teraz przydaje. Gdyby nie to, bylibyśmy w lesie z pomocą uchodźcom wojennym.

Policja namierzała liderki. Teraz z nami współpracuje

Miała Pani kłopoty w związku z działaniami w Strajku?

Miałam sprawę za wiec z Andrzejem Dudą w Wodzisławiu w 2020 roku. Poszłyśmy tam z dziewczynami zaprotestować przeciwko kandydaturze Dudy. Policja mnie spisała. Sprawa w sądzie trwała półtora roku, ale zostałam uniewinniona. Mnóstwo zmarnowanego czasu na prostowanie fałszywych policyjnych dowodów, na udowadnianie, że nie jestem wielbłądem.

Kobiety zgromadzone na rynku trzymają czarne balony
Czarny Protesty w Rybniku, 3 października 2016, fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl

Efekt tego jest taki, że moja prawniczka, Ania Piotrowska, która mi wtedy pomogła, jest teraz z nami i pomaga w sprawach uchodźców. Wspiera też w działaniach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Na demonstracji 2018 roku w Katowicach (blokowałyśmy marsz ONR-u) uderzył mnie policjant. Do tej pory mam kłopoty ze słuchem. Rękę miałam rozwaloną.

Przeczytaj także:

Policja namierzyła mnie dawno, bo jestem główną organizatorką protestów, a – jak wiadomo – oni w czasie protestów ścigają głównie liderki i liderów.

To samo nam wyszło z rozmów z aktywistami, które OKO.press prowadziło w ramach serii NA CELOWNIKU

Gdziekolwiek się pojawię na protestach, zawsze mnie otaczają. Z tym że to policja z Katowic, oni tam stosują przemoc. W Rybniku zachowują się w porządku, nigdy nie doświadczałyśmy na naszym terenie zachowań takich jak. np. dziewczyny w Warszawie.

I co? Przydały się te znajomości z policją?

Jak najbardziej. Bo jestem członkinią miejskiego sztabu kryzysowego, który zawiązał się w Rybniku w pierwszym dniu wojny. Teraz spotykamy się co tydzień z wszystkimi organizacjami, instytucjami i organami w mieście i wspólnie działamy.

Z policją też. Oni mnie znają, więc wiedzą, że mogą na mnie polegać. A ja na nich. To są zupełnie nowe zasady współdziałania, oparte na zaufaniu.

Sztab kryzysowy w Rybniku organizuje się w kilka godzin

24 lutego dowiedziała się Pani o najeździe Putina na Ukrainę i?

I ruszyłyśmy do działania. Dla Strajku Kobiet to zupełnie naturalne. Ja dodatkowo mam doświadczenie z pomagania na granicy polsko-białoruskiej, z Usnarza jeszcze.

Organizowałam w ramach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i Rybnickiej Rady Kobiet pomoc, woziłyśmy ją do Michałowa na Podlasie. A do Rybnika sprowadzamy dwie rodziny afgańskie. Jesteśmy w trakcie.

24 lutego po prostu „przeszliśmy” z jednej granicy na drugą.

O godz. 13:30 było pierwsze spotkanie sztabu kryzysowego w mieście. Prezydent Rybnika zaprosił mnie, bo założyłam w zeszłym roku przy samorządzie Rybnicką Radę Kobiet (to jedna z inicjatyw OSK, żeby tworzyć sieci między organizacjami społecznymi a samorządem). Radę powołuje samorząd, ma ona głos doradczy, konsultacyjny. Tak się włącza organizacje społeczne w prace samorządu.

Miasto działa świetnie i chętnie dzielimy się naszym doświadczeniem. Istotą jest działanie długofalowe, rozwiązywanie problemów krok po kroku.

U nas zresztą współpraca z samorządem jest łatwiejsza niż w wielu innych miastach. Działamy tu razem – a nie równolegle, jak np. w Wodzisławiu.

Organizacje przyszły i powiedziały, co mogą dać

Tego dnia, pierwszego dnia wojny, zrobiliśmy, jak pamiętam jeszcze wiec poparcia dla Ukrainy (na zdjęciu u góry) i wraz z urzędem miasta i stowarzyszeniem 17-stka, który prowadzi spotkanie w ramach projektu od pewnego czasu pod nazwą „28 Dzielnica / 28 Pайон”. Jest poświęcony cudzoziemcom mieszkającym i pracujących w Rybniku (stowarzyszenie 17-tka zajmuje się koordynacją i udoskonalaniem stworzonego w 2001 roku systemu pomocy i wsparcia rodzin)

Ale cała akcja w przypadku Ukrainy wyglądała inaczej niż w przypadku uchodźców idących z Białorusi. Tam nie wspieraliśmy ich bezpośrednio, tylko organizowaliśmy pomoc. A tu mają przyjechać do nas kobiety z dziećmi. I myślę sobie, jak to będzie, jeśli ja języka nie znam.

I?

Zaczęłyśmy od formularza, kto jak może pomóc. Tak jak Wodzisław, o którym pisaliście w OKO.press. Informacje o możliwej pomocy zaczęłyśmy zbierać dzięki sieci kontaktów Strajku. Ludzie, którzy brali udział w protestach, obserwują nasz profil w mediach społecznościowych.

Z Agą Gonsior z Ogólnego Strajku Kobiet Wodzisław wymieniamy się informacjami, bazą mieszkań, bazami kierowców. W rozkręceniu akcji liczyło się też to, że lokalne koordynatorki OSK mają kontakty w całym kraju. Ważne są kontakty w wielkich miastach, bo tam ludzie uciekają, a stamtąd można ich kierować do nas. Szefowa "Wysokich Obcasów" Ola Klich jest z Rybnika, pomaga nam. No i mec. Anna Piotrowska, o której mówiłam. Tak działamy.

Z samorządem stworzyliśmy dobrą drużynę. Nasz samorządowy sztab kryzysowy był pierwszy w regionie. Dołączył nie tylko ja jako działaczka strajku ale głownie jako Rada Kobiet naszego miasta, ale wszystkie organizacje i instytucje - każdy przyszedł i powiedział, jakie ma zasoby, kontakty. Co potrafi. Kto ma wolontariusze, kierowców, lekarzy, psychologów. Kto ma mieszkania.

Jak Rybnik zorganizował pomoc: strona https://www.rybnik.eu/dla-mieszkancow/aktualnosci/aktualnosc/rybnik-pomaga-ukrainie, źródło

Ktoś powiedział: mam busa i jadę

Skąd się wzięli Ukraińcy w Rybniku?

To jakby samo z siebie się wzięło. “Nasi”, pracujący tu Ukraińcy zaczęli sprowadzać rodziny. Ich kontakty zadziałały. Ludzie zaczęli się jeździć na granicę. Ktoś miał busa, to mówił, że jedzie, to inni dokładali się z darami. A bus wracał potem z uchodźcami. Jedną rodzinę sprowadzaliśmy wspólnie z Mołdawii. To była niezła akcja.

Albo dają nam znać, że po stronie ukraińskiej czeka w kolejce na przejściu kobieta – nie ma gdzie iść. To nasz kierowca ją przejmuje po polskiej stronie, a my tu na miejscu załatwiamy dla niej mieszkanie.

Ważne były kontakty z Przemyśla - tam ludzie, którzy ogarniali uchodźców, chcieli ich przekazywać w pewne ręce. I tak trafiali do nas.

Aktywni Team (ludzie, którzy organizują sobie aktywnie czas wspólnie) i ratownicy GOPR zaczęli na granicę dowozić dary. Uchodźcy na początku głównie przyjeżdżali tu samochodami, odbierani z granicy. Pociągami - dużo później.

Ile osób z Ukrainy schroniło się w Rybniku?

Nie wiem. Z danych wojewody wynika, że zalogowało się u nas 2 tys. uchodźczych telefonów. To trzeba pomnożyć przez 4 pewnie - więc uchodźców może mamy z 8 tysięcy. Ale ta liczba tak naprawdę na ten czas to wielka niewiadoma, i ciągle zmienna. Więcej będziemy wiedzieć po tym, jak uchodźcy dostaną PESELe.

Myślimy, jak obejść niechęć do władzy

W Wodzisławiu dowiedziałam się, że Strajk Kobiet stawia na aktywizację uciekinierów. Na zapewnienie im samodzielności i sprawczości

U nas też. Nie chodzi tylko o to, by ludzi przyjąć. Trzeba się zaopiekować. Wysłuchać. Zapewnić pomoc psychologiczną. Pomóc znaleźć pracę. Pokazać, jak działają w Polsce urzędy. Każdy człowiek to osobna historia. Od euforii po łzy. Tragedia, która nas przerasta.

Bo na przykład pani mówi, że chce już zaraz iść do pracy, a tu maleńkie dziecko płacze po ukraińsku, że chce do domu. Inne rodziny opowiadają o tym, jak były pod ostrzałem. Pomoc społeczna ma swoje procedury, potrafi rozwiązywać trudne problemy – staramy się ich wspierać.

Musieliśmy dobrze wyważyć, co urzędowe, co społeczne. Bo uchodźcy mają często uraz do władz, do urzędów. Nie ufają. Straż Leśna chciała raz przynieść podarunki, przyszli w mundurach – i ludzie uciekli. Kiedy przyszłam pogadać w imieniu Rybnickiej Rady Kobiet, to się dziewczyny bały, że im dzieci zabierzemy. Uciekinierzy z Ukrainy myślą, że za wszystko trzeba płacić. Jedna pani chciała płacić za poradę w poradni psychologicznej!

Myślą też, że urzędnik zawsze decyduje za ludzi - nawet pani z recepcji może im coś kazać. Jedna rodzina koniecznie chciała wracać do Ukrainy, bo przecież pole trzeba obsiać - inaczej jak przeżyją rok? I proszą mnie o zaświadczenie, że mogą jechać. Ja na to: jesteście wolnymi ludźmi. Możecie jechać, gdzie chcecie. Tylko ja Was błagam, zostańcie tu jeszcze. Tu jest bezpiecznie.

Ale pojechali. Jest wiosna, pora prac polowych.

Strajk inaczej nazywa problemy

Strajk Kobiet jest w tym wszystkim ważny, bo?

My miałyśmy doświadczenie w takich akcjach. O tym, jak Strajk pracuje poza protestami, mało się mówi. A my tworzymy społeczną sieć wsparcia, w której lokalnie identyfikujemy problemy, pomagamy sobie, a jeśli trzeba, pomoc ściągamy z innych miast. Doświadczenie protestów i tego, jak były dławione, nauczyło nas mobilizacji i długofalowego działania w stresie. Prawa kobiet są w Polsce tak drastycznie naruszane, że nauczyłyśmy się też, że nie osiągniemy celu, czyli poszanowania tych praw, jedną akcją. Wiemy, że to trzeba załatwiać krok po kroku.

Bardzo ważna jest sieć kobiet, które się poznały i nazwały to, co dla nich ważne, sprawą publiczną.

Rzeczywiście chyba tak jest. Nigdy wcześniej znalezienie domu dla matki z dziećmi nie był sprawą publiczną - najwyższej socjalną, czyli taką „mniej ważną”.

My miałyśmy też oprzyrządowanie. Zaczęłyśmy tworzyć Rady Kobiet, żeby była podstawa do współpracy z samorządem. Mamy też minicentra Strajku: lokalnie działają, ale mają kontakty ogólnopolskie i dostęp do bazy ekspertek. Dziewczyny mogły więc w tej sieci tworzyć centra pomocowe.

Mamy psychologów, którzy pomogą wolontariuszom. I tego pilnuję - i komfortu i wypoczynku pomagających. To jest lekcja Strajku. Po ostatnich protestach ciężko było, ludzie byli zmęczeni. Ale teraz jest nowa energia. Bo widzimy, jak inni zobaczyli tę stronę Strajku. Czarny PR rządu stawał się nie do zniesienia.

W Wodzisławiu sieci pomocy zorganizowana przez Strajk ogarnęła także ludzi, którzy zdecydowanie popierają PiS. A w Rybniku?

Działamy ponad podziałami. Porzuciłam poglądy polityczne, żeby pomóc. Ale nie, nikogo z PiS-ie spotkałam. Choć może? To jest kwestia innej wrażliwości, innych wyobrażeń o świecie. Jedna pani powiedziała nam np., że przyjmie matkę z dziećmi, ale ojciec ma wracać na front. A to była rodzina z dzieckiem z niepełnosprawnością, z trisomią. W takich sytuacjach ojciec nie jest objęty poborem.

Ale ta pani powiedziała, że nie. Mężczyzny nie weźmie. Znaleźliśmy im dom gdzie indziej.

Znaliśmy się z protestów

Wspólne doświadczenie i wartości są ważne. Nasi wolontariusze w dużej mierze poznali się już na protestach. Ludzie, którzy udzielają schronienia, mają doświadczenie z protestów. Ale są również ludzie,angażujących się w takie akcje po prostu z dobrego serca, bo tak trzeba.

I bardzo wszystkim dziękuję.

Działamy już miesiąc. Sieć pomocy się rozszerza, ale roboty będzie więcej. Zaczynamy teraz zbierać kontakty w Ukrainie, kontaktować się z tamtejszymi organizacjami. Docierają do nas informacje o gwałtach, o handlu ludźmi, o przemocy. To też musimy ogarnąć. Nasze centra to ogarniają. Już są pytania o aborcję - Ukrainki nie zdają sobie sprawy, że jak u nas to jest trudne, niezależnie od tego, w jak dramatycznej sytuacji jest kobieta.

Dużo kobiet z Ukrainy też zaczyna się organizować. Zaczynają od gotowania, lepienia pierogów. My im pomagamy z organizowaniem dystrybucji.

Mamo, a Masza powiedziała, że...

A dzieci? Jak sobie radzą

Dzieciaki są świetnie przyjmowane w szkole – wiem to od mojej córki. Bo tak jak nasze mamy nas nauczyły pomagania, tak nasze córki stają się aktywistkami. Pomagają kolegom z Ukrainy. Moja córka codziennie opowiada mi, co u jej nowej koleżanki: “Mama, a Masza powiedział, że...” . Dzieciaki robią paczki i ozdabiają je napisami - po angielsku i ukraińsku - piszą “Wygracie”, “Miłość wygrywa”.

21 marca był Dzień Osób z Trisomią. Dzieci z Downem, w tym mój syn, zbierały dary dla dzieci z Ukrainą, a potem tańczyły na rynku. 21 niebiesko-żółtych balonów poszło w niebo. Piękny gest. Dzieci, prezydent Rybnika i ja – z Rady Kobiet.

To wszystko podnosi na sercu. Ale nadejdą gorsze czasy. Pierwsza fala uchodźców to była klasa średnia, teraz będzie druga fala – ci, co zwlekali, co nie mieli pieniędzy. Potem przyjdą ci, co na wojnie doświadczyli najgorszych rzeczy.

Polakom też żyje się coraz trudniej, więc i tak jestem w szoku, że ludzie tak pomagają. Ale chyba odkryli, że aktywność publiczna czyni ich życie bogatszym. Nie w sensie materialnym, ale tym ważniejszym. To moim zdaniem nowa lekcja obywatelstwa.

Na ile to wystarczy?

Nie wiem. Jesteśmy w przedsionkiem wojny. Wojna u nas jest, bo ci ludzie u nas są. A nasi Ukraińcy pojechali na wojnę.

Na początku punkt pomocy Rady Kobiet zajmował trzy pomieszczenia, teraz całe piętro. Za co jesteśmy wdzięczne naszemu Urzędowi Miasta. Magazyny z pomocą pracują non stop. Staramy się pomóc kompleksowo, jak tylko potrafimy.

Ludzie pakują pomoc
Pomoc przygotowywana w Rybniku. Fot. Hanna Kustra. Zdjęcie zrobione w czasie pomagania, stąd palec w górnym rogu

Ta ponadsektorowa pomoc i współdziałanie są wspaniałe. Żeby to tylko nie zgasło!

Nowi aktywiści angażują się niesłychanie, ale też szybko się wypalają. My, ze Strajku Kobiet, mamy w tym doświadczenie, chyba lepiej jesteśmy przygotowane na długi marsz. Ale i tak zdumiało mnie, że sztab kryzysowy w moim mieście działa tak sprawnie. Że mój organizm jest w stanie działać na takich obrotach. Oczywiście nie dałabym rady, gdyby nie moja mama. Bez jej pomocy to wszystko nie byłoby możliwe.

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne