0:00
27 marca 2022

Strajk Kobiet z Wodzisławia odpowiada na "operację specjalną" Putina

Czwartek 24 lutego, radio podaje, że Rosja najechała na Ukrainę. Od rana członkinie Ogólnopolskiego Strajku Kobiet uruchamiają sieć pomocy Strajku. Organizację ćwiczyły na protestach, wiedzą, jak działać w stresie. Jak ogarnąć sytuację logistycznie i emocjonalnie 

Wydrukuj

“To dla mnie ogromna satysfakcja. Wodzisław jest małym miastem, a daliśmy radę. O Warszawie większość uchodźców z Ukrainy słyszała, a o nas kto? Może klub Odra Wodzisław obił się im o uszy" - mówi 30-letnia Agnieszka Gonsior z Wodzisławia Śląskiego. - "A teraz są u nas. Ogarnięci – a nasza społeczność się zorganizowała na tyle dobrze, że robi konkurencję samorządowi. Jestem z naszego miasta naprawdę zadowolona. Wspólnie udało nam się zrobić coś dobrego".

Agnieszka Gonsior ruszyła na pomoc Ukrainie jako lokalna liderka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Do pomocy zgłosili się ludzie, którzy poznali się w czasie protestów kobiet. A potem sieć ogarnęła całe miasto. Są wśród nas ludzie, którzy popierają PiS. To nie ma znaczenia. Liczy się, że chcą pomagać.

“Wiedziałyśmy, jak to robić. Tego nauczyłyśmy się dzięki Strajkowi” - mówi Agnieszka Gonsior.

OKO.press rusza śladami liderek i liderów pomocy dla uchodźców z Ukrainy. Będziemy zbierać ich historie, pytać, jak się organizowali, skąd wiedzieli, co jest najbardziej potrzebne. Dedykujemy ten cykl Magdalenie Ogórek, która w swoim programie w TVP szydziła, że w kryzysie uchodźczym nie widać kobiet ze strajku kobiet.

Nie widać, bo nie siedzą w telewizji – Ogólnopolski Strajk Kobiet jest jedną z sieci wsparcia, która sprawiła, że uchodźcy z Ukrainy znaleźli w Polsce domy.

I to siecią najważniejszą - bo dobrze zorganizowaną i sprawdzoną w starciu z policyjnymi pałkami.

Agnieszka Gonsior, koordynatorka pomocy w Wodzisławiu Śląskim, Ogólnopolski Strajk Kobiet (na co dzień pracowniczka sieci telekomunikaycjnej): “Na początku śledziłyśmy wiadomości z frontu. Ale teraz już tego nie robimy – trzeba się skupiać na pomocy. A te wszystkie tragiczne wiadomości wykańczają psychicznie. Na to nie możemy sobie pozwolić. Podstawowa zasada z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet: chcesz działać, dbaj o swój stan ducha. Bo się wypalisz, a droga przed nami długa”.

Agnieszka Jędrzejczyk, OKO.press: 24 lutego 2022 budzi się Pani rano i dowiaduje, że Rosjanie najechali na Ukrainę.

Ja się ciągle nie mogę z tym pogodzić. To przecież coś, co nie miało prawa się zdarzyć. II wojna była dawno, temat zamknięty. I to, co robi Putin – jemu przecież nie chodzi o zajęcie Ukrainy. To pokaz brutalnej siły wobec bezbronnych.

No bo jak to? Masz normalne życie, rodzinę, mieszkanie, pracę. I nagle wszystko to przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie?

Większość aktywistek OSK zareagowała tak samo. Że trzeba coś z tym zrobić. Więc po prostu uruchomiłyśmy sieć Strajku. Ludzie się znali i wiedzieli, na czym polega organizowanie się do działania.

Najpierw były protesty w obronie sądów

Jak długo Pani działa?

To było jeszcze na studiach, w 2017 roku. Zaczynaliśmy od protestów w obronie sądów. Potem był Czarny Protest kobiet też w 2017. Wreszcie sprawy kobiet stały się ważne. I tak związałam się z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet. Dziś działam w Radzie Miast przy Zarządzie Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Zorganizowałyśmy się tak, by łatwiejsza była komunikacja dziewczyn z mniejszych miast z centralą Strajku.

Strajk tak jest pomyślany: jeśli potrzebujesz pomocy, wsparcia, nie musisz szukać go w centrali. Na przykład szykowałyśmy projekt Koleżanki-Sąsiadki - wparcie dla ofiar przemocy domowej. To teraz jest oczywiście zawieszone, ale sposób na działanie jest już przemyślany: trzeba mieć aktywistów w małych miejscowościach, żeby skutecznie pomagać.

Natomiast aktywiści muszą zaś wiedzieć, do kogo się zwrócić, jeśli jest potrzebna pomoc specjalistyczna – prawna, lekarska, psychologiczna itd. Teraz też tak działamy.

I jeszcze coś - Ogólnopolski Strajk Kobiet daje poczucie sprawczości. Działając razem możemy coś zmienić. Nie oczekujemy zwycięstwa od razu. Wiemy, że liczy się zmiana choćby o centymetr. Dla takiej zmiany warto się angażować.

Pewnie, że nasze państwo nie wygląda tak, jakbyśmy chciały. Ale wyszłyśmy na ulice, nauczyłyśmy się nazywać problemy, które nas, kobiet, dotyczą. I umiemy organizować się, by zacząć zmieniać to, co nam nie pasuje.

Oberwałyście w czasie protestów kobiet w 2020 roku?

Troszkę. Ciągali nas na policję w sprawach koleżanek. Ale ja akurat nie miałam żadnej sprawy.

A w czasie antynazistowskiej blokady w Katowicach w maju 2018? Tam policja złamała rękę Annie Domańskiej.

Przeczytaj także:

Tak, poturbowali też jedną z naszych koleżanek. Ale dla nas trudniejsze było doświadczenie wizyty prezydenta Dudy na początku kampanii prezydenckiej w 2020 roku w Wodzisławiu. To naprawdę małe miasto i do tego w 40 proc. głosowało na Dudę. Zorganizowaliśmy jednak protest. Nienawistna reakcja ludzi była naprawdę ciężkim przeżyciem.

To jest takie coś, że ze stresu brzuch cię boli. Strajk nas nauczył, jak sobie radzić z takim stresem. Nie kulisz się, ale idziesz dalej.

Spisywała was policja? Takie sygnały zebraliśmy w ramach cyklu “Na Celowniku”: policja szykanuje liderów obywatelskich protestów. Ściga osoby, które zna i których dane już ma.

Tak, u nas też tak jest. A skądinąd wiemy, że to jest policyjny modus operandi.

Czyli jest już w Wodzisławiu sieć obywatelska.

Działamy razem od prawie pięciu lat. To nasze środowisko dobrze się zna. Nawet jeśli kogoś nie znasz osobiście, to wiesz, że taka osoba jest, wiesz, co robi. Poznajesz jedną osobę, a potem trafiasz do kolejnych. Także w innych miastach.

Strajk Kobiet z Wodzisławia odpowiada na "operację specjalną" Putina

Ale jak zaczęłyście działać? W ten czwartek 24 lutego?

To było oczywiste: ludzie tracą pod bombami domy, szukają schronienia dla dzieci. Trzeba im pomóc znaleźć mieszkanie. A potem jedzenie i pracę. To podstawa. Bo uciekinierom trzeba dać możliwość stanięcia do pionu, normalnej aktywności.

Tak przed siódmą rano zadzwoniłam do koleżanki, aktywistki z Wodzisławia: Zośka, mówię, musimy jak najwięcej osób przyjąć.

W sumie byłyśmy chyba szybsze od samorządu - choć i nasz samorząd się sprężył. Tylko oni mają ograniczenia, muszą pilnować budżetu i liczą pieniądze. My zaś idziemy za potrzebami ludzi – i wedle tego się organizujemy.

W efekcie w Wodzisławiu działamy osobno - samorząd robi swoje, my swoje. Wiem, że w innych miastach ta współpraca jest bliższa, ale u nas tak wyszło. Też się sprawdza.

Na 450 osób, które znalazły schronienie w Wodzisławiu, 250 ogarnął Ogólnopolski Strajk Kobiet. A dokładnie - bo zajrzałam do danych – 257 z tego 150 dzieci. Czyli około stu rodzin.

Skąd w Wodzisławiu znaleźli się uchodźcy z Ukrainy?

Pierwsze osoby były już w sobotę, 26 lutego. Bo w Wodzisławiu byli już Ukraińcy, pracowali tu. I to oni dawali znać, żeby tu przyjeżdżać.

Ludzie od nas, z Wodzisławia, pojechali też na granicę - nasz radny dzielnicowy Grzegorz Grabowski zorganizował na przykład konwój 16 aut. Zawieźli pomoc, środki higieniczne, odzież. A z granicy przywieźli ponad 30 osób.

Ruszyła grupa na Facebooku Wodzisław Pomoc dla Ukrainy [Agnieszka Gonsior jest jej administratorką]. Agencja Pracy z Żor ściąga uchodźców i do nas ich kieruje. No i dziewczyny z innych grup Strajku Kobiet dzwonią, że mają dla nas ludzi szukających domu.

A skąd miałyście miejsca? Bo miasto to wiadomo, ma sale gimnastyczne, hotele

Nie, hoteli u nas nie ma. Jest kłopot z wolnymi mieszkaniami, nawet za pieniądze nijak wynająć. Ale dziewczyny z OSK w różnych miastach zaczęły robić formularze w Google’u. Więc i my zrobiłyśmy: do zbierania danych o tym, kto chce pomagać i jak może pomóc. Jedna osoba pisała, że przyjmie do domu, inna - że dostarczy środki higieniczne. Albo pójdzie z uciekinierami na spacer, pokaże miasto, zabierze do kina.

Po pierwszej dobie mieliśmy 80 zgłoszeń. W Wodzisławiu zadziałało to świetnie.

Najpierw link do formularza rozszedł się siecią kontaktów OSK, przez profil regionalny Strajku na Facebooku. Bo przecież ludzie, którzy brali udział w protestach kobiet, mają nas na Facebooku. Skorzystałyśmy też z kontaktów z lokalnymi mediami – oni też nas już znali i pomogli. Publikowali link do naszego formularza, dzięki temu wyszłyśmy z naszej bańki.

To szło jak kula śnieżna.

Teraz ten nasz wodzisławski formularz jest narzędziem pracy. Ktoś potrzebuje pomocy, zaglądamy do tabelki i znajdujemy rozwiązanie. Czasem trzeba się skontaktować z innym miastem. Ale tam dziewczyny z OSK też mają taką sieć informacji.

Wolontariusze: znaliśmy się też z protestów

Pojawiły się wolontariuszki i wolontariusze do pomocy. Sporo z nich rozpoznawałyśmy z protestów kobiet. Oni tam zaczynali. Potem śledzili nasze profile na Facebooku – i stąd wiedzieli, że mogą się włączać w sieć pomocy Ukrainie.

To dla nas ważne. Bo ci, co nie mają aktywistycznej zaprawy, zaraz się wykruszą. Ważne są osoby, które już doświadczyły działania. Wiedzą, że sukces nie przychodzi od razu, że po pierwszej euforii przychodzi zmęczenie. Strajk Kobiet tego nauczył.

Ale my nie działamy pod szyldem OSK. Wiele osób nie rozumie, o co walczymy. Uznaliśmy, że pomoc dla Ukrainy łączy nas ponad poglądami. Udało się nam wyjść poza naszą bańkę - główna tu zasługa naszych lokalnych mediów.

Dzięki temu zgłaszają się do nas rodziny sympatyzujące z partią rządząca. Gdyby nie ta straszna wojna, nigdy byśmy się nie spotkali. Ostatnio przez przypadek weszłam na profil pana, który przyjął do siebie rodzinę uchodźczą. Jest całkowicie za PiS. Ale to naprawdę nie ma teraz znaczenia. Przyjął rodzinę do siebie. Opiekuje się nimi, dba.

Polacy się otwarli. Nasza mentalność się zmieniła.

A centralne instytucje państwa? Np. policja? Pomaga Wam?

Nie. Współpracy nie dostrzegam. Robią takie nieprzemyślane rzeczy: do zbiorowych ośrodków zakwaterowania (w salach gimnastycznych) przychodzą policjanci i przepytują uchodźców o zbrodnie wojenne.

Pewnie rozkaz dostali.

Pewnie tak. Ale kazać ludziom, którzy doświadczyli traumy, przeżywać ją jeszcze raz? W obcym kraju, na oczach wszystkich w tych salach masz opowiadać, co przeżyłaś? Teraz mamy już przecież fale tych, co uciekli spod bomb.

Jedynym śladem, że policjanci się zastanawiali nad tym, co robią, jest to, że przychodzą na te rozpytania po cywilnemu, a nie w mundurach.

Społeczeństwo obywatelskie tymczasem wie, że od przesłuchania ważniejszy jest wózek dla dziecka, bo matka go nie ma.

Znalezienie pracy dla kobiet z Ukrainy jest najważniejsza. To są wszystko aktywne, samodzielne osoby. Nie powinny być zdane na łaskę innych. My, nasza sieć pomocy, wymyśliła, jak zapewniać im samodzielność i prawo do decyzji. Z naszych gościń 20 ma już pracę.

Przede wszystkim jesteśmy elastyczne i mamy kontakty poza Wodzisławiem. Jeśli rodzina trafiła do nas, ale ma znajomych np. w Rybniku, to przez sieć OSK możemy ich tam przenieść. Możemy uchodźców lokować bliżej znajomych, rodziny, znalezionej pracy.

Umieszczanie uciekinierów w polskich rodzinach, a nie w hotelach (co w Wodzisławiu było koniecznością), bardzo się sprawdziło. Bo nasze rodziny pomagają im. To nie tylko chodzi o to, by dać dach nad głową i nakarmić. Pokazują miasto, pokazują, jak się załatwia sprawy w urzędach. Pomagają znaleźć pracę.

A jeśli ktoś stanie już na nogi, to pomagają znaleźć osobne mieszkanie. Nasze rodziny pełnią po prostu role przewodników w nowym świecie.

Nasi pracodawcy fantastycznie się zachowują. Nawet język nie jest barierą, bo ludzie albo po angielsku się dogadają, albo przez tłumacza na Google’u.

Rynek pracy zadziwiająco się otworzył.

Jeśli ludzi zamknie się w hotelu i dostarczy tam wszystko, co potrzebne do życia, to rodziny w traumie nie mają powodu, żeby wyjść na miasto. To złe rozwiązanie. Tak się tworzy getta.

Rodziny i grupy koordynatorek

Więc mamy rodziny i mamy zespół koordynacyjny. Powstał na bazie OSK, ale są w nim teraz także osoby spoza strajku. Powiem tak: to najlepsze osoby, które można mieć do takiego zadania.

Z naszymi rodzinami utrzymujemy kontakt codziennie. Codziennie wieczorem jest SMS z pytaniem, czy czegoś nie potrzebują. Poza tym ogarniamy noclegi dla nowo przybyłych, odbieramy telefony, kontaktujemy z rodziny. Ale też szukamy ginekologa, lekarza, wykupujemy recepty, szukamy optyka, który okulary zrobi za darmo. Bo jeśli odciążymy rodziny w takich zadaniach, to one będą oferować pomoc dłużej.

SMS z inforkacjami, gdzie pomagający mogą znaleźć pomoc w Wodzisławmiu
SMS od koordynatorek w Wodzisławiu

To grupa, w której działam. Ale są oczywiście inne grupy. Wszystkie współpracują ze sobą. Jest np. grupa, która organizuje magazyn. Trochę dubluje działania miasta, ale też asekuruje samorząd, gdyby im coś nie wyszło. Dziewczyny wpadły np. na świetny pomysł: pojechały do dużych sieci sklepów i załatwiły duże dostawy rzeczy, które będą rodzinom goszczącym i uciekinierom potrzebne.

A dzieci?

Część poszła do szkoły. Ale to nie jest tak, że np. szóstoklasista ma teraz nadrabiać polską historię. Dzieciaki są przypisane do klas, ale mają zajęcia w świetlicach. A zatem pozostają w szkolnym rytmie, ale nie są do niczego przymuszane. Wiem o jednej ukraińskiej mamie, która powiedziała, że jej dziecko będzie chodzić na zdalne ukraińskie lekcje – a ona już dopilnuję, by uważało (Ukraińcy prowadzą teraz zdalną edukację. Ale tu kluczowa była inicjatywa tej mamy).

Powiem tyle: szkoły są naprawdę elastyczne.

Wiemy też, że mamy muszą mieć opiekę dla dzieci, kiedy idą coś załatwiać w urzędach, choćby te PESEL-e. Więc np. w placówce dziennego wsparcia są organizowane zajęcia dla ukraińskich dzieci.

Jak długo dacie radę pomagać?

Śmiejemy się z dziewczynami z OSK, że jak już wszystkim ręce opadną, to my nadal będziemy działać. Bo jesteśmy do działania przygotowane.

Ale tak – w formularzu zbieramy informacje, na ile ktoś jest w stanie przyjąć uciekinierów.

Bo są tacy, którzy chcą tylko zatrzymać się na 2-3 noce i jechać dalej. I są też przypadki, że rodzina wyszła ze wszystkim, co miała, a nie zostało to uszanowane. Nie spodobało się. Tego też nie można przekłamywać. Pomaganie jest trudne.

Powoli kończą się w Wodzisławiu miejsca w domach. Nasz prezydent dwoi się i troi – ostatnio dostało mu się po głowie, kiedy postanowił kolejną salę gimnastyczną przerobić na miejsca zbiorowego pobytu dla uchodźców. Zaprotestowały mamy dzieci, które ma tej sali trenowały. Że one mogą pomagać, ale żeby ich dzieci straciły te dwie godziny zajęć w tygodniu, to już nie.

A my w OSK wiemy, że żeby pomóc, trzeba coś od siebie dać. Nie ma pomocy, na której nic nie tracisz. Nasza sieć jest na to gotowa.

No dobrze, ale ile Wy wytrzymacie?

Na początku budziłam się przed budzikiem i już się martwiłam, czy zdołam znaleźć domy dla wszystkich swoich rodzin. Ale tu przydaje się trening ze Strajku. Żeby pomagać, trzeba o siebie zadbać. Musi być jeden dzień na oddech. Muszą być grupy wsparcia psychicznego, warsztaty antywypaleniowe – i my je w OSK mamy.

Bez tego nie dałybyśmy rady. Bo to jest tak jak z protestami: za pierwszym razem jest fajnie, ale potem robi się ciężko i człowiek zaczyna wątpić, czy da radę. Bo to nie jest tak, że jak policja na proteście spałuje ci koleżankę, to spływa to po tobie. My to odchorowywałyśmy. I nauczyłyśmy się, że nie jesteśmy terminatorami. Wiemy, że dajemy z siebie dużo, ale musimy o siebie zadbać.

W różny sposób. Ja np. dwa miesiące temu wpadłam na pomysł, żeby dla przyjemności zacząć uczyć się rosyjskiego. Nie sądziłam, że to mi się tak przyda.

Tekst ten powstał w ramach projektu „Na celowniku”, który OKO.press prowadzi razem Archiwum Osiatyńskiego. Dokumentujemy działania osób zaangażowanych w obronę praworządności i praw jednostki w Polsce po 2015 r. Staramy się opisać represje, jakim zostali poddani aktywiści. A także to, jak państwo stara się wypchnąć ich ze sfery publicznej i zniechęcić do zabierania głosu.

Teraz, kiedy Rosja Putina najechała na sąsiedni kraj, zbieramy też informacje, w jaki sposób zaangażowani w obronę praw człowieka obywatele włączyli się w pomoc Ukrainkom i Ukraińcom szukającym schronienia w Polsce.

Projekt prowadzimy od 2021 r. Początkowo wspierała nas w tym norweska Fundacja Rafto; od 2022 r. - amerykański German Marshall Fund.

Materiały zebrane w 2021 r. podsumowaliśmy raporcie opublikowanym na początku 2022.

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne