23 lipca 2020

Policja zatrzymała aktywistów na ponad 24 godziny za napis "Nie tnijcie" na siedzibie Lasów

Po proteście 22 lipca pod siedzibą Lasów Państwowych, policja zaaresztowała siedem osób. Noc w areszcie spędziła piątka aktywistów i dwie osoby, które relacjonowały manifestację. „Aktywizm to nie przestępstwo” - komentuje dyrektor Greenpeace, Paweł Szypulski

„Nie tnijcie” – tak brzmiał napis, który aktywiści Greenpeace 22 lipca wylepili z kleju i trocin na biurowcu Lasów Państwowych w Warszawie. „W całym kraju słychać ryk pił. To szefowie koncernu Lasy Państwowe realizują swój biznesplan, zamieniając polską dziką przyrodę, nasze wspólne dobro, w trociny” - mówiła podczas manifestacji Marta Grundland, koordynująca w Greenpeace Polska kampanię leśną.

Jak podkreślała, na polityce prowadzonej przez Lasy Państwowe cierpią cenne przyrodniczo tereny - Puszcza Białowieska, Karpacka, Knyszyńska, Borecka.

Trociny, które posłużyły do wyklejenia napisu, pochodzą z Puszczy Piskiej i są pozostałością po tamtejszej wycince. Aktywiści zaznaczali, że zamiast wyrębu mógł powstać tam Mazurski Park Narodowy - najwyższa forma ochrony przyrody, która ochroniłaby mazurskie lasy przed piłami.

Akcja Greenpeace Polska, fot. Greenpeace

Po kilkunastu minutach akcji pod siedzibą Lasów Państwowych pojawiła się policja. Zatrzymano piątkę aktywistów i aktywistek, którzy wyklejali napis na szybie. Dwie kolejne zaaresztowane osoby nie brały udziału w akcji - a jedynie ją relacjonowały.

Moment ich zatrzymania widać wyraźnie na filmie, który Greenpeace transmitował na żywo na swojej stronie facebookowej. Kiedy piątka aktywistów już była w radiowozie, policjant podszedł do osoby prowadzącej relację i zapytał ją, czy jest koordynatorką akcji. „Nie, jestem osobą, która relacjonuje, co się tutaj dzieje” - odpowiedziała.

Policjant dopytał jeszcze, czy jest pracownicą Lasów Państwowych, czy członkinią protestującej grupy, a po odpowiedzi „ja tu po prostu przyszłam”, kazał wejść jej do radiowozu. Chwilę później zatrzymano również kamerzystę.

Przewieziono ich na komendę przy ulicy Opaczewskiej w Warszawie. Policja w rozmowach z mediami zapowiadała, że prawdopodobnie zostanie im postawiony zarzut niszczenia mienia. Cała siódemka spędziła noc w areszcie.

Areszt na ponad 24 godziny

Zapytaliśmy biuro prasowe Komendy Rejonowej Policji Warszawa III o to, dlaczego zatrzymane osoby musiały zostać w areszcie przez całą noc oraz jakie zostały postawione im zarzuty. Policja nie chciała jednak informować nas o sprawie telefonicznie i prosiła o wysłanie maila. Czekamy na odpowiedź.

Jak dowiedzieliśmy się od Katarzyny Guzek, rzeczniczki prasowej Greenpeace, w czwartek przed 14:00 wypuszczono dwie z siedmiu osób - w tym dziennikarkę obywatelską, która relacjonowała protest.

„Samo zatrzymanie mnie było bez sensu, bo pełniłam rolę dziennikarki” - mówiła po wyjściu z komendy pierwsza z wypuszczonych osób. „Zostałam zatrzymana jako osoba podejrzana o popełnienie przestępstwa. Ostatecznie, po przesłuchaniach, zmieniono kwalifikację na wykroczenie” - dodała.

Został jej postawiony zarzut z artykułu 63a kodeksu wykroczeń - „Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”.

„Ja tylko stałam i opowiadałam, niczego nigdzie nie umieściłam” - podkreśla. Policja nałożyła na nią mandat w wysokości 500 zł, którego nie przyjęła.

W ciągu następnych kilkudziesięciu minut zwolniono kolejnych aktywistów - do godziny 15:30 było to sześć osób.

OKO.press prowadziło relacje spod komendy Policji na Opaczewskiej.

„Aktywizm to nie przestępstwo”

„Mimo nieadekwatnej reakcji organów ścigania, aktywiści i aktywistki nie przestaną powtarzać »Nie tnijcie starych lasów!« Aktywizm to nie przestępstwo. Karygodne jest za to działanie na szkodę przyrody, klimatu i nas wszystkich. Dalej działamy na rzecz wyłączenia wszystkich starych, najcenniejszych przyrodniczo polskich lasów z wycinek!” - mówi Paweł Szypulski, dyrektor programowy Greenpeace Polska.

Działacze Greenpeace podkreślają, że ¾ polskich lasów jest własnością skarbu państwa, a większością z nich zarządzają właśnie Lasy Państwowe. Ich obowiązkiem jest dbanie o leśną bioróżnorodność i ochronę cennych terenów.

„Te cele - jak pokazuje kierownictwo leśnego koncernu państwowego – najczęściej przegrywają z założeniami gospodarki leśnej, która przynosi przychody dla koncernu i jest priorytetem dla jego szefów” – czytamy na stronie Greenpeace.

Jak wskazują aktywiści, w ciągu ostatnich 20 lat teren wycinki w Polsce zwiększył się ponad dwukrotnie. Informacje o zwiększonej wycince potwierdzają eksperci z należącego do Komisji Europejskiej Wspólnego Centrum Badawczego w Isprze we Włoszech. W opublikowanym niedawno raporcie wyliczyli, że w ostatnich latach powierzchnia wycinki w naszym kraju wzrosła o 58 proc. Wyniki ich badań ukazały się w „Nature”.

Aktywiści Greenpeace podczas manifestacji namawiali do podpisywania petycji do ministrów klimatu i środowiska. „Domagamy się całkowitego, trwałego wyłączenia z gospodarki leśnej 15 proc. polskich lasów. Ochroną powinny zostać objęte wszystkie najstarsze, naturalne i najbardziej zbliżone do naturalnych siedliska leśne na terenie całego kraju” - piszą w niej.

Swoje postulaty argumentują tym, że stare drzewostany mają znacznie większy potencjał pochłaniania CO2 niż nowe nasadzenia, lepiej przystosowują się do zmian i są cenne w kontekście ochrony bioróżnorodności.

LP: „To tylko slogan”

Lasy Państwowe nie zgadzają się z argumentacją aktywistów. W przesłanym Onetowi oświadczeniu, rzeczniczka LP Anna Malinowska, pisze: „Postulat »wyłączenia« 15 proc. lasów jest sloganem, za którym nie stoją żadne konkrety – Greenpeace nie potrafi jasno zdefiniować kryteriów uznawania lasów za «najstarsze, najcenniejsze», ich lokalizacji, uzasadnić arbitralnej wartości 15 proc., ignoruje też fakt, że najcenniejsze fragmenty polskich lasów są już chronione w parkach narodowych, rezerwatach i wielu innych formach wyłączenia z użytkowania gospodarczego”.

Malinowska podkreśla także, że chronione leśne obszary nie są łatwo dostępne dla turystów - po tych zarządzanych przez LP można chodzić bez ograniczeń. A sprzedaż drewna, jak zaznacza, ma służyć polskiej gospodarce.

AKTUALIZACJA, 24 LIPCA:

Dzień po publikacji tekstu dostaliśmy odpowiedź od policji. Jak informuje biuro prasowe Komendy Rejonowej Policji III w Warszawie, czterem osobom przedstawiono zarzut z artykułu 51§1 kodeksu wykroczeń:

"Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny".

Trzy osoby dostały zarzut z artykułu 63a, o którym jest mowa w tekście.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne