0:00
Prawa autorskie: Midia NinjaMidia Ninja
10 marca 2021

Polityczne trzęsienie w Brazylii: były prezydent Lula wraca do gry. Czy zagrozi Bolsonaro?

Brazylijski Sąd Najwyższy unieważnił wyroki skazujące byłego lewicowego prezydenta Lulę. Czy będzie kandydował w następnych wyborach i zagrozi prawicowemu populiście Jairowi Bolsonaro w 2022 roku? Sam niczego nie przesądza, komentatorzy nie mają wątpliwości

Wydrukuj

Luiz Edson Fachin, sędzia Federalnego Sądu Najwyższego, unieważnił wszystkie wyroki ciążące na byłym prezydencie Brazylii Inacio Luli da Silvie. Decyzja nie uniewinnia Luli, a jedynie zmienia jego status ze skazanego na oskarżonego. To oznacza, że może startować w wyborach w 2022 roku przeciwko Jairowi Bolsonaro. "To jakby Sanders startował przeciwko Trumpowi" - komentuje dziennikarz Thomas Traumann.

Lulę skazano w dwóch sprawach o korupcję i pranie pieniędzy. Pierwsza dotyczy apartamentu triplex w Guarujá, który miał zostać darowany i wyremontowany dla prezydenta przez firmę konstruktorską związaną z aferą Lava Jato (więcej o niej niżej). Druga dotyczyła posiadłości w Atibai, która nie należała do Luli, ale odwiedzał ją z rodziną podejrzanie często - również miała zostać wyremontowana w ramach korupcyjnego układu. Łącznie skazano go na 26 lat więzienia i uniemożliwiono start w wyborach w 2018 roku.

Proces budził jednak wiele wątpliwości, między innymi przez sędziego Sergio Moro, który zrobił na nim polityczną karierę - przyjął potem tekę ministra od zwycięskiego w wyborach Jaira Bolsonaro. Sędzia Fachin unieważnił teraz wyrok Moro, uznając, że jego sąd nie miał kompetencji, żeby rozpatrywać sprawę, która powinna trafić do sądu w stolicy.

W 2009 roku brazylijska policja rozpoczęła śledztwo w sprawie sieci tzw. doleiros – przestępców podatkowych zajmujących się nielegalnym obrotem walutą i praniem brudnych pieniędzy. Dochodzenie nabrało tempa, gdy odkryto interesy jednego z nich z byłym dyrektorem Petrobrasu, największego brazylijskiego koncernu naftowego.

Zachęcony złagodzeniem kary zeznał na temat innych dyrektorów, którzy brali łapówki i przekazywali pieniądze politykom. Dyrektorzy i pracownicy Petrobras otrzymywali honorarium od kontrahentów i dostawców w zamian za ułatwianie zawierania umów z koncernem.

Podpisywane kontrakty miały zawyżone ceny, tak żeby nadwyżka trafiła do kieszeni zawierających umowę. Część pieniędzy pozyskanych przez kontrahentów trafiała do lobbystów, doleiros i innych osób, odpowiedzialnych za dostarczanie ich politykom i urzędnikom. Jedną z firm, która korzystała z tego układu, była firma Odebrecht.

77 byłych przedsiębiorców zgodziło się zeznawać w zamian za złagodzenie kary. Okazało się, że poza Petrobras płacili także politykom z różnych partii za kontrakty, informacje i sprzyjające decyzje polityczne i to nie tylko w Brazylii, lecz także w dziesięciu innych krajach, m.in. w Argentynie, Kolumbii, Ekwadorze, Peru i Wenezueli.

Brazylijska afera korupcyjna wstrząsnęła w ten sposób całą Ameryką Łacińską, wielu polityków zostało oskarżonych.

Sędzia Sergio Moro na fali walki z korupcją i afery Lava Jato urósł do rangi bohatera narodowego. Nieustępliwy, apolityczny, niezawisły - pojawiał się na okładkach gazet, był idolem ruchu protestującego przeciwko rządom Partii Robotniczej i skorumpowanej klasie politycznej. Moro skazywał Lulę w pierwszym wyroku i uczestniczył w drugim postępowaniu. Proces, który prowadził przeciwko Luli, można było oglądać w telewizji. Chociaż zarzekał się, że nie przyjmie żadnej politycznej propozycji, po zwycięstwie Bolsonaro szybko przyjął stanowisko ministra Sprawiedliwości i Bezpieczeństwa Publicznego.

W kwietniu 2020 zrezygnował jednak z funkcji po tym, gdy prezydent podrobił jego podpis, żeby bez jego zgody zdymisjonować szefa policji, który był zdaniem Bolsonaro "zmęczony" i zbyt zainteresowany śledztwem dotyczącym zabójstwa brazylijskiej aktywistki Marielle Franco. Coraz więcej wątków w tej sprawie prowadzi do synów prezydenta.

Moro nie przegapił tego skandalu do wygłoszenia długiej mowy i pokazania się całej Brazylii jako jedyny sprawiedliwy. Politycznie obdarzony na pewno większą inteligencją niż sam prezydent, Moro cieszy się dużym poparciem społecznym. Od dawna typowano go jako jednego z kandydatów w wyborach 2022. Pomysłu nie odrzuca.

Badania instytutu Paraná Pesquisas wskazywały w maju 2020 roku, że jest najpopularniejszym kandydatem (18 proc.) zaraz po prezydencie (27 proc.). Kandydat z PT, Fernando Haddad plasował się w takim scenariuszu na trzeciej pozycji (14 proc.). Powrót Luli wszystko jednak zmienia.

Lula w długiej i energicznej przemowie, którą wygłosił przed kamerami w środę 10 marca, zapewniał o swojej niewinności i że nie odpuści sędziemu Moro, którego nazwał "największym kłamcą Brazylii". Chociaż na pytanie o zbliżające się wybory odpowiedział, że dyskusją nad kandydaturą partia będzie się zajmować w przyszłości,

samo przemówienie daje jasny sygnał, że Lula jest pełen energii i chce walczyć o Brazylię bez biedy, rasizmu, nietolerancji i nierówności społecznych.

W przemowie kładł nacisk na potrzebę pomocy ze strony państwa dla osób, które straciły pracę w efekcie COVID-19. Zachęcał do szczepień, noszenia maseczek i izolacji:

"Wielu śmierci można było uniknąć, gdyby rząd umiał rządzić. Brazylią nikt dziś nie rządzi" - mówił były prezydent.

Być może w wyborach 2022 zmierzą się ze sobą Bolsonaro, Lula i... sędzia Moro. Badanie potencjału wyborczego kandydatów pokazują, że tylko Lula ma szanse pokonać Bolsonaro.

Przywołany już Bernie Sanders wyraził dla Luli poparcie: "Prezydent Lula wykonał niesamowitą pracę, żeby obniżyć poziom ubóstwa w Brazylii i walczyć o pracowników. To wspaniała wiadomość, że wysoce podejrzane wyroki przeciwko niemu zostały unieważnione. To ważne zwycięstwo dla demokracji i sprawiedliwości w Brazylii".

View post on Twitter

"Taki nasz Wałęsa" - tłumaczą czasem Brazylijczycy. Choć różnic między byłymi prezydentami Polski i Brazylii jest więcej niż podobieństw, to te ostatnie są symboliczne: robotnik, charyzmatyczny przywódca związku zawodowego działający w opozycji do autorytarnej władzy i stający na czele ogromnego ruchu politycznej zmiany. Kariera Luli jest do tego niespotykana w kraju takim jak Brazylia, gdzie elity są gronem zamkniętym, dziedziczącym wpływy od pokoleń, a możliwość awansu społecznego jest ograniczona.

Inacio Lula da Silva wywodzi się z biednego północnego rejonu Brazylii. Jego rodzice byli niepiśmiennymi rolnikami. Nauczył się czytać gdy miał 10 lat, w wieku 12 lat miał już kilka prac zarobkowych. Zdobył wykształcenie metalurgiczne. Miał 19 lat kiedy pracując w fabryce, zmiażdżył mały palec w tokarce. Czekał kilka godzin, zanim właściciel fabryki zabrał go do szpitala. Z innej fabryki wyrzucono go kiedyś, bo odmówił pracy w soboty.

W 1968 roku, w czasach dyktatury wojskowej (1964-1985) został członkiem syndykatu metalurgicznego. W 1977 już jako przewodniczący, przewodził narodowym protestom na rzecz wzrostu płac robotników, których zamrożone pensje nie rosły mimo inflacji. Za organizowanie protestów został przez dyktaturę skazany na więzienie. Jego brat był torturowany za przynależność do Partii Komunistycznej.

W 1980 roku założył Partię Robotniczą (Partido dos Trabalhadores), sześć lat później został wybrany do kongresu największą liczbą głosów. W 2002 po dwóch porażkach został prezydentem Brazylii, w 2006 roku wybrano go ponownie. Jego rządy były częścią tzw. "różowej fali", która przetoczyła się przez Amerykę Łacińską na początku XXI wieku, kiedy po latach prawicowych, neoliberalnych dyktatur w regionie do władzy doszła lewica.

Choć rządy Luli były raczej konserwatywne ekonomicznie, wprowadził szereg polityk społecznych, które stworzyły podwaliny pod tworzącą się klasę średnią. Najsłynniejszą jest Bolsa Familia, która oferuje wsparcie ubogim rodzinom pod warunkiem, że poślą dzieci do szkół. Za jego rządów zlikwidowano analfabetyzm, 26 milionów Brazylijczyków wyszło z biedy, zmalało bezrobocie, zwiększono pewność i jakość zatrudnienia, wprowadzono pensję minimalną.

Zgodnie z brazylijskim prawem prezydent nie może pełnić mandatu dłużej niż dwie kadencje pod rząd, więc trzecią kadencję sprawowała Dilma Rousseff. W 2015 roku została odsunięta od władzy przez impeachment, kończąc 13 lat rządów Partii Robotniczej.

Rousseff nie była akurat oskarżona o udział w odkrywanych wtedy gigantycznych skandalach korupcyjnych, w które zamieszana była większość głosujących kongresmenów, tylko o tzw. kreatywną księgowość, czyli próbę ukrycia dziury budżetowej. W kontekście brazylijskiej polityki był to powód na tyle absurdalny, że w wielu kręgach o impeachmencie mówiło się „zamach stanu”.

Podczas rządów Partido dos Trabalhadores na jaw wyszły dwa duże skandale korupcyjne. W 2005 ujawniono, że partia płaciła niektórym kongresmenom miesięczne "kieszonkowe" (ok. 12 tys. dolarów ) w zamian za głosowanie za rządowymi projektami. Luli udało się ten kryzys przetrwać. Kolejny skandal korupcyjny - operacja Lava Jato - objęła zasięgiem całą Amerykę Łacińską.

Na fali tropienia zamieszanych w Lava Jato, pojawiły się również podejrzenia w stosunku do byłego prezydenta. Mimo toczących się przeciwko niemu spraw, w 2017 roku Lula ogłosił, że będzie kandydował w wyborach 2018. Partia utrzymywała jego kandydaturę, nawet gdy w kwietniu 2018 roku został skazany i trafił do więzienia.

W czerwcu Brazylijski Instytut Opinii Publicznej i Statystyki (Ibope, teraz Ipec) zmierzył poparcie dla kandydatów jesiennych wyborów. Lula mógł liczyć na 33 proc. obywateli, Bolsonaro jedynie na 15 proc. Luli odebrano prawo do kandydowania w wyborach, mimo apelu Komitetu Praw Człowieka ONZ, żeby poczekać do czasu wyjaśnienia, czy został skazany w uczciwym procesie. Ostatecznie Lulę zastąpił charyzmatyczny były burmistrz São Paulo Fernando Haddad, który przegrał jednak z Jairem Bolsonaro.

Komu sprzyja decyzja Federalnego Sądu Najwyższego?

Decyzja Fachina - sędziego Federalnego Sądu Najwyższego, który łączy w sobie kompetencje Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego - jest odpowiedzią na złożony przez obrońców Luli wniosek o sprawdzenie, czy sąd, który rozpatrywał jego sprawy, miał do tego kompetencje. Sąd w Curytybie, w którym pracował Moro nie mógł sądzić spraw, które wydarzyły się w innych miejscach niż podlegający mu region, chyba że te były ściśle powiązane ze sprawą korupcji związanej z narodowym koncernem naftowym Petrobras (sąd w Curytybie zajmował się tą sprawą, więc uznano, że powinien przejmować wszystkie związane z nią procesy).

Fachin uznał jednak, że sprawy Luli nie spełniały tych przesłanek. Co ciekawe, decyzja zapadła w momencie, gdy Federalny Sąd Najwyższy miał też rozpatrywać drugi wniosek obrońców Luli - o sprawdzenie czy sędzia Moro był przed laty bezstronny podczas sądzenia byłego prezydenta. Decyzja negatywna dla Moro sprawiłaby, że wszystkie czynności procesowe z jego udziałem zostałyby uznane za nieważne i np. zebrane przez niego dowody nie mogłyby zostać wykorzystane przez innych sędziów w nowym procesie.

Unieważnienie wyroków powoduje za to, że już zebrane dowody mogą zostać ponownie wykorzystane przez kompetentny w sprawie sąd.

Decyzja Fachina nie uniewinnia Luli i nie wpływa też na cztery inne sprawy, które obecnie się przeciwko niemu toczą, wątpliwe jednak żeby dobiegły końca przed następnymi wyborami prezydenckimi. A to oznacza, że Lula może startować.

Wybory 2022 - co może się wydarzyć?

Czas gra na niekorzyść Bolsonaro. Przypomnijmy, że choć podczas wyborów w 2018 roku wiele wskazywało, że jako kandydat nie grzeszy kompetencją do sprawowania funkcji głowy państwa, nikt nie przewidział, że przyjdzie mu szefować w tak kryzysowym momencie jak pandemia koronawirusa. Były wojskowy, mistrz bon motów, homofobicznych i rasistowskich komentarzy i pyskówek zupełnie nie umie się w tej sytuacji zachować (na pytanie o gigantyczną liczbę zgonów potrafił odpowiedzieć: „Ubolewam. Na drugie mam Mesjasz, ale nie czynię cudów").

Prezydent negował powagę sytuacji, nie wierzył, że wirus jest groźny, promował niesprawdzony lek, który okazał się sprzyjać śmiertelności osób poważnie chorych na COVID-19. Kiedy wirus szybko rozprzestrzeniał się po Brazylii Bolsonaro wypowiedział wojnę szefom stanów, którzy wprowadzili lockdown oraz ministrowi zdrowia, którego zdymisjonował za sprzeciwianie się polityce „wracania do normalności”.

Na tym tle Lula, który jest wciąż kojarzony z okresem względnego dobrobytu, wypada jako wspaniały kandydat. Jako długoletni szef państwa ma też sporo negatywnego elektoratu, ale badania potencjału wyborczego kandydatów przeprowadzone przez instytut Ipec (wcześniej: Ibop), które sprawdziły gotowość do głosowania na możliwych kandydatów pokazuje, że tylko on ma szanse pokonać Bolsonaro w wyborach 2022.

50 proc. uczestników badania odpowiedziało, że z pewnością lub być może zagłosowaliby na Lulę, gdyby tylko kandydował. 44 proc. zadeklarowało, że nigdy by na niego nie zagłosowało. W przypadku Bolsonaro gotowość poparcia zadeklarowało 38 proc., natomiast aż 56 proc. odrzuca jego kandydaturę. Sędzia Moro może liczyć na 31 proc. potencjalnych wyborców, ale 50 proc. deklaruje, że na pewno na niego nie zagłosuje. 19 proc. wciąż jednak niewiele o nim wie i nie jest pewna odpowiedzi.

W zbliżających się powoli wyborach nie ma nic pewnego, bo nawet jeśli Lula zdecyduje się na start, polaryzacja wokół dwóch zgranych politycznie kandydatów tworzy też obiecującą przestrzeń dla trzeciego.

Udostępnij:

Marta K. Nowak

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne