0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Arek UrbaniecFot. Arek Urbaniec

Strajk Kobiet i Inicjatywa Wschód zbierają podpisy pod Inicjatywą ustawodawczą „My Voice, My Choice: Za bezpieczną i dostępną aborcją”. Wniesiona do KE propozycja zakłada zwiększenie dostępu do aborcji dla tych Europejek, które są go pozbawione. Chodzi więc także o Polki. By projekt trafił do Parlamentu Europejskiego, aktywistki muszą zebrać milion podpisów w co najmniej siedmiu krajach (możesz podpisać się tutaj lub tutaj).

"Koalicja rządząca jest u władzy już pół roku, a aborcja dalej jest zakazana i nie mamy do niej prawa. Sięgamy więc po narzędzie, jakim jest inicjatywa obywatelska. Napisałyśmy we współpracy z aktywistkami ze Słowacji, Holandii, Francji, Finlandii propozycję rozwiązań, na które wstępnie

wydała zgodę Komisja Europejska"

– mówi OKO.press Dominika Lasota, aktywistka z Inicjatywy Wschód.

KE pierwszy raz „na tak” w sprawie aborcji

Inicjatywę Komisja Europejska pozytywnie oceniła w kwietniu 2024 roku (zanim KE zarejestruje projekt inicjatywy ustawodawczej, najpierw weryfikuje go pod kątem zgodności z traktatami europejskimi).

“KE zatwierdziła naszą inicjatywę. Uznała, że to rozwiązanie jest możliwe do wdrożenia na poziomie Unii Europejskiej. To wyjątkowa sytuacja. Od wielu lat organizacje i ruchy społeczne próbowały wywalczyć w UE rozwiązania w sprawie dostępu do aborcji. Nigdy to się nie udało. To pierwszy raz, kiedy Komisja Europejska mówi:

»Tak. Jeżeli dostaniecie poparcie, przyjmiemy to rozwiązanie«"

- mówi Marta Lempart, działaczka społeczna i polityczna, współorganizatorka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

UE sfinansuje na tabletki aborcyjne?

Przypomnijmy, że teraz aborcja dostępna jest w Polsce w dwóch przypadkach. Jeżeli

  • zdrowie lub życie kobiety jest zagrożone
  • ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.

Mimo to zdarza się, że szpitale odmawiają kobietom aborcji, gdy ich zdrowie lub życie jest zagrożone:

Przeczytaj także:

Polki szukają pomocy za granicą. Dzięki Aborcji Bez Granic w ciągu roku ponad 46 tys. osób miało dostęp do bezpiecznej aborcji. To o ponad 2 tys. więcej niż w pierwszym roku po wyroku TK Julii Przyłębskiej z 22 października 2020 roku. Z tej liczby 12 tys. osób skorzystało z aborcji w tylko dwóch klinikach w Holandii (więcej tutaj).

Aborcje poza polskim systemem ochrony zdrowia kosztują 7,5 mln euro rocznie. 30 proc. z tego płacą organizacje pozarządowe, które zbierają pieniądze. A 70 proc. płacą kobiety, które potrzebują pomocy i dostępu do aborcji.

To dlatego powstał pomysł, by Unia Europejska stworzyła program finansowy, który będzie zwiększał świadczenia zdrowotne na aborcję.

Polski paszport uprawni do korzystania z pomocy

Jak to będzie działać?

„Do programu będzie mogła zgłosić się – na przykład – Holandia czy inne kraje pomagające w aborcji kobietom z Polski, Chorwacji czy Włoch. Rządy tych i innych krajów, wprowadzające lub utrzymujące niedostępność aborcji w państwowych systemach ochrony zdrowia, nie płacą za aborcje zagraniczne. Dlatego koszty powinna pokryć i będzie pokrywać Unia Europejska w ramach solidarności. To wypełni lukę w traktatach europejskich, które mówią o wolnych sądach, mediach, wyborach, ale nie mówią o prawach reprodukcyjnych, o prawach kobiet. UE wyrówna różnice między państwami europejskimi w dostępie do zdrowia” – mówi Lempart.

„Darmową aborcję otrzymają Polki, które ogranicza prawo antyaborcyjne. UE będzie porównywała systemy ochrony zdrowia i sposób usług. Na tej podstawie będziemy mogły dostać pomoc w aborcji. Na podstawie paszportu kraju, którego ubezpieczyciel nie pokrywa kosztu usługi realizowanej w takim zakresie, jak ubezpieczyciel kraju, w którym z tej usługi korzystamy” – mówi Lempart.

Cel to 1 mln podpisów

„Kampania powstała, dzięki sojuszowi inicjatyw z całej Europy, z dziewczynami ze Słowacji, Finlandii, Chorwacji, Francji, Holandii. Każda organizacja prowadzi zbiórkę podpisów w swoich krajach. My robimy to w Polsce jako Inicjatywa Wschód i Ogólnopolski Strajk Kobiet. Cały czas dołączają do nas nowe organizacje, potrzebujemy wsparcia, podpisów. Mamy marzenie, by zebrać je jeszcze przed wyborami europejskimi” –- mówi Dominika Lasota.

Aktywistki zbierają podpisy pod hasłem: „Same to Ogarniemy”. "To odpowiedź na zbliżające się wybory europejskie, kampania profrekwencyjna. Jest zagrożenie, że to skrajna prawica zajmie większość w Parlamencie Europejskim, co będzie zagrożeniem dla praw kobiet w Polsce. Czujemy sprawczość. Wybieramy Parlament Europejski, tak by stał za prawami kobiet” – mówi Lasota.

„Uderza mnie, jak sfrustrowane są Polki i Polacy. Wiele osób ma w sobie żal. Mamy nową władzę, mamy 2024 rok i nadal musimy zbierać podpisy pod inicjatywą, która zapewni zdrowe i bezpieczne życie kobietom. To »plan B«. »Bezpiecznik«. Mam nadzieję, że tymczasowe rozwiązanie, które będzie pomagało kobietom, dopóki nie dojdzie do krajowego przełomu w temacie aborcji. Wtedy będziemy mieć zarówno zabezpieczenie europejskie, jak i dobre prawo” – mówi Lasota.

I dodaje: „Słowenia przeszła przez podobną do Polski historię. Tam autorytarny i populistyczny rząd został odsunięty od władzy przez Instytut 8 marca, przodującą organizację współpracującą przy naszym projekcie. Kampania wyrosła ze wspólnych odczuć, co do tego, że w krajach takich jak Polska czy Słowenia, walka o prawa kobiet jest ważna”.

Parlament Europejski musi stać za prawami kobiet

"Koalicja rządząca złożyła nam obietnice, a zmiany się nie dzieją. Powstała komisja nadzwyczajna do spraw kobiet. Władza wypowiada dużo pięknych słów, ale podaje mało konkretów. Polityka robi się betonowa. Nie chcemy pozwolić, by społeczna energia wygasła. PiS, Konfederacja będą chciały się wybić polityczne w wyborach do europarlamentu. Jeżeli nie weźmiemy udziału w wyborach, istnieje zagrożenie, że wybudują w Brukseli swój elektorat. Chcemy walczyć o

odważnych polityków i polityczki, które będą nas odważnie reprezentować w Parlamencie Europejskim"

– mówi Lasota.

Po uzbieraniu 1 mln podpisów Komisja Europejska będzie pracować nad projektem z komitetem inicjatywy. Potem wniesie projekt do Parlamentu Europejskiego. W PE zostanie przeprowadzona debata, potem głosowanie.

„Jeżeli Parlament Europejski i Komisja Europejska będą po czerwcowych wyborach miały sensowny skład, a ja zakładam, ze tak się stanie, to w budżecie na 2025 rok mogą pojawić się już środki na realizację programu. W Polsce musi zmienić się prawo. Ale to jedyne rozwiązanie, które może pomóc, dopóki to się nie wydarzy” – mówi Lempart.

;

Udostępnij:

Julia Theus

Dziennikarka, absolwentka Filologii Polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, studiowała też nauki humanistyczne i społeczne na Sorbonie IV w Paryżu (Université Paris Sorbonne IV). Wcześniej pisała dla „Gazety Wyborczej” i Wirtualnej Polski.

Komentarze