Ks. Tomasz Duszkiewicz mówi, że krytycy myśliwych nie są Polakami. I że za ekologami stoi masoneria. Duchowny jest oficjalnym duszpasterzem Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych i przyjacielem ministra środowiska Jana Szyszki. A on bardzo liczy się z jego zdaniem. Portret księdza, który twierdzi, że został pobity w Puszczy Białowieskiej

Ekolodzy to sataniści, którzy działają na szkodę kraju. A źródło polskości bije na polskiej wsi, gdzie rolnik, leśnik i myśliwy wspólnie i zgodnie realizują boską misję: czynią sobie ziemię poddaną. Takie i podobne wypowiedzi są już w zasadzie oficjalną wykładnią ideologii Ministerstwa Środowiska (MŚ) i Lasów Państwowych (LP).

To bardzo konkretna, ale też nietolerancyjna i agresywna, wizja świata, która zwalcza wszelkie inne odmienne punkty widzenia na relacje między człowiekiem i przyrodą.

W otoczeniu Szyszki i Tomaszewskiego są ludzie, którzy tworzą i uzasadniają ten światopogląd. Jednym z nich jest z pewnością ks. prof. Tadeusz Guz, który na konferencji „Jeszcze Polska nie zginęła – wieś” nazwał ekologów „zielonym nazizmem”.

Ale bliżej ministra środowiska Jana Szyszki i Dyrektora Generalnego LP Konrada Tomaszewskiego jest inny duchowny. To ks. Tomasz Duszkiewicz.



„Każdy wie, że za nim stoi minister”

Jest przyjacielem szefa resortu, z którym dzieli wielką pasję – myślistwo. Jeszcze kilka lat temu był zwykłym wikariuszem. I choć nadal służy w parafii św. Ojca Pio w Węgrowie na Mazowszu, to od lutego 2016 roku jest też oficjalnym duszpasterzem LP. W Lasach zatrudniony jest również (w systemie telepracy) na etacie na stanowisku do spraw współpracy z otoczeniem regionalnym.

Jak dowiedziała się Wirtualna Polska, jego rola to „wspieranie procesu budowy oraz ochrony wizerunku i marki Lasów Państwowych w otoczeniu regionalnym”. Konkretnie: przygotowanie odsłonięcia pomnika Danuty „Inki” Siedzikówny w Nadleśnictwie Browsk. A także organizacja Ekologicznego Europejskiego Forum Młodych w Puszczy Białowieskiej i obchodów Święta Lasu w Łomży.

„Dziś ustawia kadry w la­sach na Podlasiu, opiniuje, kto może być nadleśniczym, a kto nie. Nikt mu nie pod­skoczy.

Każdy wie, że za nim stoi minister” – powiedział Newsweekowi jeden z białowieskich leśniczych.

Trotyl w głowie

Po raz pierwszy Polska usłyszała o ks. Duszkiewiczu w 2012 roku. „W nawiązującej do kazań Piotra Skargi homilii mówiłem o inwigilacji uczestników wyjazdu na marsze «Obudź się, Polsko» i w obronie TV Trwam,

ale mówiłem też o trotylu na wraku tupolewa. Mówiłem, że to zamach i że mordercy powinni zostać rozliczeni” – powiedział.

Parę dni po kazaniu odwiedzili go policjanci, którzy zasugerowali mu – według jego słów – „sprostowanie kazania”. Ks. Duszkiewicz uznał to za próbę zastraszenia. Sprawa stała się przedmiotem obrad Parlamentarnego Zespołu ds. Obrony Demokratycznego Państwa Prawa złożonego – co z dziś brzmi ironicznie – z posłów PiS.

„To oburzające. Nie jest zadaniem policji sugerowanie księdzu zmiany poglądów lub zaprzestania głoszenia kazań” – mówił Krzysztof Szczerski, przewodniczący zespołu, dziś w gabinecie prezydenta. „To przypomina sytuacje, które znamy z Polski niewolnej, kiedy słowo z ambony było dławione”. I dodał, że teraz jest podobnie, bo władza boi się krytyki ze strony kogoś, kto cieszy się społecznym uznaniem. „Bardzo mnie to niepokoi” – oburzał się.

Sprawa ostatecznie zmarła śmiercią naturalną. Ale do duchownego przylgnęło przezwisko: Ksiądz Trotyl.



Ofiara „terroryzmu ekologicznego”

Głośno o ks. Duszkiewiczu zrobiło się również 11 sierpnia 2017 roku, podczas blokady wywózki drewna z Puszczy Białowieskiej, którą przeprowadzili aktywiści z Obozu dla Puszczy. Został tam rzekomo pobity przez jednego z demonstrantów, kiedy dokumentował zajście telefonem komórkowym. „Byłem w szpitalu. Na izbie przyjęć oglądał mnie lekarz ortopeda. Na rękę założono mi szynę. Dostałem dziesięć dni zwolnienia lekarskiego” – mówił. Ale – dodał – „jako kapłan wybaczam temu człowiekowi, który dopuścił się takich rzeczy, tego, że mi groził”.

Kłopot w tym, że opowieść księdza kompletnie rozmija się z opowieściami innych świadków. Danuta Kuroń (wdowa po Jacku Kuroniu), która widziała sytuację, powiedziała, że nikt nie uderzył duchownego. A sam ksiądz zachowywał się agresywnie, nagrywając ludzi z bardzo bliska. Zaś zdjęcie wykonane już po zajściu nie pokazuje, by ksiądz poniósł jakieś obrażenia.

„Między nami nie było żadnego kontaktu fizycznego” – powiedział OKO.press mężczyzna, którego ks. Duszkiewicz oskarżył o atak. I dodał, że też księdzu wybacza, że ten mówi przeciwko niemu nieprawdę.

Kapłan uznał się za ofiarę „terroryzmu ekologicznego”. A o protestujących w obronie Puszczy przed wycinką mówił, że to ludzie o „złych zamiarach”. Bo ksiądz Duszkiewicz ekologów – albo jak mówi: pseudoekologów – nie ceni.

Szatan i masoneria

„W Puszczy Białowieskiej pseudoekolodzy walczą z człowiekiem” – powiedział niedawno. A swoją obecność w Puszczy tłumaczył tak: „tam, gdzie jest walka z Panem Bogiem, z wartościami, a przede wszystkim z zamysłem Pana Boga o stworzeniu, tam musi włączyć się kapłan i musi bronić ewangelii”.

Wykładnia spiskowości jest prosta. „Pseudoekolodzy”swoją działalnością „zarabiają pieniążki, baaardzo duże pieniążki”. Za nimi stoją takie grupy, że „nam może się w tym momencie się to w głowie nie mieści”.

Jedną z nich jest masoneria, „a masoneria według nauki Kościoła to są pomocnicy diabła na ziemi”, podkreślał na antenie TV Republika.

Ks. Duszkiewicz „wątek satanistyczny” u obrońców przyrody rozwijał już w 2012 roku, gdy dopiero wypływał na szerokie wody życia publicznego. „Ruchy pseudoekologiczne, takie jak choćby Greenpeace czy WWF, ich podłoża są sekciarskie. O tym się mało mówi, ale są już różne publikacje na ten temat” – przekonywał w TV Trwam. Dodał, że cele sekty jest zniszczenie człowieka. I że

organizacje ekologiczne są „dziełem szatana”, bo przecież to właśnie szatan chce „zniszczyć najpiękniejsze dzieło Stworzenia, jakim jest człowiek”.

Co prawda – i tu powoływał się na Jana Szyszkę – część „pseudoekologów” to ludzie o „dobrych sercach”. Ale są oni „zmanipulowani przez bossów”, którzy „wprowadzają zamęt na terenie ojczyzny”, między innymi „prowadzą takie działania, by zniszczyć polską gospodarkę”.



„Czyńcie sobie ziemię poddaną”

Prawdziwa ekologia polega zdaniem ks. Duszkiewicza na czym innym. „Pan Bóg powiedział: czyńcie sobie ziemię poddają. To jest testament pana Boga dany człowiekowi”  – mówił niedawno w Radiu Wnet. Dodał, że Stwórca w ten sposób ustawił ład świata, że jego najwyższą wartością i koroną Stworzenia jest człowiek. „Przyroda jest dana człowiekowi po to, by z niej korzystał” – przekonywał. Po to są lasy, ale też po to są zwierzęta. Przy okazji Święta Lasu w 2016 roku dziękował myśliwym, leśnikom i rolnikom za to, że „dobrze wypełniają testament” dany przez Boga.

Przekaz ks. Duszkiewicza i jego wykładnia chrześcijaństwa są skrajnie antropocentryczne: jedyną racją istnienia przyrody jest człowiek, a ona sama nie posiada własnej wartości i autonomii.

Co prawda, duchowny podkreśla i to, że człowiek ma z natury nie tylko korzystać, ale też ją chronić, „opiekować się wszystkim”. Ale przypomina to bardziej stosunek rolnika do swoich plonów i inwentarza.

Ksiądz z krwią na rękach

Ks. Duszkiewicz co najmniej tak samo lubi ambonę kościelną, jak i tę myśliwską, na której czeka się na zwierzynę podczas polowania. Znajomi myśliwi żartują, że „księdzu Tom­kowi iskra boża zamiast w ewangelizację poszła w lufę”.

„Ludzie się śmiali, że ksiądz idzie do Stołu Pańskiego z krwią na rękach” – dodają.

Kupił leśniczówkę w Topile-Majdanie w Puszczy Białowieskiej. Według informacji podanych przez „Newsweek” wyremontował ją niezgodnie z prawem: zastąpił eternit blachą, a ten pierwszy zdjął bez utylizacji. Dobudował też ganek bez stosownych pozwoleń. Jednak zdaniem lokalnych myśliwych nikt nie podskoczy komuś, kto w swoich progach gości Tomaszewskiego i Szyszkę, i chodzi z nimi na polowania.

„Ksiądz dobry, ale człowiek już nie”

Ks. Duszkiewicz był nawet prezesem koła myśliwskiego w Kszyku. Koło zostało jednak rozwiązane, gdy koledzy-myśliwi nie chcieli księdza ponownie wybrać prezesem. Myśliwi w tej sprawie próbowali interweniować u samego biskupa. Bezskutecznie. Na odchodnym usłyszeli:

„Zdarza się, że ktoś jest dobrym księdzem, ale niedobrym człowiekiem”.

A potem w dziwnych okolicznościach spłonął drewniany dom byłego łowczego – siedziba koła łowieckiego. Z domu nic nie zginęło, a pożar zaczął się na biurku z dokumentami. Informator „Newsweeka” sugeruje, że włamywaczowi chodziło o papiery dokumentujące walkę o ocalenie koła, których tam jednak nie było. Ks. Duszkiewicz nigdy nie odniósł się do tych informacji, choć tygodnik go o to pytał. Śledztwo ostatecznie umorzono z po­wodu niewykrycia sprawcy.



„Kocham przyrodę”

Poglądy ks. Duszkiewicza na temat myślistwa są radykalne. Uważa, że „człowiek z natury jest łowcą”. A krytycy myślistwa nie mają pojęcia o łowiectwie. „Oni nie są Polakami. Słuchają pseudoekologów, którzy są ekoterrorystami. Ci zaś mówią, że strzelanie do zwierząt to brutalne zabijanie” – mówił w 2012 roku.

Bo duchowny nie uważa polowania za odbieranie życia. „Łowiectwo to nie jest nic złego, to nie jest zabijanie. To jest gospodarowanie tym, co Pan bóg dał człowiekowi” – tłumaczył dziennikarzom TVN.

Gdy zapytali go, czy polowanie sprawia mu przyjemność, próbował wykręcać się od odpowiedzi: „Ja powiem tak. Łowiectwo to nie jest zabijanie, to jest pozyskanie…”.

Gdy je ponowili, odpowiedział: „Czy ja lubię polować? Ja uwielbiam obcować z przyrodą”.


Abonament na wolność słowa!

lub

Przez przelew tradycyjny lub PayPal

Dziennikarz i publicysta. Członek zespołu redakcyjnego „Dzikiego Życia”. Jeśli czegoś nie pisze lub nie czyta, to najpewniej siedzi gdzieś w lesie. Instruktor sztuki przetrwania. W OKO.press pisze o ekologii i dokonaniach komisji smoleńskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym