0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej za HromadzkieKomunistyczna Partia...

Dokładnie 120 lat temu, 1 lutego 1906 roku, w miasteczku Stepań na Wołyniu urodził się mój pradziadek Feliks. Zdjęcia zachowały się trzy – jedno portretowe, jedno w mundurze Związku Strzeleckiego i jeszcze jedno z wypadu narty w Karpatach (Sławsko? Worochta? Jaremcze? Zapewne nigdy się nie dowiem). Moja prababcia pośpiesznie spakowała te zdjęcia, gdy którejś nocy w kwietniu 1940 przyszli po nią funkcjonariusze NKWD. Zesłano ją wraz z córkami do Kazachstanu. Spędziły tam 6 lat, cudem uniknęły śmierci od głodu i tyfusu – opowiadały mi o tym często i z wieloma przerażającymi szczegółami.

Pradziadek jeszcze żył, gdy jego żonę i dzieci wywożono na wschód w bydlęcym wagonie. We wrześniu 1939 został zatrzymany w Kostopolu, gdzie jako zmobilizowany rezerwista pełnił służbę na posterunku policji. Trafił do Ostaszkowa, do obozu jenieckiego w dawnym monasterze nazywanym Pustelnią Niłowo–Stołobieńską, ulokowanym na wyspie na jeziorze Seliger.

Zamordowano go na początku maja 1940 roku w piwnicy więzienia Obwodowego Zarządu NKWD w Kalininie (obecnie Twer).

Jednym z katów był tam słynny Wasilij Błochin, który w różnych odsłonach zbrodni stalinowskich mógł własnoręcznie zabić od kliku do kilkunastu tysięcy ludzi (wykonał m.in. egzekucje na Zinowjewie i Kamieniewie, niewykluczone, że to on zastrzelił Izaaka Babla).

Błochin był swego rodzaju profesjonalistą zbrodni, specjalnie na egzekucje polskich oficerów przywiózł walizkę z pistoletami “Walther 2” – zabijał tyle, że broń szybko się zużywała i trzeba ją było zmieniać.

Naczelnik więzienia, Dmitrij Tokariew, opisywał przygotowania Błochina do zabijania: “I wówczas zobaczyłem całą tę grozę. Przyszliśmy tam. Po kilku minutach Błochin włożył swoją odzież specjalną: brązową skórzaną czapkę, długi skórzany brązowy fartuch, skórzane brązowe rękawice z mankietami powyżej łokci. Na mnie wywarło to ogromne wrażenie – zobaczyłem kata”.

I właśnie wtedy, w tej piwnicy i z rąk tych oprawców zginął mój pradziadek Feliks. Na budynku w Twerze jeszcze niedawno wsiała odsłonięta na początku lat 90. tablica upamiętniająca ofiary zbrodni w języku polskim i rosyjskim. Zdjęto ją 2020 roku, wcześniej prokuratura uznała, że zainstalowano ją niezgodnie z przepisami, a treść nie odpowiada faktom.

Ofiar zbrodni stalinowskich Rosja już nie upamiętnia. Upamiętnia natomiast ich głównego sprawcę.

Pomniki dla Stalina, Katynia nie było

W okupowanym przez Rosję Melitopolu postawiono niedawno pomnik: Generalissimusowi Związku Radzieckiego Józefowi Wissarionowiczowi Stalinowi – wdzięczni potomkowie (na zdjęciu u góry).

Jak pisały na ukraińskie media, przemówienie podczas uroczystości wygłosił jeden z miejscowych „deputowanych”, przyprowadzono też uczniów z lokalnej szkoły, którzy złożyli kwiaty pod pomnikiem Stalina.

Do wszystkich zbrodni rosyjskiej okupacji należy dodać także i tę: na ukraińskiej ziemi, którą spustoszył Hołodomor, najeźdźcy czczą wielkiego organizatora tego ludobójstwa. Zresztą wedle najeźdźcy Hołodomor nie istniał (to „anglosaskie” “wielkie oszustwo historyczno-ideologiczne i manipulację polityczną” – twierdzi nie kto inny jak były prezydent i członek obecnej kremlowskiej elity Dmitrij Miedwiediew).

Za mord na polskich oficerach w Katyniu także – wedle ekipy Putina – nie odpowiada Rosja. Owszem, przyznałam się do tego, ale wedle obecnej wykładni śledztwo, które to ustaliło, "nie było obiektywne”.

Nie było zresztą także mordu w Buczy w 2022 r. Obecny szef MSZ Rosji Ławrow i ambasador Putina przy ONZ Nebienzja powtarzają to w kółko. Dowodem „fałszerstwa” ma być to, że ONZ nie przedstawił Rosji listy pomordowanych (ONZ racjonalnie tłumaczy, że nie byłaby w stanie zapewnić bezpieczeństwa rodzinom ofiar i ochronić ich przed rosyjskim odwetem. To się dzieje teraz!)

Przeczytaj także:

***

Nie chcę dręczyć Czytelników historią cierpień mojej rodziny. Wiadomo, XX wiek był straszny, prawie każda rodzina kultywuje pamięć o jakichś tragediach, Polacy nie są w tym zresztą tak wyjątkowi, jak chcieliby być.

Ale mam nadzieję, że usprawiedliwi mnie nie tylko okrągła rocznica, ale i konkretny cel.

Polsko-ukraińska historia ma swoje koszmarne momenty. Jednak wbrew całej kampanii dezinformacji i sztucznie indukowanego oburzenia – jesteśmy w stanie o nich rozmawiać. W maju 2025 zakończyły się ekshumacje w Puźnikach. W uroczystości pogrzebowej wspólnie z rodzinami ofiar wzięli udział przedstawiciele polskich i ukraińskich władz. Zaraz zaczną się ekshumacje w Ugłach na Wołyniu (moja rodzina pochodzi stamtąd, śledzę więc to z uwagą).

Nie ma natomiast i jeszcze długo nie będzie porozumienia z Rosją – państwem, które albo zaprzecza przeszłym zbrodniom, albo wprost jest z nich dumne. I które się nie zatrzymuje: do historycznych bestialstw codziennie dokłada nowe.

Właśnie odbywa się kongres ugrupowania, w skład którego wchodzą politycy jawnie sprzyjający putinowskiej Rosji. Według ostatnich sondaży Konfederacja Korony Polskiej ma ok. 8-9 proc. poparcia. Ludzie ochoczo wspierający Kreml są zresztą też w innych partiach — przekonanie, że jest inaczej, jest niebezpiecznym złudzeniem.

Bez względu na różnice poglądów, sprzeciw wobec proputinowskich sił powinien nas zawsze łączyć. Zróbmy wszystko, żeby ta szajka zamordystów i wykolejeńców nie zbliżyła się do władzy w Polsce.

To jest moje “Widzę to tak” w rocznicę urodzin mojego pradziadka Feliksa.

Za wskazanie aktualnych przykładów propagandy historycznej Kremla dziękuję Agnieszce Jędrzejczyk

„Widzę to tak” to cykl, w którym od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości.

;
Na zdjęciu Bartosz Kocejko-Szukalski
Bartosz Kocejko-Szukalski

Wicenaczelny OKO.press, wcześniej kierował działem społeczno-gospodarczym. Redaktor, czasem pisze: o pracy, podatkach i polityce społecznej. W redakcji od 2017 roku. Pochodzi z Prabut w woj. pomorskim, mieszka w Warszawie na Grochowie i bardzo mu się tam podoba.

Komentarze