Polska Fundacja Narodowa ma niewiele wspólnego z trzecim sektorem. Powstała z inicjatywy rządu PiS, a na jej działalność zrzuca się 17 spółek Skarbu Państwa. Ma już na koncie takie „sukcesy” jak oczernianie sędziów za 8 mln zł, kupienie jachtu za 5 mln zł, czy stemplowanie twarzy Michnika na zdjęciu KOR. Ostatnio wyszły na jaw nowe szczegóły. Podsumowujemy

„Jeżeli medium, które (już nie będę mówił, kto jest jego właścicielem) ma interes w tym, żeby podważać sensowność działań polskiego państwa w interesie polskiego państwa, to trudno mi to komentować (…) Życzę powodzenia panom dziennikarzom, choć nie wiem, czy oni są jeszcze dziennikarzami, którzy w ten sposób podchodzą do rzeczywistości”.

Tak Piotr Gliński, minister kultury i dziedzictwa narodowego, komentował ujawnienie przez Onet, że Polska Fundacja Narodowa wydała dziesiątki milionów na nieudaną kampanię internetową, która miała promować nasz kraj za granicą.

Minister podkreślał, że wszystkie kraje na świecie próbują się promować i przekłada się to później na ich sukcesy gospodarcze.

Przypomnijmy, 17 września 2019 Onet ujawnił, że PFN zapłaciła amerykańskiej firmie 5,5 mln dolarów za promowanie Polski w mediach społecznościowych. Efektem było m.in. konto na Instagramie, które obserwuje dziś 179 osób.

18 września portal ujawnił kolejne fakty – na współpracy finansowo skorzystał przede wszystkim historyk Marek Chodakiewicz. Chodakiewicz otrzymywał pieniądze z agencji PR WHWG (które firmie zapłaciła PFN). Ogromne pieniądze dostali jego współpracownik oraz siostra i żona.

Według Onetu, siostra Chodakiewicza otrzymywała 120 tys. dolarów rocznie za… pisanie maili do ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce – Georgette Mosbacher.

Kto krytykuje działania PFN, nie jest Polakiem

W podobne tony oskarżycielskie uderzyła sama PFN.

„Z ubolewaniem przyjmujemy fakt, że Grupa Onet wybiórczo i subiektywnie postanowiła wykorzystać współpracę Polskiej Fundacji Narodowej z White House Writers Group, aby zdeprecjonować i zdyskredytować podejmowane przez Fundację działania.

Zwłaszcza projekty poprawiające wizerunek Polski na świecie (wspieranie 250 polskich sportowców) oraz ukazujące prawdę historyczną w międzynarodowej debacie publicznej (kampania »Opowiadamy Polskę«)” – czytamy w oświadczeniu, które wydano w środę, 18 września.

W dokumencie wytknięto także, że Onet należy do zagranicznego koncernu medialnego RASP. Co więcej, PFN „kategorycznie przeciwstawia się aktywnemu włączeniu przez portal Onet organizacji Trzeciego Sektora w kampanię wyborczą”.

Linia obrony wygląda zatem następująco:

  • współpraca z White House Writers Group to tylko jedno z działań podejmowanych przez PFN;
  • wszystkie kraje na świecie inwestują w promocję za granicą;
  • nieładnie jest angażować w walkę polityczną organizacje pozarządowe;
  • a poza tym ten, kto krytykuje działania PFN, ten działa z obcej inspiracji albo po prostu nie jest Polakiem.

Jak powiedział OKO.press Bartosz Węglarczyk, redaktor naczelny Onet.pl, nie ma najmniejszego sensu prowadzić debaty, kto jest Polakiem, a kto nim nie jest, bo „szkoda na nią czasu pana ministra i nas wszystkich”.

„Dobrze natomiast byłoby, gdyby pan minister wyjaśnił, dlaczego tak duże publiczne pieniądze wydawane są przez Polską Fundację Narodową, której polskość nie budzi wątpliwości, ale dokonania owszem. Jako płatnik podatków mam prawo o to pana ministra zapytać, bo on za to odpowiada. I będę pytał dalej” – dodał Węglarczyk.

Warto przyjrzeć się jednak pozostałym argumentom w obronie PFN. Skoro współpraca z WHWG to tylko mała wpadka, to jak wyglądają duże sukcesy? I czy PFN jest rzeczywiście jest niezależną i apolityczną fundacją?

PFN to nie trzeci sektor

Polska Fundacja Narodowa, choć oficjalnie i na papierze jest fundacją, ma niewiele wspólnego z trzecim sektorem, jak nazywane są zbiorczo pozarządowe organizacje. PFN została powołana w 2016 roku przez 17 spółek Skarbu Państwa, zaś inicjatywa wyszła od rządu PiS. Jej powstanie ogłaszała zresztą podczas konferencji premier Beata Szydło.

PFN miała „wykorzystując siłę i energię spółek skarbu państwa budować markę Polski poza granicami naszego kraju”. Zrzutka państwowych spółek wyniosła w pierwszym roku działalności 100 mln zł. Na początku roku 2018 finanse PFN osiągnęły pułap 220 milionów.

Dziwna to organizacja pozarządowa, której powstanie organizuje rząd. Ale dziwniejsze miało dopiero nadejść.

Oczernianie sędziów za 8 mln zł

W maju 2017 PFN zorganizowała akcję „Sprawiedliwe sądy”. Miała ona uzasadniać prowadzoną wtedy przez rząd PiS czystkę w sądownictwie. Na ulicach polskich miast pojawiły się billboardy informujące o tym, że sędziowie kradną, wypuszczają na wolność pedofilów, nazywają się nadzwyczajną kastą i ogólnie chcą być bezkarni. Takie same treści promowano w telewizji i internecie.

PFN wykonanie akcji zleciła spółce Solvere, założonej przez byłych PR-owców Beaty Szydło. Maciej Świrski, ówczesny szef PFN twierdził we wrześniu 2017 roku, że usługi Solvere kosztowały 240 tys. zł. W grudniu 2017 Onet ujawnił cztery faktury wystawione dla Solvere na kwotę 1,2 mln zł. Ostatecznie ze sprawozdania finansowego PFN za 2017 rok wynika, że cała kampania kosztowała 8,4 mln zł.

„Sprawiedliwe sądy” są koronnym dowodem na to, że PFN jest politycznym narzędziem w rękach PiS. Jest to nawet potwierdzone sądowo. Hanna Gronkiewicz-Waltz jeszcze jako prezydentka Warszawy wszczęła wobec fundacji postępowanie nadzorcze (miasto, na którego terenie organizacja jest zarejestrowana ma taką możliwość).

Pierwszy wyrok stwierdzający, że kampanią o sądach PFN złamała swój statut zapadł w listopadzie 2018.

„Zdaniem sądu podejmowane w trakcie tej kampanii działania nie tylko nie promują i nie chronią wizerunku Rzeczypospolitej, a wręcz przeciwnie – znacznie go osłabiają, kreując oparty na jednostkowych przypadkach negatywny obraz władzy sądowniczej”.

W lipcu 2019 oddalono apelację fundacji.

Debata Krasnodębskiego z Petersonem

To nie jedyny przypadek, gdy PFN w sposób oczywisty wsparła PiS. W maju 2019 podczas kampanii wyborczej do Europarlamentu Fundacja zapowiedziała zorganizowanie debaty z udziałem Jordana Petersona. Peterson to kanadyjski psycholog kliniczny, który robi karierę jako publiczny intelektualista walczący z feminizmem, polityczną poprawnością, ekologizmem i „neomarksizmem”. Jego partnerem w debacie miał być Zbigniew Krasnodębski, socjolog i filozof społeczny, ale także europoseł PiS.

Spotkanie miało odbyć się w Poznaniu, czyli okręgu, w którym w tym czasie Krasnodębski z listy PiS ubiegał się o reelekcję w Parlamencie Europejskim. Pojawiły się oczywiście zarzuty pod adresem PFN o finansowanie kampanii kandydata z pominięciem komitetu wyborczego. Na pytania o honorarium i legalność takiej akcji wysłane przez „Rzeczpospolitą” PFN odpowiedziała, że zgodnie ze swoim statutem nie jest uprawniona do ujawniania wynagrodzeń, ani „wystawiania opinii o tym, czy zapraszane osoby są kojarzone z partią polityczną i przez ten pryzmat nie powinny być uprawnione do wyrażania swoich poglądów na forum publicznym”.

Debata ostatecznie nie doszła do skutku z powodu choroby żony Petersona.

Jacht-porażka, znikające stypendium, zastemplowany Michnik

Rekordowy pod względem wpadek był dla PFN z pewnością rok 2018. W marcu okazało się, że Fundacja kupiła za prawie 5 mln zł używany francuski jacht, który miał opłynąć dookoła świat z okazji stulecia odzyskania niepodległości. „Gazeta Wyborcza” szacowała, że cały rejs kosztować mógł nawet 20 mln. Wkrótce potem przedsięwzięcie upadło, bo w atmosferze skandalu z akcji wycofała się firma ambasadora kampanii Mateusza Kusznierewicza. Zamiast „Polska 100”, jak nazywała się akcja, jacht nazwano „I love Poland” i postanowiono, że będzie brał udział w światowych regatach. Pół roku temu na zawodach uległ jednak awarii i od tamtej pory czeka na naprawę w Ameryce.

W czerwcu 2018 PFN ogłosiła nabór na specjalne stypendium w Waszyngtonie dla badaczy chcących zajmować się postkomunizmem. Zaaplikował o nie prof. Adam Leszczyński, dziennikarz OKO.press: „Wtedy stypendium rozpłynęło się w powietrzu. Nie wiadomo kto je przyznał, kto je dostał i ile kosztowało”. Nie wiadomo do dziś, bo PFN w swoim stylu uporczywie uchyla się od odpowiedzi.

W 2018 roku PFN wydała także broszurę „Godność Niepodległej”, która miała służyć jako informator dla mieszkańców dekomunizowanych wtedy ulic Warszawy. We fragmencie dotyczącym Komitetu Obrony Robotników (tak przez chwilę nazywała się zdekomunizowana ul. 17 stycznia) padało nazwisko Antoniego Macierewicza, ale już nie Adama Michnika. Na wspólnym zdjęciu członków KOR przyszłemu redaktorowi naczelnemu „Gazety Wyborczej” zastemplowano nawet twarz.

To nie jedyny przypadek pisania przez PFN historii na nowo. W kwietniu 2018 fundacja zaprezentowała również film z okazji rocznicy wybuchu powstania w warszawskim getcie. Wynika z niego, że Armia Krajowa na masową skalę pomagała powstańcom, choć w rzeczywistości pomoc ta była znikoma.

„Opowiadamy Polskę”? Komu?

Politycy PiS (m.in. szef KPRM Michał Dworczyk), a także sama fundacja odpierają argumenty o nieudolnych działaniach promocyjnych, powołując się na ostatnią akcję „Opowiadamy Polskę”. W jej ramach w dziewięciu znanych światowych dziennikach (m.in. „Die Welt”, „Le Soir”, „Le Figaro”) od 30 sierpnia do 1 września 2019 pojawiały się teksty polskich autorów o wybuchu II wojny światowej.

„Po bezprecedensowym sukcesie projektu »Opowiadamy Polskę«, w ramach którego przypomnieliśmy całemu światu prawdę o prawdziwych sprawcach wybuchu II Wojny Światowej, spotykamy się z medialną odpowiedzią o charakterze politycznym i wyborczym” – czytamy w oświadczeniu, co znaczy mniej więcej:

„niemiecka redakcja Onetu mści się za przypomnienie całemu światu, że to Niemcy rozpętali II wojnę światową”.

Nie tylko podtekst jest absurdalny, ale i samo chwalenie się akcją” Opowiadamy Polskę”. Teksty rzeczywiście znalazły się w dziewięciu wymienionych dziennikach, ale nie jako część wydania, a dodatki reklamowe. We wszystkich oprócz paryskiego „L’Opinion” znajdował się dopisek „reklama” albo ogłoszenie – „redakcja nie ponosi odpowiedzialności”. Ani media promujące akcję, ani autorzy tekstów, ani tym bardziej sama PFN, nie informowały o jej prawdziwym, czyli czysto odpłatnym charakterze. Zdjęcia gazet wykadrowano tak, by nie było widać adnotacji „reklama”.

O całej akcji oraz o zawartości tekstów pisał dla OKO.press historyk – prof. Piotr Osęka.

Prześwietlamy, pytamy, interweniujemy - i nie odpuszczamy.
Pomóż nam prowadzić dziennikarskie śledztwa.

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Komentarze

  1. Paweł Rumiński

    Zaintrygował mnie następujący fragment tego tekstu:

    Zastanawiam się, czy zapisanie w cudzysłowie słów, które w rzeczywistości nie padają w oświadczeniu PFN, jest zgodne z prawem prasowym i etyką dziennikarską. Może ktoś mnie oświeci?

    • Paweł Rumiński

      „Po bezprecedensowym sukcesie projektu »Opowiadamy Polskę«, w ramach którego przypomnieliśmy całemu światu prawdę o prawdziwych sprawcach wybuchu II Wojny Światowej, spotykamy się z medialną odpowiedzią o charakterze politycznym i wyborczym” – czytamy w oświadczeniu, co znaczy mniej więcej:

      „niemiecka redakcja Onetu mści się za przypomnienie całemu światu, że to Niemcy rozpętali II wojnę światową”.

      (to ten fragment)

        • Paweł Rumiński

          Dobrze wiem, że cudzysłów to nie tylko cytowanie, ale jednak uważam, że wyróżnienie tego fragmentu, tak jakby był cytatem, jest dość podłą zagrywką ze strony autora. Myślę, że rzetelne media powinny wystrzegać się tego typu manipulacji.
          Pozdrawiam równie "serdecznie"

          • Zarządzanie Ambulatorium Stresu

            Sam sobie przeczysz. Skoro wiesz, że cudzysłów nie zawsze jest cytatem, to dlaczego piszesz: "uważam, że wyróżnienie tego fragmentu, tak jakby był cytatem (…)" (by było łatwiej – tu akurat cytat)

  2. Andrzej Maciejewicz

    Jezi premierem jest zawodowy kłamca, złodziej ministrem spraw wewnętrznych, szefem NIK alfons czerpiąc zyski z burdelu, oszust podatkowy szefem kacelatii to dlaczego szefem fundacji, transferujacej pieniądze za granicę nie może być jegomość o aparycji portiera w luksusowym burdelu? Czy ktoś sprawdził kto rzeczywiście staje się właścicielem transferowa ych milionów?

  3. Adam Spaski

    Ciekawy i wstrząsający artykuł. Rzeczywiście koszmar to co się dzieje.
    Co do cudzysłowu to nie on jest problem, tylko sam przekład z polskiego na polski – trochę tam chyba jest nadinterpretacji.
    Natomiast najbardziej szokujące są komentarze. Czy nikt ich nie czyta i nie usuwa tych łamiących zasady? Jakiś niezrównoważony (chciałoby się powiedzieć na umyśle, ale chyba w tym wypadku nie dotyczy) po raz kolejny wyzywa PO od folksdojczów – to jest karalne. Z kolei dość kłopotliwy sympatyk zgodnie ze swoim zwyczajem nazywa ministra złodziejem, szefa NIK alfonsem, a kogoś innego obraża z powodu wyglądu. Nieważne, że to PIS-owcy, ale to wbrew ogólnie przyjętym zasadom. I nikt na to nie reaguje? Jakiś hejterski poziom tych dyskusji. Folksdojcze i złodzieje. Obciach.

  4. Andrzej Maciejewicz

    Czyniąc zadość ogólnie przyjętym zasadom przepraszam tych, którzy poczuli się obrażonymi. Zwłaszcza byłego ministra-miłośnika cudzego obuwia,szefa NIK czerpiąc ego zyski z nierzadu, prezesa fundacji ucharakteryzowanego na wzbudzajacego zaufanie. Panu Spaskiemu życzę satysfakcji z godnie spełnionego obowiązku strażnika szamba.

  5. Tomasz Witkowski

    A tak pięknie się zaczęło od przejęcia stadnin koni. Reszta, to już tylko "radosna, polska i patriotyczna" kontynuacja, w postępie geometrycznym. Właściwie nie ma co komentować rzeczywistości.
    13.10. Wykorzystajmy dobrze te resztki demokracji.

Masz cynk?