W 2018 Polska była jedynym w UE krajem, w którym odnotowano wzrost produkcji energii z węgla kamiennego. Polska gospodarka plasuje się na drugim miejscu (za estońską) pod względem emisyjności. Transformacja będzie wymagała ogromnych inwestycji, ale najpierw - planu. Ostatni przyjęto w 2009 i wg niego właśnie otwieramy pierwszą elektrownię jądrową

Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, jak w latach 2012-2018 przebiegały najważniejsze inwestycje energetyczne w Polsce. NIK chciała przede wszystkim skontrolować, czy budowa i modernizacja elektrowni w Polsce zapewnia nam w dłuższej perspektywie bezpieczeństwo energetyczne.

Główne wnioski?

  • Minister Energii nie realizował swojego ustawowego obowiązku (art. 15 ustawy „prawo energetyczne”) opracowania polityki energetycznej raz na cztery lata;
  • Do zakończenia kontroli NIK dokument Polityka Energetyczna Polski 2040 nie został przyjęty;
  • Założenia projektu PEP 2040 są mało ambitne w porównaniu z unijnymi planami transformacji energetycznej;
  • Żadna polska elektrownia nie spełnia norm emisyjności, więc możliwość państwowego wsparcia po 2025 roku będzie bardzo ograniczona;
  • Potrzebne są nowe inwestycje – do 2032 roku mamy plany na zamykanie elektrowni o większej mocy niż te, które planuje się wybudować.

Polska energetyka należy do najbardziej emisyjnych na świecie. Skala wyzwań związanych z jej transformacją jest więc gigantyczna. Raport NIK pokazuje, że na razie podejmujemy je po omacku.

Stare, wysokoemisyjne elektrownie

W omówieniu raportu na stronie NIK znajdziemy jedno zdanie, które bardzo zwięźle podsumowuje sytuację polskiej energetyki:

„Polskie elektrownie są wyeksploatowane, a elektroenergetyka oparta na źródłach wysokoemisyjnych”.

Z tych powodów najważniejsze dwa wyzwania na najbliższe lata i dekady dla energetyki w Polsce to:

  • Wymiana i modernizacja starych, wyeksploatowanych elektrowni;
  • Dostosowanie polskiej energetyki do unijnych planów szybkiego zmniejszania emisyjności.

Na razie Polska nie najlepiej wywiązuje się z tych zadań. Dobrym przykładem jest elektrownia w Bełchatowie. Jest to największy emiter CO2 w całej Europie – odpowiada za ok. 20 proc. energii produkowanej w Polsce. Spalany jest w niej węgiel brunatny z odkrywek, które się wyczerpują. Potrzebuje więc szybkich decyzji co do nowego źródła węgla.

Tymczasem rosnąca cena produkcji energii z węgla w Europie i plany zdecydowanego zmniejszenia emisyjności mogą oznaczać, że nie będzie już nowych odkrywek dla elektrowni w Bełchatowie. Ale dokładnego planu, jak i czym zastąpić źródło, które produkuje więcej prądu niż wszystkie elektrownie z energią odnawialną w Polsce, na razie brakuje.

Dużo węgla, mało wiatru

Nasza elektroenergetyka jest wyjątkowo mocno oparta na węglu – nie tylko na tle państw Europy Zachodniej, ale też np. na tle sąsiednich Czech:

Źródło grafiki: raport NIK

W dyskusji o polskiej i europejskiej energetyce często wspomina się, że wprawdzie Polska tworzy dużo energii z węgla, ale przynajmniej mniej niż Niemcy. To prawda – jesteśmy za Niemcami pod względem produkcji prądu zarówno z węgla kamiennego (80 TWh), jak i brunatnego (49 TWh). Jednak Niemcy zmniejszyli w 2018 roku ilość wyprodukowanej energii z węgla kamiennego o 11 TWh, my zwiększyliśmy – o 2 TWh.

Polska była zresztą jedynym w UE krajem, w którym odnotowano wzrost produkcji energii elektrycznej w oparciu o spalanie węgla kamiennego.

W produkcji energii z węgla brunatnego mamy natomiast spadek – o 3 TWh.

Jeśli chodzi o produkcję energii z wiatru, względnie taniego niskoemisyjnego źródła – zaliczyliśmy spadek aż o 14 proc. To efekt świadomych działań rządu PiS, który ustawowo ograniczył możliwość stawiania nowych wiatraków na lądzie praktycznie do zera.

Produkcja energii elektrycznej z OZE ogółem jest na najniższym poziomie od 2014 roku. Z węgla kamiennego – na najwyższym od 2013.

Trzeba też odnotować, że akurat produkcja z węgla brunatnego jest z kolei najniższa od 2010 roku. Ale to z węgla kamiennego pozyskujemy więcej prądu.

Według twardych danych jesteśmy jedną z najbardziej trujących gospodarek w Europie i będziemy musieli się z tym problemem zmierzyć.

Drugie miejsce w emisyjności

Srebrny medal – tym razem z Estonią – należy się Polsce także w niechlubnej klasyfikacji emisyjności. Pokazuje ona, ile gramów ekwiwalentu dwutlenku węgla powstaje w przeliczeniu na jedną wyprodukowaną kilowatogodzinę energii elektrycznej.

Polska emisyjność to 230 proc. średniej unijnej. W 2018 roku, w stosunku do poprzedniego roku, wzrosła  w Polsce o jeden procent. W tym samym w całej Unii spadła ona o pięć procent.

Komisja Europejska w listopadzie 2016 zaproponowała, a w maju 2019 przyjęła pakiet prawny „Czysta energia dla wszystkich Europejczyków”. Jednym z nowych rozwiązań jest m.in. norma ograniczająca w praktyce możliwość wsparcia finansowego po 2025 roku dla źródeł energii o emisyjności powyżej 550 CO2/kWh.

Według NIK obecnie takiej normy nie spełnia żadna polska elektrownia na węgiel kamienny lub brunatny.

Planu brak

Nie ma więc wątpliwości, że odejście od węgla jest nieuniknione. Jednym z rozwiązań jest inwestowanie w energetykę jądrową. To też jeden z rozważanych pomysłów na odejście od węgla w Bełchatowie – zamiana elektrowni węglowej na jądrową. Na razie jednak ani w tej sprawie, ani w sprawie żadnej innej elektrowni jądrowej w Polsce, nic widocznego się nie dzieje.

Jak zwraca uwagę NIK, w dokumencie Polska Polityka Energetyczna 2030, który został przyjęty w 2009 roku, otwarcie pierwszej elektrowni jądrowej zakładano na rok 2020. W najnowszym dokumencie – projekcie Polskiej Polityce Energetycznej 2040 – otwarcie pierwszej elektrowni jądrowej to 2033 rok.

Ale PEP 2040 wciąż nie jest przyjęty. Ministerstwo Energii zaprezentowało go w listopadzie 2018 i zapowiedziało konsultacje. Po konsultacjach, w kwietniu 2019 ministerstwo zapowiedziało przyjęcie dokumentu „w okolicach wakacji”.

8 listopada 2019 ogłoszono poprawiony projekt PEP 2040 i zapowiedziano… konsultacje. Uwagi można było zgłaszać do 29 listopada. Dalej więc najbardziej aktualną strategią energetyczną polskiego rządu jest PEP 2030, według której w tym roku otwieramy pierwszą elektrownię atomową. W międzyczasie zniknęło Ministerstwo Energii, a jego obowiązki przejęło Ministerstwo Aktywów Państwowych na czele z Jackiem Sasinem.

Do 2032 roku cztery największe firmy energetyczne (Tauron, PGE, Enea, Energa) planują inwestycje, które dadzą nowe ok. 5,6 GW mocy przy planowanych wycofaniach starych bloków o mocy 8,2 GW. Jeżeli więc chcemy być energetycznie samowystarczalni, to konieczne są nowe inwestycje i to nie w elektrownie węglowe – te będą stawać się coraz bardziej nieopłacalne.

Zła pogoda, awaria dźwigu, spóźniona dostawa

Jak przebiegają inwestycje, które NIK kontrolował? Izba sprawdzała budowane nowe elektrownie, jak i kolejne nowe bloki energetyczne w istniejących już elektrowniach. To łącznie dziewięć inwestycji – elektrownie na węgiel brunatny, kamienny i gaz ziemny.

Żadna z dziewięciu inwestycji nie została ukończona na czas.

Samo wyłonienie wykonawcy w każdej z nich się przedłużyło – od pięciu miesięcy do aż trzech lat. Obecnie średni czas opóźnienia dla dziewięciu skontrolowanych inwestycji to nieco ponad rok. Rekordzistką jest elektrociepłownia w Stalowej Woli – tam opóźnienie wyniosło aż trzy lata i cztery miesiące. W elektrociepłowni we Włocławku – półtora roku.

Powody?

  • W Kozienicach – wpływ poziomów Wisły na podłoże.
  • We Włocławku i Płocku zainstalowane urządzenia i elementy konstrukcyjne nie spełniały wymogów technicznych – trzeba było je wymienić.
  • W Opolu i Turowie – „zła pogoda, awaria dźwigu oraz konieczność wymiany rurociągów wody chłodzącej wykonanych z tworzywa sztucznego na stalowe”.
  • W elektrociepłowni Żerań – spóźniona dostawa turbiny z Japonii.
  • W elektrowni Ostrołęka C już moment rozpoczęcia budowy był opóźniony o cztery miesiące w stosunku do harmonogramu. Elektrownia nie miała zapewnionego pełnego finansowania.

Większy import?

Co jeśli nowe inwestycje nie zostaną zrealizowane? Będziemy importować coraz więcej. W kontrolowanym okresie produkcja energii elektrycznej wzrosła z 159,9 TWh do 165,2 TWh (o 3 proc.), a zużycie z 157 TWh do 170,9 TWh (ponad 9 proc.).

To znaczy, że w 2012 roku produkowaliśmy więcej, niż zużywamy, a w 2018 roku było już na odwrót. Rzeczywiście, w 2018 roku Polska zaimportowała najwięcej prądu w historii.

Wykres zużycia i produkcji energii elektrycznej w ostatnich kilkudziesięciu latach pokazuje, że po raz pierwszy Polska zaczyna mieć naprawdę poważne kłopoty z ujemnym bilansem energii – potrzebujemy więcej, niż produkujemy.

Import netto – różnica między produkcją a zużyciem – osiągnął najwyższy poziom w historii – 5,7 TWh. Pobity został rekord z 1984 roku (4,6 TWh), z czasów zapaści gospodarczej lat 80.

Z drugiej strony ceny energii na rynku hurtowym są w Polsce najwyższe w regionie. Dlatego import może być opłacalny – często sprowadzenie prądu z zagranicy jest po prostu tańsze.

Ale to strategia chwilowa, niemająca nic wspólnego z myśleniem długofalowym, którego brak obnaża raport NIK.

OKO pisze o polskiej gospodarce.
Wesprzesz nasze finanse?

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Komentarze

  1. Andrzej Lisiak

    Polska ciągle posiada spore możliwości wykorzystania CZYSTEJ energii zawartej w nisko płynącej wodzie. Ale tu nawet nikt nie zapyta o co chodzi z tą nisko płynącą wodą.
    Ot, tylko ble ble i ewentualnie bluzgi.

  2. Marek Jarczewski

    Węgiel to znakomite źrodło energii! W procesie produkcji energii z węgla oprócz elektryczności mamy również ciepło do ogrzewania mieszkań oraz bardzo efektywny nawóz niezbędny roślinom do intensywnego wzrostu oczywiście mam tu na myśli CO2. W ostatnim czasie dzieki wzrostowi stężenia co2 w atmosferze obserwuje się wyraźne zwiększenie plonowania roślin co pozwala wyżywić bez przeszkód rosnąca populację ludzi.
    Gdyby CO2 mozna było zapokować do worków i sprzedać rolnikom to niebyło by problemu globalnego ocieplenia ale że nawóz ten jest powszechnie dostępny dla kazdego to bangstery wymyśliły inny sposób żeby zarobić na co2 i udało im sie ogłupić ludzi i wmówić im bzdurę która obecnie żyje już własnym życiem a pieniądze jak zwykle płyną tam gdzie miały płynąć.

Masz cynk?