Rząd wstrzymał finansowanie in vitro, dzięki któremu także mniej zamożne niepłodne pary mogły mieć dzieci. Według min. Radziwiłła pozwoli to chronić sumienia podatników, ale żal po in vitro jest powszechny, nawet elektorat PiS ma pretensje do rządu - takie są wyniki sondażu IPSOS dla OKO.press

Czy to dobrze (kolor granatowy) czy źle (pomarańczowy), że rząd przestał finansować in vitro?

„Rząd PiS zaprzestał finansowania z budżetu państwa in vitro (zapłodnienia pozaustrojowego). Czy to dobrze, czy źle?” Odpowiedzi w procentach. Pominęliśmy „trudno powiedzieć" (12 proc.)

Badanie IPSOS dla OKO.press

Ten kolejny wynik sondażu IPSOS z 28–30 września dla OKO.press dedykujemy Konstantemu Radziwiłłowi. Minister zdrowia wygłosił niedawno zdumiewającą tezę, że finansowanie in vitro z budżetu państwa jest „sprzeczne z Konstytucją”, bo oznacza zmuszanie podatników do finansowanie czegoś, co budzi ich moralny sprzeciw i naraża na konflikt sumienia.



Okazuje się, że minister nie zna się nie tylko na konstytucji, ale także na sumieniach swoich rodaków. Zadowolonych z decyzji rządu, który w lipcu zamknął trzyletni program finansowania in vitro, jest tylko 18 proc. badanych. A przecież nie wiadomo, czy wszyscy kierowali się przekonaniami etycznymi, część mogła np. uważać, że budżetu nie stać na tyle świadczeń.

Aż 70 procent badanych uznało, że rząd źle zrobił, wycofując się z finansowania in vitro, przy czym surowsze w ocenie były kobiety (73 proc.) niż mężczyźni (67 proc.).

Nawet wśród wyborców PiS, zwykle entuzjastycznych wobec dobrej zmiany, aprobata dla decyzji rządu jest równie rozpowszechniona, co dezaprobata. W elektoratach opozycji krytyka jest totalna.


Czy to dobrze (kolor granatowy) czy źle (pomarańczowy), że rząd przestał finansować in vitro? Odpowiedzi wyborców czterech partii

„Rząd PiS zaprzestał finansowania z budżedtu państwa in vitro (zapłodnienia pozaustrojowego). Czy to dobrze, czy źle?” Odpowiedzi w procentach. Pominęliśmy odpowiedzi „trudno powiedzieć” (aż 20 proc. wśród wyborców PiS). Inne partie miały zbyt mało zwolenników, by wyciągać rzetelne wnioski

Wyborcy PiS
 
Wyborcy PO
 
Wyborcy Nowoczesnej
 
Wyborcy Kukiz'15

Sondaż IPSOS dla OKO.press

We wszystkich grupach wiekowych dominuje krytyka rządu, ale najmłodsi badani (18–29 lat) częściej aprobowali decyzję rządu (22 proc.) niż trzydziesto- czy czterdziestolatkowie (po 12 proc.). Dopiero po sześćdziesiątce pozytywne oceny osiągnęły ten sam poziom (23 proc.). Kolejny raz okazało się, że prawicowy konserwatyzm jest w Polsce silniejszy wśród najmłodszych i najstarszych.

W grupie osób najmniej wykształconych – tradycyjnie najżyczliwszej PiS – poparcie dla zablokowania programu in vitro wyraziła co czwarta osoba (26 proc.), ale ponad dwa razy więcej (57 proc.) uznało, że rząd zrobił źle. Podobnie jak w poprzednich pytaniach sondażu IPSOS (o ustawę antyaborcyjną i protesty kobiet) silne niezadowolenie z decyzji rządu wyraziły osoby z wykształceniem zawodowym (73 proc. dezaprobaty). Tym razem ludzie po studiach byli jednak jeszcze bardziej krytyczni (78 proc.).



Wyraźne były różnice między wsią (25 proc. chwali rząd, 62 proc. gani) a miastami, zwłaszcza największymi (14 proc. chwali, 78 proc. gani). Coraz więcej miast – ostatnio do tej grupy dołączył Poznań – kontynuuje program finansowania in vitro z miejskich budżetów.



Ile dzieci straci Polska?

Zatrzymanie programu rządowego wsparcia zapłodnienia pozaustrojowego ograniczy liczbę in vitro, zwłaszcza tych niepłodnych par, których nie stać na kosztującą ok. 10 tysięcy złotych procedurę w prywatnej klinice.

Według oficjalnych informacji do końca programu – czyli do 30 czerwca 2016 r. – urodziło się 5285 dzieci. Ta liczba nie uwzględnia jednak kolejnych dzieci, które przyjdą na świat z ciąż:

  • kobiet, które zaszły w ciążę w ostatnich dziewięciu miesiącach programu;
  • kobiet, które są już przygotowane do transferu (wszczepienia) zarodków;
  • kobiet, które skorzystają w przyszłości z zamrożonych zarodków.

Uwzględniając tylko pierwszą grupę kobiet (obecnie w ciąży), można oszacować, że dzięki rządowemu programowi refundacji in vitro urodzi się łącznie co najmniej 7049 dzieci.

Skala in vitro w Polsce jest znacznie większa. Jak wynika z raportu „Medycyna wspomaganego rozrodu” opracowanego przez Sekcję Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego na podstawie informacji od 33 klinik, w 2011 r. wykonano 15 340 zabiegów in vitro, z czego powstały 4873 ciąże.

Z kolei z europejskiego monitoringu  zapłodnienia pozaustrojowego wynika, że w 34 polskich klinikach uzyskano w 2012 roku blisko 5300 ciąż.

Biorąc pod uwagę ciąże mnogie i trend wzrostu in vitro, można szacować, że w okresie działania rządowego programu (2013–2015) w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego rodziło się – łącznie z zabiegami finansowanymi przez same pacjentki – nawet 8–9 tys. dzieci. Ponad 2 proc. wszystkich urodzeń.

In vitro zaczynało się liczyć jako sposób na zwiększenie dzietności w Polsce, ale dojście do władzy PiS zamroziło ten efekt.



In vitro zagrożone jeszcze inaczej

W cieniu projektu Ordo Iuris zakazującego aborcji pod groźbą więzienia także dla kobiet, do komisji sejmowej poszedł 23 września 2016 poselski projekt regulacji, która całkowicie zablokowałby w Polsce in vitro.

Posłowie proponują, by stwierdzić w ustawie, że zarodek to po prostu „dziecko poczęte w najwcześniejszej fazie rozwoju biologicznego, powstałe w wyniku połączenia gamety męskiej i żeńskiej” (czyli już w jajowodzie, przed zagnieżdżeniem w ścianie macicy) i podkreślić, że „leczenie niepłodności jest prowadzone z poszanowaniem godności człowieka, prawa do życia prywatnego i rodzinnego, ze szczególnym uwzględnieniem prawnej ochrony życia”.

Najważniejszy jest konkretny wniosek z tych ideologicznych założeń:„W przypadku zapłodnienia pozaustrojowego nie można dokonać zapłodnienia więcej niż jednej żeńskiej komórki rozrodczej.”

A także arbitralne ustalenie: „Od zapłodnienia pozaustrojowego do umieszczenia komórki rozrodczej w ciele kobiety nie może upłynąć więcej niż 72 godziny. Jakiekolwiek przerwy w biegu tego terminu są niedopuszczalne.”

Oba te warunki łącznie sprawiają, że skuteczność procedury in vitro, która w – programie rządowym wyniosła ok.  30 proc., czyli więcej niż średnia w UE – spadłaby do kilku, najwyżej kilkunastu procent. Oznaczałoby to ogromny wzrost kosztów zdrowotnych i finansowych dla kobiet, które starają się o dziecko i de facto koniec in vitro w Polsce.



Kościół katolicki potępia in vitro jako „wyrafinowaną aborcję”, a bezkarność „rodziców zabijających dzieci” budzi zdumienie polskiego Episkopatu. Kościół odmawia sakramentów parom szykującym się do in vitro.

Środowiska kościelne proponują w zamian tzw. naprotechnologię opartą na „naturalnych sposobach planowania rodziny” i „rozpoznawaniu własnej płodności przez małżonków starających się o potomstwo”.

Na takie metody postawił też PiS. W podpisanym 19 września 2016 przez Konstantego Radziwiłła Programie Kompleksowej Ochrony Zdrowia Prokreacyjnego (2016-2020) o „in vitro” mowa tylko raz –  jako jednej z metod stosowanych do tej pory.

Sondaż IPSOS dla OKO.press 28-30 września, metodą CATI (telefonicznie), na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1001 osób.


Abonament na wolność słowa

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym