Prawa autorskie: Dariusz Borowicz / Agencja GazetaDariusz Borowicz / A...
18 czerwca 2020

Śmierć na drogach: Polska już trzecim najgorszym krajem w UE. PiS obiecał zmiany, ale milczy

W listopadowym exposé premier Morawiecki zapowiadał, że jego nowy rząd rozwiąże problem krwawych żniw na polskich drogach. Ale projekt dający pieszym pierwszeństwo przy wchodzeniu na pasy od lutego 2020 wisi na rządowych stronach, a postępów brak. Alarmują statystyki Komisji Europejskiej: pod względem ofiar wypadków mamy już trzeci najgorszy wynik w UE

„Nasze drogi znaczone są krzyżami, które oznaczają śmiertelne wypadki drogowe i tragedie tysięcy rodzin. Bezpieczeństwo na drogach będzie jednym z naszych priorytetów” – obiecywał Mateusz Morawiecki w exposé 19 listopada 2019.

Przemówienie w Sejmie premier wygłaszał wkrótce po tym, jak media obiegła wiadomość o tragicznym wypadku na ul. Sokratesa w Warszawie. Samochód, który śmiertelnie potrącił pieszego, mógł jechać z prędkością ponad 100 km/h.

"Badania pokazują, że piesi z reguły zachowują się roztropnie na przejściach, dlatego wprowadzimy pierwszeństwo pieszych jeszcze przed wejściem na przejście" - zapowiedział premier.

Wydawało się, że w polityce rządu PiS, dotychczas głuchego na apele ogólnopolskiej koalicji "Chodzi o życie", nastąpił przełom. Ministerstwo Infrastruktury deklarowało, że nowe przepisy zaczną obowiązywać jeszcze w wakacje 2020 roku.

Ale projekt zmian utknął na etapie konsultacji publicznych w lutym 2020 i nie wiadomo, kiedy Rada Ministrów znowu się nim zajmie.

Tymczasem Komisja Europejska publikuje alarmujące statystyki wypadków za 2019 rok: polskie drogi są trzecimi najmniej bezpiecznymi w UE. Od dwóch lat w Polsce rośnie liczba śmiertelnych wypadków.

Trzeci najgorszy wynik w Unii

Wynik Polski - 77 ofiar śmiertelnych na milion mieszkańców - jest wyraźnie powyżej unijnej średniej, która w 2019 roku wyniosła 51. W UE więcej ludzi ginie na drogach tylko w Bułgarii (89) i Rumunii (96). W badaniu sprzed roku byliśmy na piątym miejscu od końca, przed Chorwacją i Łotwą.

Statystyka wypadków w UE w 2019 roku
Źródło: Komisja Europejska

Choć rozpiętość pomiędzy krajami, w których sytuacja wygląda najlepiej, a tymi, gdzie wypadków jest najwięcej, z roku na rok maleje, wciąż jest uderzająca. W najbezpieczniejszej Szwecji na drogach rocznie ginie ponad cztery razy mniej osób niż w Rumunii czy Bułgarii.

Szacuje się, że w całej UE w 2019 w wypadkach drogowych zginęło 22 800 osób. To o 23 proc. mniej niż w roku 2010 i o 2 proc. mniej niż w 2018. Tendencja dla całej wspólnoty jest wyraźnie spadkowa, ale postęp zbyt wolny. Unii najpewniej nie uda się osiągnąć celu, jakim było zmniejszenie liczby śmiertelnych wypadków o połowę w porównaniu z 2010 rokiem.

Liczba śmiertelnych wypadków drogowych w UE
źródło: Komisja Europejska

Komisja podkreśla, że rok 2020 może nieco zaburzyć statystyki przez pandemię koronawirusa. Ze wstępnych danych wynika, że wypadków będzie tym razem znacznie mniej, bo Europejczycy i Europejki mniej się przemieszczali. Wciąż jednak spadek będzie zbyt mały, by UE osiągnęła swój cel.

Pewien zamęt w statystykach wprowadził także brexit. O ile liczba zgonów w UE spadła w porównaniu z 2018 rokiem, to już unijna średnia poszła nieco w górę, bo brytyjskie drogi należą do bezpieczniejszych w Europie.

Więcej śmiertelnych wypadków

Statystyki wypadków za 2019 rok opublikowała już także polska Komenda Główna Policji. Wynika z nich, że ogólna liczba wypadków drogowych zmalała w porównaniu z rokiem 2018. Coraz więcej jest natomiast wypadków ze skutkiem śmiertelnym.

Wykres z liczbą wypadków w latach 2010-2019
źródło: KGP
Wykres z liczbą wypadków ze skutkiem śmiertelnym w 2019 roku
źródło: KGP

Choć w porównaniu z latami 2010-2011 wypadków jest dziś w Polsce wyraźnie mniej, to po 2016 roku tendencja spadkowa wyhamowała. Od dwóch lat powoli rośnie, przez co wracamy do poziomu z 2015 roku.

W najnowszych statystykach odnotowano 7 005 wypadków z udziałem pieszych. 793 pieszych zginęło. To nieco mniej niż w roku 2018, kiedy liczby te wyniosły odpowiednio 7 548 i 803. Przytłaczająca większość (95 proc.) tego typu zdarzeń jest klasyfikowana jako "najechanie na pieszego" i najczęściej (68,3 proc.) ma miejsce z winy kierowców.

Przyczyny wypadków z pieszymi z winy kierowców
źródło: KGP

Prawie połowa (49, 5 proc.) wypadków z udziałem pieszych miejsce na pasach. Śmierć poniosły 234 osoby, nieco mniej niż rok wcześniej - 271. Liczba potrąceń na pasach od dekady utrzymuje się na poziomie ok. 3500 rocznie, przy czym wyraźny wzrost odnotowano w latach 2015-2017. Obecnie wracamy do poziomu z roku 2015.

Wypadki na przejściach dla pieszych w latach 2010-2019
źródło: KGP

Projekt w zamrażarce

Rząd wykorzystał w kampanii nośny temat, ale w kluczowym momencie wstrzymał prace nad ustawą. Być może na jej losach zaważyła pandemia koronawirusa. Możliwe też, że chodziło o kampanię wyborczą, bo temat pierwszeństwa dla pieszych budzi w Polsce duże emocje.

Minimalistyczny projekt zmian w kodeksie drogowym opublikowano na stronie Rządowego Centrum Legislacji 31 stycznia 2020 i skierowano do konsultacji publicznych. Choć termin przesyłania opinii upłynął 21 lutego, pisma pokazano w RCL dopiero 28 kwietnia. Od tamtej pory na stronie nie wprowadzono żadnych zmian.

Gdy projekt zostanie ostatecznie przyjęty przez rząd, czekają go prace w Sejmie i Senacie, a następnie podpis prezydenta. Wątpliwe więc, by PiS zdążył przegłosować go jeszcze przed wakacjami.

W noweli rządzący proponują m.in. korektę art. 13 ust. 1. kodeksu. Obecnie mówi on jedynie, że szczególną ostrożność ma zachować pieszy przechodzący przez jezdnię lub torowisko. Po zmianach ma to także dotyczyć osób wchodzących na jezdnię lub tory. Artykuł niezmiennie wskazuje, że pierwszeństwo przed pojazdem ma pieszy "znajdujący się na przejściu".

Planowane zmiany dotyczą też art. 26 ust. 1. Dziś brzmi on następująco:

"Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejścia dla pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu".

Po nowelizacji artykuł ma zobowiązywać kierowców także do zmniejszenia prędkości tak, "aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszego znajdującego się w tym miejscu lub na nie wchodzącego" oraz "ustąpić pierwszeństwa pieszemu wchodzącemu na to przejście lub znajdującemu się na nim".

Rządzący chcą też zrównać ograniczenie prędkości w terenie zabudowanym i niezabudowanym. W obu przypadkach miałoby wynosić 50 km/godz.

Rozwiązania niewystarczające i niespójne

Większość organizacji, które wzięły udział a konsultacjach publicznych, przyznaje, że rządowe zmiany idą w dobrym kierunku. Są jednak niewystarczające i niespójne. Niektóre pomysły, jak zmuszenie tramwajów do ustępowania pieszym pierwszeństwa, gdy wchodzą na przejście, mogą być wręcz niebezpieczne.

Uwagę ekspertów przykuł fakt, że rząd w art. 26 nakazuje kierowcom ustąpić pierwszeństwa pieszym, którzy wchodzą na pasy. Jednocześnie w art. 13 zapisuje, że pierwszeństwo przed pojazdami mają tylko piesi znajdujący się na przejściu.

"Przepisy powinny być czytelne i spójne. Zasady pierwszeństwa powinny być określone jednoznacznie i jednolicie z punktu widzenia wszystkich uczestników ruchu" - alarmuje Federacja Piesza Polska.

I proponuje m.in, by pieszy zbliżający się do przejścia miał pierwszeństwo przed wszystkimi pojazdami oprócz tramwajów. Chciałaby także, aby rząd umożliwił pieszym przechodzenie przez jezdnię poza wyznaczonymi przejściami "pod warunkiem, że nie spowoduje to zagrożenia w bezpieczeństwie ruchu lub utrudnienia ruchu pojazdów".

Aktywiści z warszawskiego stowarzyszenia Miasto Jest Nasze tłumaczą, że nawet najlepiej zakrojone zmiany w prawie będą miały ograniczone skutki, jeśli nie poprawi się egzekucja przepisów. A zwłaszcza kontrole przestrzegania dozwolonej maksymalnej prędkości. Apelują o zwiększenie liczby fotoradarów do 2000 (obecnie jest ich 400).

Obie organizacje chciałyby także, aby rząd zwaloryzował wysokość mandatów karnych za przekroczenie prędkości.

"Warto pamiętać, że limit kwotowy w taryfikatorze mandatów drogowych nie wzrósł od ponad 22 lat. Kiedy go ustanawiano, średnie wynagrodzenie wynosiło ok. 1100 zł, a obecnie jest ono niemal pięciokrotnie większe" - przypomina MJN w opinii przesłanej do Ministerstwa Infrastruktury.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne