Prawa autorskie: Dawid ZuchowiczDawid Zuchowicz
23 czerwca 2020

Pomyślcie o następnych 5 latach i miejcie nadzieję. Tę aktywną, nie marną

Wyobraźmy sobie, jak będzie wyglądało nasze życie, gdy PiS zyska na kolejne 5 lat swojego „prezydenta marzeń”. A potem – jak może być, gdy wygra kandydat demokratycznej opozycji. W jakiej Polsce chcielibyśmy żyć, jakiej chcemy dla naszych dzieci - pisze prof. Krystyna Skarżyńska, psycholog społeczna

Emocje w polityce odgrywają często większą rolę niż racjonalne myślenie. Przecież trudno wyjaśnić zwycięstwo Andrzeja Dudy w roku 2015 inaczej niż nastrojem społecznym chwili i emocjami – od znudzenia przez rozczarowanie, do złości i wrogości wobec rządzącej przez 8 lat koalicji PO-PSL.

Prawników, socjologów, psychologów poprosiliśmy o teksty na temat wagi wyborów 28 czerwca. Co jako obywatele możemy wygrać, co przegrać, jaka jest stawka? Dziś głos prof. Krystyny Skarżyńskiej

Rok 2015. Duda utorował drogę prawicy do pełni władzy

Każdy, kto oglądał wtedy jego pierwszą konwencję wyborczą, mógł zauważyć bogactwo gadżetów i usłyszeć od kandydata na prezydenta, że startuje do tego urzędu, bo to Lech Kaczyński widział w nim swojego następcę, a on jako prezydent będzie kontynuował politykę wzmacniania tradycyjnych wartości, dbał o naród i rodzinę. Obiecywał, że będzie prezydentem porozumienia, łączącym Polaków.

Potem wielokrotnie mówił i robił co innego. Czynami i słowami potwierdzał, że jest prezydentem partyjnym, zależnym od woli prezesa. Niedawno oświadczył, że jest prezydentem 51 proc. Polaków, tych, którzy go wybrali. Dziś to nie całkiem prawda, bo wielu tych, którzy oddali na niego głos, teraz tego żałują i nie traktują go jako swojego prezydenta.

Przegrana Bronisława Komorowskiego, a wygrana Dudy, dała wiatr w prawicowe żagle, ułatwiła prawicy sukces w wyborach parlamentarnych. Choć sam prezydent nie był (i chyba nadal nie jest) kochany przez wielu znaczących ludzi Zjednoczonej Prawicy, to wspierają go z całych sił. Nie tylko dlatego, że jest dla nich „wygodny”, ale także pamiętając, że swoim zwycięstwem dał im nadzieję na sukces, utorował drogę do pełni władzy.

PiS niszczy demokrację, a obywatele i samorządowcy jej bronią

Zjednoczona Prawica szybko pokazała swoje autorytarne oblicze, przejmując i niszcząc kolejne demokratyczne instytucje. Już w grudniu 2015 roku połowa badanych przez CBOS sądziła, że „sytuacja w Polsce zmierza w złym kierunku”. Tysiące Polaków skorzystało z demokratycznego prawa do manifestacji sprzeciwu wobec przejmowania TVP, niszczenia Trybunału Konstytucyjnego, ataków na sędziów.

Pamiętam nastrój tych pierwszych obywatelskich protestów, marszów KOD, protesty pod Sejmem mroźną nocą, marsz parasolek. Najpierw była radość ze spotkania, chęć wpływu, nadzieja, że władza usłyszy głosy niezadowolenia, że może nieco wyhamuje. Ale władza drwiła z protestujących, przyczepiała negatywne etykietki, zarzucała egoizm, brak patriotyzmu, zdradę, a partyjne media znacząco nie doszacowywały liczebności zgromadzeń.

Stopniowo malała wiara w to, że protesty coś zmienią. W konsekwencji mnożących się aktów naruszania konstytucji, egoizmu, nepotyzmu, błędów w polityce zagranicznej i brutalizacji języka władzy centralnej wobec opozycji, nabrała znaczenia władza lokalna. Samorządowcy stali się obrońcami demokratycznych praw i interesów obywateli. Po okresie dystansowania się od polityki, sporo samorządowych działaczy lokalnych uznało, że można współpracować z partiami, by skuteczniej bronić demokracji. Rosła nadzieja, że uda się odwrócić antydemokratyczny trend przez demokratyczne wybory.

W kolejnych trzech wyborach frekwencja była wysoka jak nigdy przedtem. Rządząca koalicja nieznacznie wygrywała. W ostatnich wyborach parlamentarnych liczba głosów oddanych na partie opozycyjne przewyższała liczbę głosów popierających Zjednoczoną Prawicę. Ordynacja wyborcza pozwoliła jednak utrzymać przewagę w Sejmie, ale opozycja zyskała lekką przewagę w Senacie. Różnice w sposobie procedowania obu tych izb są wyraźne dla każdego, kto ogląda ich pracę.

Mamy szansę wybrać prawdziwego prezydenta

Mamy przed sobą kolejne wybory. Wybieramy prezydenta RP w bardzo szczególnym, trudnym czasie i na jeszcze trudniejsze kolejne pięć lat. Mamy małe zaufanie do rządzących, którzy coraz wyraźniej wykorzystują epidemię koronawirusa dla wzmocnienia swojej władzy.

Eksperci od prawa wyborczego pokazali wiele naruszeń tego prawa, zawartych w ustawie dotyczącej „pocztowych” wyborów majowych. Wybory czerwcowe także nie są w pełni demokratyczne. Na przykład zbyt późno w stosunku do daty wyborów nastąpiła zmiana ordynacji, kandydaci nie są równo traktowani przez rządowe media, nie wszyscy obywatele (zwłaszcza przebywający poza Polską) będą mogli oddać głos, brakuje ludzi do komisji wyborczych.

I jeszcze dwie poważne obawy: czy udział w wyborach w czasie epidemii będzie bezpieczny dla obywateli i czy rządzący nie zrobią czegoś, by unieważnić wybory, gdyby okazało się, że ich kandydat traci szanse na reelekcję.

Nie lekceważę ani uchybień konstytucyjnych, ani tych lęków. W dorosłym życiu trzeba czasem podejmować ryzykowne decyzje, starając się w miarę możliwości ograniczyć stopień ryzyka. 28 czerwca ryzykujemy, bo możemy złapać wirusa, gdy pójdziemy głosować – w tej sprawie wiadomo, że osoby w kwarantannie i najbardziej narażone nie powinny przychodzić do lokalu wyborczego a inne – należycie się zabezpieczyć. Możemy wyglądać nawet jak kosmonauci, ale: po pierwsze – to odważni ludzie, po drugie – może przyda to jeszcze wyjątkowości tych wyborów, i spowoduje uśmiech przykryty maską.

Ryzyko machlojek wyborczych także można ograniczyć przez udział w komisjach, obserwowanie zachowania się komisji i wyborców i zwracanie uwagi na nieprawidłowości. Jeśli nie pójdziemy - ryzykujemy utratą demokracji na długie lata, triumfem dyktatury, która może w nadchodzących trudnych latach przybierać coraz bardziej brutalną formę (bo przecież na problemy ma głównie siłę policji i wojska).

Kolejne pokolenie utraci szanse na dobre życie.

Spróbujmy popatrzeć na te wybory z perspektywy szans, jakie dają wszystkim obywatelom. Skoro poprzednie wybory pokazały, że przeciwników aktualnej władzy jest więcej niż jej zwolenników, to mamy szanse wybrać prezydenta, który będzie dbał, by Polska była praworządnym krajem, by rządzący spierali się z opozycją, ale nie ograniczali jej praw i nie obrażali ludzi. Prezydenta, który będzie skutecznie działał na rzecz naszej dobrej pozycji w UE i w innych międzynarodowych instytucjach. A może także sprawi, że politycy razem z ekspertami zajmą się tak poważnymi sprawami, jak katastrofa ekologiczno-klimatyczna i jej konsekwencje.

Główni rywale Andrzeja Dudy wykazują większą niż on otwartość poznawczą i zdolności do współdziałania z demokratycznym światem. Wybierajmy takiego, o którym myślimy, że ma szansę sprostać wyzwaniom, które czekają Polskę i świat oraz z piekielnie trudnym współrządzeniem ze Zjednoczoną Prawicą.

Pomyślcie o następnych 5 latach

Wyobraźmy sobie w wolnej chwili, jak będzie wyglądało nasze życie i Polska, gdy Zjednoczona Prawica zwiększy swoją siłę zyskując na kolejne 5 lat swojego „prezydenta marzeń”. A potem – jak może być, gdy wygra kandydat demokratycznej opozycji. W jakiej Polsce chcielibyśmy żyć, jakiej chcemy dla naszych dzieci. Czujecie różnice?

Badania przekonują, że w realizacji ważnych celów pomaga tzw. aktywna nadzieja. Nie taka, która wiąże się z nierealistycznym optymizmem, czyli przekonaniem, że będzie dobrze, jakoś się ułoży, mogę tylko spokojnie czekać, że los, Bóg, czas, jacyś ludzie, zmienią Polskę na lepszą.

Aktywna nadzieja to taka, która łączy się z własnym działaniem, przybliżającym pożądany cel, z pozytywnymi emocjami dotyczącymi przyszłości, ze zdolnością do tworzenia w głowie obrazów siebie i otoczenia, gdy cel już osiągniemy.

I ze spostrzeganiem świata społecznego, instytucji, grup i jednostek, zdolnych i chętnych do współpracy. Aktywujmy nasze nadzieje, nie jesteśmy bezradni. Mamy jeszcze siłę wyborczego głosu.

Prof. Krystyna Skarżyńska - psycholog, profesor zwyczajna Uniwersytetu Humanistycznospołecznego SWPS, specjalistka w zakresie psychologii polityki i psychologii społecznej. Ostatnio wydała książkę: „My. Portret psychologiczno-społeczny Polaków z polityką w tle” (Wydawnictwo Naukowe Scholar).

Udostępnij:

Krystyna Skarżyńska

Psycholog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny SWPS -Uniwersytet Humanistycznospołeczny, Rada Programowa Instytutu Spraw Publicznych i Międzynarodowego Instytutu Społeczeństwa Obywatelskiego (MISO)

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne