0:00
Prawa autorskie: Arkadiusz Stankiewicz / Agencja GazetaArkadiusz Stankiewic...
17 czerwca 2020

Wybory korespondencyjne za granicą. Nie każdy odda głos. I nie wszyscy zdążą

Przed Ministerstwem Spraw Zagranicznych gigantyczny wysiłek organizacyjny - przygotowanie, druk, wysyłka, odbiór i liczenie tysięcy kart do głosowania. Wszystko przy drastycznie ograniczonej liczbie obwodów wyborczych - z 320 w 2019 roku do 169. Do I tury zostało osiem dni roboczych. Nasi czytelnicy z zagranicy alarmują: to praktycznie niewykonalne

Wydrukuj

Na nadchodzące wybory prezydenckie zarejestrowało się 360 tys. Polek i Polaków mieszkających lub przebywających za granicą - ustaliła nieoficjalnie "Gazeta Wyborcza". To wyraźnie więcej niż przed pięcioma laty, kiedy zgłosiło się 250 tys.

W związku z pandemią wybory w 2020 roku odbędą się po części korespondencyjnie. W niektórych krajach obywatele będą wręcz zmuszeni, by skorzystać z usług poczty, ze względu na zagrożenie epidemiczne.

Jak pisaliśmy w OKO.press będzie tak w państwach o największych skupiskach Polonii. O tym, że głosowanie odbędzie się wyłącznie pocztą poinformowały m.in. placówki w Wielkiej Brytanii, Francji, Szwajcarii, Niemczech, Irlandii, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

Wybory korespondencyjne za granicą grafika MSZ
źródło: MSZ

W samej Wielkiej Brytanii zarejestrowało się aż 130 tys. osób. W Niemczech 60 tys., w USA 30 tys., w Irlandii 21 tys., a we Francji 12 tys.

Termin na zgłaszanie się na wybory za granicą minął 15 czerwca o północy. Do wtorku 16 czerwca można jeszcze wyrazić chęć głosowania korespondencyjnego, jeśli dana osoba dopisała się już do rejestru wyborców przed nieudanymi wyborami 10 maja. Chętnych, by głosować w ten sposób może być zatem jeszcze więcej.

Setki godzin pracy

Czytelnicy OKO.press wskazują na szereg możliwych komplikacji. Przede wszystkim powątpiewają, czy konsulaty zdążą przygotować tak dużą liczbę kart, a następnie policzyć wszystkie odesłane pakiety.

Przykładem może być Wielka Brytania, gdzie utworzono 11 obwodów do głosowania. Na niektóre komisje przypadnie ponad 10 tys. wyborców. Zakładając optymistycznie, że zarejestrowanie jednego pakietu zajmie pracownikom ok. 60 sekund, wciąż potrzeba będzie na to 166 godzin. Przy 12-osobowej komisji (np. w Manchesterze), to 13,8 godziny na osobę.

Podobnie będzie np. w Szwajcarii, gdzie do głosowania w dwóch utworzonych obwodach zgłosiło się niemal 8 tys. chętnych. Każda z komisji będzie musiała rozpakować po 4000 pakietów, pracować będzie 4-5 osób.

"Nie ma najmniejszych szans, aby nastąpiło policzenie głosów w I turze, ogłoszenie wyników, wydrukowanie pakietów, wysyłka pakietów do wyborców i odesłanie ich przez wyborców w ciągu 2 tygodni pomiędzy turami wyborów" - obawia się nasz czytelnik.

Terminy gonią

Nawet zakładając maksymalną mobilizację pracowników komisji, nie wiadomo, ile pakietów zwrotnych zdąży dotrzeć do konsulatów na czas. Jak pisaliśmy w OKO.press zgodnie z ustawą z 2 czerwca 2020 konsulowie mają wysłać je obywatelom najpóźniej w przedwyborczy poniedziałek 22 czerwca.

Wybory korespondencyjne za granicą
źródło: MSZ

W placówkach druk kart jeszcze się nie zaczął, bo personel musi najpierw otrzymać z MSZ ich wzór. Gdy karty i oświadczenia o oddaniu głosu zostaną wydrukowane, trzeba będzie spakować je do kopert i rozesłać. Przy tak dużym zainteresowaniu, niektóre placówki np. w Wielkiej Brytanii czeka papierowy potop.

Ustawa precyzuje, że listy powinny zostać nadane zwykłą pocztą, a następnie odesłane przez wyborców na ich koszt. W większości krajów, ze względu na pandemię, nie ma możliwości, by pakiety pobierać osobiście w konsulacie lub samodzielnie je do niego odwieźć.

Czytelnicy OKO.press przypominają, że poczta w niektórych europejskich krajach nawet przed pandemią potrzebowała kilku dni, by dostarczyć zwykły list pomiędzy miastami. Teraz ze względu na zagrożenie epidemiczne działa jeszcze wolniej, otwartych jest mniej placówek np. we Francji czy Hiszpanii. Trudno powiedzieć też, jak lokalni operatorzy poradzą sobie z transportem tysięcy dodatkowych listów, których wagę będzie można liczyć w setkach kilogramów.

MSZ apeluje, by wyborcy odsyłali pakiety jak najszybciej. Bo koperty zwrotne, które nie dotrą do konsulatów przed zakończeniem głosowania, nie będą wliczone do puli głosów.

Problemy techniczne

Ale część Polonii nie może liczyć nawet i na problematyczne głosowanie pocztowe. Czytelnicy donosili nam o problemach z rejestracją w elektronicznym systemie ministerstwa. Niektórym nie udało się dopisać do list wyborców.

W niedzielę 14 czerwca, czyli na dzień przed ostatecznym terminem zgłoszeń, ambasada RP w Paryżu informowała, że przez pięć dni nie otrzymywała na swoją główną skrzynkę części wiadomości. Pracownicy placówki prosili, by maile przesłać jeszcze raz, najpóźniej do 15 lub 16 czerwca.

Czytelnik z Berlina pisał natomiast, że strona e-rejestracji była niedostępna przy łączeniu się z internetem przez zwykłe domowe połączenie. Załadowała się dopiero przy użyciu VPN lub zmianie sieci na dane komórkowe LTE.

Inni czytelnicy wskazywali, że w ogóle nie otrzymywali maili z potwierdzeniem rejestracji lub dostawali je kilkakrotnie.

Niektórzy nie zagłosują wcale

W niektórych krajach głosowanie nie odbędzie się w ogóle. To Peru, Chile, Kuwejt, Wenezuela, Afganistan i Korea Północna.

Wiceminister spraw zagranicznych Piotr Wawrzyk na konferencji prasowej 15 czerwca tłumaczył, że nie to jest decyzja polskiego MSZ, a władz danego państwa. Powodem jest pandemia koronawirusa.

"W Kuwejcie średnia dzienna zachorowań to 6 tys. osób; nie wolno się poruszać, wychodzić z domu, jest godzina policyjna, nie działają operatorzy pocztowi. Przeprowadzenie wyborów jest niewykonalne, bo prowadziłoby do złamania prawa tego państwa" – zaznaczył.

Wawrzyk tłumaczył, że w tych krajach uprawnionych do głosowania jest po kilkadziesiąt osób. A w Korei Północnej mieszkają tylko pracownicy polskiej placówki. Podkreślił zarazem, że każdy głos jest ważny.

Czytelniczka mieszkająca w Kuwejcie napisała nam jednak, że wiceminister kilkakrotnie minął się z prawdą. Po pierwsze dzienna liczba nowych przypadków w tym kraju to dziś ok. 500-600 osób, podobne wyniki jeszcze niedawno mieliśmy w Polsce. Nie jest także prawdą, że mieszkańcy Kuwejtu nie mogą wychodzić z domu. Więcej jest uprawnionych do głosowania - czytelniczka pisała o ponad 300 osobach, które nie będą mogły oddać głosu.

Zgodnie z art. 62 Konstytucji każdy obywatel i obywatelka Polski powinni mieć prawo wziąć udział w wyborach.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej w Brukseli, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne