Wicemarszałek Sejmu, Joachim Brudziński, przyznaje, że sprawa przeszłości posła Piotrowicza "chluby mu nie przynosi". Stwierdził także, że były prokurator wstydzi się tej części biografii i za nią przeprasza. Nie jest wykluczone, że tak jest - w prywatnych rozmowach z Brudzińskim. Publicznie jednak wstydu i żalu nie pokazuje


Pan poseł Piotrowicz dawał temu wielokrotnie świadectwo: tej karty w swoim życiorysie się wstydzi i za nią przeprasza

Joachim Brudziński, "Kawa na ławę", TVN 24 - 11/12/2016

Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Fałsz. Piotrowicz nigdy publicznie nie przeprosił


OKO.press nie znalazło żadnej wypowiedzi Stanisława Piotrowicza, w której przepraszałby za tę kartę w życiorysie. Nie było też mowy o wstydzie. Są za to inne wypowiedzi, w których poseł odnosi się do swojej przeszłości:

20 listopada 2015 r., tuż po wyborach, złożył oświadczenie opublikowane w mediach, w którym zaprzeczał zarzutom, jakie stawiała mu opozycja. Mówił m.in.: „Nigdy jako prokurator nie prowadziłem postępowania przygotowawczego w sprawie księdza pomówionego o molestowanie seksualne dzieci”.

„Nigdy nie oskarżałem przed sądem działaczy opozycyjnych. W szczególności nie oskarżałem przed sądem wymienianego w mediach działacza z Jasła (dowód: akta sądowe) Za odmowę prowadzenia takich śledztw po wprowadzeniu stanu wojennego zostałem przeniesiony z prokuratury wojewódzkiej do rejonowej”.



W oświadczeniu Piotrowicz bynajmniej nie przeprasza. Przeciwnie, grozi sądem za pomówienia.

  • przeczytaj całe oświadczenie z 20 listopada 2015

    W związku z rozpowszechnianiem nieprawdziwych informacji na mój temat zmierzających do poniżenia mnie w opinii publicznej i narażenia na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania mandatu posła oświadczam:

    1. Nigdy jako prokurator nie prowadziłem postępowania przygotowawczego w sprawie księdza pomówionego o molestowanie seksualne dzieci, a w szczególności nie wykonywałem w takim postępowaniu żadnych czynności procesowych, w tym również nie wydawałem postanowienia o umorzeniu postępowania (dowód: akta postępowania przygotowawczego).

    Przypisywane mi w tym kontekście wypowiedzi są również nieprawdziwe, a dobór rzekomo wypowiadanych słów i ich kompilacja ma na celu ośmieszenie i zdyskredytowanie.

    2. Nigdy nie oskarżałem przed sądem działaczy opozycyjnych. W szczególności nie oskarżałem przed sądem wymienianego w mediach działacza z Jasła (dowód: akta sądowe) Za odmowę prowadzenia takich śledztw po wprowadzeniu stanu wojennego zostałem przeniesiony z prokuratury wojewódzkiej do rejonowej.

    Prawdą jest to, że jako prokurator wielu takim osobom pomogłem, o czym przez lata musiałem milczeć, by osobiście nie narazić się na karę surowszą od tej jaka groziła tym, którym wówczas pomagałem.

    3. Nigdy nie prowadziłem żadnej kampanii wyborczej w aresztach śledczych lub zakładach karnych, w szczególności nie rozprowadzałem tam żadnych materiałów wyborczych i do nikogo o to nie zwracałem się. We wszystkich ulotkach wyborczych zawsze była informacja, że jestem byłym wieloletnim prokuratorem (dowód: akta śledztwa Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu).

    W związku z powyższym zwracam się z prośbą do mediów o opublikowanie mojego oświadczenia.

    Natomiast autorów szkalujących mnie tekstów i tych, którzy je rozpowszechniają wzywam do ich usunięcia z przestrzeni publicznej. W przeciwnym wypadku podejmę zdecydowane kroki zmierzające do wyciągnięcia odpowiednich konsekwencji prawnych.

    Stanisław Piotrowicz

Tydzień później, 27 listopada 2015 r., w programie „Piaskiem po oczach” dowodził zdziwionemu redaktorowi Piaseckiemu, że: „w tamtym czasie ponosiłem większe ryzyko, pomagając tym, którzy roznosili ulotki niż ci, którzy te ulotki roznosili. Wielu ludzi jest mi wdzięcznych za to, że w tamtym czasie ich osłaniałem i mocno wspierałem”.



Na pytanie, za co w związku z tym dostał Brązowy Krzyż Zasługi, stwierdził: „ja o takie odznaczenie nie prosiłem, a to jest najniższe z możliwych. I teraz wychodzi cała ta hipokryzja państwa: ponieważ nie możecie sobie poradzić z argumentami natury prawnej, to atakujecie mnie w sposób niegodziwy. I tych, którzy o tym piszą, czeka proces, i to nieuchronnie”.

W innym wywiadzie z tego samego okresu Piotrowicz przyznał, że był w PZPR, ale „nie żałuje, bo dzięki temu mógł realizować to, co było dobre dla ludzi”.

Po raz kolejny sprawa weszła na wokandę w czerwcu 2016 r. Poseł Piotrowicz, wywołany do odpowiedzi w Sejmie, powiedział m.in.: „Jeżeli ktoś ma wątpliwość, jakim ja człowiekiem jestem, to nie będę się odwoływał do tych odznaczeń, przyznanych mi przez instytucje demokratyczne i dokonań, które stały się moim udziałem w okresie stanu wojennego.

Przytoczę tylko, że właśnie po wprowadzeniu stanu wojennego za odmowę prowadzenia śledztw w trybie doraźnym, śledztw o charakterze politycznym, zostałem zdegradowany i poniewierany,

a gdy później w 90. roku za Polski jak państwo powiadacie – już wolnej – wreszcie mnie uhonorowano i zostałem szefem prokuratury, to wówczas Sojusz Lewicy Demokratycznej pisał pisma do ministrów sprawiedliwości kolejnych o odwołanie mnie z funkcji prokuratora”.

Jak relacjonowała reporterka „Faktów” TVN 8 grudnia 2016 r., wielu polityków PiS przyznaje, że chciałoby, żeby Piotrowicz przeprosił. Oznacza to, że ciągle tego nie zrobił. Podczas konferencji prasowej marszałek PiS Ryszard Terlecki nie odpowiedział na pytanie, czy chciałby, żeby przewodniczący Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka przeprosił za swoją przeszłość.

Sam Joachim Brudziński przyznał, że chętnie zobaczyłby konferencję prasową Piotrowicza i na to liczy.



Nie przeprasza, mija się z prawdą

Zamiast przepraszania i wstydu poseł Piotrowicz mija się z prawdą w swoich oświadczeniach. Po pierwsze, jak ujawnili reporterzy magazynu „Czarno na białym”, Piotrowicz nie pomagał opozycjoniście Antoniemu Pikulowi, który do tej pory był  koronnym argumentem polityków PiS. O pomocy dla Pikula nie słyszał ani sam zainteresowany, dziś wiceburmistrz Jasła, ani akta IPN.

Po drugie, Piotrowicz, wbrew temu co napisał w oświadczeniu, był zaangażowany w sprawę proboszcza z Tylawy, oskarżonego o molestowanie seksualne dzieci. To także dzięki niemu sprawa przeciwko księdzu została za pierwszym razem umorzona. Wielokrotnie bronił oskarżonego, twierdząc, że dotykanie miejsc intymnych dzieci to jedynie przejaw zdolności bioenergoterapeutycznych proboszcza. Sprawę szerzej opisaliśmy w tekście „Stanisław Dajciumka Piotrowicz. Prokurator, który chronił księdza molestującego dziewczynki”.


Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym