0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
13 sierpnia 2020

Posłowie chcą podwyższyć sobie pensje. Gorszego momentu nie mogli wybrać

Być może już jutro Sejm zajmie się pomysłem podwyższenia wynagrodzeń posłów. Projekt przygotowuje PiS, ale może on zyskać poparcie części posłów innych klubów. Moment jest fatalny: mamy pierwszą recesję od 1991 roku, 1/4 pracowników ma pensje niższe niż przed pandemią. OKO.press przypomina posłom, jak wygląda dziś rynek pracy

Wydrukuj

AKTUALIZACJA: Na stronach Sejmu pojawił się projekt ustawy zmieniającej wynagrodzenia osób sprawujących funkcje publiczne. Posłowie mają wg niego zarabiać 0,63 wynagrodzenia sędziego SN. Oznacza to, że uposażenie poselskie w 2020 wyniosłoby ok. 12600 zł brutto w stosunki do dzisiejszych 8 tys. brutto. Wyższa byłaby też dieta poselska - wzrosłaby z ok 2,5 tys.zł do ok. 4250 zł. Oznacza to łączną podwyżkę miesięcznego uposażenia i diety poselskiej o ok. 4,5 tys. netto.

„Dziennik Gazeta Prawna” donosi: posłowie chcą sobie podnieść wynagrodzenia. Projekt może trafić do Sejmu już jutro, w piątek 14 sierpnia. W zasadzie nie powinno być w tym nic dziwnego. Pensje Polaków rosną od lat, a posłowie powinni zarabiać przyzwoicie, bo ich praca bywa wymagająca.

Niestety, jest jeden problem. Trwa pandemia i gospodarczy kryzys. Posłowie, głosując nad kolejnym odsłonami tarczy antykryzysowej, od kilku miesięcy decydują, komu obniżyć pensje i jak ułatwić pracodawcom to obniżanie. O tym, że ciężar kryzysu jest przerzucany na pracowników, piszemy w OKO.press regularnie.

Mamy więc bardzo zły czas na podwyżki wynagrodzeń dla parlamentarzystów.

Wielu posłów wydaje się natomiast przekonanych, że należy je przeprowadzić. Anonimowy poseł powiedział „DGP”, że chciano temat wprowadzić na obrady już 7 sierpnia. Nie udało się, bo okazało się, że senator Libicki z PSL ma koronawirusa.

Według informacji dziennika rozważane są różne warianty.

"Pytanie, na jakiej kwocie PiS zamierza się zatrzymać. Mowa jest np. o trzykrotności średniego wynagrodzenia, czyli ok. 15 tys. zł" ‒ mówi DGP osoba znająca kulisy negocjacji. Jak z kolei podaje Gazeta Wyborcza, uposażenie parlamentarzystów miałoby wzrosnąć o około cztery tysiące złotych

"Problem jest poważny. Trzeba się nad tym zastanowić" - przyznaje w rozmowie z Wyborczą szef klubu PiS Ryszard Terlecki.

Mamy też zakulisowe gierki – podwyżki chce spora część polityków opozycji, ale żaden klub nikt nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności za nie.

Nagrody się należały

W 2018 roku Sejm obniżył posłom uposażenia o 20 proc. Był to wynik afery z nagrodami dla ministrów. Opinii publicznej nie spodobało się, że w 2017 roku rząd przyznał wszystkim członkom gabinetu po kilkadziesiąt tysięcy złotych nagród. Wówczas padły słynne słowa Beaty Szydło, że „te pieniądze im się po prostu należały”. Ostatecznie nagrody oddano, a rykoszetem dostało się posłom. Był to populistyczny ruch. Dlatego podwyżki dla posłów to temat, o którym należy rozmawiać. Ale robienie tego w dobie kryzysu to szansa, żeby przegiąć w drugą stronę. I zniechęcić ludzi do całej klasy politycznej, bo podwyżek chcą w Sejmie nie tylko politycy PiS.

Odrabianie strat

Być może posłowie zapomnieli już, co w ostatnich miesiącach przegłosowali. Warto więc przypomnieć im, jak wygląda sytuacja pensji Polaków w roku pierwszej recesji w Polsce od 1991 roku.

Załóżmy, że posłowie zwiększyliby sobie pensje o utracone w 2018 roku 20 proc. Przed obniżką zarabiali 10 tys. brutto, po obniżce – 8 tys. brutto (dla ułatwienia nie wliczamy diet). Powrót do takiej kwoty oznaczałby podwyżkę o 25 proc. Rządowa prognoza średniej pensji na koniec roku mówi o 5064 złotych. To o 3 proc. więcej niż w 2019 roku. A to oznaczałoby najmniejszy wzrost od denominacji złotego w 1995 roku i ustabilizowania gospodarki po kryzysie związanym z transformacją ustrojową. Można oczywiście uznać, że wzrost średniej pensji Polaków w czasie recesji jest sukcesem. Ale pamiętajmy, że średnia jest mylącym wskaźnikiem, bo uwzględnia i tych, którzy zyskają i tych, którzy stracą.

A tych ostatnich jest niemało.

Przestój ekonomiczny

Procedowane w pośpiechu wiosną kolejne ustawy antykryzysowe dają pracodawcom szerokie uprawnienia do obniżania pensji swoim pracownikom, w celu utrzymania firmy. W czasie trwania stanu epidemii pracodawca ma kilka opcji. Przy objęciu pracownika przestojem ekonomicznym, pracodawca może obniżyć pensję pracownika bez jego zgody nawet o 50 proc. Może też obniżyć wymiar czasu pracy o 20 proc., ale pensja nie może być wówczas niższa niż wynagrodzenie minimalne.

Według Diagnozy Plus innowacyjnego badania rynku pracy przeprowadzonego z inicjatywy czterech ośrodków badawczych i think tanków ekonomicznych (GRAPE, CASE, IBS i CenEA) w czerwcu 2020 ponad jedna czwarta badanych (26,2 proc.) zgłaszała niższy dochód niż przed pandemią. Mniej niż w kwietniu (35,7 proc.), ale to wciąż szeroki spadek dochodów. Co więcej, 5 proc. badanych zgłasza brak dochodów - ta liczba nie zmieniła się od kwietnia.

Nie trudno się domyślić, jak takie osoby zareagują na wieść o podwyżkach dla posłów.

Podwyżki dla budżetówki zamrożone

Jeszcze bardziej jaskrawe jest odmawianie podwyżek pracownikom sfery budżetowej. Chodzi o około 550 tys. urzędników państwowych, dla których podwyżki na przyszły rok mają zostać w budżecie na 2021 rok zamrożone. Pracownicy budżetówki mają powody do rozgoryczenia - wyższe poselskie pensje tylko doleją oliwy do ognia.

Tymczasem na dzisiejszym (czwartek 13 sierpnia) spotkaniu Rady Dialogu Społecznego w sprawie budżetu na 2021 strona rządowa postawiła sprawę jasno.

Żadnych podwyżek dla budżetówki nie będzie, chociaż związkowcy wspólnie z pracodawcami apelowali o 10 proc.

Konieczny: problemem nie pensje, a pieniądze na biuro

Badanie Polskiego Funduszu Rozwoju i Polskiego Instytutu Ekonomicznego z końca lipca pokazuje, że co trzeci Polak uważa, że pandemia wpłynęła na jego sytuację finansową negatywnie. Tylko 6 proc. uważa natomiast, że wobec lutego 2020 jego sytuacja się poprawiła.

Można się więc spodziewać, że podnoszenie sobie pensji w takiej sytuacji zostanie odebrane bardzo negatywnie. Z drugiej strony pensje posłów są znacznie niższe niż specjalistów w sektorze prywatnym. Czy w tej sytuacji posłowie powinni liczyć w tym roku na jakieś zmiany?

„Realnym problemem nie są uposażenia, bo te jak na polskie warunki są dobre, ale bardzo skromne środki na prowadzenie biur”

– mówi nam poseł Lewicy, Maciej Konieczny.

„Więc jeżeli ktoś chciałby realnie wzmocnić posłów i posłanki w ich rolach, to powinien zacząć od tego. Dla posłów i posłanek Razem niewiele to zmienia, bo sumę powyżej trzykrotności minimalnej i tak przekazujemy na cele społeczne. Jeżeli więc Prawo i Sprawiedliwość naprawdę chciałoby powiązać trwale pensje poselskie z jakimś współczynnikiem, to naszym zdaniem trzykrotność minimalnej byłaby wystarczająca”.

Udostępnij:

Bartosz Kocejko

Redaktor OKO.press. Kieruje działem społeczno-ekonomicznym. Czasem pisze: o pracy, podatkach i polityce społecznej.

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne