0:00
02 września 2020

Posłowie pytają o brutalność policji podczas aresztowania Margot. Komendant i wiceminister odpowiadają, jak chcą

Prawie 5 godzin trwało 2 września posiedzenie sejmowej komisji spraw wewnętrznych. Posłowie próbowali się dowiedzieć, dlaczego policja brutalnie spacyfikowała protest młodych aktywistów LGBT. Urzędnicy robili uniki, a komendant policji przekonywał, że wszystko było zgodne ze sztuką

Wydrukuj

Na posiedzeniu sejmowej komisji spraw wewnętrznych i administracji komendant główny policji Jarosław Szymczyk i wiceminister spraw wewnętrznych Maciej Wąsik mieli odpowiadać na pytania o interwencję na Krakowskim Przedmieściu podczas demonstracji solidarności z Margot. Mieli, bo chaotycznie prowadzone posiedzenie i dziesiątki długich pytań i oświadczeń uniemożliwiły wyegzekwowanie od nich odpowiedzi.

Przypomnijmy: 7 sierpnia 2020 warszawski sąd wydał nakaz aresztowania Margot, aktywistki kolektywu Stop Bzdurom.

Pod siedzibę Kampanii Przeciw Homofobii, gdzie wtedy przebywała, przyszło kilkadziesiąt osób, by nie pozwolić na jej zatrzymanie. Około godziny 18:00 Margot chciała demonstracyjnie oddać się w ręce policjantów z radiowozu, który przyjechał pod siedzibę KPH. Ale funkcjonariusze nie reagowali i w końcu odjechali.

Zebrane pod KPH osoby postanowiły przejść na Krakowskie Przedmieście. Tam czekały już na nich większe siły policji. Margot została zatrzymana. Osoby, które z nią szły, usiadły na jezdni, blokując samochód, do którego wsadzono Margot. Doszło do policyjnej interwencji – w sumie, według policji, zatrzymano 48 osób (część na Krakowskim Przedmieściu, część potem na ul. Wilczej, gdzie znajduje się jeden z komisariatów, do których przewieziono uczestników protestu).

10 sierpnia pisaliśmy, że według byłych policjantów pełniono tam tyle błędów, że cała akcja wyglądała jak prowokacja.

Dobry policjant i zły policjant

2 września na posiedzeniu sejmowej komisji stawili się dobry policjant (policjant rzeczywisty – komendant główny) i zły policjant (wiceminister Wąsik). Pierwszy spokojnie i złożonymi zdaniami odpowiadał na te pytania i uwagi, które wydały mu się wygodne. Drugi wdawał się w polemiki z posłami opozycji. Wspierali go posłowie PiS, unikający zadawania pytań gościom komisji. Zamiast tego atakowali posłów opozycji i komentowali, że Margot „nienawidzi Polski”. A skoro jej nienawidzi, to jak można jej bronić?

Komendant wielokrotnie podkreślił, że jest dumny ze swoich ludzi.

Zarzuty: eskalacja, brutalność, zatrzymywanie losowych osób

Posiedzenie w imieniu wnioskodawców (Koalicji Obywatelskiej) otworzyła posłanka Urszula Zielińska. Pytała:

„Dlaczego polska policja otrzymuje rozkazy, które wydają się wymuszać na niej nadużywanie środków przymusu bezpośredniego i eskalację podczas kolejnych protestów, które zwykle są pokojowe?”

Zacytowała relację jednego z zatrzymanych:

„Zostałem brutalnie złapany za szyję i barki. Byłem w szoku. Zdołałem zapytać policjanta o powód zatrzymania i wtedy powiedział »ty ….. [tu pada przekleństwo], nie ze mną takie numery«, i zaczął mnie dusić. Trzech policjantów ciągnęło mnie i dopiero kiedy zainterweniowały posłanki, policjanci przestali stosować wobec mnie przemoc”.

Później Zielińska przedstawiła swoją relację z wydarzeń. Lista zarzutów jest długa. Mówiła o eskalacji sytuacji ze strony policji, nieuzasadnionej brutalności, legitymowaniu aktywistów dopiero w radiowozie, po zatrzymaniu, rozkazie, by zatrzymywać losowe osoby, uniemożliwianie kontaktu z adwokatem.

Zwróciła uwagę, że większość zatrzymanych otrzymała zarzut udziału w zbiegowisku, chociaż większość z nich została zatrzymana już poza Krakowskim Przedmieściem.

„W imię jakiego prawa i na czyje polecenie – bo to odbywało się ewidentnie na polecenia motywowane prawdopodobnie politycznie – policja nie podjęła żadnej próby dialogu z pokojowo protestującymi młodymi ludźmi i od razu dążyła do eskalacji i zatrzymań? […] W imię jakiego prawa dowodzący wydał rozkaz, który według świadków brzmiał: bierzcie po trzy osoby i ładujcie do samochodów, wszystko jedno kogo?” – pytała posłanka.

To protestujący są winni

Minister Wąsik przedstawił swoją wersję wydarzeń i w ten sposób, jak później utrzymywał, odpowiedział na wiele zadanych później pytań. Na zarzut, że policja utrudniała kontakt z adwokatami, odpowiadał:

„Wszystkie osoby, które poprosiły o kontakt z obrońcą, ten kontakt otrzymały. To nie jest tak, że ten kontakt musi być w ciągu 15 minut”.

Generał Szymczyk bronił swoich podopiecznych. Jego zdaniem to protestujący byli agresywni, pluli na policyjne mundury, wyzywali policjantów. Komendant stwierdził też, że ma bardzo dużo dowodowego materiału wideo, ale nie może go pokazać, bo jest on dowodem w sprawie, która toczy się w prokuraturze. Poinformował również, że przeprowadzono wewnętrzną analizę, którą skwitował następująco:

„jeśli chodzi o działanie policjantów, to ciężko sformułować mi jakiekolwiek uwagi”

W odpowiedziach posła Wąsika regularnie pojawiała się też ulubiona taktyka polityków PiS pod tytułem „a za PO…”. Na przykład na uwagę Michała Szczerby z KO, że wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu przypominały łapanki, odpowiedział, że prawdziwe łapanki były za Platformy.

Sytuacja była agresywna

Odpowiadając na pytanie o zakładanie zatrzymywanym aktywistom kajdanek wyłącznie z tyłu, wiceminister przyznał, że istnieje możliwość założenia ich z przodu, gdy zagrożenie dla zdrowia lub mienia jest nieznaczne, za co otrzymał oklaski ze strony posłów opozycji. Wąsik odkrzyknął, że przecież „sytuacja była agresywna”.

„Każdy, kto podnosi rękę na policjanta, podnosi rękę na państwo polskie” – grzmiał wiceminister.

Na pytanie poseł Sroki z PiS o straty policji po akcji, generał Szymczyk powiedział o ok. 6 tys. złotych za uszkodzenia samochodu oraz kosztach wyprania oplutych policyjnych mundurów.

Śmiszek przeszkadzał

Krzysztof Śmiszek z Lewicy wskazywał na konkretne nieprawidłowości przy sporządzaniu protokołów z zatrzymania, o których mówili zatrzymani.

„nieprawidłowości, nieprawidłowości, podważające zaufanie do państwa, o którym dziś tak pięknie pan mówił, że te osoby atakowały państwo. To właśnie pan, swoimi nieodpowiedzialnymi i niepodpartymi dowodami wypowiedziami podważa pan zaufanie do policji, do której wszyscy chcielibyśmy to zaufanie mieć” – zarzucał Wąsikowi Śmiszek.

Odpowiedź Wąsika? „W ocenie policjantów przeszkadzał pan w wykonywaniu czynności”.

Zgromadzenie a zbiegowisko

Posłanka Magdalena Filiks z KO pytała o zarzuty stawiane zatrzymanym aktywistom:

„Po mojej interwencji policja w końcu informowała te osoby, jaki jest powód próby zatrzymania. Za każdym razem, co jest nagrane, policja informowała, że powodem tego zatrzymania, czyli powodu, że miały się udać do radiowozu bez prośby o wylegitymowanie, był udział w nielegalnym zgromadzeniu”. Według posłanki osoby, które bez interwencji posłanek wsiadały do radiowozu i jechały na komendę, otrzymywały już inny zarzut – czynny udział w zbiegowisku. A to zarzut poważniejszy, wynikający z kodeksu karnego. Filiks zapytała, dlaczego po interwencji poselskiej przedstawiany był inny zarzut.

„Musiał pan doczytać"

Bartłomiej Sienkiewicz z KO mówił: „Panie ministrze, na tej sali są funkcjonariusze publiczni, posłowie, którzy byli świadkami tych wydarzeń. Którzy przedstawili w międzyczasie kilkadziesiąt faktów świadczących o tym, że pana konkluzja o prawidłowych działaniach w tym dniu jest po prostu nieprawdziwa. Mamy świadectwa adwokatów i samych poszkodowanych. Upieranie się, że wszystko jest w porządku, ma mniej więcej taki skutek, jak pana przekonanie o tym, że można skuwać ludzi z kajdankami do tyłu. Pod naciskiem tej Sali, musiał pan doczytać, że jest to tylko jedna z możliwości”

W odpowiedzi na to, minister Wąsik zaczął atakować Sienkiewicza, byłego ministra spraw wewnętrznych i całą PO.

Policjanci dzwonią do Sejmu?

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk opowiedziała, że 7 sierpnia została okłamana, iż osoby, o które pytała, nie są na komendzie, gdzie przeprowadzała interwencję poselską. Od policjantów miała usłyszeć, że „zaraz zadzwoni się do Sejmu i skończy się to wyłudzanie danych osobowych”. Chwilę później okazało się, że te osoby na komendzie są, ponieważ przyjechał pełnomocnik, który został do nich dopuszczony. Dziemianowicz-Bąk zapytała komendanta Szymczyka, do kogo w Sejmie dzwoni się z takimi prośbami.

Szymczyk odmówił odniesienia do słów cytowanych przez posłankę, bo, jak mówił: „nie słyszałem, nie widziałem, nie byłem”. „Nie wierzę, że jakikolwiek policjant dzwoni do Sejmu” – powiedział też.

Scheuring-Wielgus: wyjadę ze swoją furgonetką

Margot została oskarżona o napaść na kierowcę homofobusa z kłamliwymi hasłami o osobach LGBT. Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus zapytała komendanta Szymczyka, czy jeżeli wyjedzie na ulice z furgonetką, na której napisze, że księża to pedofile, to czy policja będzie ją chronić przed atakami. Po długiej wymianie zdań i retorycznych unikach otrzymała potwierdzenie, na co zareagowała: „Więc wyjadę z taką furgonetką. Przynajmniej ja będę mieć na tej furgonetce prawdę”.

Pytania bez odpowiedzi

Justyna Nakielska z Kampanii Przeciw Homofobii i Magdalena Filiks próbowały dowiedzieć się od Szymczyka i Wąsika, dlaczego uczestniczący w wydarzeniach na Krakowskim Przedmieściu byli zatrzymywani, a nie tylko wylegitymowani. Nie dostały jej. Komendant stwierdził za to, że się cieszy, iż przedstawicielka KPH wspomniała o lżeniu policjantów. Chwilę później obaj zasłonili się obowiązkami służbowymi i wyszli z posiedzenia.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne