Prawa autorskie: Adam Stepien / Agencja GazetaAdam Stepien / Agenc...
10 sierpnia 2020

Akcja jak prowokacja. Błędy policji eskalowały protest w obronie Margot - uważają ex-policjanci

Narodowców łamiących prawo podczas kolejnych Marszy Niepodległości policja nie zatrzymuje. Przygląda się im z dala, "unikając sytuacji kryzysowej". Aktywistkę LGBT aresztowano w tłumie, a potem z tłumu wyciągano brutalnie kolejne osoby, prowokując dalsze protesty. Według byłych policjantów, pełniono tyle błędów, że cała akcja wyglądała jak prowokacja

W piątek, 7 sierpnia 2020, sąd podjął decyzję o aresztowaniu na dwa miesiące Margot, aktywistki walczącego z homofobią kolektywu Stop Bzdurom. Prokuratura zarzuca jej uszkodzenie ciężarówki z homofobicznymi hasłami, należącej do pro-lajferskiej fundacji i poturbowanie jej kierowcy. W komunikatach policji i prokuratury Margot występuje pod oficjalnym nazwiskiem - Michał Sz.

27 czerwca 2020 kilka osób zatrzymało w centrum Warszawy ciężarówkę fundacji Pro Prawo do Życia. Na plandece auta były znaki „zakazu wjazdu” z tęczą w środku oraz lista rzeczy, których rzekomo „lobby LGBT chce uczyć dzieci” (np. 4- latki miałyby być uczone masturbacji). Były też napisy „stop pedofilii” i „zobacz związek pedofilii seksualizacją” (radykalne środowiska pro-life celowo i konsekwentnie w swoich kampaniach łączą sprawy pedofilii i LGBT).

Akcja zatrzymania ciężarówki fundacji Pro Prawo do Życia. Fot. screen profil facebookowy kolektywu „Stop Bzdurom”

Grupa, która zatrzymała ciężarówkę, pocięła plandekę i napisała na niej sprayem „stop bzdurom”, przecięła także opony i zerwała tablice rejestracyjne, wyłamała lusterka. W trakcie akcji doszło do szarpaniny z kierowcą ciężarówki, który telefonem nagrywał zajście.

[embed]https://www.facebook.com/watch/?v=753875405386369[/embed]

Wkrótce potem na facebookowej stronie walczącego z homofobią kolektywu „Stop Bzdurom” pojawiła się relacja z zatrzymania ciężarówki. Kolektyw niby odcinał się od akcji i potępiał „poziom eskalacji” i „wandalizm”, ale z drugiej - sugerował, że to jego dzieło.

[embed]https://www.facebook.com/stopbzdurom/posts/696222647625394[/embed]

Potem na profilu zamieszczone zostało zdjęcie Margot i innej aktywistki, z tablicą rejestracyjną ciężarówki. W komentarzu napisano: „Hej, Fundacja Pro. Mamy wasze tablice. Znalazłyśmy je nagle w swoich dłoniach.”

[embed]https://www.facebook.com/stopbzdurom/posts/696371884277137[/embed]

14 lipca Margot została zatrzymana przez policjantów w cywilu, w nienależącym do niej mieszkaniu. Poinformowała o tym w mediach społecnościowych inna aktywistka LGBT - Marta Puczyńska. Na jej Facebooku na krótko pojawiło się nagranie z zatrzymania.

Słychać było na nim rozmowę Margot z funkcjonariuszami.

„Dostanie pan jeden nakaz doprowadzenia do prokuratury, my pana doprowadzimy do prokuratury i na tym nasze czynności się kończą. My realizujemy postanowienie prokuratorskie, mieliśmy ustalić miejsce pobytu i pana doprowadzić. Co pan narozrabiał, my tego nie wiemy” - mówił jeden z policjantów. Później następowało cięcie. Nie wiadomo, co się wówczas wydarzyło.

W kolejnych ujęciach widać już było jak funkcjonariusze obezwładniają Margot, kładą na podłodze.

„Będziesz dalej dyskutował czy nie? Ja przyszedłem cię zatrzymać, kulturalnie chciałem z tobą wyjść” - przekonywał funkcjonariusz.

„Wp...lając się do mieszkania? To jest to mało kulturalna sytuacja. Czy mogę założyć buty?” - pytała Margot.

Policjant zapowiadał, że będzie liczył do pięciu. Zatrzymana miała na rękach kajdanki, zapięte z tyłu. „Naprawdę jest pan takim ch...?” - pytała. „Tak, jestem ch... Mam satysfakcję, że nie możesz założyć skarpet” - odparł funkcjonariusz.

Ostatecznie, według relacji Puczyńskiej, Margot została wyprowadzona z mieszkania bez butów i spodni. Przeciwko takim metodom działania policji protestowali potem m.in. posłowie lewicy.

Jak się potem okazało, Margot została przewieziona na przesłuchanie. Postawiono jej zarzuty „czynnego udziału w zbiegowisku” i uszkodzenia „wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami” ciężarówki - przez co fundacja Pro Prawo do Życia miała ponieść stratę w wysokości 6123 zł.

Jak informowała prokurator Mirosława Chyr, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie „Michałowi Sz. zarzucono również, iż w trakcie zajścia przewrócił Łukasza K. [kierowcę ciężarówki] na chodnik, czym spowodował u niego obrażenia w okolicy pleców i lewego nadgarstka. Zarzut obejmuje także stosowanie przemocy polegającej na szarpaniu i popychaniu Łukasza K. w celu zmuszenia pokrzywdzonego do zaprzestania nagrywania przebiegu zdarzenia.”

Chyr wyliczała, że:

  • „Czyn z art. 254 par. 1 Kodeksu karnego (czynny udział w zbiegowisku) jest zagrożony karą do 3 lat pozbawienia wolności.
  • Czyn z art. 288 par. 1 Kodeksu karnego (uszkodzenie mienia) jest zagrożony karą do 5 lat pozbawienia wolności.
  • Czyn z art. 157 par. 2 Kodeksu karnego (spowodowanie rozstroju zdrowia na czas poniżej 7 dni) jest zagrożony karą do 2 lat pozbawienia wolności.
  • Czyn z art. 191 par. 1 Kodeksu karnego (zmuszanie do określonego zachowania przy użyciu przemocy) jest zagrożony karą do 3 lat pozbawienia wolności.
  • Za popełnienie czynu o charakterze chuligańskim (art. 57 a par. 1 Kodeksu karnego) sąd wymierza karę w wysokości nie niższej od dolnej granicy ustawowego zagrożenia zwiększonego o połowę.”

Prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o aresztowanie Margot - uzasadniając to możliwością utrudniania postępowania i ucieczki.

15 lipca Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa odrzucił wniosek prokuratury - zastosował tylko dozór policyjny i kaucję. Śledczy odwołali się jednak od tej decyzji.

7 sierpnia Sąd Okręgowy w Warszawie zadecydował o tymczasowym aresztowaniu Margot na 2 miesiące. Według wielu prawników, którzy zabierali publicznie głos w tej sprawie, zastosowanie aresztu tymczasowego, przy zarzutach jakie usłyszała Margot, jest zaskakujące.

Od popołudnia do późnej nocy na ulicach stolicy trwały protesty, najpierw przeciwko planowanemu, a później już zrealizowanemu aresztowaniu. Wiele osób przyszło protestować po prostu przeciwko atakom władzy na osoby LGBT.

Na Krakowskim Przedmieściu - gdzie Margot została aresztowana - doszło do przepychanek z policją.

Funkcjonariusze brutalnie obezwładniali i zatrzymywali uczestników protestów, ale także zupełnie przypadkowe osoby. Według rzecznika Komendy Stołecznej Policji, ujęto 48 osób.

Agresję policji i nieuzasadnione zatrzymania, potępili politycy opozycji. Kilkoro posłów zaangażowało się w akcję pomocy zatrzymanym.

W sobotę, podczas specjalnie zwołanego brifingu, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro utożsamił działania tych polityków z obroną akcji zatrzymania ciężarówki fundacji Pro Prawo do Życia. Pokazywał film z ataku na kierowcę auta i przekonywał, że politycy opozycji „bronią bandytyzmu”.

„Wzywam ich do tego, żeby przeprosili funkcjonariuszy policji, prokuratury, sądów, przede wszystkim tego człowieka, który został napadnięty i przeprosili tych ludzi, którzy to wszystko widzieli i byli przerażeni tym, co się dzieje w środku Warszawy” - mówił.

Dodał, że policjanci, „którzy [w piątek] wykonywali zadanie zlecone im przez sąd, wykonywali obowiązujące ich prawo i zostali też napadnięci, byli przedmiotem szykan, wyzwisk, brutalnej napaści.”

Minister zapewniał, że w związku z tym „dalsze działania policji były uzasadnione”. „Dziękuję policji za profesjonalizm” - zakończył.

Ex-policjanci: nieudolność czy prowokacja?

Faktycznie policja miała obowiązek wykonać decyzję sądu i doprowadzić Margot do aresztu. Ale - według byłych policjantów, z którymi rozmawialiśmy - nie działała profesjonalnie. Popełniła co najmniej kilka błędów, które doprowadziły do eskalacji emocji tłumu. Owszem, niektórzy zgromadzeni wykroczyli poza granice pokojowego protestu, ale policja nie miała prawa używać w związku z tym przemocy. I oczywiście nie miała prawa zatrzymywać osób, które nie łamały prawa oraz zupełnie przypadkowych przechodniów.

W efekcie nieudolnych działań policji, zamiast jednego aresztowania, były dziesiątki zatrzymań, także osób bardzo młodych, które dotąd nie wchodziły w żadne konflikty z prawem.

„Akcja wyglądała tak, jakby biorącymi w niej udział funkcjonariuszami nikt nie dowodził, albo celowo prowadził ich do zwarcia z protestującą młodzieżą” - mówi wieloletni funkcjonariusz prewencji,

dziś pracujący w prywatnym biznesie. Według niego i innych naszych rozmówców ex-policjantów, niewiele brakowało, a wszystko mogło skończyć się jeszcze gorzej.

„W proteście brała udział młodzież, która ma poczucie skrzywdzenia, czy nawet prześladowania przez władzę. To nie Lotna Brygada ze swoimi skeczami czy Obywatele RP z białymi różami, trzymający się zasady non violence i traktujący policjantów jak ofiary, które muszą wykonywać rozkazy władzy. W piątek górę brały emocje, padały ostre hasła pod adresem policji i mogło dojść do poważnych rozruchów” - mówią policjanci.

Błąd pierwszy - zły moment

Według naszych rozmówców - byłych funkcjonariuszy, kluczowy błąd jaki popełniła w piątek policja, to niewłaściwy moment zatrzymania Margot.

W swoim komunikacie rzecznik KSP nadkom. Sylwester Marczak tłumaczył, że policjanci musieli zatrzymać aktywistkę wtedy, kiedy zatrzymali, bo

decyzja sądu dotycząca aresztu tymczasowego „podlega natychmiastowej wykonalności”.

Tyle, że gdyby policja literalnie podchodziła do „natychmiastowej wykonalności”, musiałaby ująć Margot kilka godzin wcześniej, gdy była ona w siedzibie Kampanii Przeciw Homofobii przy ul. Solec.

Po tym, jak w mediach społecznościowych rozeszła się wieść o decyzji sądu, zebrał się tam tłum wspierających ją ludzi. Część chciała blokować działania policji.

Blokada aresztowania Margot
07.08.2020 Warszawa, ul. Solec. Blokada aresztowania aktywistki kolektywu Stop Bzdurom. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Około godziny 18:30 Margot wyszła z siedziby KPH i podeszła do policyjnego radiowozu, domagając się zatrzymania. Wyciągała ręce do zakucia w kajdanki. „J…ć pały i sąd cały’ „J…ć psy, stop bzdurom” - krzyczeli wówczas zebrani pod KPH ludzie. Policjanci nie zatrzymali Margot i po prostu odjechali.

Margot chce oddać się w ręce policji
07.08.2020 Warszawa, ul. Solec. Margot chce oddać się w ręce policji, ale policja nie reaguje. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Później rzecznik KSP tłumaczył w mediach: „Biorąc pod uwagę tłum i siły jakimi dysponowaliśmy,

zatrzymanie tej osoby mogło stanowić realne zagrożenie dla policjantów, bowiem przy tego typu sytuacjach należy spodziewać się również prowokacyjnego zachowania”.

Dodał, że słuszność decyzji o odstąpieniu od aresztowania potwierdziło to, co potem działo się na Krakowskim Przedmieściu, gdzie po zatrzymaniu Margot „tłum zaatakował radiowóz m.in. skacząc po nim”. I że gdyby do aresztowania doszło pod KPH, „moglibyśmy mówić o rannych policjantach”.

Była więc jednak możliwość przesunięcia zatrzymania - gdy chodziło o bezpieczeństwo funkcjonariuszy.

„Wybierając moment przeprowadzenia tej czynności, policja powinna kierować się także, a nawet przede wszystkim, bezpieczeństwem obywateli.

Jeśli aktywistka nie została zatrzymana od razu, gdy dobrowolnie się poddawała, nie powinna zostać zatrzymana w tłumie później. Mówiąc wprost, trzeba było puścić za nią ogon i zatrzymać, gdy nie będzie ryzyka zamieszek na dużą skalę” - tłumaczy były policjant z wydziału kryminalnego.

Margot i jej obrońcy idą w kierunku Kościoła Św. Krzyża
07.08.2020 Warszawa, ul. Krakowskie Przedmiescie. Margot i jej obrońcy idą w kierunku Kościoła Św. Krzyża. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Błąd drugi - złe miejsce

Tymczasem ktoś w policji podjął decyzję, by zatrzymać Margot na Krakowskim Przedmieściu, dokąd przemaszerowała z Solca na czele grupy osób, które przyszły ją wspierać.

„Trudno o bardziej idiotyczny pomysł. Po pierwsze, wybrano miejsce gdzie jest zawsze dużo przygodnych osób, m.in. turystów. To zwiększa ryzyko działań. Po drugie - aktywistom dano czas - od ich wyjścia spod siedziby KPH do dotarcia na Krakowskie Przedmieście.

Gdyby chcieli iść na zwarcie z policją, mogliby zjechać się z całego miasta, zorganizować.

Po trzecie - aresztowania dokonano w pobliżu Kościoła Św. Krzyża, nadając sprawie dodatkowy kontekst, związany z niedawnym powieszeniem tęczowej flagi na figurze Jezusa i późnieszymi działaniami policji w tej sprawie. To dodatkowo zagotowało działaczy LGBT, co zwiększyło ryzyko starć” - wylicza były funkcjonariusz prewencji.

Margot była jedną z osób, które powiesiły tęczowe flagi na pomnikach Chrustusa, Kopernika i Syrenki. Po tym jak wiceminister sprawiedliwości złożył w związku z tym zawiadomienie do prokuratury, aktywistki, które wieszały flagi, zostały kilka dni temu zatrzymane przez policję.

Odległość pomiędzy siedzibą Kampanii Przeciw Homofobii a Kościołem Św. Krzyża. Fot. screen Google Earth

Drugi z naszych rozmówców uważa, że policja popełniła podobny błąd jak w sprawie Piotra S. pseudonim Staruch, nieformalnego szefa kibiców Legii. 1 sierpnia 2011 roku sąd wydał decyzję o jego aresztowaniu, w związku z zarzutem pobicia kibica Polonii. Nieumundurowani policjanci chcieli zatrzymać Starucha, gdy wraz z bardzo liczną grupą kibiców schodził z Kopca Powstania Warszawskiego, gdzie złożyli kwiaty w związku z rocznicą wybuchu powstania. Kibice próbowali zablokować wyjazd samochodu ze Staruchem. Policjanci musieli wezwać posiłki, użyto gazu łzawiącego, jeden z funkcjonariuszy został uderzony i raniony kamieniem.

„Wtedy również historia mogła się skończyć bardzo źle. Gdy do zwykłych zdarzeń dochodzą czynniki godnościowe, ludzie są skłonni do o wiele dalej posuniętych działań” - przekonuje jeden z naszych rozmówców, ex-policjantów.

Zatrzymanie Starucha 1 sierpnia kibice i prawicowi dziennikarze uznali wówczas za rządowo-policyjną prowokację. Za szefa kibiców ręczyli prawicowi politycy, m.in. Beata Kempa. Ostatecznie później Staruch dobrowolnie poddał się karze - usłyszał wyrok 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat.

Błąd trzeci: radiowóz jak zając na wabia

Według naszych rozmówców, także sam sposób aresztowania Margot, był fatalny i prowadził do eskalacji przemocy.

Aktywistka została zatrzymana przez nieumundurowanych funkcjonariuszy, którzy zaparkowali nieoznakowany radiowóz na środku Krakowskiego Przedmieścia, niedaleko Kościoła Św. Krzyża. Gdy Margot dotarła tam z grupą wspierających ją osób, podeszli do niej, złapali za ręce i wsadzili do auta.

„Stało z dala od policyjnych furgonetek, które przyjechały zabezpieczać porządek pod Kościołem Św. Krzyża. Bez wsparcia, jak zając na odstrzał. To było jak zaproszenie do blokady radiowozu. Już wcześniej,

na Solcu, obrońcy Margot zapowiadali, że nie dadzą policji jej zabrać. Łatwo było przewidzieć, że to samo spróbują zrobić na Krakowskim Przedmieściu” - mówi były funkcjonariusz prewencji.

Według niego policja nigdy nie powinna do tego dopuścić.

Aresztowana Margot w nieonakowanym radiowozie
07.08.2020 Warszawa, ul. Krakowskie Przedmieście. Aresztowana Margot w nieoznakowanym radiowozie. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

I rzeczywiście: jak tylko Margot znalazła się w aucie, otoczyli je towarzyszący jej ludzie. Dwóch mężczyzn weszło na maskę, by uniemożliwić odjazd samochodu. Inni usiedli na ziemi.

Uczestnik protestu w obronie Margot na dachu policyjnego radiowozu
07.08.2020 Warszawa, ul. Krakowskie Przedmiescie. Uczestnik protestu w obronie Margot na dachu policyjnego radiowozu. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Dopiero po dłuższej chwili umundurowani policjanci z furgonetek utworzyli wokół auta kordon. Ale wtedy z kolei kordon został otoczony pierścieniem protestujących. Przez około godzinę udawało im się blokować wyjazd samochodu. Około godziny 20 zebrani próbowali przebić się do aresztowanej. Policjanci zaczęli wówczas rozbijać blokadę, brutalnie wyciągając kolejne osoby i odprowadzając do furgonetek.

Dopiero wtedy nieoznakowany samochód z Margot odjechał.

07.08.2020 Warszawa . ulica Krakowskie Przedmiescie . Blokada aresztowania aktywistki KPH .
Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta
07.08.2020 Warszawa, ul. Krakowskie Przedmieście. Kordon policji wokół radiowozu z Margot. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Po zajściach policja podała, że zatrzymanym postawiono m.in. zarzut udziału w zbiegowisku, którego ''uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osobę lub mienie''. Kilka osób usłyszało zarzuty niszczenia mienia w postaci policyjnego radiowozu.

Art. 254

§ 1. Kto bierze czynny udział w zbiegowisku wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osobę lub mienie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§ 2. Jeżeli następstwem gwałtownego zamachu jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu, uczestnik zbiegowiska określony w § 1, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Błąd czwarty: chaotyczna brutalna łapanka

Według ex-funkcjonariuszy, z którymi rozmawialiśmy, po zatrzymaniu Margot policyjna akcja powinna się skończyć.

„Na Krakowskim Przedmieściu jest mnóstwo kamer monitoringu miejskiego i prywatnego, wydarzenia rejestrowali również funkcjonariusze.

Na podstawie zapisów z kamer i relacji w mediach społecznościowych i tradycyjnych policja mogła wytypować osoby, które podczas protestu łamały prawo.

Jeśli popełniły przestępstwo - powinna postawić im zarzuty, jeśli wykroczenie - skierować do sądu wnioski o ukaranie. I tyle” - mówi była policjantka, która dziś pracuje w jednej z najważniejszych państwowych instytucji.

Stało się jednak inaczej: policja zatrzymywała kolejne osoby na Krakowskim Przedmieściu, a potem także w okolicach komendy przy ul. Wilczej, dokąd działacze LGBT poszli protestować przeciwko zatrzymaniom.

Liczne relacje świadków i nagrania potwierdzają, że niektórzy funkcjonariusze nadużywali siły, zachowywali się agresywnie i brutalnie. Zatrzymywano przypadkowych przechodniów albo obserwatorów zdarzeń, którzy np. mieli torbę z tęczowym wzorem.

Policja brutalnie zatrzymuje uczestników protestu w obronie Margot
07.08.2020 Warszawa . ul Krakowskie Przedmiescie. Policja brutalnie zatrzymuje uczestników protestu w obronie Margot. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

„Wszystko razem przypominało łapankę. Działania prowadzone były w totalnym chaosie, policjanci biegali w tę i z powrotem, znienacka zatrzymywali ludzi, nie podawali podstawy prawnej. Większość ujętych osób, natychmiast po wylegitymowaniu, powinna zostać puszczona do domów, a spędzili noc na dołku” - mówi była policjantka.

Uderzająca jest różnica w traktowaniu uczestników piątkowych protestów i np. uczestników Marszu Niepodległości, którzy co roku łamią prawo wznosząc rasistowskie i faszystowskie hasła, używając niedozwolonych podczas zgromadzeń materiałów pirotechnicznych i dopuszczając się różnych aktów wandalizmu.

Gdy OKO.press zapytało w 2017 roku Komendę Stołeczną Policji, dlaczego funkcjonariusze nie reagowali gdy uczestnicy Marszu naruszali prawo, dlaczego nie legitymowali ich i nie zatrzymywali, rzecznik KSP wyjaśnił, że chodziło o to by narodowców nie prowokować. „Zgodnie z przyjętą taktyką, działania policjantów skupione były na uniknięciu sytuacji kryzysowej, polegającej m.in. na zagrożeniu życia i zdrowia osób” - pisał w odpowiedzi na nasze pytania.

Zgodnie z tą taktyką, funkcjonariusze tylko obserwują uczestników Marszu Niepodległości. Dopiero potem, na podstawie zdjęć z monitoringu i mediów, próbują identyfikować sprawców przestępstw i wykroczeń. Jak pisaliśmy, ta taktyka w praktyce oznacza bezkarność narodowców - przez to, że często zasłaniają twarze i przestępstw dopuszczają się po zmierzchu, policji nie udaje się ich zidentyfikować.

Mimo, że ta sama sytuacja powtarza się od kilku lat, policja nie zmienia przyjętej taktyki.

Udostępnij:

Bianka Mikołajewska

Od wiosny 2016 roku wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press. Wcześniej dziennikarka „Polityki” (2000-13) i krótko „GW”. W konkursie Grand Press 2016 wybrana Dziennikarzem Roku. W 2019 otrzymała Nagrodę Specjalną Radia Zet - Dziennikarz Dekady. Laureatka kilkunastu innych nagród dziennikarskich. Z łódzkich Bałut.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne